28 lutego 2017

Dior Colour Gradation. Makijaż wiosna 2017.

Czuję ją w powietrzu, czuję ją w makijażu - motywem przewodnim kolekcji Colour Gradation autorstwa dyrektora artystycznego makijażu Dior Petera Philipsa na sezon wiosenny 2017 jest makijaż gradientowy. O co chodzi? O intuicyjną technikę wykorzystującą kolorystyczny efekt cieniowania ton w ton. Colour Gradation świętuje nadejście pięknych, wiosennych dni, oferując do wyboru makijaż, w którym pigmenty stapiają się ze skórą, lub bardziej awangardowy efekt cieniowania - decydujesz sama.


Co znajdziesz w kolekcji? Między innymi Diorblush Colour Gradation, który muska kości policzkowe kolorem (pastelowy róż) i stopniuje natężenie koloru. Róż Collector ozdobiony kultowym plisowanym motywem występuje w kompozycji podkreślającej świeżość cery. Odcień, który widzisz na zdjęciach to Pink Shift - stopniowo uwalnia emocje od delikatnej dzikiej róży aż do promiennego rumieńca. Puderniczka z motywem plecionki kryje w swoim wnętrzu ten sam plisowany wachlarz, który nadaje styl całej kolekcji. Jedwabista, bardzo drobna konsystencja z rozpraszającym światło połyskiem dyskretnie łączy się ze skórą i rozświetla cerę w nowej, opalizującej kompozycji.


Usta? W kolekcji znalazło się sporo produktów, które zadbają o nienaganny wygląd ust. Przede wszystkim są to podwójne sztyfty Rouge Gradient, które wykorzystują nową technikę, oferując subtelne cieniowanie kolorów. Jak ich używać? Wystarczy nałożyć przy użyciu ołówka z podwójną gąbkową końcówką jaśniejszy odcień o konsystencji kremu z matowo-pudrowym wykończeniem na całej powierzchni jako bazę, a następnie akcent bardziej intensywnego koloru w środkowej części ust. Nakładane na siebie dwa odcienie tworzą bardzo świeży efekt płynnego połączenia i stopniowej gradacji barw, którego intensywność można dowolnie modelować bez wrażenia dodatkowej powłoki.


Trzy możliwości w jednej kolekcji: wibracja zmysłowych czerwieni, kontrast młodzieńczych odcieni różu lub wariacje w wytwornych śliwkowych tonach.
Trzy odcienie, od lewej: 975 Red, 755 Purple, 575 Pink.



W makijażu zdecydowałam się na użycie Diorblush Colour Gradation w odcieniu Pink Shift oraz pomadki Rouge Gradient 975 Red. Wspominałam, że w kolekcji znalazło się sporo specyfików do ust? Jest jeszcze Dior Addict Gradient z lustrzanym blaskiem w aż pięciu odcieniach oraz złuszczający i odżywczy Lip Sugar Scrub w sztyfcie z kryształkami cukru, który wzbogacił właśnie kolekcję Backstage Pros. Wystarczy nałożyć grubszą warstwę pomadki w dowolnym momencie w ciągu dnia, a następnie rozetrzeć konsystencję przypominającą słodką granitę między wargami, nawilżając i odżywiając powierzchnię ust.


Który z produktów najchętniej zobaczyłabyś w swojej kosmetyczce?
Dior Colour Gradation. Makijaż wiosna 2017.
Czytaj dalej...

27 lutego 2017

Beauty Monday: In Your Dreams.


W tym makijażu możesz zobaczyć praktycznie wszystko, co najbardziej lubię. Czarny, brokat i nieoczywisty czerwony - w miejscu w którym dla części z Was będzie wyglądał źle, dla innych - świetnie. Dla mnie to połączenie - jest jednym z najfajniejszych, jakie zrobiłam i bardzo się cieszę, że mamy taką wolność w tym jak możemy wyglądać, co wybierać i co robić.


Gdzie tutaj są pierwsze skrzypce? Nie ma. Wszystko jest fajne zarówno razem jak i osobno. O każdym produkcie, którego użyłam w tym makijażu mogę napisać, że jest wart tego, aby zwrócić na niego uwagę.


