28 kwietnia 2016

Giorgio Armani. Maestro Glow, Maestro Fusion Foundation.


Na pierwszy ogień ten o którym zapewne mogłaś już usłyszeć lub przeczytać - bestseller marki Giorgio Armani Maestro Fusion, kilka linijek później opowiem o najnowszym dziecku mistrza Armaniego - Maestro Glow. Ale od początku, mój romans z Giorgio Armani zaczął się od zapachów - pamiętam czasy granatowego Code, który kupowałam mojej siostrze na urodziny tylko po to, by później móc jej podbierać. Po drodze zdarzały się inne, w międzyczasie świat poznał Si, a ja mniej więcej właśnie wtedy po raz pierwszy sięgnęłam po Maestro. I nie była to miłość od pierwszego użycia, ba! nawet byłam zniesmaczona efektem jaki uzyskałam. Było nam za lekko razem, zbyt przezroczyście.


Po czasie jednak rozwikłałam zagadkę tego podkładu - nie była trudna, tutaj chodzi o potrzebę. Tak, dokładnie o nią! Kilka lat temu uważałam, że jedyne czego potrzebuję to porządne, polskie krycie (napisałam polskie ponieważ według badań Polki znane są z zamiłowania do szpachlowania twarzy). W tej chwili sądzę iż najlepsze dla mojej cery jest delikatne wyrównanie kolorytu, rozświetlenie i czasami nawet transparentność. I to właśnie ten moment w którym się znajduję jest idealnym dla używania Maestro Fusion oraz Maestro Glow.


Maestro Fusion i jego bezpudrowa baza została oparta na pięciu unikalnych olejkach, które również pielęgnują skórę. Podkład zawiera inteligentną bazę barwników wtapiających się w skórę tworząc najcieńszą warstwę koloru, która koryguje niedoskonałości skóry. Charakteryzuje się łatwą, świeżą i nieskazitelną aplikacja o niezwykle zmysłowym dotyku, dostępny w dziewięciu odcieniach pięknie dopasowuje się do karnacji, jest genialnie lekki i przyjemny. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie z Was lubią podkłady z pipetą, ale warto się przekonać albo chociaż wypróbować. Maestro Glow z kolei to dwufazowy produkt, który wygląda bardzo niepozornie. Odżywczy i rozświetlający, jego formuła wzbogacona o starannie wyselekcjonowane olejki z pestek moreli, passiflory oraz ryżowych otrębów dzięki czemu skóra jest miękka, a jednocześnie można odnieść wrażenie, że jest naga. Filtr SPF 30 oraz olejki zabezpieczają skórę przed utratą nawilżenia, a dzięki formule Micro Fil™ stopień krycia zależy od indywidualnych potrzeb - każda nałożona warstwa zwiększa stopień krycia, możesz zatem sama zdecydować czego potrzebujesz. Dostępnych sześć odcieni, opakowanie podobnie jak w wersji klasycznej - z pipetą, przed aplikacją należy mocno wstrząsnąć flakonem, aby fazy połączyły się ze sobą i podarowały skórze to, co najlepsze.


Na zdjęciach powyżej możesz zobaczyć swatche - na górze Maestro Fusion w odcieniu 2, na dole Maestro Glow w odcieniu 2. Ten drugi jest nieco bardziej żółty, ale równie dobrze dopasowuje się do karnacji - na mojej jasnej obydwa sprawdzają się pozytywnie. To Ty musisz zdecydować jakiego efektu potrzebujesz i jaki podkład stanie się dla Ciebie tym idealnym.


Najważniejsza kwestia czyli efekt. Zdjęcie po lewej stronie to klasyk czyli Maestro Fusion, po prawej - bardziej świetlisty i transparentny Maestro Glow. Różnica? Moim zdaniem widoczna od razu - wersja pierwsza jest bardziej kryjąca, zmatowiona, natomiast wersja druga pozwala uzyskać rozświetloną, rześką i zdrowo wyglądającą skórę.


