17 sierpnia 2017

O 10 aktualnie ulubionych szminkach.

Równie dobrze mogłabym pokazać ich sto, ale zdecydowałam się na te najczęściej używane. Nie było łatwo, co więcej było bardzo trudno zmieścić się w narzuconej przez samą siebie liczbie. Moja aktualnie ukochana dziesiątka pomadek do ust przed Tobą, a zaraz po niej pojawi się wpis o błyszczykach.
Ah, jeszcze jedno! Udało mi się poznać kobiety, które używają jednego koloru szminki przez wiele lat, a gdy wiedzą, że na przykład zostanie wycofana ze sprzedaży kupują na zapas. Z jednej strony zazdroszczę bo dzięki takiej wierności możesz wypracować swój znak rozpoznawczy, którym są np. czerwone usta. Z drugiej strony - tak wiele mnie ominęłoby! I szczerze? Nie byłabym w stanie zdecydować się na jedną szminkę, mogłabym ewentualnie wybrać odcień, ale nie jedną markę. Pisząc tego posta już wiem, że zapomniałam o 11 pomadce, która powinna się tutaj znaleźć więc będę musiała o niej wspomnieć!


1. Chanel, której nie znam nazwy (edit! a jednak pamiętam! to Rouge Coco 88).
Odpadła naklejka, a ja nie zapamiętałam nazwy - mam nadzieję jednak, że uda mi się ją zdobyć ponieważ jeśli jest jeszcze w sprzedaży to jest to jeden z najpiękniejszych odcieni na świecie. Malina wymieszana z czereśnią, odrobina różu i kropla fioletu. Kocham ją i jest jedną z najczęściej używanych przeze mnie, natomiast problem jest taki, że za chwilę się skończy więc nazwę muszę zdobyć!

2. Collistar, Rosa Nudo. Kolekcja limitowana z okazji 25 lecia marki zatem już nie do dostania. Bardzo żałuję ponieważ jest to jeden z najpiękniejszych odcieni nude jakie widziałam! Cudownie kremowa, lekka, trwała i subtelnie połyskująca. Pokrywa wargi nienachalnym kolorem i jest trwała.

3. Urban Decay, Mrs. Mia Wallace. W tym przypadku wiedziałam od razu, że pomadka o takiej nazwie będzie skrojona na moje usta. Czerwień z odrobiną brązu o kremowej konsystencji i bardzo dobrej trwałości! Dla mnie to szminka w której możesz mnie zobaczyć w opcji skórzana kurtka i czarna kreska. Kocham ją tak samo jak Pulp Fuction.


4. Marc Jacobs, Kiss Kiss Bang Bang. Klasyczny, zgaszony róż, który pięknie wygląda na ustach! Bardzo lubię zarówno samą pomadkę jak i jej nazwę - wszystko do mnie pasuje idealnie. Jest trwała, kremowa, ma delikatny połysk i dobrze wygląda przy każdej karnacji.

5. Mac Cosmetics, Plumful. Odrobinę ciemniejsza wersja Kiss Kiss Bang Bang Marca Jacobsa, ale nadal bardzo naturalna i piękna. Świetnie wygląda na praktycznie każdych ustach, przy każdej karnacji. Odświeża makijaż, jest trwała i naprawdę dobrze się nosi.

6. Bobbi Brown Rich Lip Color, Plum Rose. Odcień pomiędzy Kiss Kiss Bang Bang Marca Jacobsa, a Mac Cosmetics, Plumful. Teraz już wiecie, co oznacza lubić odcień nieco brudnego, naturalnego różu? Mam kilkanaście pomadek w podobnym odcieniu i podkreślam podobnym bo przecież wiadomo, że każda jest inna :) Świetnie się nosi, jest przyjemna w aplikacji i bardzo naturalnie wygląda dopełniając codzienny makijaż.

7. Smashbox Be Legendary Lipstick, My Digits. Obiecuję, że to ostatnia pomadka z gamy moich nieco brudnych róży! Więcej….dzisiaj nie pokażę! Spośród całej czwórki mam wrażenie, że My Digits jest najbardziej lśniąca, ale nadal w naturalny i przyjemny, nienachalny sposób. To zdecydowanie moje ulubione odcienie i w nich najlepiej się czuję niezależnie od typu makijażu czy okazji.


