30 września 2016

Essence 03 Shape & Shadows. Paleta do brwi i powiek.


Stosunkowo niedawno dowiedziałam się o tym, że brwi robią robotę. W młodości żyłam w nieświadomości i wyznawałam kult brwi nitek, na co mam dowody i mogę ich użyć jak tylko dotrę do Zamościa. Dzisiaj natomiast pokażę Ci paletę, która doskonale wpasuje się w Twoje potrzeby jeśli dopiero zaczynasz brwiową przygodę i/lub nie chcesz wydawać kilkudziesięciu złotych na pierwszy zestaw.


Essence Shape and Shadows to paleta, która zawiera pięć cieni oraz wosk plus wygodny pędzelek, maksymalna cena w jakiej powinna być sprzedawana to 24, 90 zł więc moim zdaniem warto skierować wzrok w jej stronę. Dlaczego? Zawiera w sobie dwa cienie (lub trzy jeśli masz super jasne włoski), którymi możesz modelować łuk brwiowy. Tymi samymi kolorami możesz stworzyć makijaż oraz dodać dwa pozostałe odcienie - mieniące się brązową kawę z mlekiem oraz perłowy (do użycia pod łuk brwiowy). Paleta generalnie jest stworzona dla dziewczyn, które potrzebują naturalnego makijażu na co dzień, co nie oznacza oczywiście, że nie będziesz w stanie wyciągnąć z niej czegoś więcej. Moim zdaniem dzięki doborze kolorystyki kawowe smoky obroni się świetnie!



Używam jej od miesiąca, prawie codziennie i muszę przyznać, że ubytek jest naprawdę niewielki - do moich brwi najlepiej pasuje Audrey Highbrow oraz wosk. Ten duet pozwala uzyskać delikatne podkreślenie łuku oraz podrasowanie koloru włosków, chociaż jeśli masz taką potrzebę możesz wykonać mocniejszy make up. Sam wosk fajnie ujarzmi odrastające włoski, które na przykład zapuszczasz (jak u mnie na zdjęciu poniżej). Podkreślam, że ja stawiam na naturalny wygląd brwi i nie jestem przekonana do tych super wyrysowanych, ale tą paletą bez problemu uzyskasz taki efekt. Aplikator? Radzi sobie całkiem dobrze, bez większego problemu uda Ci się nadać im odpowiedni kształt.


Podsumowując, jeśli szukasz palety, która pomoże Ci stworzyć zarówno makijaż powiek jak i brwi to Shape & Shadows może sprawdzić się całkiem dobrze. Trwałość cieni jest naprawdę porządna i bez problemu wytrzymają kilka godzin bez poprawek.

Jakie są Twoje ulubione produkty do stylizacji brwi?
Essence 03 Shape & Shadows. Paleta do brwi i powiek.
Czytaj dalej...

29 września 2016

Sisley Jesień 2016. Podkład Sisleÿa Le Teint, matowe kredki Phyto-Lip Twist Mat.


Tej jesieni Sisley proponuje nam kilka nowych produktów, w których jak zawsze łączy elementy makijażu z pielęgnacją. Trzy nowe sztyfty do ust Phyto-Lip Twist Mat i Phyto-Lip Twist Balm oraz nowy podkład odmładzający Sisleÿa Le Teint, które wypełniony jest po brzegi pielęgnacją o której wspomniałam. Zdradzę, że najbardziej zainteresowana byłam podkładem ponieważ uważam je za jedne z najlepszych. Całe lato należało do letniej nowości Super Soin Solaire, o którym możesz więcej przeczytać tutaj: recenzja Sisley Super Soin Solaire Tinted Sun Care SPF 30.