Gdybym miała wybrać? Bardziej uniwersalny wydaje mi się Maestro Fusion, ale Maestro Glow z kolei bardziej pielęgnuje. Wracamy więc do tego, co napisałam na początku - wszystko zależy od potrzeb Twojej skóry i Twoich oczekiwań. A gdybym miała porównać podkłady Armaniego do innych dostępnych na rynku? Nie widzę podobieństwa i myślę, że warto sprawdzić chociażby ich konsystencję przy okazji wizyty w perfumerii, jest naprawdę niespotykana!

Produkty Giorgio Armani Cosmetics są dostępne wyłącznie w perfumeriach Douglas.
Giorgio Armani. Maestro Glow, Maestro Fusion Foundation.
Czytaj dalej...

26 kwietnia 2016

Zagęszczanie rzęs - efekty, wady i zalety.

Zaczynając temat zagęszczania rzęs powinnam napisać, że wszystko jest dla ludzi, w granicach rozsądku - a może i bez granic bo tak naprawdę jeśli coś sprawia nam przyjemność i czujemy się z tym dobrze to właśnie jest najważniejsze? Przyjmijmy jednak, że ja jestem w gronie tych osób, które posiadają granice i w przypadku ingerowania w urodę są one na dość niskim pułapie. Do tematu rzęs podchodziłam kilkakrotnie, zastanawiałam się nad tym wiele miesięcy, nawet umawiałam się na pierwszą wizytę pół roku! To wszystko z prostej przyczyny - miałam jakieś wewnętrzne przeświadczenie, że moja osobowość będzie kłóciła się z efektem jaki uzyskam. I co? Cholera, nie pokłóciła się. Dla mnie zagęszczenie rzęs ma przede wszystkim dwie zalety czyli po pierwsze dobrze się czuję patrząc rano w lustro, po drugie jest to super wygodne rozwiązanie. I tak właśnie moim zdaniem powinnyśmy do tego podchodzić - ta metoda została stworzona dla wygody kobiet, a nie po to, by zrobić z nas plastikowe lalki. Dla tych z Was, które cenią naturalny wygląd może okazać się, że nie potrzebujesz żadnego makijażu - rzęsy wystarczą, naprawdę! Ja bardzo często występuję saute, a dzięki rzęsom czuję się atrakcyjnie i dobrze z samą sobą.

Jak wygląda zabieg?
Musisz przygotować się na 1,5 - 2 godziny leżenia więc albo prześpij się albo rozmawiaj. Nic nie boli, nic nie szczypie, nie odczuwałam żadnego dyskomfortu - no może poza tym leżeniem i nicnierobieniem, odkąd mam dzieci wydaje mi się, że to strata czasu, co generalnie jest bardzo złe, każda z nas potrzebuje odpoczynku więc ten czas mogę przeznaczyć właśnie na to. Uzupełnienie moich rzęs trwa około godziny, półtorej - pierwsza wizyta była dłuższa. Metodą, którą Marzena wybrała razem ze mną to 3D/4D i totalnie mi wystarczy. Technika polega na doklejaniu rzęs w ilości od 2 a nawet do 10 do jednej naszej naturalnej rzęsy, dzięki temu uzyskujemy podwójne, potrójne itd. zagęszczenie rzęs. Rzęsy używane do tych aplikacji są dużo cieńsze niż rzęsy syntetyczno-jedwabne - od 0,3 do 0,10 - dzięki czemu aplikacja jest lekka i nie obciąża naszych naturalnych rzęs (rzęsy z włosia norki syberyjskiej są pozyskiwane przez wyczesywanie - żadna norka na tym nie cierpi!) Jestem nawet zdania, że moje rzęsy najlepiej wyglądają po około 1,5 tygodnia od założenia - wtedy kilka wypadnie, kilka się wydłuży, a całość wygląda naturalnie! Pierwszy miesiąc noszenia był czasem przyzwyczajania się i ciągłego rozczesywania, przeczesywania - z tygodnia na tydzień jest coraz lepiej i teraz jestem już z nimi zaprzyjaźniona. Nie będę ukrywać, że efekt bardzo mi się podoba i nie mam ochoty z zagęszczania rezygnować, dla mnie to naprawdę wygodna opcja - szczególnie, gdy mając małe dzieci nie mam czasami czasu na pełen makijaż.

