31 sierpnia 2016

Clarins, Instant Light Lip Comfort Oil.

Ten mały pojemniczek zawierający kolorową substancję zrewolucjonizował rynek balsamów do ust. Wiem, że w czasach obfitości w których żyjemy jest to rzadko spotykane, ale to naprawdę miało miejsce. Olejek do Ust czyli Instant Light Lip Comfort Oil marki Clarins w pierwszych dniach sprzedaży został dosłownie wymieciony zarówno z drogerii internetowych jak i stacjonarnych, był elementem kolekcji limitowanej. Na szczęście jednak Clarins wysłuchał głosu dziewczyn i wprowadził je do regularnej sprzedaży.


Co szczególnego znajdziesz wewnątrz? Bogatą w wysoko skuteczne składniki roślinne formułę, która została zainspirowana najlepiej sprzedającymi się olejkami Clarins - Face and Body Treatment Oils. Żelowy, o nieklejącej się konsystencji olejek o subtelnym kolorze odżywia usta, nadając im lśniący blask. Muszę dodać, że mimo iż na rynku pojawiło się mnóstwo podobnych produktów, nie spotkałam takiego, który dorównałby pierwowzorowi. I to nie jest tak, że inne są złe i słabe, są po prostu... inne, tylko podobne. Kolejną zaletą jest przyjemny, delikatny zapach, który działa kojąco na zmysły. Spośród trzech wersji zapachowych (honey, red berry, raspberry) lubię ... wszystkie. Nie mam ulubieńca, ale chętnie wypróbowałabym wersję na przykład pomarańczową albo cytrynową, jeśli taka oczywiście pojawi się w przyszłości.


Ah, jest jeszcze fantastyczny aplikator, który otula usta oraz nanosi odpowiednią dozę produktu, sprawiając, że pięknie mienią się w słońcu. W formule znajdziesz olejek z orzecha laskowego, który odżywia, spulchnia i zmiękcza usta. Ponadto ekologiczny olejek jojoba odżywia i wygładza, nie pozostawiając uczucia lepkości. Przynosi ustom przyjemne uczucie komfortu i doskonałe nawilżenie. na deser olejek ze śliwki mirabelki (odcień honey) chroni przed odwodnieniem, oferując miękkie, sprężyste usta oraz olejek z nasion maliny (odcień raspberry) odżywia i chroni usta przed przedwczesnym starzeniem dzięki właściwościom antyoksydacyjnym. Jak radzi sobie ze spierzchniętymi ustami? Całkiem dobrze! Nawilża je i odżywia, po kilku/kilkunastu aplikacjach wargi wracają do zdrowego wyglądu. Na zdjęciu poniżej wersja Honey, która przy mojej karnacji jest cudownie zimna i za to ją właśnie uwielbiam!


Jakie są Twoje ulubione produkty pielęgnacyjne do ust?
Clarins, Instant Light Lip Comfort Oil.
Czytaj dalej...

29 sierpnia 2016

Beauty Monday: Czuję jesień!


Zdałam sobie sprawę, że większość eyelinerów, które mam w swojej kosmetyczce to czernie najczarniesze z czarnych. A przecież jesień idzie! Można dodać odrobinę koloru do swoich makijaży - zgniłe zielenie, fiolety, granaty, śliwki, nieskończona ilość możliwości! Postawiłam na zieleń, której zwykle unikam - tak na przekór.


Ciemna zieleń na powiekach, totalna nuda w przypadku cery i niedbale wklepana pomadka na ustach, do tego golf i tak według mnie może wyglądać jesień (ok, kłamię bo mam już gotowy następny Beauty Monday i tam też jest bardzo jesiennie!). Ah, kreski. Są całkiem spore, ale na moich powiekach (jedna opada, druga nie, jedna jest starsza od drugiej, druga nie lubi pierwszej i tak dalej i tak dalej...) dość ciężko osiągnąć zadowalający efekt więc czasami zdarza mi się popłynąć.


Muszę wspomnieć o pomadce do ust, pokazywałam ją wielokrotnie. To 1993 z kolekcji stu pomadek Urban Decay, piękny brąz, który nie pomniejsza ust, ma lekki odcień, który dopasowuje się do karnacji. Nie wysusza ust i jest genialnie kremowa, to jeden z moich ulubionych kolorów ostatnio i dość często trafia na moje usta. Jeśli chciałabyś obejrzeć ją w innym makijażu, służę linkiem. Tutaj: Urban Decay Vice Lipsticks pokazywałam zarówno 1993 jak i inne kolory.