Sisleÿa Le Teint jest kompletny podkładem odmładzający, przeznaczonym do cery dojrzałej. Zapewnia młodzieńczy wygląd zaraz po nałożeniu i utrzymuje się przez cały dzień. Po zastosowaniu Sisley obiecuje iż cera będzie pełna blasku dzięki połączeniu dwóch minerałów i ultra czystych pigmentów oraz nabierze gładkości. Nieskazitelny makijaż utrzymuje się przez 8 godzin dzięki technologii Sisley Color Expert. Najważniejszą jednak informacją jest fakt iż formuła pielęgnacyjna podkładu łączy wiele składników aktywnych z ostatnich badań naukowych Sisleya. Jest to przede wszystkim ekstrakt z akacji perskiej, główny składnik Sisleÿa L'Intégral Anti-Âge, odpowiedzialny za energię komórkową stanowiącą źródło blasku. Skóra staje się promienna, jej koloryt wyrównuje się, zarówno zaraz po nałożeniu, jak i dzień po dniu. Oznaki zmęczenia znikają, a dostępny jest w sześciu wariantach kolorystycznych. Podkład generalnie jest przeznaczony do odrobinę starszej skóry niż moja, ale w związku z tym, że używałam kremu Sisleÿa L'Intégral Anti-Âge, nie widziałam przeciwskazań dla siebie. Zdaję sobie sprawę, że u dziewczyn bardziej dojrzałych efekt okaże się najprawdopodobniej inny niż na mojej, dlatego też polecam zajrzeć do Agaty z Beauty Icon i obejrzeć podkład na jej sześćdziesięcioletniej mamie.
Jak radzi sobie na mojej skórze? Jest lekki, można stopniować poziom krycia, nie wysusza, a wręcz nawilża i pięknie wyrównuje koloryt.


Matowa odsłona bestsellerowych sztyftów do ust to odpowiedź na potrzeby kobiet z całego świata. Od kilku sezonów kochamy maty, nadeszła pora na Sisley. Phyto-Lip Twist jest balsamem koloryzującym o intensywności szminki i matowym wykończeniu. Jedno pociągnięcie sprawia (sprawdziłam i tak jest faktycznie), że usta stają się nawilżone, miękkie i kształtne dzięki kompozycji aktywnych składników pochodzenia roślinnego. Dzięki aksamitnej konsystencji i niezwykłej trwałości koloru rewolucjonizuje pojęcie pomadki. Ścięta końcówka pozwala na precyzyjne, równe i łatwe naniesienie koloru. Dostępna w dwóch odcieniach, które możesz obejrzeć na swatchach: 17 Kiss (głęboki róż) oraz 18 Tango (czerwień) plus balsam nawilżający do ust również w formie kredki.



Na zdjęciach poniżej możesz zobaczyć matową Phyto-Lip Twist w odcieniu 18 oraz podkład Sisleÿa Le Teint 1B Ivory. Jeśli chodzi o moje wybory to uważam, że warto przyjrzeć się kredkom do ust - są bardzo wydajne i naprawdę genialnie trwałe. Podobnie ma się sytuacja jeśli chodzi o balsam, ja swój sisleyowy w słoiczku mam już naprawdę długo i wciąż jest go połowa opakowania.


W przypadku podkładu sprawa jest dość prosta - jeśli lubisz i/lub potrzebujesz produktu, który faktycznie łączy ze sobą pielęgnację z makijażem to będzie to dobry wybór. Odcień, poziom krycia zawsze możesz wcześniej wypróbować na przykład w perfumeriach.

Lubisz matowe pomadki? Jakie odcienie są Twoimi ulubionymi?

Produkty przedstawione w poście zostały przekazane przez markę Sisley do recenzji.
Sisley Jesień 2016. Podkład Sisleÿa Le Teint, matowe kredki Phyto-Lip Twist Mat.
Czytaj dalej...

27 września 2016

Chanel x Lucia Pica. Makijaż Le Rouge Collection N°1 Jesień 2016.

"Makijaż nie powinien być używany jako maska. Ma służyć jedynie podkreślaniu tego, co mamy." Lucia Pica.