8. Estee Lauder, Strapless. Bruny roż z odrobiną brązu czyli bardziej odważny nude. Ta pomadka pochodzi z najnowszej kolekcji szminek Estee Lauder i jest naprawdę bardzo wysokiej jakości. Fajny, nowy design opakowań, wbrew pozorom wygodny sztyft, słodki zapach i duży komfort noszenia oraz aplikacji. Jestem zdecydowanie na tak!

9. Dior, Rouge Massai. Klasyczna, seksowna, zmysłowa czerwień w kremowej odsłonie. Kolor, który pięknie komounuje się z jasną karnacją i sprawia, że reszta makijażu totalnie nie ma znaczenia. Ja mogę ją nosić solo, bez pomalowanych rzęs, brwi, powiek, nawet bez podkładu. Piękna!

10. Kat von D, Underage Red. Czerwienie i zgaszone róże - to odcienie, które u mnie ostatnio przeważają. Są oczywiście pod drodze i zdarzają się róże, fiolety, fuksje, ale aktualnie to one są najlepsze. Kolejna piękna, klasyczna czerwień o kremowym wykończeniu i podobnie jak w przypadku Diora - może występować solo i zbierać największe komplementy.

+ bonus
miał być jeden, ale źle policzyłam i będą dwa!

11. Clinique,Cherry Pop. Pomadka Clinique to baza i kolor w jednym. Dosłownie rozpływa się na ustach i pięknie je ubiera w …klasyczną czerwień. Czerwień ta jest wibrująca, zmysłowa i błyszcząca. Cherry Pop lśni najmocniej ze wszystkich moich czerwonych ulubieńców. Bardzo lubię używać jej na sesjach zdjęciowych, pasuje do niemalże każdej kobiety!

12. Nars Velvet Matte Lip Pencil, Dragon Girl. Ekstremalnie trwała pomadka w kredce, która na moich ustach trwa przez dobrych kilka godzin i świetnie współpracuje z jedzeniem oraz piciem. Matowa czerwień, która jest świetnie napigmentowana oraz niewysuszająca ust.


Na jutro przygotowałam posta o błyszczykach, stay tuned!
A jakie są Twoje ulubione pomadki?
O 10 aktualnie ulubionych szminkach.
Czytaj dalej...

16 sierpnia 2017

Chanel Chance Three Moods. Chance Eau Tendre, Chance Eau Fraiche, Chance Eau Vive.


Po co ograniczać się do jednej wersji Chance skoro można mieć trzy? Three Moods czyli Trzy Nastroje to zestaw trzech perfumowanych rozświetlających żeli, które możesz aplikować bezpośrednio na skórę i dopełniać tym samym swoją miłość do wszystkich odsłon Chance. Róż to Eau Tendre, zieleń to Eau Fraiche, a brzoskwinia to Eau Vive - możesz używać pojedynczo albo mieszać je ze sobą, masz wiele możliwości!


Eau Tendre - najbardziej słodka z całej rodziny. Grejpfrut, absolut jaśminu, pigwa, owoce, hiacynt, ambra, irys, drzewo cedrowe, białe piżmo - wszystko to składa się na kompozycję lekką, pełną czułości, zmysłową. Moje skojarzenia? Dotyk, nieśmiały jak przy pierwszych miłosnych spotkaniach. Powodujący szybsze bicie serca, poczucie bezpieczeństwa i ... niewiadomą. Zapach na pierwszą randkę? Ja już nie doświadczę takiej sytuacji, ale Ty jak najbardziej możesz i możesz czuć się w nim cudownie.

Eau Vive to energia i witalność. Kompozycja tryskająca kwiatami, które musują i orzeźwiają. Już od pierwszych sekund koncentruje się na wibrujących nutach pełnych dynamizmu, w których Możesz używać ich w dowolnych ilościach, nawet w upalne lato - to doskonała wiadomość dla tych z Was, które w taką pogodę nie rezygnują z ukochanego zapachu - Eau Vive nie przytłaczają, a wręcz orzeźwiają, dodają energii i chęci do działania. Są bardzo energetyczne, ale według mojego nosa mniej niż Eau Fraiche. Czerwona pomarańcza miesza się z grejpfrutem oraz nutami cytrusowymi, białe piżmo romansuje z jaśminem, a bazą dla całej kompozycji staje się vetiver, irys oraz drzewo cedrowe.