Jest jeszcze coś, o czym ostatnio sporo myślę i staram się robić. Niedoskonałość. Zupełnie przestała mnie interesować. Zupełnie mam gdzieś makijaże, które oglądam w sieci - szybko przewijam te instagramowe uśmiechając się pod nosem. I to nie jest tak, że uważam, że są złe - bo nie są, wymagają totalnych umiejętności, cierpliwości itp. One zwyczajnie nie są moje i nie korespondują z moim poczuciem piękna. Bardzo się cieszę i jestem szczęśliwa, że mam to w głowie.


Mam na sobie:
Twarz: Guerlain, Lingerie de Peau Skin Fusion 01N Très Clair, Make Up Forever Pro Finish 117, MAC Mineralize Skinfinish Lightscapade, MAC, Mineralize Blush Modest Blush.
Oczy: Sephora Easy Smoky Eye Pitch Black - Mat/Matte, Bobbi Brown Natural Brow Shaper & Hair Touch Up Brunette, Giorgio Armani Eyes to Kill Black, Marc Jacobs Beauty Highliner Fine (Wine), In Your Dreams Blue Frosted Fairy Chunky Cosmetic Glitter.
Usta: Chanel Rouge Allure VelvetLibre 62.


Co na tak w makijażu Co na nie? Daj znać!
Beauty Monday: In Your Dreams.
Czytaj dalej...

25 lutego 2017

Dr Irena Eris Body Fiesta Monoi.


Pora na rozpieszczanie. Zbliżająca się wiosna może okazać się najlepszą porą na to, aby poświęcić sobie odrobinę więcej czasu. I tym razem nie będę namawiała na zaleganie w fotelu, pod kocykiem, z książką i kubkiem herbaty. Tym razem zachęcam do wyjścia na dwór, sportu, ruchu, wsłuchania się w swoje ciało, a po tym wszystkim - sprawienia mu przyjemności pod postacią wieczornego seansu spa.


Nie lubię kosmetyków o zapachu miodu. Zwykle są zbyt słodkie/mdłe/usypiające. W przypadku serii Monoi miałam obawy, że może być podobnie, na szczęście zupełnie nie jest! Uwielbiam ten aromat do tego stopnia, że zdecydowałam się również na wizytę w Kosmetycznym Instytucie dr Ireny Eris i wybrałam odżywiający zabieg na twarz właśnie na bazie produktów z serii Monoi. Rozpływałam się, dosłownie! Jakiś czas temu opublikowałam relację z wizyty w Kosmetycznym Instytucie Dr Irena Eris - zachęcam do przeczytania - Miejsca: Kosmetyczny Instytut Dr Irena Eris.

Używam dwóch produktów Monoi, pierwszy z nich to Peeling do ciała, który dzięki delikatnym kryształkom cukru, intensywnie wygładza i ujędrnia skórę oraz perfumuje ją kwiatowo-cytrusowym aromatem połączonym z oryginalnymi nutami orientu. Kocham wszelkiego rodzaju peelingi, miałam okazję poznać ich naprawdę sporo i szczerze polecam wypróbować specyfiki z linii Body Fiesta. Sekret peelingu? Unikalny olej monoi z rejonów wyspy Tahiti, bogaty w cenne kwasy tłuszczowe oraz witaminę E, głęboko odżywia, regeneruje oraz nawilża skórę. Jego działanie wzmacniają odżywcze masło shea i wosk z oliwek oraz połączenie olei z soi i karotki dodatkowo chroniące skórę przed stresem oksydacyjnym. Skóra po aplikacji i krótkim masażu jest gładka, odżywiona, nawilżona i pięknie pachnie!


Drugi produkt o którym chciałabym wspomnieć to Regenerujący olejek do ciała, który ze względu na swoją konsystencję jest dość nietypowym produktem. Jego kremowa konsystencja jest źródłem drogocennych składników aktywnych obecnych w oleju monoi. Intensywnie pielęgnuje, naprawdę głęboko odżywia, regeneruje oraz wygładza skórę. Jego działanie wzmacniają ujędrniający olej z winogron oraz odżywcze masło shea. Przepięknie pachnie, ale tym już się zachwycałam! Jak należy go używać? Na zdjęciu możesz zobaczyć, że nie jest płynny. Olejek musimy przez chwilę rozgrzać w dłoniach, następnie rozprowadzić na umytej, osuszonej skórze i masować do wchłonięcia.