Mam na sobie:
Twarz: Sisley Super Soin Solaire Tinted Sun Care SPF 30,1 Natural (recenzja: Sisley Super Soin Solaire Tinted Sun Care SPF 30.), Smashbox L.A. Lights, Culver City Coral (recenzja: Smashbox, L.A. Lights Blush & Highlighter.)
Oczy: Urban Decay tusz do rzęs Perversion Black, Benefit Push Up Liner zielony, MAC Cosmetics cień do powiek Carbon Matte, Pupa Eyebrow Plumping Gel, Marc Jacobs korektor 1 Rendezvous.
Usta: Urban Decay 1993.

Czujesz jesień?
Beauty Monday: Czuję jesień!
Czytaj dalej...

27 sierpnia 2016

Chanel Nº5 L'Eau.


Jesień należy do Chanel. Latami zastanawiałam się kiedy nastąpi ten wielki dzień i klasyczne Nº5 doczekają się lekkiej, bardziej przystępnej wersji. Tej jesieni poznacie Nº5 L'Eau, kwiatowo - aldehydowy zapach dla kobiet, który może zmienić całkowicie Twoje postrzeganie na temat piątki. Twórcą kompozycji zapachowej jest Olivier Polge, który w minimalistycznym flakonie połączył ze sobą cytrynę, mandarynkę, pomarańczę, neroli i aldehydy. W sercu zapachu umiejscowił różę majową, jaśmin i ylang-ylang. W bazie natomiast wyczujesz cedr i białe piżmo.


Twarzą zapachu została Lily-Rose Depp, córka Vanessy Paradis (związanej z francuskim domem mody od 1990 roku) i Johnego Deepa. Obecność siedemnastoletniej dziewczyny w kampanii może sugerować iż Nº5 L'Eau w zamyśle skierowane są do młodszych odbiorczyń niż klasyk. N°5 określany jest jako pierwszy zapach abstrakcyjny ponieważ spośród osiemdziesięciu składników kompozycji olfaktorycznej żaden nie tworzy wyraźnie wyczuwalnej, dominującej nuty. Ta mikstura w 1922 roku zrewolucjonizowała rynek perfum, a dziś pomimo upływu wielu lat, wciąż pozostaje synonimem stylu, piękna, elegancji oraz szyku. Zapach, który jest sztuką. Zapach, który potrafi uwieść. Zapach, któremu udało się zostać zapamiętanym na zawsze. Piątka to kwintesencja kobiecości oraz chwili na którą wiele kobiet czeka latami - to moment w którym masz pewność, że jesteś wyjątkowa, jesteś sobą i wiesz jak wartościowa jesteś. Dla mnie N°5 jest wyjątkowy, nie towarzyszy mi codziennie - jeśli zostanę przyłapana z nim na nadgarstkach będzie to oznaczało, że ten dzień jest szczególny. N°5 trzeba się nauczyć i delektować się nim, czasami może to trwać latami.


Jaką historię opowiada Nº5 L'Eau? Niech nie zmyli Cię delikatność, którą widzisz na zdjęciach - jest pozorna. Nie idź lekko zbuntowaną ścieżką jaką prezentuje Lily Rose - może okazać się złudna. Nº5 L'Eau nie uda Ci się zaszufladkować do żadnej kategorii. Naturalność miesza się z elegancją, szczypta egoizmu z wewnętrznym spokojem, młodość z wolnością. A gdybym tak napisała, że Nº5 L'Eau pachną tak jak Ty mu na to pozwolisz?


Cytryna, mandarynka, pomarańcza, neroli i aldehydy - brzmi orzeźwiająco i soczyście, ale w połączeniu z różą majową, jaśminem i ylang-ylang wydaje się cieplej, bliżej skóry i wytrawniej. To nie koniec, cedr i białe piżmo nadają gładkości, pewnej tajemnicy. Pewnym jest, że Nº5 L'Eau jest jedną z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku i moim zdaniem może okazać się niespodzianką z powodu o którym już wspomniałam - swojej nieoczywistości.

Czekam na Twoje pierwsze wrażenia po poznaniu Chanel Nº5 L'Eau! Koniecznie daj znać co o nich myślisz!

Produkt do recenzji został przekazany przez markę Chanel.
Chanel Nº5 L'Eau.
Czytaj dalej...

25 sierpnia 2016

Resibo. Olejek do demakijażu, Serum naturalnie wygładzające.


Resibo to polska marka, która w ostatnim czasie szturmuje blogosferę. Nawet jeśli nie używałaś Olejku do demakijażu to na pewno go widziałaś lub o nim czytałaś, prawda? O Resibo dowiedziałam się właśnie z blogów i nie byłam zupełnie zainteresowana używaniem olejku jako elementu demakijażu/oczyszczania skóry. Dlaczego? Bo nie cierpiałam olejków. Zmieniło się to stosunkowo niedawno, przełamałam się i zaczęłam stosować na włosy, na ciało. Później przekonałam się do balsamu oczyszczającego do twarzy, a stąd już niedaleka droga do pozbywania się makijażu za pomocą olejku.