Eau Fraiche - dla mnie ten zapach to kwintesencja dobrego samopoczucia, element całości, która sprawia, że dzień zaczyna się pozytywnie. Cedrat, białe piżmo, ambrowa paczula, świeży wetiwer, jaśmin, hiacynt, drzewo tekowe, cedr to nuty zapachowe, które charakteryzują Chance Eau Fraiche - wybuchową mieszankę soczystych i odświeżających nut. Zapach po części tworzy osobowość - Chance Eau Fraiche pachnie radością, beztroską i młodością.

Perfumowane żele są bardzo poręczne, możesz je mieć zawsze przy sobie np. nosząc w torebce (każdy ma pojemność 5 g). Są dość trwałe i pięknie odświeżają zapach w ciągu dnia, nie są tłuste, nie kleją się. W chwili obecnej korzystam z dwóch z trzech Chance, wersję Eau Fraiche ukradła mi uzależniona od nich siostra.


Miałaś okazję poznać rodzinę Chance? Która wersja jest Twoją ulubioną?
Chanel Chance Three Moods. Chance Eau Tendre, Chance Eau Fraiche, Chance Eau Vive.
Czytaj dalej...

14 sierpnia 2017

Beauty Monday: Jestem syreną.


Gdy już myślałaś, że o rozświetlaczach wiesz wszystko, pojawiłam się ja z moim Mermaid Glow. Tęcza na policzkach? Proszę bardzo!


Najgorszy efekt rozświetlenia według mnie? Metal na twarzy. Nie jest ani ładny, ani naturalny - nie znam dziewczyny, która funkcjonuje jako robot, a jej cera nabiera niezdrowego, metalicznie srebrnego kolorytu. Kojarzy mi się z jednym - przedawkowaniem srebra. Najpiękniejszy efekt jaki uzyskałam niestety nie pojawił się na mojej skórze. Myślę, że zdarza się to podczas sesji zdjęciowych na dziewczynach, które są ode mnie dziesięć lat młodsze. Na mnie produkty rozświetlające wyglądają zupełnie inaczej dlatego nie mogę z nimi przesadzać mimo, że je kocham! Dlatego też nie mogę stać się robotem.


Do makijażu twarzy użyłam odrobiny kremy CC od Erborian, niestety już się skończył, a szkoda bo bardzo go lubiłam. Pisałam o nim niedawno w poście o ulubionych kremach cc, więcej info możesz znaleźć tutaj: 6 ulubionych kremów CC oraz podkładów cushion. Następnie w kilku miejscach zaaplikowałam tęczowy rozświetlacz od lottie. Jako bazę zastosowałam rozświetlający produkt od Becca. Na powiekach brązy od Charlotte Tillbury, a na ustach coś totalnie różowego i totalnie napigmentowanego czyli ping Pong od Bourjois!

Mam na sobie:
Twarz:Erborian Płynny krem BB z żeń-szeniem Light, lottie london Mermaid Glow, Becca First Light Priming Filter.
Oczy: Charlotte Tillbury paleta do makijażu oczu Golden Goddess, kredka do brwi Tom Ford Taupe.
Usta: Bourjois Rouge Edition Velvet 06 Pink Pong.


A teraz musisz się przyznać jaki jest Twój ulubiony rozświetlacz, być może nie używałam go jeszcze i okaże się, że ....muszę go mieć!?
Beauty Monday: Jestem syreną.
Czytaj dalej...

11 sierpnia 2017

Ulubieńcy Kosmetyczni Lipiec 2017.

Jeśli byłyście w stanie tworzyć pełen makijaż w lipcu jestem pod wrażeniem. Ja generalnie nie nosiłam go wcale, było tak gorąco, że uznałam iż nie ma to najmniejszego sensu (tak samo myślę chyba i teraz - w sierpniu). Jest to w sumie główny powód małej ilości ulubieńców, ale nie przyjmuję się tym zupełnie bo w końcu nie liczy się ilość.
Zacznę od pielęgnacji, używam naprawdę fajnej, na pierwszy rzut - filtry!