O produktach Body Fiesta wspominałam już niejednokrotnie, tutaj możesz przeczytać posta o Wiśni z Barbadosu, jest równie genialna, co Monoi (recenzowałam taki sam duet: peeling do ciała oraz olejek nawilżający)! Jeśli będziesz miała możliwość wypróbowania - namawiam, aby najpierw zdecydować się na olejek. Jest bardzo wydajny i ma niespotykaną konsystencję, zapach! Monoi ma potencjał do zakochania się!

Czy masz swój ulubiony zapach balsamu/kremu do ciała lub kosmetyku do pielęgnacji? Jestem bardzo ciekawa jaki to aromat!
Dr Irena Eris Body Fiesta Monoi.
Czytaj dalej...

23 lutego 2017

Franck Provost Oleo Supreme: Fluid Termoaktywny do włosów suchych, Olejek do włosów suchych.


Myślę, że z powodzeniem mogłabym zostać włosową edukatorką - jak wybrać jeden, dwa produkty, które same będą robić różne rzeczy z Twoimi włosami? Oczywiście Ty w tej relacji nie musisz robić nic. Znalazłam kilka produktów z różnych marek, które działają, wyręczają mnie i pozwalają nie myśleć o włosach. Dzisiaj pokażę Co dwa z nich, testowałam je przez jakiś czas i wiem, że poradzą sobie i sprawdzą w sytuacji, gdy Ty nie masz ochoty/czasu/siły na przejmowanie się swoimi włosami.


Linia J’aime My... od Francka Provost to kompozycja aktywnych składników starannie dobranych do określonego rodzaju włosów i dostępna w asortymencie pięciu różnych produktów. Jest inspirowana specjalistyczną wiedzą fryzjerską, a profesjonalne szampony o kremowej konsystencji, nie zawierają silikonu. Pierwszy z produktów o których dzisiaj Ci opowiem to olejek do włosów suchych 3 w 1 z linii Oleo Supreme. Jest przeznaczony do włosów bardzo suchych i zniszczonych - odżywia i regeneruje włosy. Dzięki zawartości olejku makadamia i z pestek winogron, odżywia, rewitalizuje i odnawia i regeneruje bardzo suche i wrażliwe włosy, wygładzając rozdwojone końcówki.Chroni włosy przed szkodliwym działaniem ciepła suszarki oraz promieni słonecznych, ułatwia rozczesywanie. W przypadku pielęgnacja intensywna możesz nałożyć olejek na suche włosy, pozostawić na 10 minut, a następnie użyć szamponu z linii Oleo i umyć włosy - dzięki takiemu zabiegowi włosy będą naprawdę dobrze odżywione.

Jest jeszcze Fluid Termoaktywny do włosów suchych (z tej samej linii), dzięki zawartości olejku makadamia i z pestek winogron, odżywia, rewitalizuje i odnawia i regeneruje bardzo suche i wrażliwe włosy, wygładzając rozdwojone końcówki.Chroni włosy przed szkodliwym działaniem ciepła suszarki oraz promieni słonecznych. Zdecydowanie ułatwia rozczesywanie, a olejek awokado zapewnia włosom lekkość i przywraca blask oraz miękkość. Jak można go używać? Należy rozprowadzić równomiernie na wilgotnych włosach, od końcówek aż do połowy ich długości, a następnie wysuszyć suszarką. Włosy są gładkie, lekkie, jedwabiste - nie puszą się i nie elektryzują. Właściwie - same się układają i nie potrzebują dodatkowych produktów do stylizacji.


Ani kremu ani olejku nie musisz używać codziennie, chyba, że czujesz taką potrzebę. Ja używam ich mniej więcej raz - dwa w tygodniu i w przypadku moich włosów taka częstotliwość sprawdza się bardzo dobrze. Kusi mnie bardzo, aby spróbować pozostawić olejek na całą noc i rano go zmyć szamponem, jak tylko zdecyduje się - dopiszę w poście swoje obserwacje. Jestem bardzo ciekawa czy kiedyś stosowałaś taki zabieg? Jakie były efekty? Co bardzo ważne, obydwa produkty są wydajne więc wystarczą na dość długo! Ich cena? Każdy z nich kosztuje ok. 50 zł, często można trafić na promocje więc warto wtedy polować.

Zdecydowanie mogę polecić te dwa produkty jako uzupełnienie pielęgnacji, krem możesz używać od razu po szamponie, bez odżywki. Olejek możesz aplikować na same końcówki, nawet w ciągu dnia - nie obciążą ich. Naprawdę dobre rozwiązanie!