Ile to kosztuje i jak często trzeba powtarzać zabieg?
Cena zależy od miasta, rejonu, umiejętności Stylistki, prestiżu salonu, jego lokalizacji i miliona innych czynników. Ceny w Warzawie wahają się od 100 zł za metodę 1:1 przy pierwszym założeniu do 250 za russian style (ok, ta nazwa brzmi trochę zastanawiająco). Uzupełniam rzęsy raz w miesiącu, raz na pięć tygodni - w zależności od tego jak wyglądają, ale tak na dobrą sprawę myślę, że są w stanie wytrzymać nawet sześć tygodni. Musisz pamiętać o tym, że rzęsy tak jak każdy włos na naszym ciele wypada, a cykl rzęsy to ok 90 dni - więc nic złego się nie dzieje jeżeli zobaczysz jakąś rzęsę doklejoną wraz ze swoją naturalną np. na poduszce - jest to prawidłowe zjawisko w miejsce tej, która wypadła już rośnie nowa!

Tak wyglądają rzęsy po czterech tygodniach od pierwszego założenia, część z nich sama wyrwałam bo tak jak wspominałam pierwszy miesiąc to czas przyzwyczajania się, aktualnie wypada ich naprawdę niewiele i sama nic z nimi nie robię.


Poniżej kilka zdjęć efektu jaki uzyskała Marzena i ja w codziennym makijażu. Moim zdaniem wyglądają jakby były wytuszowane, prawda? Nieprawda? Nie sugeruję żadnej odpowiedzi!



Na koniec najważniejsze pytanie - czy po zdjęciu rzęs moje naturalne będą bardzo zniszczone?. To chyba działa podobnie jak strach przed hybrydą? Pytałam Marzeny o tę kwestię, z prostej przyczyny - słyszałam takie twierdzenia już tyle razy, że sama byłam ciekawa. Rzęsy się nie zniszczą, tutaj chodzi bardziej o efekt wizualny - po wielu miesiącach zagęszczania nie jesteś w stanie przypomnieć sobie jak wygląda Twoja twarz bez długich rzęs, w końcu nadchodzi dzień, gdy decydujesz się na zdjęcie, patrzysz w lustro i nie jesteś w stanie uwierzyć, że tak możesz wyglądać, coś tu nie pasuje, gdzie są moje oczy?! Widzisz krótkie rzęsy i masz wrażenie, że są słabe, nikłe, a one naturalnie przecież są dużo mniejsze niż te, które nosiłaś przez długi czas. Cały sekret. Jest jeszcze prawdopodobieństwo, że Stylistka do której chodziłaś nie obchodziła się z nimi delikatnie i na przykład przy zdejmowaniu wyrwała część Twoich naturalnych lub nie dostosowała metody do stanu Twoich rzęs i przykleiła zbyt ciężkie włoski. Moim zdaniem to małe ryzyko wpisane w zabiegi, wyżej wspomniałam o hybrydzie - dobrze zrobiona (a raczej dobrze zdejmowana) także nie ma prawa zniszczyć paznokci.

Jeśli masz jakieś pytania odnośnie zagęszczania zadaj je w komentarzu, a ja przy następnej wizycie zadam je Marzenie! I przycisnę o odpowiedź, obiecuję :)

Moje rzęsy robię w Studio Stylove w Warszawie (FB) i nie jest to wpis sponsorowany. Czuję się totalnie dziwnie pisząc to, ale doszłyśmy w blogowym życiu do granic absurdu w kwestiach współprac.
Zagęszczanie rzęs - efekty, wady i zalety.
Czytaj dalej...