Filtry.
Jeśli chodzi o filtry to używam ich zamiennie - te przeznaczone dla mnie lądują czasem na skórze dziewczyn, te przeznaczone dla nich - na mojej. Wszystkie, które pokazuję na zdjęciu są naprawdę ok, nie mam im nic do zarzucenia - spełniają swoją najważniejszą rolę czyli chronią skórę i zabezpieczają ją przed działaniem promieni UV. 50 z Yves Rocher oraz La Roche Posay oraz 30 od Eisenberg. Zużyjemy do ostatniej kropli.

Rituals, The Ritual of Sakura Body Cream.
Cudowny! Bogaty, ale bardzo szybko wchłaniający się. Nawilżający, o ślicznym zapachu. Dla mnie jeden z najprzyjemniejszych w aplikacji i używaniu od jakiegoś czasu. Aksamitny krem do ciała o konsystencji bitej śmietany odżywia skórę i naprawdę dobrze ją pielęgnuje!


Caudalie.
nuda, nuda, nuda czyli jak co miesiąc. Nadal lubię, nic się nie zmieniło - zarówno woda winogronowa jak i eliksir towarzyszą mi codziennie, niestety szykuje się uzupełnienie zapasów ponieważ widzę już ostatki :(


Bumble and Bumble BB Invisible Oil.
Bardzo fajny produkt do włosów, spryskuję nim je przed użyciem prostownicy. Fajnie pachnie, wygładza, odżywia, nie obciąża i jest wydajny. Mam miniaturkę, ale chętnie zaopatrzę się w większe opakowanie jak tylko skończy się obecne. Z racji wydajności mam wrażenie, że większe opakowanie nie skończy się nigdy.

dr Irena Eris, Black Mud Detoxifying Mask & Golden Algae Lifting Mask.
Detoksykująco-liftingująca kuracja przeciwzmarszczkowa w formie zestawu masek, która perfekcyjnie oczyszcza i intensywnie wygładza zmarszczki. Kuracja zawdzięcza swoją ponadprzeciętną skuteczność zastosowaniu unikalnej formuły pielęgnacyjnej opracowanej przez profesjonalnych kosmetologów Kosmetycznych Instytutów Dr Irena Eris. Kluczowym elementem wpływającym na uzyskanie spektakularnych efektów jest synergia działania zawartych w maskach składników aktywnych. Zestaw składa się z dwóch masek: czarnej i złotej, aplikuje się je jedna po drugiej - efekt? Genialnie gładka, wypielęgnowana skóra! Opakowanie zawiera po trzy 10 ml opakowania.

Yonelle, Yoshino Betaine Micellar Lotion.
Butla ma 400 ml i mam ją od ponad dwóch miesięcy! Używam codziennie podczas demakijażu - świetnie sprawdza się i dobrze oczyszcza.

Eisenberg, Dwufazowy Płyn do Demakijażu.
Podstawowy gest zwiększający skuteczność działania wszystkich kosmetyków Eisenberg. Intensywnie nawilżające kremowe mleczko delikatnie usuwa makijaż i zanieczyszczenia. Dzięki Olejom z Moreli i Awokado oraz Bisabololowi skóra pozostaje gładka i aksamitna. Cudowny, wydajny, bardzo lubię i używam regularnie. Doskonale radzi sobie nawet z ciemnym, bardzo trwałym makijażem oka - jestem fanką!

Chanel, Blue Serum.
Blue Serum to esencjonalna moc roślin wspierana przez nowatorskie technologie, to kosmetyk aktywizujący młodość skóry, który działa wygładzająco, wzmacniająco i ujędrniająco, a równocześnie wyrównuje koloryt cery. Serum jest produktem uniwersalnym, będzie dobre dla wszystkich rodzajów skóry - nawet wrażliwej. Prosta formuła z focusem na trzy intensywnie pracujące, naturalne składniki. Bardzo lekka, niemalże płynna formuła - biały żel, który szybko się wchłania i w przypadku suchej skóry będzie potrzebował warstwy kremu. Jakich efektów możesz się spodziewać? Przede wszystkim pomaga skórze w walce z oznakami starzenia się, stresem, zanieczyszczeniami środowiska. Serum wygładza zmarszczki, ujędrnia, wyrównuje koloryt.