Dla Resibo punktem wyjścia jest spajanie składników, których walory znane są od pokoleń z nowoczesnością. Szukają harmonii pomiędzy ciągłą ekspansją i szybkim tempem życia a naturą, zdrowiem i podejmowaniem właściwych wyborów. Tworząc produkty - klasyczne receptury łączą z surowcami pozyskanymi przy użyciu najnowszych technologii. Celem Resibo jest wysoka skuteczność kosmetyków przy zachowaniu naturalnych walorów oraz zrównoważonej produkcji, która pozostaje w zgodzie z otaczającą przyrodą.
Specjalizują się w produktach, które są stworzone z myślą o bezpieczeństwie dla skóry oraz szacunku wobec środowiska. Są one wegańskie, biodegradowalne i wszechstronne. Produkty są naturalne w ponad 96 %, aktualnie seria składa się z sześciu kosmetyków. Punktem wyjścia i pierwszą opracowaną recepturą była ta dla olejku do demakijażu. Następnie powstały: krem pod oczy, krem odżywczy, krem ultranawilżający, tonik - mgiełka nawilżająca oraz płyn micelarny . Poszukiwali rozwiązań pozwalających na użycie maksymalnie skoncentrowanych ekstraktów, pozyskiwanych w sposób, który umożliwia tylko najnowsza technologia. Przykładem może być wyciąg z korzenia polskiego rabarbaru, który aktywuje naturalne mechanizmy nawilżenia skóry, stymulując różnicowanie się keratynocytów. Jego właściwości m.in. regulują złuszczanie skóry, wzmacniają barierę naskórkową, przywracają skórze promienny wygląd. Znajdziecie go np. w kremie odżywczym czy toniku - mgiełce nawilżającej.


Nie będę oryginalna - produkt, który skradł moje serce to Olejek do demakijażu. I piszę to ja, która jeszcze rok temu nie wyobrażała sobie używania tego typu kosmetyku do demakijażu. Olejek usuwa wszelkie zanieczyszczenia, rozpuszcza sebum. Bez dyskomfortu zmywa nawet wodoodporny makijaż, pozostawia skórę miękką i dobrze odżywioną. Do każdego typu cery: odżywia i nawilża suchą, reguluje tłustą i mieszaną. W zestawie znajdziemy ściereczkę z mikrofibry, która delikatnie peelinguje skórę. Znalazłam prosty sposób, aby nie dostawać szału przy używaniu go nad umywalką - robię to podczas kąpieli/prysznica lub gdy moje małe dziewczyny kąpią się w wannie (przyjemne z pożytecznym i wielozadaniowość matki Polki górą!). Olejek natłuszcza skórę, ale nie pozostawia na niej nieprzyjemnej warstwy, to bardzo ważne jeśli wahasz się nad zakupem. Bywają dni, kiedy nie mam ochoty na rozpieszczanie swojej skóry, powracam wtedy do płynu micelarnego. Jedna buteleczka (150 ml) wystarcza na około trzech miesięcy codziennego używania, według mnie to genialny wynik! Zużywam już drugie opakowanie i nie będzie ostatnim.


Drugi kosmetyk o którym chciałam Ci opowiedzieć to Serum naturalnie wygładzające. Wyraźnie ujędrnia, uelastycznia i rozświetla skórę, przywracając jej młodzieńczą świeżość i gładkość. Pierwsze efekty zobaczysz już po kilku dniach od pierwszego zastosowania, a jest idealne dla każdego rodzaju cery. Skoncentrowane, w małej buteleczce, specjalnie wyselekcjonowane naturalne składniki, które mają potwierdzone testami działanie odmładzające. Stoechiol, czyli ekstrakt z lawendy motylej, działa jak naturalny botoks – zmniejsza napięcie mięśniowe, przeciwdziała zmarszczkom mimicznym i wygładza skórę, pobudza wydzielanie beta-endorfin w skórze, rozluźniając ją i zmniejszając zmarszczki. Dzięki Lakesis – ekstraktowi z „łez” drzewa pistacia lentiscus, który pobudza produkcję tzw. białka młodości – skóra odzyskuje gęstość i wygląda na pełniejszą oraz bardziej jędrną. Serum jest doskonałe dla cery z problemami trądzikowymi i bliznami potrądzikowymi – zawarty w niej olej marula ma silne działanie antyoksydacyjne, ale też gojące i regenerujące.