Używasz olejków do włosów? Jak często?
Franck Provost Oleo Supreme: Fluid Termoaktywny do włosów suchych, Olejek do włosów suchych.
Czytaj dalej...

21 lutego 2017

Miejsca: Face and Body Institute w Krakowie.

Zima 2016. Zima 2016 była najgorsza. Jesienią nadwyrężyłam kręgosłup, nie byłam w stanie biegać, ćwiczyć ani uprawiać sportu. Ból sprawiała mi właściwie każda aktywność. Każda oprócz jedzenia. Słowo na literę j uwielbiam i nie trzeba mnie do tego rodzaju aktywności zachęcać nawet pół raza. Wiesz doskonale jak bardzo kocham lody i słodycze więc możesz wyobrazić sobie, co stało się przez mniej więcej sześć miesięcy ich pochłaniania i nicnierobienia.


W końcu osiągnęłam w moim życiorysie punkt, w którym mi – Agacie Herbut – zaczęło przeszkadzać wypływające zza spodni ciasto. Tłuszcz, który zmieniał kształty i zamienił się w organiczne łóżko wodne dla moich córek. Tłuszcz w połączeniu z post-ciążową skórą mogłabym spróbować gdzieś jeszcze upchnąć. Mogłabym codziennie nosić wyszczuplającą bieliznę, ale oprócz słodyczy cenię sobie też wygodę... W dobrym momencie – o ile nie w najlepszym – odezwały się do mnie dziewczyny z Face and Body Institute w Krakowie i... właściwie zmusiły do zrobienia czegoś dla siebie. Na początku naszych rozmów byłam pewna, że pokażę Ci różnego rodzaju masaże, peelingi, super przyjemne i relaksujące zabiegi, które przy okazji mnie wyszczuplą. Jak bardzo zdziwiłam się, gdy przestąpiłam próg Instytutu! W ofercie FBI oczywiście znajdziesz takie zabiegi, ale dziewczyny przygotowały dla mnie coś specjalnego… Od początku! Pokażę Ci Instytut, opowiem o tym, co będziemy robić i czego będziesz świadkiem. Mam świadomość tego, że ciąży na mnie ogromna odpowiedzialność, ponieważ musisz pamiętać, że bez Twojej pomocy żaden z zabiegów wyszczuplających czy ujędrniających nie ma sensu. Zaczynam swoją przygodę!


Centrum Krakowa – ulica Starowiślna. Przestrzenne, piękne wnętrza i świetny personel (na stoliku, przy recepcji jest też ciasto marchewkowe – nie jadłam, tylko patrzyłam). Obserwowałam w jaki sposób dziewczyny z recepcji rozmawiają z klientkami, starałam się zakodować jak najwięcej, aby móc opisać Ci FBI w detalach.


Przed przyjazdem do Krakowa na pierwsze spotkanie zostałam poproszona o zrobienie badań krwi. Były niezbędne dla dietetyczki Ani Jasińskiej: chciała dowiedzieć się jak najwięcej o moich rytuałach żywieniowych, o słabych punktach i tajemnicach (wafelki w czekoladzie, cała paczka – tak, jestem w stanie). Nasza rozmowa ( plus badanie zawartości tłuszczu w ciele) trwała godzinę. W chwili obecnej jesteśmy na etapie detoksu, po którym nastąpi dieta właściwa, nie zawierająca moich wafelków (pytam: ale jak to?!).


Kolejnym etapem był wywiad z Patrycją Wyżkiewicz – kosmetolożką, która zajmuje się mną w Instytucie. Wypytała o wszystko, zmierzyła, pooglądała z każdej strony. Ustaliłyśmy plan działania, który w pierwszej chwili był dla mnie odrobinę stresujący. Do dwóch zabiegów z których korzystam niezbędne było użycie igieł, do których nie mam zbyt przyjaznego nastawienia, ale naprawdę da się to przeżyć. Tym bardziej, że podczas zabiegu możesz liczyć na miejscowe znieczulenie za pomocą kremu (minimalizuje ból i dyskomfort). Jest jeszcze jedna ważna kwestia – dla mnie bardzo ważna. Zostałam poinformowana o działaniu sprzętu, o tym, co się będzie działo, jakie będą moje odczucia, Patrycja odpowiedziała na wszystkie moje pytania (nawet te najdziwniejsze). Generalnie, jeśli chodzi o kwestię informacji, byłam świadoma wszystkiego, co dzieje się z moim ciałem.