Dior, Lip Glow.
Kultowy produkt marki Dior do ust, co więcej jestem zdania, że albo się go kocha albo nie widzi żadnego efektu. Ja znajduję się w tej pierwszej grupie - na moich ustach cudownie podbija naturalny kolor oraz sprawia, że są pełniejsze oraz wygładzone. Lubię go używać niezależnie od typu makijażu czy typu urody (na sesjach).

Zuii Organic, róż do policzków.
Wegańska marka, która od jakiegoś czasu jest obecna w Polsce. Posiadam ich róż do policzków w odcieniu Morela i jestem zachwycona odcieniem! Jest naprawdę piękny i lekki - dodaje skórze blasku, zdrowego koloru.

Tom Ford, kredka do brwi.
Aaaaa! To już jej ostatni, naprawdę wystarczy mi jej jedynie na kilka użyć :( Uwielbiam jej kolor (Taupe), trwałość i łatwość aplikacji. Naprawdę warto na nią zwrócić uwagę, jest wydajna i wystarczy Ci na conajmniej pół roku codziennego użytkowania!

Clinique, kredka do powiek.
U mnie najczęściej trafia na twarz jako produkt do stworzenia piegów. Świetnie komponuje się z moją cerą, a kredka jest trwała i nie ściera się. Jest cienka więc łatwo nią stworzyć piegi, ale równie dobrze sprawdza się w swojej pierwotnej roli np. na linii wodnej.

Sisley, Phyto-Lip Twist balsam do ust.
W taką pogodę najczęściej ograniczam się właśnie do tego typu produktów. Niewielka ilość balsamu/masełka na usta może stać się jedynym makijażem. Bardzo lubię produkt od Sisley, jest właściwie bezbarwny, jedynie podbija naturalny kolor ust, ale dobrze je nawilża i chroni.

Chanel, pomadka do ust Rouge Coco Shine, 126.
Złocisty, lekki beż z milionem migocących drobinek - idealna pomadka na codzień, ale również jako dopełnienie smoky eyes. Kocham!

A Twoje ulubione kosmetyki w lipcu? Co trafiło na listę?
Ulubieńcy Kosmetyczni Lipiec 2017.
Czytaj dalej...

10 sierpnia 2017

Estée Lauder Makijaż Bronze Goddess lato 2017.


W najgorętszym okresie, w samym środku lata pokażę Ci Bronze Goddess, letnią kolekcję od Estée Lauder. Piękne połączenie brązów, złota oraz wibrującego turkusu. Wielofunkcyjne, całoroczne produkty (każdy z nich można przecież stosować również jesienią czy zimą - brązy są ponadczasowe!).


Produkty, które zachwycają opakowaniami, formułami i działaniem - wszystko dopracowane w najmniejszym szczególe! Kosmetyki, które możesz zobaczyć na zdjęciach przetestowałam już jakiś czas temu, dzisiaj mogę więc napisać o nich rzetelną recenzję. Zacznę od palety The Summer Look Palette - wielofunkcyjna odsłona kosmetyków do twarzy o inspirowanej geometrią formule pudru idealnie uzupełnia słoneczną stylizację jedwabistym i opalizującym odcieniem. Efekt? Nieskazitelne i naturalne wykończenie. Rozświetlone i podkreślone spojrzenie trzema cieniami w neutralnych, a zarazem słonecznych kolorach z nutką lata. Możesz również modelować nią kości policzkowe - paleta jest wielofunkcyjna więc tak naprawdę to od Ciebie zależy na co się zdecydujesz. Polubiłam wszystkie odcienie oprócz turkusu, który znika na mojej powiece i niemalże go nie widać, zamienia się w lekką mgiełkę, która zwyczajnie nie jest w moim klimacie. Polubiłam się bardzo natomiast z cieniem w kolorze lekko ceglanym - można nim szybko podkreślić powiekę,wykonturować twarz czy użyć jako bronzera.