Lucia Pica urodziła się w Neapolu i dorastała pośród kolorów. Region południowej Italii, jego charakter i kultura, wywarły ogromny wpływ na estetykę, która stała się charakterystyczna dla jej pracy. Le Rouge Collection N°1 jest pierwszą w pełni autorską linią makijażu przygotowaną dla Chanel przez Lucię od czasu objęcia stanowiska w grudniu 2014. Według mnie to jedna z najpiękniejszych propozycji marki, nie tylko z powodu samych produktów - wszystko, co się dzieje dookoła kolekcji ma w sobie pewną dozę magii. Le Rouge Collection N°1 to zdecydowanie coś więcej niż jesienna kolekcja makijażu. Wszechobecna czerwień (ulubiony kolor Lucii) to stan umysłu. Od dzieciństwa żyła w zgodzie z ideą bycia sobą na swoich warunkach i takiegoż kreowania wizerunku.



Całość inspirowana jest odcieniami czerwieni, od cynobrowej aż po karmazynową, z domieszkami różu, brązu i beżu. Czerwień była naturalnym wyborem, biorąc pod uwagę dziedzictwo domu mody oraz włoskie inspiracje Lucii. Le Rouge Collection N°1 to 14 produktów, twarzą kolekcji została ambasadorka Chanel Kristen Stewart.

Ta kolekcja jest stworzona dla mnie. Po pierwsze Illusion d'Ombre Velvet w odcieniu Rouge Contraste (132). Po drugie kredka Stylo Yeux Waterproof Eros (928). Po trzecie paleta cieni Les 4 Ombres Candeur Et Experiance (268). Produkty, których mogłabym używać na okrągło. Rzadko zachwyca mnie sezonowa kolekcja w całości, tutaj jest zupełnie inaczej. Myślę, że w głównej mierze dlatego iż stoi za nią ktoś kto ma do powiedzenia coś więcej niż przedstawienie inspiracji kwiatem, słońcem czy lazurem morza. Do tego oczywiście produkty, które mają genialną i odważną kolorystykę.


Są także pomadki! Nie odmówię im pozytywów. Jest ich sześć: Rouge Ingenue (168), Rouge Tentaion (169), Rouge Charnel (56), Rouge Feu (57), Rouge Vie (58) oraz Rouge Audance (59). Każda inna, każda wyjątkowa i ...czerwona.




Le Rouge Collection N°1 jest kolekcją dość trudną biorąc pod uwagę do czego się przyzwyczaiłyśmy. Wiosną pastele, latem kolor, jesienią brązy, zimą natomiast trochę błysku z okazji Sylwestra. Nagle pojawia się coś, co odrobinę burzy ten schemat, a przy tym jest genialne. Makijaże, które możemy stworzyć muszą być przemyślane. Istnieje jeszcze opcja, że postawimy na jeden kolor: matowy brąz na powiece plus wytuszowane rzęsy. Ja wychodzę jednak z założenia, że warto pobawić się czerwienią, poznać ją bliżej i spróbować okiełznać. Mianuję zatem Le Rouge Collection N°1 kolekcją roku. Nic przez ostatnie niemal dziesięć miesięcy w całości tak mnie nie zachwyciło.


Tak jak wspominałam, zachwyciły mnie trzy produkty, ale to o kredce Stylo Yeux Waterproof Eros (928) wciąż myślę. Możesz ją zobaczyć bliżej na linii wodnej w moim makijażu. Jest cudowna.
Piętro wyżej możesz zobaczyć swatche, od góry paleta cieni oraz Illusion d'Ombre. W drugiej linii kredka do powiek, kredka do ust oraz pomadki.


Illusion d'Ombre Velvet w odcieniu Rouge Contraste (132) to coś idealnego dla dziewczyn, które dobrze czują się w ciemnych, ciepłych brązach z odrobiną czerwieni. Wypróbowałam ten odcień również w roli eyelinera i sprawdził się doskonale.