Przy mojej suchej cerze optymalne jest stosowanie codziennie przy wieczornej pielęgnacji i tak właśnie go używałam - efekty były naprawdę dobre i szczerze? Mam wrażenie, że to jedne z nielicznych specyfików naturalnych, które tak dobrze się sprawdzają (czytałam wiele opinii i naprawdę zdecydowana większość to pozytywne odczucia). Jestem zaskoczona ponieważ spodziewałam się ot, zwykłego nawilżenia. Okazało się jednak, że Ewelina (właścicielka marki) stworzyła coś naprawdę fajnego - nawilża, napina, regeneruje i podobnie jak w przypadku oleju, serum jest genialnie wydajne! Skóra po aplikacji nie jest tłusta, jest przygotowana na dalsze kroki pod postacią kremu do twarzy. Nie używałam jeszcze kremów Resibo, nie wiem jak zachowują się w duecie serum natomiast te, które mi towarzyszy i współgrały bardzo dobrze. Warto też spróbować dodać mikro kropelkę do swojego podkładu, będzie się świetnie rozprowadzał i zadba o nawilżenie i ochronę.


Myślę, że jeśli cenisz naturalne kosmetyki i lubisz stosować olejki/sera wypróbowanie Resibo będzie dobrym pomysłem. Ja jestem bardzo zadowolona z obydwu produktów i będę do nich wracać, to chyba najlepsza rekomendacja, prawda?

Znasz Resibo? Miałaś okazję używać?
Resibo. Olejek do demakijażu, Serum naturalnie wygładzające.
Czytaj dalej...

23 sierpnia 2016

Acqua di Parma. Colonia Quercia.


Impulsem do rozwoju i zmian jest zwykle odkrywanie innych kultur oraz mentalności ludzi, alternatywą natomiast zgłębianie własnych korzeni i tradycji. Podczas każdej wyprawy emblematyczny zapach Acqua di Parma napotyka unikalne, szlachetne składniki, które łączą się z nim w intrygującej grze. Odmieniają go i jednocześnie zachowują w pełni jego charakter, nadając mu nowe oblicze. Dzisiaj opowiem Ci o Colonia Quercia, która odkrywa krainy czasem odległe, a czasem całkiem bliskie, zawsze jednak nowe i inspirujące.


Miękki dywan delikatnie wilgotnej ziemi i światło przebijające przez gałęzie. Spokój poranka i chłodny, kojący cień wspaniałych, majestatycznych drzew. Potężne, silne drzewa, których mocne gałęzie tworzą kulisty tunel. Naturalna architektura, która istnieje od niepamiętnych czasów, tak cudowna dla spokojnych przechadzek, podczas których głęboko wdychamy mocny aromat przesycającego powietrze leśnego runa. Męski? Jeśli nad wyraz mocno trzymasz się ram i nie pozwalasz sobie na poznanie czegoś więcej, mocniej, silniej.


W pierwszej chwili, jeszcze przed pierwszym zapoznaniem obawiałam się, że nie uda nam się bliżej zaprzyjaźnić, że będę w Quercii wyszukiwała nut, które zupełnie nie są moje. Niespodzianka, kolejny zapach, który określany jako męski staje się mi bardzo bliski. Pełen mocy, któremu nie sposób się oprzeć. Bogata, sensoryczna kompozycja, w której zamknięty jest nieśmiertelny duch szlachetnego drzewa. W Colonii Quercia przejawia się siła majestatycznego drzewa, które symbolizuje wszechświat. Zapach rozwija się uwalniając unikalne, cytrusowe nuty Colonii, które następnie łączą się z aromatem mchu – zieleni i światła - towarzyszącym długiej przechadzce po lesie. Głębokie tonacje zapachowe, uwalniane przez składnik ceniony przez największych perfumiarzy świata - absolut mchu dębowego, tworzą elegancką i oryginalną alchemię. Jasne i musujące otwarcie zapachu w pełni oddaje charakterystyczny i niezapomniany charakter Colonii. Olfaktywną podróż rozpoczynają cytrusowe nuty głowy i mariaż bergamotki, cytryny, petitgrain oraz różowego pieprzu. Serce zapachu uwalnia pikantne i wibrujące nuty geranium, kardamonu i drzewa cedrowego. To preludium do wielkiego finału - absolutnie olśniewającego, wyrafinowanego i pełnego mocy. Wiodącą rolę odgrywa tu absolut mchu dębowego. Niebywała trwałość i intensywna elegancja. W wibrującej podstawie zapachu, aromaty drzewa i mchu podbijają cudowne akcenty fasoli tonka i szlachetne ciepło paczuli.