Gwiazdą kolekcji jest niewątpliwie lluminating Powder Gelee. Pamiętam kolekcje sprzed kilku lat, gdy Estee Lauder stworzyło po raz pierwszy wersję takiego rozświetlacza - zniknął z półek w perfumeriach w ekspresowym tempie, a ja zużyłam go do ostatniego pyłku. Złocisty rozświetlacz przylega do skóry nadając jej subtelny połysk oraz trwały letni blask o perłowym wykończeniu. Zaprojektowany z myślą o modelowaniu i rozświetlaniu twarzy puder zapewnia cerze nieskazitelne wykończenie o zdrowym i naturalnym połysku. Formuła kosmetyku Prisma Technology – połączenie płynu, pudru i żelu, które oferuje wygodną i równomierną aplikację oraz niesamowitą głębię koloru. Luksusowa formuła zawiera unikalną zawiesinę pigmentów i perełek, której zawdzięczamy różnorodność wykończeń oraz nieskazitelny, naturalny blask. Można aplikować go na powieki, nad łuk Kupidyna - wszędzie tam, gdzie potrzebujesz złocistego blasku.


Zapach! Wszystkie odsłony Bronze Goddess pachną wakacjami, piaskiem, morzem, odpoczynkiem! W tym roku zdecydowanie nie jest inaczej.


Bronze Goddess Eau Fraiche to kompozycja, którą otwiera cierpka wibracja soczystej mandarynki i włoskiej bergamotki, a elektryzujący wyciąg z korzenia imbiru budzi zmysły do życia. Odurzający akord kremowego kokosa dodaje sercu zapachu zmysłowej głębi, zaakcentowanej słoneczną, kwiatową nutą płatków plumerii oraz intensywnym absolutem jaśminu wielkolistnego o bogatej teksturze. Zmysłową woń potęgują odcienie złocistego blasku, subtelne ciepło drewna kaszmirowego otula promienna zmysłowość złotej ambry oraz urzekającego absolutu wanilii. Całość jest bardzo ciepła, zmysłowa, wieczorna. Na mnie układa się bardziej leniwie niż poprzednie wersje limitowanych zapachów Bronze Goddess, co oczywiście bardzo mi się podoba bo może kojarzyć się tylko z jednym - ciepłym piaskiem, morzem, dziećmi z babcią oraz Tomaszem za jedną rękę, Prosecco w drugiej dłoni. Brzmi jak plan idealny?!



A makijaż? Na zdjęciach powyżej możesz zobaczyć paletę The Summer Look Palette na moich powiekach (wszystkie kolory bez turkusowego), na policzkach zmieszany odcień brązu z palety (ten największy) z rozświetlaczem lluminating Powder Gelee. Usta potraktowałam soczystą czerwienią (Clinique, Cherry Pop). Letni makijaż wyobraziłam sobie jako ten bardziej wieczorny, zmysłowy i odrobinę drapieżny.

Czujesz się skuszona? Który z produktów najchętniej chciałabyś przetestować?
Estée Lauder Makijaż Bronze Goddess lato 2017.
Czytaj dalej...

9 sierpnia 2017

Raw Beauty Projekt vol 3.


Udało się dwa razy, uda się i trzeci! Po raz kolejny zapraszam Cię do udziału w projekcie Raw Beauty! O co chodzi? O pokazanie się w chwilę po przebudzeniu. Może jeszcze nawet w łóżku? Totalnie saute, z kawą w dłoni, z psem na spacerze - nie ważne gdzie, ważne żeby zainspirować inne dziewczyny!

Zrób sobie zdjęcie - wyślij, wstaw i oznacz #rawbeautyprojekt na Instagramie albo wyślij poprzez Facebooka, tutaj znajdziesz link do wydarzenia: Raw Beauty Projekt vol. 3
email: rawbeautyprojekt@gmail.com
instagram: @agatamanosa #rawbeautyprojekt

Ze wszystkich zdjęć zrobimy kolaż i puścimy w świat, a ja bardzo mocno wierzę, że razem możemy zrobić coś naprawdę fajnego. Zaproś swoje koleżanki, mamę, siostrę - przecież od zawsze wiadomo, że każda z nas najpiękniej wygląda w chwilę po przebudzeniu, gdy jest w 100% naturalna.
Raw Beauty Projekt vol 3.
Czytaj dalej...