Na koniec: oto ja w makijażu stworzonym produktami z jesiennej propozycji Chanel. Chciałam jeszcze dodać iż w Le Rouge Collection N°1 znajdują się także lakiery do paznokci, nie będziesz zdziwiona jeśli okaże się, że są czerwone?


Który produkt z Le Rouge Collection N°1 wypróbowałabyś najchętniej lub już wypróbowałaś?

Produkty przedstawione w poście zostały przekazane przez markę Chanel do recenzji.
Chanel x Lucia Pica. Makijaż Le Rouge Collection N°1 Jesień 2016.
Czytaj dalej...

26 września 2016

Beauty Monday: Moondust.


Wiadoma sprawa, że gdy zobaczyłam zapowiedzi tej palety wiedziałam, że została stworzona dla takich jak ja. Niespodzianką natomiast jest fakt, iż mimo zamiłowania do wszystkiego, co się świeci - Moondust można wykorzystać do stworzenia normalnego, dziennego makijażu (o tak zdaję sobie sprawę, że normalny makijaż dla każdej z nas oznacza coś zupełnie innego). Każdy z kolorów może służyć jako eyeliner, a srebrny użyty solo stworzy jedynie odświeżającą mgiełkę na powiece.


Urban Decay stworzył paletę dzięki której możemy stworzyć najbardziej odjechany makijaż - kolory są nasycone, wibrujące, a użyte na mokro stają się genialnie śliskie. Ja postawiłam w tym poście na trochę rockową wersję - zmieszałam Galaxy z Graphite i zaaplikowałam na sucho. Na koniec spróbowałam dołożyć Element, całość wyglądała całkiem fajnie.


Na zdjęciach poniżej możesz zobaczyć paletę oraz swatche. Zrobiłam je bez bazy, podobnie jak w makijażu - cienie zaaplikowane są bez bazy.



Mam na sobie:
Twarz: Skin 79, Super + BB, Urban Decay, rozświetlacz Sin.
Oczy: Urban Decay, paleta cieni do powiek Moondust.
Usta: Urban Decay, pomadka Vice! 1993.

Spodobała Ci się Moondust? Odważyłabyś się używać jej na co dzień?
Beauty Monday: Moondust.
Czytaj dalej...

24 września 2016

Polska to nie jest kraj na moje nerwy.

Bardzo długo zastanawiałam się czy powinnam zareagować w jakiś sposób na to, co się dzieje dookoła. Uwierz mi, że poziom mojego rozgoryczenia jest dużo wyższy niż na zdjęciach, które publikowałam na profilach społecznościowych. Byłam pod Sejmem. Zdziwiłam się, że było nas tak mało. Zdziwiłam się, że tak wiele z moich znajomych, koleżanek nie reaguje w żaden sposób. Nie robi nic, nie rozmawia na ten temat, nie wdaje się w dyskusję, nie działa, nie są wkurwione. Gdybym miała określić mój stan psychiczny, który nieprzerwanie trwa od kilku dni to napisałabym, że oprócz strachu czuję się jakby ktoś zabrał mi moje poczucie bezpieczeństwa. Idę ulicą i mam ochotę szturchnąć kobiety, które mijam i krzyknąć im w twarz: co się z Tobą, co się z Wami dzieje? Czy naprawdę nie widzicie, co za chwilę się stanie?! Mam ochotę tupać nogami i krzyczeć. Mam ochotę nawrzeszczeć na dziewczyny, które powinny się włączyć w walkę, ale nie robią tego bo nie wypada. Wypada. A firmy/marki, które ze mną współpracują są po tej samej stronie, prawda?

         Tak, miałam pewne opory przed pisaniem tego tekstu na blogu, ale z drugiej strony ogarnia mnie szał, gdy widzę, że dziewczyny, które mogłyby dołączyć się do akcji i przeciwstawić temu, co się dzieje - nie robią tego. Więc zrobię ja.