Mech dębowy porasta korę pnia dębu, czerpiąc jego siłę, którą następnie uwalnia w intensywnych nutach zapachowych. To jeden z najszlachetniejszych, wyrafinowanych, starożytnych składników stosowanych w wysokiej sztuce perfumiarskiej - niezbędna nuta nadająca trwałości i charakteru najbardziej wyrafinowanym kompozycjom olfaktywnym. W celu uzyskania niewielkiej, cennej ilości składnika, mech zostaje zbierany zimą i na wiosnę a następnie suszony i przechowywany aby wszystkie jego aspekty olfaktywne mogły dojrzeć w pełni. Dopiero wtedy, z konkretu mchu, uzyskiwany jest absolut szczególnie bogaty w niuanse sensoryczne. Mariaż zielonych i drzewnych nut z zapachem głębokiego lasu w harmonii tak zdecydowanej i jednocześnie delikatnej, przesyconej aromatem wilgotnej ziemi i liści. Zapach tak niezapomniany, jak poranny spacer pośród wspaniałych dębów. Uwielbiam las, uwielbiam go szczególnie o poranku - kilka dni temu mogłam napawać się aromatami, które oferuje. Jeśli będziesz miała okazję być w lesie rankiem, spróbuj zbliżyć się do roślin. Powąchaj wilgotny mech, liście z kroplami rosy, dotknij trawy. To właśnie te doznania, emocje, natura na wyciągnięcie dłoni są jak Colonia Quercia.
Acqua di Parma. Colonia Quercia.
Czytaj dalej...

22 sierpnia 2016

Beauty Monday: Pinkie Pie.

No, z wiekiem przekonuję się do kolorów, pisałam o tym niejednokrotnie - coś jest na rzeczy. Dzisiaj witam Cię jako landrynka, ultra słodka ma się rozumieć! Różowy kolor od dawna kojarzy mi się z nauczycielką chemii z liceum. Od stóp do głów była chodzącym różem oraz przez trzy lata moim koszmarem. Nienawidziła dziewczyn, w kręgu jej zainteresowania oraz piątek w dzienniku byli tylko chłopcy. Jak się domyślasz, z chemii miałam najgorzej.


Na powiekach różowy pigment, który zmiksowałam z odrobiną czerni. Czarnym cieniem potraktowałam także linię wodną, a niech będzie trochę mroku! Usta i cera są w zasadzie naturalne, nie miałam ciśnienia, aby pozbyć się piegów. Ostatnio testuję gąbeczkę IOPE i tutaj również jej użyłam, jestem bardzo zadowolona (za kilka dni zrobię recenzję!)


Mam na sobie:
Twarz: IOPE, Cushion W21, MAC Cosmetics, Mineralize Skinfinish, Lust.
Oczy: Urban Decay, tusz do rzęs Perversion Black, MAC Cosmetics, pigment Fucshia, MAC Cosmetics cień do powiek Carbon Matte (również na linii wodnej)
Usta: Clarins, Instant Light Lip Comfort Oil (red berry).

Chciałabyś zostać Pinkie Pie? :)
Beauty Monday: Pinkie Pie.
Czytaj dalej...

21 sierpnia 2016

Geeks | Magda.


Jestem
Sobą. Zawsze i w każdej sytuacji. Trudno mi zrozumieć ludzi, którzy mają dwa oblicza. Albo kilka. Ja zawsze jestem taka sama - w domu, w pracy, w rozmowie z dziennikarzem, w weekend z przyjaciółką. Jestem też zodiakalna rybą i w związku z tym mam w sobie wewnętrzną potrzebę płynięcia do przodu. Nie lubię stać w miejscu. Fizycznie i psychicznie jestem w drodze. Uwielbiam podróżować.

Robię
To, co lubię. Pracuję z osobami, które szanuję. Reprezentuję marki, których filozofia mi odpowiada. Robię nałogowo zdjęcia - od czasów liceum, kiedy wywoływałam je w domowej ciemni w łazience, za drzwiami uszczelnionymi ręcznikiem, do dzisiaj - kiedy zdjęcia robię komórką na instagram (moje uzależnienie) i cyfrową lustrzanką na blog, który prowadzę z moim mężem (www.heisdapper.com). Robię też wywiady z designerami do Monitor Magazine. Sprawia mi to ogromną frajdę i wiele się dzięki temu uczę. Design kocham - podziwiam to, że ktoś potrafi zaprojektować ideę i dać jej fizyczną postać. Wszyscy, którzy tworzą namacalny rezultat swojej kreatywności, budzą u mnie szacunek.

Inspiruję się
Pytanie, czym się nie inspiruję:) Inspiruję się podróżami, zdjęciami, sztuką. Przypadkowo zobaczonym zdjęciem, fragmentem przeczytanej książki, scena z filmu. Czytam namiętnie biografie, chodzę na wystawy, ciągle szukam nowego. Z lubością czytam zdania, albo teksty, które ładnie brzmią, są sprytnie napisane, zaskakują. Niedoścignionym wzorem jest dla mnie prasa brytyjska ze swoim giętkim językiem, wieloznacznym słownictwem i cudownym poczuciem humoru. A najbardziej inspirują mnie ludzie - ich poglądy, przemyślenia, spostrzeżenia. Ładuję baterie mądrymi rozmowami. Doceniam ładnie konstruowane myśli. Zanurzam się w ciekawe opowieści. Mam nieustanny głód ciekawych ludzi.