Zabiegi, które wybrałyśmy:
LavaTRON - sprzęt dzięki któremu możesz modelować sylwetkę, silne ujędrnić skórę, zlikwidować cellulit i zredukować tkankę tłuszczową za pomocą fali radiowej (RF).
Mezoterpia igłowa - metoda podawania aktywnych składników wprost do skóry, z pominięciem drogi pokarmowej. To sprawdzony sposób na skuteczne wzmocnienie metabolizmu skórnego i oddziaływania na konkretne procesy zachodzące w skórze.
Karboksyterapia - medyczna terapia leczenia dwutlenkiem węgla (co2) podawanym za pomocą iniekcji cienką igłą. Dwutlenek węgla wprowadzany jest w mierzalnej objętości, o odpowiedniej temperaturze i parametrach, do skóry właściwej poprzez jedynie kilka nakłuć.

Brzmi groźnie, wygląda równie groźnie, ale w rzeczywistości jest nawet przyjemnie!



W kolejnym poście pokażę Ci proces poddawania ciała zabiegom, opiszę swoje odczucia i pierwsze efekty. Ostatni, trzeci post, pojawi się po pełnej serii zabiegów, kiedy będę mogła podzielić się z Tobą efektami. Stay tuned, będzie się działo!

Miejsce: Face and Body Institute
Adres: ul. Starowiślna 4/1, Kraków
Więcej informacji?: Facebook, Instagram, medyczne-fbi.pl
Miejsca: Face and Body Institute w Krakowie.
Czytaj dalej...

Points d’ancrage Givenchy.


Kocham wiosnę. Kocham wszystko, co kojarzy się z wiosną, a maj mógłby trwać cały rok. To właśnie wiosenne kolekcje makijażu najbardziej przyspieszają bicie mojego serca! Dzisiaj chciałam pokazać Ci trzy produkty od Givenchy - jest pastelowo, nieco słodko i naprawdę pięknie! Zobacz sypkie pryzmy, olejek do ust i rozświetlającą bazę pod makijaż.



Prisme Libre Travel (Nr 01 Mouselline Pastel, 178zł) to nic innego jak ultra lekki puder sypki, który zapewni matowe i jednocześnie świetliste wykończenie makijażu. Jest odpowiedni dla wszystkich tonacji, mimo swojego fiołkowego koloru nie wpływa on w żaden sposób na kolor podkładu. Wiosenna wersja świetnie sprawdzi się w podróży, opakowanie jest lekkie, a sama aplikacja bardzo łatwa. Wystarczy delikatnie potrząsnąć opakowaniem, aby z dolnej części wydobyła się niewielka ilość produktu, który nakładamy za pomocą gąbeczki (lub pędzla). Ozdobne wieczko nawiązuje do wzornictwa linii akcesoriów Givenchy – Obsedia i wyposażone jest w miękki puszek, który ułatwia aplikację pudru.


Olejek do ust! Huile Irresesistible Pour les Levres (132 zł) to produkt do ust, który w takiej formie na pewno jest Ci już znany! W wydaniu Givenchy zapewni blask, komfort i pielęgnację. Formuła, którą proponuje marka zawiera 38% olejków roślinnych (pięć gatunków), bogatych w kwasy tłuszczowe, aby wypełniać, zmiękczać i nawilżać usta. Przeźroczysty różowy olejek zawiera również eozynę, która w kontakcie ze skórą ust eksponuje ich naturalny pigment. To moje ulubione rodzaje produktów do ust, bardzo lubię takie, które oprócz nawilżenia i pielęgnacji jedynie podbijają kolor moich ust!


Ostatni produkt to Rozświetlacz w żelu do twarzy i ciała Highlighter Memoire de Forme (nr 01 Pink Ink; 200zł) zawierający nowy, różowy żel który otula skórę naturalnym świeżym blaskiem. Lekki żel zyskał subtelny perłowy połysk, aby stać się konturującym rozświetlaczem. Jego delikatna formuła i praktyczny format czynią z niego doskonałe narzędzie, które dodaje twarzy migoczącego blasku. Dzięki formule, która zawiera aż 72% wody uzyskujemy efekt świeżego blasku. Świetnie sprawdzi się przy aplikacji na wypukłe części policzków i w zewnętrznych kącikach oczu, co doskonale rozświetli cerę. Ja stosowałam go jako bazę pod makijaż i w tej roli sprawdza się według mnie bardzo dobrze - blask jest trudny do uchwycenia na zdjęciach, ale w rzeczywistości skóra dzięki niemu wygląda na naprawdę w dobrej formie.