         Jestem tak wściekła, że mam wrażenie iż para wychodzi mi każdym otworem mojego ciała. Jako matka, siostra, koleżanka, blogerka, znajoma - boję się o Ciebie i o każdą z Was. O Wasze zdrowie, o wolność wyboru, o Wasze życie. I mam niemalże pewność, że większość z nas nie ma zielonego pojęcia, co za sobą niesie wielkie prawdopodobieństwo podpisania ustawy aborcyjnej przez nasz rząd. Skąd ta pewność? Bo nie widzę żadnej rebelii ani ogromnych manifestacji. Widzę natomiast na przykład selfie z siłowni w sportowym, kusym stroju z odpowiednim hasztagiem. (wybacz, Weroniko Rosatti). Widzę też kobiety, które zachowują się jakby nic się nie działo i zachowują się jakbyśmy żyły w jakiś odmiennych rzeczywistościach.

        Co niesie za sobą podpisanie nowej ustawy? Ano na przykład to, że gdy zostaniesz zgwałcona nie będziesz mogła zażyć tabletki po lub przerwać ciąży. Nie ma tu nic do rzeczy Twój stan psychiczny, fizyczny. Nic się nie będzie liczyło oprócz tego, że masz urodzić dziecko. Nie będziesz mogła podjąć decyzji o przerwaniu ciąży, gdy okaże się, że dziecko, które nosisz jest nieuleczalnie chore i po urodzeniu będzie żyło dwie minuty. Nie będziesz mogła ratować swojego życia w przypadku, gdy ciąża zagraża Twojemu zdrowiu/życiu - będziesz musiała urodzić. Później możesz umrzeć, zrobiłaś swoje. Nie będziesz mieć żadnego wyboru. Żadnego. Nic nie będzie się liczyło bardziej niż fakt, że masz urodzić.

         Nie jestem w stanie zgodzić się na to, aby kobieta była worem na urodzenie zapłodnionej komórki jajowej. Każda z nas powinna mieć prawo do zadecydowania o sobie, o swoim życiu i o swojej rodzinie. To prawo (a ustalmy, dotychczasowa ustawa jest również restrykcyjna) próbuje się nam odebrać, sprowadzić nas do poziomu o jakim nie jestem w stanie spokojnie myśleć. Nie znam żadnego innego kraju w Europie w którym kobiety i ich partnerzy są traktowani jak potencjalni mordercy, którzy chcą mieć dziecko. Tak, potencjalni - bo według nowej ustawy każda z nas po poronieniu może zostać przesłuchana na okoliczność morderstwa i zostać skazana nawet na pięć lat więzienia. Jak to się dzieje, że kobiety w wieku rozrodczym mają najmniej do powiedzenia? Jak to jest możliwe, że o moim życiu będą decydować kawalerowie, stare panny oraz ludzie o ograniczeniach umysłowych tak wielkich jak rów mariański? Jest jeszcze jedna kwestia, która wyprowadza mnie z równowagi, a mianowicie in vitro. Znam wiele par dla których był to jedyny sposób na posiadanie pełnego, szczęśliwego życia. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić jakim trzeba być skurwysynem, żeby odbierać ludziom szczęście.

Polska to nie jest kraj na moje nerwy.
Ale żyję tutaj, żyją tutaj moje dzieci i moje koleżanki. Żyją dziewczyny, które lubię. Weźmy sprawy w swoje ręce póki nie będzie za późno. To jest sytuacja, która nie miała jeszcze miejsca. To, co się dzieje dotyczy każdej z nas!

 Polecam do przeczytania:
- tekst Emilii z bloga zmierzchnica: Jak ja Was, kurwa nienawidzę. , zdecydowanie bardziej dosadny niż mój.
- post Magdy z rebelook
- tekst Jana z superstyler: Zakłamanie.

więcej aktywności wśród moich znajomych blogerek nie odnotowałam.
Polska to nie jest kraj na moje nerwy.
Czytaj dalej...