Co zrobić żeby pasja stała się życiem?
Słuchać siebie. Zaufać swojej intuicji. Iść za głosem serca. Przeczekać trudniejsze chwile. Nie iść na kompromisy. Zawsze myśleć do przodu, nie oglądać się za siebie. I uśmiechać się do siebie - wewnętrznie i do lustra. To naprawdę bardzo pomaga.

Magdę i jej pasje możesz śledzić na Instagramie @magdabulera, na stronie jej firmy magdabulera.com. Możesz też zajrzeć na jej blog magdaabouttown.com. Mało? Jest jeszcze blog męża Magdy, na którym wciela się w rolę fotografki: heisdapper.com oraz Instagram (@heisdapper)







Bardzo dziękuję Qchni Artystycznej za pomoc w realizacji sesji!
Geeks | Magda.
Czytaj dalej...

20 sierpnia 2016

Dior Diorshow Mono.


Rzadko sięgam po cienie pojedyncze, częściej wybieram palety. Te pojedyncze muszą być naprawdę dobre, aby na dłużej zajęły miejsce w mojej kosmetyczce. Jakiś czas temu marka Dior odświeżyła swoje produkty do makijażu oczu, wśród nich znalazły się pojedyncze cienie Diorshow Mono. Autorstwa Dyrektora Artystycznego Makijażu Dior - Tyena - nadają spojrzeniu iście modowy wygląd. Podzielone zostały na trzy rodziny gam kolorystycznych: naturalne, wyrafinowane i te zachęcające do zabawy kolorem. Po pierwsze: ponadczasowe, niezbędne, niuanse odcieni Nude - szkicują dyskretne spojrzenie - efekt perfekcyjny makijaż w stylu "no make-up". Po drugie: świeże i "trendy", odcienie Pop to pochwała dla intensywnych, żywych, elektryzujących kolorów. Po trzecie natomiast urzekające odcienie Smoky - to wariacja na temat przydymionego, tajemniczego i wyrazistego spojrzenia.


W mojej kolekcji są cztery odcienie: srebrzysty Infinity, granatowy Show, matowy fiolet Power oraz matowa ciemna szarość Runway. Inspiracją do ich powstania były faktury tkanin wykorzystywanych podczas przygotowywania kreacji Domu Mody Dior: matowe, jedwabiste, błyszczące oraz chromowane. Diorshow Mono oferuje głęboko nasycone barwy, które ubierają powiekę w długotrwały kolor o różnorodnym wykończeniu.



Zaletą jest fakt iż wszystkie kolory można stosować na dwa różne sposoby, delikatnie, w stylu makijażu dziennego, nałożone suchym aplikatorem lub jednolicie, intensywnie, w wersji "na mokro" dla wyrazistego efektu. Według mnie są naprawdę dobrze napigmentowane i można dzięki nim stworzyć super szybki i trwały makijaż. Z piątkami Diora mam pewien problem ponieważ moim zdaniem są kolorystycznie nierówne co oznacza, że jedna limitowanka jest lepsza od innej tylko poprzez napigmentowanie produktu właśnie. Pojedyncze cienie są równe sobie, a przynajmniej te, które miałam okazję testować.



Powyżej na zdjęciach użyłam dwóch kolorów: matowego Runway, na który zaaplikowałam srebrzysty Infinity. Zobacz jak zmienia się w zależności od użytej pomadki, z bezbarwnym błyszczykiem ten duet mógłby być makijażem dziennym. Aktualnie w Douglasie ( Diorshow Mono) dostępnych jest aż dwadzieścia odcieni, ale moim zdaniem najlepiej wybrać te najbardziej uniwersalne, które sprawdzą się przy makijażu dziennym, a użyte na mokro przy wieczorowym.

Używasz pojedynczych cieni do powiek czy wolisz palety?
Dior Diorshow Mono.
Czytaj dalej...

18 sierpnia 2016

Ulubieńcy lipca 2016.

Post z ulubieńcami miał pojawić się kilka dni temu, ale wobec wakacyjnych okoliczności i brak wifi miałam przymusowy urlop od bloga. I podkreślam słowo przymusowy bo naprawdę uwielbiam pisać i bez tego czuję się jakby czegoś mi mocno brakowało. Powracam ze spóźnionymi ulubieńcami, na szczęście zdążyłam przed końcem miesiąca! Nie jest tego dużo, okres wakacji przynajmniej u mnie nie jest czasem wielu nowości czy zmian - zobaczysz kilka produktów sprawdzonych, kilka nowych i takie do których powracam. Czuj się zaproszona do obejrzenia moich ulubieńców!