Gdybym miała wskazać jeden produkt, który najbardziej przypadł mi do gustu byłby to rozświetlacz - myślę, że jego formuła oraz konsystencja jest naprawdę ciekawa i trudno podobną znaleźć na rynku. Podoba mi się efekt, który można dzięki niemu uzyskać, a cała wiosna Givenchy jest warta zainteresowania!

Która z wiosennych nowości Givenchy najbardziej przypadła Ci do gustu? którą chciałabyś wypróbować?

Produkty do recenzji zostały dostarczone przez Givenchy.
Points d’ancrage Givenchy.
Czytaj dalej...

20 lutego 2017

Beauty Monday: Turkusy i fuksje.


Połączenie kolorów, który mimo swojej intensywności zawsze się obronią. Uwielbiam fuksję, kocham brązy, bardzo lubię turkus - zarówno solo jak i razem. Na zdjęciach jest też i czapka, wiadomo - jak moje włosy nie są posłuszne, do gry wchodzi czapka. Niebawem skończą mi się kolory!


Pierwsze role w tym makijażu należą do matowych ust w kolorze fuksji oraz genialnego eyelinera w odcieniu turkusu. Zobacz jak intensywny jest mimo iż aplikowałam go na dość ciemne cienie do powiek. Pięknie się odznacza i nadaje głębi!


Zrobiłam sobie fajną cerę, rozświetliłam ją i dodałam naprawdę odrobinę różu do policzków. Do ust użyłam pomadki w płynie, która jest naprawdę trwała i ma piękny, soczysty kolor (wytrzymuje dobre 4-5 godzin bez żadnego uszczerbku nawet przy jedzeniu i piciu). Jest moc! I czuję wiosnę!


Mam na sobie:
Twarz: Guerlain, Lingerie de Peau Skin Fusion 01N Très Clair, Make Up Forever Pro Finish 117, MAC Mineralize Skinfinish Lightscapade, MAC, Mineralize Blush Modest Blush.
Oczy: Smashbox Cover Palette Matte, Bobbi Brown Natural Brow Shaper & Hair Touch Up Brunette, Giorgio Armani Eyes to Kill Black, Too Faced Sketch Eyeliner, Steel Blue.
Usta: Sephora Lip Stain, 19.

Mam nadzieję, że spodobało Ci się połączenie fuksji, turkusu i brązów?
Beauty Monday: Turkusy i fuksje.
Czytaj dalej...

19 lutego 2017

Serge Lutens Un bois vanille.


Artysta, tworzący ponad modami i trendami, miłośnik aromatów i barw Śródziemnomorza, od lat 70’ mieszkaniec Marrakeszu. Kreator z pasją do piękna, autentyzmu, doskonałości.Od 2000 r. twórca marki Serge Lutens. Serge w przeszłości związany był z magazynem Voque, z marką Christian Dior (dyrektor makijażu, dyrektor artystyczny i kreatywny), następnie z marką Shiseido, której właściciel w 1980r powierzył mu kreowanie międzynarodowego wizerunku marki dając wolną rękę w kwestii kreatywności i artystycznego wyrazu. W 1992 roku Serge Lutens stworzył swój pierwszy zapach Feminite du Bois – drzewny aromat dla kobiet, który zapoczątkował nową erę w rynku perfumeryjnym i odniósł wielki międzynarodowy sukces. Dzisiaj chciałam Co opowiedzieć o jednym z trzech flakonów, które mam w swojej kolekcji, a oprócz imbirowej herbaty (recenzja: Five o'clock Serge Lutens) oraz wiśniowej La Religieuse (recnezja: La Religieuse, Serge Lutens) najchętniej po nie sięgam. Natomiast, aby nie było tak słodko, jest jedna kompozycja SL, którą kiedyś lubiłam, a w tej chwili mocno od niej stronię - Laine de Verre czyli szklana wata.