23 września 2016

Sephora Rouge Mat oraz Rouge Crème. Nowe pomadki do ust.

Nie musiałyśmy długo czekać, aby okazało się, że niemal każda z większych marek w tym roku będzie chciała stworzyć największą kolekcję pomadek. I bardzo dobrze, my możemy wybierać i decydować oraz mieć możliwość dostosować nasze potrzeby do naszych możliwości. Chwilę temu na rynek swoje szminki wprowadziła Sephora - kolorów jest mnóstwo, podobnie jak i wykończeń. Opakowania są minimalistyczne, a wersja matowa jest najbardziej nawilżająca z pomadek Sephora.

Moje ulubione kolory? Pokazałam je na zdjęciu: czerwienie, róże, fuksje i nude - wszystko, co lubię i co noszę na codzień. Część z odcieni świetnie sprawdzi się do codziennego makijażu, zdaję sobie sprawę, że niektóre z nas pracują w miejscach w których soczyście czerwona lub fuksjowa pomadka nie jest pożądana, ale są nude i delikatne, świeże maliny, które możesz wklepać palcem. Wklepywanie palcem pomadek to ostatnio moja ulubiona opcja nakładania i mimo negatywnych komentarzy dziewczyn, które nie wyobrażają sobie makijażu ust bez pędzelka, konturówki oraz rozświetlacza, ja jestem na wielkie, wielkie tak!


Wersja Rouge Mat jest oznaczona literką M i tak na przykład:
M 04 - F.A.B.U.L.O.U.S jest połączeniem zgaszonej czerwieni i koralu
M 05 - Lady Love to dzienniak i nude, fajnie komfortowy efekt na ustach
M 08 - Peace & Rock, róż róż róż ponad wszystko
M 09 - No Games to wibrująca fuksja


Pozostałe, które widzisz na zdjęciach to Sephora Rouge Crème - bogata w pigmenty formuła zapewnia doskonałe krycie i komfort. Jest idealna do wyrzeźbienia ust jednym z intensywnych, satynowych kolorów.
R 50 - Love Scandal, soczysta czerwień 
R 56 - Call Me Baby, głęboki róż
R 58 - Hearthbreaker, wibrujący fiolet



Oprócz wersji, które pokazałam w ofercie są jeszcze balsamy koloryzujące do ust, pomadki o lekko perłowym wykończeniu oraz Sephora Rouge dostępne w dwunastu kolorach (kryjące). Ilość jest naprawdę imponująca! Tak jak wspomniałam przetestowałam dwie wersje ponieważ opcji perłowej zwyczajnie nie lubię i nie czuję się w niej dobrze.

Jeśli chodzi o trwałość i łatwość aplikacji, nie mam nic do zarzucenia. Jedynym minusem jaki do tej pory zauważyłam to brak oznaczenia na opakowaniu koloru/nr konkretnej pomadki, co oznacza, że jeśli będziesz chciała kupić raz jeszcze ten sam kolor zapamiętaj jakie miała oznaczenie. Każda ze szminek kosztuje 45 zł, warto polować na okazje, które często zdarzają się w Sephorze i kupić na przykład z rabatem lub trzy w cenie dwóch.

Który kolor najbardziej wpadł Ci w oko? Miałabyś ochotę przetestować nowe pomadki Sephory?
Sephora Rouge Mat oraz Rouge Crème. Nowe pomadki do ust.
Czytaj dalej...

21 września 2016

Geeks | Aldona.



Jestem:
Choć czasem mi się wydaje, że zniknęłam. To zresztą bardzo fajny stan... Nigdy nie umiem odpowiadać na pytania kim jestem. Bo to zależy od tego z kim przebywam. Każdy może mieć kompletnie inne zdanie na mój temat. Ale dla siebie samej, przede wszystkim, jestem obserwatorem miejsc, zdarzeń, ludzi i ich emocji.