Clarins, Eau Dynamisante
Po pierwsze: uwielbiam. Po drugie: kocham. Po trzecie: kojarzy mi się ze wszystkim, co dobre. Oto i ona - idealna Eau Dynamisante. Zapach marki Clarins to cytrusowo szyprowe perfumy dla kobiet i mężczyzn wydane w 1987 roku (pierwszy zapach tej marki). Twórcą kompozycji zapachowej jest Jacques Courtin-Clarins, w nucie głowy znajdziemy pomarańczę, koriander, kminek i cytryna amalfi. W sercu rozbrzmiewa rozmaryn, gozdzik ogrodowy, kardamon, bazą natomiast jest paczula. Dla mnie majstersztyk, doskonała całoroczna propozycja (chociaż wiem, że jest wybierana szczególnie latem). Odrobinę cierpki, głęboki, szyprowy, tętniący życiem. Jest w stanie pobudzić do działania, poprawić nastrój, podkreślić kobiecość (mimo faktu iż wiele osób określa go jako unisex!). Nie potrafię rozgraniczyć kto powinien po nią sięgnąć - jest stworzona dla każdej kobiety, niezależnie od wieku - w ciągu dnia potrafi ożywić, dodać energii - wieczorem zrelaksować i otulić mieszanką przypraw.

Eisenberg, Masque Fondant Réparateur
Eisenberg stworzył Rozpływająca się maseczkę regenerującą, która błyskawicznie łagodzi i posiada nadzwyczajne właściwości nawilżające. Można jej używać 1-2 razy w tygodniu nakładając grubszą warstwę na oczyszczoną twarz, kontur oczu, szyję i dekolt, pozostawić na 15-20 minut, a następnie delikatnie wmasować resztę lub usunąć zwilżonym wacikiem. Może być regularnie aplikowana jako krem na noc lub przez 15 dni jako maseczka całonocna w formie kuracji regenerującej. Jedna z najlepszych maseczek jakie miałam, naprawdę warto wypróbować! Skóra po zastosowaniu jest gładka, sprężysta i genialnie nawilżona.

Shiseido, Expert Sun SPF 50
Pierwsza na świecie technologia, dzięki której skuteczność ochrony przed promieniami UV wzrasta w momencie kontaktu skóry z wodą. Według Shiseido od teraz woda może być Twoim sprzymierzeńcem, dzięki czemu jeszcze skuteczniej ochronisz swoją skórę przed szkodliwym działaniem promieni UV. O filtrach staram się pamiętaći używać regulanie, te z Shisiedo brardzo lubię i powracam do nich od wielu, wielu lat.


Long4Lashes, Pielęgnacyjny płyn dwufazowy do demakijażu
Dwufazowy, skuteczny, wydajny, nie podrażnia oczu, w atrakcyjnej cenie. Nowy płyn do demakijażu od firmy Oceanic jest skuteczny robi wszystko to, co powinien robić. Bardzo polubiłam!

Mixa, Płyn micelarny
Zużyłam już kilka opakowań tego płynu i właściwie nie muszę szukać żadnego innego - jest bardzo wydajny, kosztuje niewiele, jest dobry i nie przesusza skóry. Ta wielka butelka zawiera wszytko, czego potrzebuję do wykonania demakijażu. Używam go także przy sesjach zdjęciowych, nie zawiodłam się.

Shiseido, Eudermine
Eudermine jest wysokowydajną jedwabistą esencją dla każdego typu skóry i każdego wieku. Reguluje gospodarkę nawilżenia skóry, jak i jej odnowę oraz likwiduje w naturalny sposób nadmiar keratyny, która hamuje powstawanie nowych komórek skórnych. Lekka, satynowa konsystencja jest absorbowana natychmiast przez skórę, która staje się promienna i wyrównana. Używam jej po demakijażu, a przed aplikacją serum i kremu do twarzy lub solo dla odświeżenia. Moim zdaniem świetnie współgra z inną pielęgnacją, nawet innych marek - pozostawia skórę nawilżoną oraz ukojoną. Esencja, przez nas Europejki jest mocno niedoceniana i pomijana, Azjatki natomiast ją uwielbiają i nie wyobrażają sobie rytuału pielęgnacyjnego bez tego produktu (esencji, nie konkretnie Eudermine).