7 sierpnia 2017

Beauty Monday: czyli kreska i malinowe usta.


Ten tydzień obfitował w takie upały, że makijaż, który widzisz na zdjęciach jest jedynym jaki przyszedł mi do głowy i jaki miałam siłę wykonać. Generalnie cały tydzień chodziłam bez makijażu ponieważ i tak po mnie spływał więc tym razem mamy coś prostego, super szybkiego w wykonaniu i trochę brudnego, grungowego.


Wszystko całkiem fajnie tylko miałam mały problem z paletą UD Heat, otóż jeden z odcieni położonych na bazie (również UD) przestawał istnieć. Bezpośrednio po aplikacji było super, ale kilka minut później w miejscu, gdzie był złotawy cień - zostawała reszta, plamka. Nie spotkałam się jeszcze z czymś takim i nie wiem, który z produktów zawinił - baza czy cień, ale przeprowadzę śledztwo i dam znać. Ah, dołożyłam sobie piegów - niech moja twarz i moja skóra w nich toną!


Mam na sobie:
Twarz:Erborian Clinique Skinny Stick Light, Clinique Skinny Stick Slim Sable (piegi).
Oczy: baza pod cienie do powiek Urban Decay, cienie z palety Urban Decay Heat, kredka do brwi Tom Ford Taupe, eyeliner Kat von D Tattoo Liner Tooper.
Usta: Chanel Rouge Allure Velvet 347.


A teraz Ty pochwal się proszę jaki makijaż królował na Twojej twarzy w trakcie tych upałów?
Beauty Monday: czyli kreska i malinowe usta.
Czytaj dalej...

6 sierpnia 2017

Pielęgnacja od Dior. Linia Hydra Life.


O pielęgnacji mogłabym bez końca. O konsystencjach, zapachach, rytuałach i działaniu. Dzisiaj chciałabym pokazać Ci linię Hydra Life czyli produkty przeznaczone do pielęgnacji od marki Dior. Linia skierowana jest dla kobiet wyznających zasadę „mniej znaczy lepiej”, a przy tym poszukujących swojej autentyczności, chcących żyć zdrowo, bardziej świadomie i z poszanowaniem środowiska. Przyszłość pielęgnacji według Dior to formuły oparte na skuteczności, pozbawione zbędnych dodatków, o bardzo zmysłowej konsystencji i oferowane w ekologicznych opakowaniach. Produkty z linii Hydra Life w witaminowych kolorach z każdym dniem wzmacniają naturalną barierę ochronną skóry. Skóra jest świeża, głęboko nawilżona, tryskająca energią i olśniewająca naturalną urodą.


Przede wszystkim pastelowe opakowania to strzał w dziesiątkę, przynajmniej w moim przypadku - uwielbiam takie odcienie! Po drugie - opakowania, które są naprawdę miłe dla oka i zachęcają do używania. A po trzecie i najważniejsze, działanie. Na zdjęciach widzisz kilka produktów, zacznę od oczyszczania. Oil To Milk Makeup Removing Cleanser to olejek, który pod wpływem wody zmienia konsystencję w kremowe mleczko do demakijażu. Jego bogata w wyciąg ze słodkich migdałów formuła dokładnie i głęboko oczyszcza skórę twarzy i oczu z makijażu oraz zanieczyszczeń. Natychmiastowo oczyszczona skóra staje się gładka i aksamitna, a wyciąg z migdałów zapewnia jej nawilżenie i komfort. Produkt skutecznie usuwa również wodoodporny makijaż, nie wysusza skóry, a wręcz nawilża ją i pielęgnuje. Jest bardzo wydajny i przyjemny w używaniu. Micellar Water No Rinse Cleanser (różowa buteleczka) czyli woda micelarna do demakijażu skutecznie oczyszczająca skórę. Wyjątkowo łagodna formuła o subtelnym zapachu sprawia, że po aplikacji cera jest perfekcyjnie czysta i odświeżona. Produkt jest wzbogacony o naturalny wyciąg z jeżówki o właściwościach antyoksydacyjnych oraz potężne micele, które zatrzymują wszelkie zanieczyszczenia i skutecznie usuwają makijaż cery i oczu. Jeden gest wystarczy aby makijaż był natychmiast i dokładnie usunięty, a cera pozostała idealnie czysta i gładka. Skóra oddycha, odzyskuje naturalny, świeży blask i równowagę. Używałam jej po aplikacji olejku do demakijażu oraz rano jako pierwszy krok pielęgnacji.