Robię:
Wiele i wciąż wydaje mi się, że za mało. Pracuję z ludźmi i dla ludzi. Kosmetyki to nie tylko ładny zapach i efekt przeciwzmarszczkowy :) Gdy sprzedaję krem nowo poznanej kobiecie to czasami ona opowiada o swojej skórze, ale tak naprawdę zdradza kawałek swojego życia. To fascynujące, że ktoś w 5 minut potrafi się otworzyć i przekazać nam cząstkę siebie.Te momenty kocham najbardziej. Krem jest tylko pretekstem do rozmowy.

Inspiruję się:
Moją wyobraźnię pobudzają zdjęcia ludzi, przechodniów z ulicy lub z jakichś konkretnych wydarzeń. Takich zdjęć jest teraz tak dużo w internecie, że można odlecieć w dowolne miejsce bez konieczności ruszania się z domu. Gdy patrzę na tych ludzi to ustalam swoją garderobę, zapachy, miejsca, które odwiedzę, nowe kosmetyki na najbliższe miesiące. Nawet rasę psa wybrałam w ten sposób. Wszystko ze zdjęć. Jak najmniej opisów :)

Co robić, żeby Twoja pasja stała się Twoim życiem?
Przede wszystkim odkryć swoją pasję. Wiele osób nie ma pojęcia czym się pasjonuje. Dlatego nie wiedzą, że być może ich spełnione życie jest bliżej niż przypuszczają. Dla mnie życie samo w sobie jest pasjonujące. Każdy dzień może przynieść zwrot akcji o 180 stopni. Trzeba tylko zechcieć zobaczyć okazje na swojej drodze.









Aldona jest właścicielką marki kosmetyków organicznych Phenome. Jest mózgiem i sercem firmy. Kocha naturę w najróżniejszych jej postaciach, spontaniczne i odważne kobiety oraz piękne przedmioty. Aldona wymyśla nowe kosmetyki i zawsze jako pierwsza testuje je na sobie.
Geeks | Aldona.
Czytaj dalej...

20 września 2016

Kim jest Philip B. i co robi z moimi włosami?


Czy jest jeszcze szansa, że coś totalnie może Cię zaskoczyć na półkach w perfumerii? Kiedy dostałam zaproszenie na spotkanie z Philipem B. pomyślałam, że warto go poznać, ale szczerze wątpię, aby jego produkty były naprawdę rewelacyjne (ah ten wrodzony optymizm!). Pomyliłam się tak bardzo, że aż zrobiło mi się wstyd, iż tak łatwo podcięłam skrzydła nowości jaką miałam okazję testować. Zanim napiszę o samych kosmetykach muszę zatrzymać się chwilkę przy Philipie. Przysięgam, że ten facet jest jedną z najbardziej otwartych osób jakie spotkałam w swoim życiu. W ciągu godziny uczesał kilka dziewczyn (nie były to modelki, a dziewczyny z widowni), opowiedział o swoim życiu i inspiracjach, opisał produkty, sprzedał kilka hollywoodzkich uśmiechów i czarował rozwianym włosem. To, co mówił Philip trafiło do mnie nie dlatego, że jestem podatna na wszelkie nowinki, ale z innej przyczyny - to, co nam przekazywał było logiczne i spójne.


Kim jest zatem Philip B.? Hollywoodzki fryzjer, ekspert leczenia i pielęgnacji włosów oraz skóry głowy. Wytycza trendy i tworzy fryzury gwiazd ekranu, razem z grupą naukowców, chemików i farmakologów stworzył serie rewolucyjnych i luksusowych produktów do włosów. Niespotykanie nasycone, bazujące wyłącznie na botanicznych i eterycznych olejkach stanowią nową jakość na rynku. Magazyn Forbes zaliczył produkty Philipa B. do grupy "top 100 rzeczy wartych ostatniego grosza". Używane są przez między innymi Salmę Hayek, Sharon Stone, Jessicę Albę i Nicole Kidman oraz tysiące dziewczyn takich jak ja i Ty.