Skin 79, Super + BB
Do azjatyckich kosmetyków do makijażu podchodziłam wielokrotnie, nie zawsze się dogadywaliśmy. Tym razem jednak produkt od Skin 79 skradł moje serce i naprawdę lubię go używać. Ma odrobinę jasny kolor, który wybiela skórę zatem latem czy wiosną należy z nim uważać. Zimą lub jesienią jak dla mnie jest idealny! Pięknie rozświetla, nawilża i maskuje niedoskonałości - jest trwały i wydajny. Najważniejszym aspektem kremu BB jest pielęgnacja i filtr ochronny, tutaj mamy do dyspozycji aż 50! Warto spróbować!

Sisley Super Soin Solaire Tinted Sun Care SPF 30
edwabisty krem koloryzujący jest produktem ochronnym i odmładzającym ze słonecznej gamy Sisleya. Dzięki kombinacji super nowoczesnych filtrów UVA-UVB oraz zaawansowanym aktywnym składnikom ochronnym gwarantuje optymalną ochronę przed fotostarzeniem i zabezpiecza kapitał słoneczny skóry. Zacznę od kompozycji zapachowej - typowa, lekko ziołowa i odprężająca dla Sisley - naturalnie perfumowana olejkami eterycznymi z szałwii i majeranku. Miękka konsystencja, która nie pozostawia lepkiej warstwy i białych smug, formuła wodoodporna i niekomedogenna. Odcienie kremu doskonale współgrają z odcieniami karnacji, w przypadku mojej jasnej i wersji Porcelain mam zapewniony optymalny efekt kryjący, a moja skóra zyskuje naturalny, promienny wygląd. Szczerze? Uwielbiam go i trafi na listę ulubieńców roku, bezapelacyjnie!

Smashbox, Studio Skin korektor
Kolejny z bardzo dobrych kpsmetyków marki Smashbox, najnowszy korektor, który naprawdę dobrze sobie radzi ze swoim zadaniem czyli kryciem. Nie zapycha, nie podkreśla zmarszczek, skórek. Jest trwały, przetestowałam go również w makijażach ślubnych w czasie upału - sprawdził się naprawdę dobrze.

Art Deco, Long Wear Concealer
Perfekcyjnie maskuje zmęczenie, cienie pod oczami i drobne zmarszczki, które znikają w mgnieniu oka, pozostawiając jedynie pięknie rozświetloną twarz. Cera wygląda na gładszą i jaśniejszą. Bardzo łatwy i czysty sposób użycia dzięki specjalnemu aplikatorowi. Lekka i przyjemna konsystencja nie uwydatnia zmarszczek. Według mnie dobrze kryje, lekko rozświetla i doskonale stapia się ze skórą.




Sisley, L’Orchidee Rose Palette
Paleta do makijażu Sisley to delikatnie różowe tchnienie koloru stworzone specjalnie na jesienno - zimowy okres, natomiast ja używam jej przez cały rok od dobrych dwóch lat, ubytek możesz zobaczyć na zdjęciu. Nie wiem jak to jest możliwe i jak się to dzieje, ale ta paleta nie ma końca. A odcień? Przepiękny, delikatny, nadaje ślicznego rumieńca. Bardzo lubię!

Smashbox, L.A. Lights Blush & Highlighter
Zazwyczaj wybieram te w odcieniach brudnego, zgaszonego różu, po koralowe i pomarańczowe sięgam zdecydowanie za rzadko,a przecież genialnie ożywiają cerę i tworzą piękny, zdrowo wyglądający rumieniec. Paletę L.A. Lights Blush & Highlighter testuję od jakiegoś czasu, oprócz tradycyjnego używania wykorzystałam ją także w makijażu oczu i sprawdziła się równie dobrze! Wiosną i latem używałam wersji Culver City Coral i jestem nią zauroczona.


Urban Decay, cień do powiek oraz Urban Decay, Vice! pomadka do ust 1993
Te dwa kosmetyki przewijały się na blogu wielokrotnie zarówno w recenzjach jak i w makijażach. Nic się nie zmieniło, nadal lubię i używam bardzo często, a w lipcu były podstawą super szybkiego makijażu.

EOS, balsam do ust cytryna
Jestem pewna - eosy albo się kocha albo nie, nie ma nic pomiędzy. Często używam ich na sesjach ponieważ szybko nawilżają i się nie kleją, mają wygodne opakowanie i są wydajne. Coraz większa ilość zapachów/smaków powoduje, że są naprawdę kuszące. Latem wybrałam cytrynę, niech będzie rześko!

Chanel, błyszczyk do ust
Kolejny produkt, który mogłaś już zobaczyć u mnie na blogu - bezbarwna wersja błyszczyku Chanel. Podkreśla naturalny kolor ust, delikatnie je uwydatnia oraz co najważniejsze - nie klei się.

Znasz któryś z produktów? Lubisz? Podzielasz mój zachwyt?
Ulubieńcy lipca 2016.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...