Wanilia. Wanilia. Wanilia. Piętnaście lat temu mogłam nią pachnieć od stóp do głów i jeszcze trochę. Dwadzieścia lat temu wydawało mi się, że dezodorant sygnowany podpisem Spice Girls jest wynikiem zacnego kunsztu. Mogę więc śmiało napisać, że wanilię znam od podszewki? Poznałam ją od najbardziej syntetycznych, chemicznych i obrzydliwie słodkich wcieleń po te naturalne i czysto spożywcze. Myślę, że stąd mogła się wziąć odpowiedź mojej siostry na moje odwieczne pytanie Anka, zgadnij czym pachnę? Ulepem, Agata.


Wanilia, lukrecja, drzewo sandałowe, mleczko kokosowe, wosk pszczeli, benzoes, migdały, drzewo gwajakowe, bób tonka - Serge stworzył nowoczesną odsłonę moich super słodkich pragnień z dzieciństwa. Idealnie słodkie, ale nie przytłaczające. Pięknie noszą się od deszczowego listopada po koniec mroźnego lutego. Wiesz, że Lutens przy tworzeniu Un bois vanille zainspirował się starą, meksykańską recepturą z 1519 roku. Możesz spodziewać się, że Un bois vanille będzie na Tobie układał się jak...wanilia. I tylko wanilia. Znam dziewczyny, które określają ten zapach mianem jednoskładnikowego, ale zupełnie im to nie przeszkadza w otaczaniu się nim. Mi także nie przeszkadza, tym bardziej w chwilach, gdy gdzieś daleko wyczuwam lekko mleczno - kokosowe nuty.


Un bois vanille ujmuje swoją prostotą i pięknym karmelowym aromatem. Jest elegancki, subtelny i bardzo przyjemnie się go nosi, zwłaszcza w chłodniejsze dni. Poprawia humor, ładuje energią lub rozleniwia i pozwala cieszyć się tu i teraz. Wart poznania, wart spróbowania!

Miałaś okazję poznać którąś z kompozycji Serge Lutens? Może masz swoją ulubioną?

Produkty do recenzji zostały dostarczone przez Serge Lutens.
Serge Lutens Un bois vanille.
Czytaj dalej...

17 lutego 2017

Sephora Cream Lip Stain.


Dwadzieścia jeden kolorów! Z pozoru nic wielkiego, a w rzeczywistości zdecydowanie must have dla dziewczyn, które lubią trwałe, lekkie i mocno napigmentowane pomadki do ust. Matowe wykończenie oraz intensywny kolor, który nie zmienia się przez długie godziny. Sephora stworzyła pomadki, które nie rozmazują się, nie tworzą na ustach nieprzyjemnej skorupki i są bardzo trwałe.


Zmienna konsystencja pomadek - kremowa przy aplikacji, przechodząca w lekką, aksamitną teksturę i pozostawiająca na ustach intensywny i długotrwały kolor sprawia, że aplikacja jest przyjemna i nie powoduje problemów. Kolejnym plusem jest precyzyjny aplikator, który umożliwia aplikację właściwej ilości pomadki. Duży wachlarz kolorów - od nude, poprzez zgaszone róże, soczyste czerwienie, a kończąc na ciemnych, modnych brązach.

Poniżej możesz zobaczyć swatche wszystkich odcieni, które posiadam.


Na moich ustach natomiast kolory, które podobają mi się najbardziej. Po pierwsze 01 Always Red, po drugie 16 Cherry Nectar, a po trzecie 03 Strawberry Kissed (która na moich ustach wygląda podobnie do 01 Always Red).




Żeby jednak nie było zbyt pięknie, jest też odcień w którym wyglądam bardzo źle, przed Tobą 20 White Iris! Wybrała ją dla mnie Jagoda, która początkowo była pewna, że będę wyglądała w niej ślicznie. Już tak nie myśli.


Pomadki kosztują 45 zł/sztuka i naprawdę zasługują na uwagę, jeśli tylko lubisz produkty tego typu. Moim zdaniem na największą uwagę zasługują czerwienie i fuksja, widziałam w sieci zdjęcia odcieni nude i również prezentowały się dobrze. Rozmawiałam z koleżankami na temat Lip Stainów i podobnie jak ja - były zadowolone. Coś w nich jest!

Produkty do recenzji zostały dostarczone przez Sephora.
Sephora Cream Lip Stain.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...