Przez ostatnie tygodnie wypróbowałam kilka produktów Philipa. Bestsellerem marki jest oczyszczający szampon Peppermint & Avocado o odświeżającym zapachu mięty (zawiera 2,3% ekstraktów z mięty). Produkt o neutralnym pH łączy w sobie głębokie oczyszczenie z aromaterapią. Pozwala pozbyć się resztek preparatów pielęgnacyjnych oraz produktów do układania włosów, wpływa na poprawę krążenia krwi. Nadaje włosom naturalnego połysku nie zabierając im cennego nawilżenia i sprężystości, włosom delikatnym i bardzo delikatnym dodaje objętości. Bardzo ważny jest sposób użytkowania, należy wmasować go opuszkami palców w wilgotne włosy, pozostawić na 2-3 minuty, a następnie starannie spłukać. Doskonale sprawdzi się w duecie z Rejuvenating Oil, który jest kuracją dla włosów. Uspokaja, równoważy, nawilża suchą skórę głowy, normalizuje produkcję łoju przy przetłuszczającej się nasadzie włosa. Wygładza szorstką, łuszczącą się warstwę skóry poprzez wystarczające jej nawilżenie. Odkażające działanie na skórę głowy, usuwa wszystkie pozostałości ze skóry głowy, tak, że włosy stają się wolne i zyskują na objętości. Stosuje się tylko na suche włosy oraz skórę głowy (nie stosować na mokre włosy!). Pozostawić specyfik na 20 minut do 15 godzin lub na noc, następnie spłukać szamponem Peppermint & Avocado. Woda i olejek nie łączą się ze sobą dlatego tak ważne jest, aby stosować go na suche włosy. Szampon należy nanieść na włosy, na których wcześniej zastosowano olejek i wmasować, a następnie powoli, kropla po kropli dodawać wody. Zdaję sobie sprawę, że może okazać się to odrobinę czasochłonne, ale taki duet możemy stosować na przykład dwa razy w tygodniu i dzięki temu cieszyć się naprawdę genialną kondycją skóry głowy i samych włosów.


Na zdjęciach możesz zobaczyć butelkę z mleczną zawartością i naklejką pH Restorative Detangling Toning. Jest to spray, który pozwala usunąć pozostałości pielęgnacyjne oraz resztki mineralne do 70 %. Sprawia, że włosy dają się łatwo rozczesać i stają się gładkie, nadaje im jedwabnego połysku. Świetnie nadaje się do pielęgnacji włosów farbowanych, ponieważ lepiej i na dłużej wchłania się w pigmenty farby. Jak się go stosuje? Po umyciu, na mokre włosy nałożyć 4 do 5 naciśnięć mgiełki, układać włosy bez spłukiwania. Świetnie sprawdza się w roli odświeżacza włosów, ropzylona na suchych zapobiega puszenia się, elektryzowaniu oraz naprawdę fajnie ożywia kosmyki. W składzie znajdziemy ocet jabłkowy (Philip mówił, że nie jest istotne to, że produkt średnio pachnie - ważne jest, że działa) oraz dziesięć olejków eterycznych.


Każdy z tych produktów jest wyjątkowy. W składzie znajdziesz naprawdę sporo naturalnych wyciągów i ekstraktów. Jeśli jest to ważna dla Ciebie informacja, uważam, że naprawdę warto zainwestować i spróbować chociaż jednego z produktów o których napisałam. Oczywiście istnieje ich jeszcze więcej, ale nie testowałam wszystkich. Marka dostępna jest w Douglasie (tutaj), dostępne są także mini produkty, które wystarczą z powodzeniem na kilka/kilkanaście aplikacji. Pamiętaj też, że bardzo ważne jest, aby specyfiki stosować zgodnie z przeznaczeniem oraz instrukcją, tylko wtedy efekty będą naprawdę widoczne.
Kim jest Philip B. i co robi z moimi włosami?
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...