Deep Hydration Sorbet Water Essence (niebieski flakon) to serum, które koncentruje trzy działania zamknięte w jednej formule: intensywnie nawilżenie jakie daje serum, odświeżający efekt toniku i promienny blask charakterystyczny dla peelingu. Zawierająca wyciągi z Malwy i z liści Haberlea oraz naturalne kwasy owocowe esencja 3 w 1 o wyjątkowo lekkiej, wodnej konsystencji natychmiast odżywia skórę i przywraca jej naturalny blask. Głęboko nawilżona skóra staje się bardziej równomierna, a cera gładka i rozjaśniona. Dzień po dniu skóra jest silniejsza, bardziej zdrowa i tak naturalnie piękna, że będziesz chciała pozostawić ją bez saute. Do używania pod krem, ja czasami na noc stosowałam serum, a na nie nakładałam maskę - to był naprawdę fajnie nawilżający duet. Extra Plump Smooth Balm Mask jeśli kosmetyk ma w sobie słowo plump to możesz być pewna, że skuszę się na niego. Uwielbiam słowo plump i działa na mnie totalnie zachęcająco! Maska, którą proponuje marka jest w postaci kremowego balsamu. To odżywczy koktajl dla skóry, którego kompozycja zawiera olejek z sosny wejmutki o właściwościach regenerujących oraz substancje ujędrniające pochodzenia naturalnego. Skóra po zastosowaniu jest odżywiona,jędrna i gęsta.



Cała linia Hydra Life jest bardzo zmysłowa, kusząca i warta zainteresowania. W ofercie znajdziesz jeszcze inne maski, piankę do mycia oraz krem nawilżający i to, co mnie jeszcze kusi najbardziej - peeling w pudrze. Według mnie kosmetyki mogą być używane niezależnie od wieku i stanu skóry (mieszana, sucha czy wrażliwa), w przypadku cery dojrzałej dołożyłabym jednak silniejszy krem do stosowania na bazę oraz krem pod oczy.
Ulubiony produkt z całej czwórki? Sława i gwiazdy wędrują do olejku oraz serum!

Który z produktów Hydra Life najchętniej przetestowałabyś na swojej skórze?
Pielęgnacja od Dior. Linia Hydra Life.
Czytaj dalej...

4 sierpnia 2017

Sesja: Kornelia.


Dzisiaj chciałam pochwalić się naszą nową sesją, tym razem w roli głównej Kornelia. Zdjęcia robiłyśmy w świetnej lokalizacji, na blokowisku, a całość wyszła bardzo naturalnie, ale z charakterem. Mam nadzieję, że i Tobie się spodoba!




Kornelia ma na sobie:
Twarz: Bobbi Brown Skin Foundation Cushion Compact SPF 35 (podkręciłam kolor kropelkami brązującymi), Benefit High Beam, Laura Mercier Essential Art Eye & Cheek (jasny rozświetlacz, tutaj możesz przeczytać recenzję palety: Laura Mercier Essential Art Eye & Cheek).
Oczy:Charlotte Tilbury Luxury Palette The Dolce Vita (tutaj możesz zobaczyć swatche i przeczytać recenzję: Charlotte Tilbury Luxury Palette The Dolce Vita), Benefit Brow Zings Medium.
Usta: Chanel Coco Rouge 88.


modelka: Kornelia
zdjęcia: Helka Ludkiewicz
makijaż: Agata Herbut
stylista: Kasia Lewandowska
Sesja: Kornelia.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...