25 kwietnia 2016

Beauty Monday: Pastelowo.

Ile to razy mówiłam "na pewno nie": nie nauczę się robić kresek, na pewno nie będę nosić różowych pomadek, ani kolorowych cieni, nie wyobrażam sobie siebie w pastelach. Minęło trochę czasu i tadam, wypróbowałam wszystko - część z tych rzeczy sprawdziła się i chętnie używam, a część nie do końca - najważniejsze jednak, że sprawdziłam i przekonałam się. Dzisiaj pastele - lubiane przeze mnie na innych.


Wymieszałam korale, róże i błękity - dałam im wspólne życie na moich powiekach. Postarałam się, aby cera wyglądała na wypoczętą i zdrową, usta lekko zaznaczyłam. Tradycyjnie wytarzałam się trochę w rozświetlaczu!


Makijaż jest trochę rozmyty, mglisty, lekko "płynny" - zatarte są granice i właściwie te kolory przechodzą jeden w drugi nie robiąc sobie nawzajem krzywdy. W takim wydaniu jestem w stanie przyjąć błękit!

Mam na sobie:
Podkład: Urban Decay, 8- hour Afterglow, Sin, Urban Decay Naked Skin One & Done Hybrid Complexion Perfector, 01.
Oczy: róż Smashbox L.A. Lights, Culver City Coral, MAC korektor Select Cover NC15, Maybelline Brow set, Fyrrinae, Dapper Mr Shark Loose Eye Shadow.
Usta: Clinique Pop, Punch Pop.


Nie mogę nie zadać tego pytania:
pastele,tak czy nie?
Beauty Monday: Pastelowo.
Czytaj dalej...

24 kwietnia 2016

Sisley, Sisleya L’Integral Anti-Age.


Pozostając przy marce Sisley, (wczoraj opowiadałam Ci o Emulsion Ecologique: O tym dlaczego Emulsion Ecologique marki Sisley stała się kultowa.) dzisiaj chciałabym przedstawić Sisleyę L’Integral Anti-Age - kolejny bestseller Sisley. Od 1999 roku Sisleya jest najlepiej sprzedającym się kosmetykiem odmładzającym marki, a w tym roku, po 17 latach badań zaprojektowano go na nowo - ma skupić się nie tylko na widocznych oznakach starzenia, ale także po raz pierwszy ma wpływać na starzenie behawioralne.


Jaki jest jej sekret?
Głównym czynnikiem starzenia się skóry jest nasz styl życia. Stres będący wynikiem tempa w jakim żyjemy, codziennych problemów, którym musimy stawić czoła oraz niezdrowych nawyków (używki, opalanie), zaburza cykl życia komórek i prowadzi do starzenia się skóry. Ten typ starzenia, określany jako behawioralny, wpływa negatywnie na naszą cerę w większym nawet stopniu niż starzenie o podłożu genetycznym i środowiskowym. Odpowiedzią na ten problem jest Sisleÿa L'Intégral Anti-Âge, innowacyjny produkt zwalczający w spektakularny sposób oznaki starzenia się skóry w trzech wymiarach - behawioralnym, genetycznym oraz środowiskowym. Formuła kremu zawiera wysoce aktywne składniki stymulujące - ekstrakt korzenia ratanii i ekstrakt z przywrotnika oraz składniki regenerujące i restrukturyzujące - kwas urolowy, witaminy, minerały, mikroelementy, aminokwasy, peptydowy ekstrakt z soi, wyciąg z liści wierzby białej, tokoferole pochodzenia naturalnego i adenozyna. Trzy nowe składniki, wyciąg z lindery, ekstrakt z albicji jedwabistej oraz kompleks protein sojowych i protein z drożdży, wpływają na trzy kluczowe procesy cyklu życiowego komórek: rytm dobowy, energię i długość życia komórek. Rezultatem ma stać się spektakularne spłycenie zmarszczek, gładka i sprężysta skóra oraz promienna i intensywnie nawilżona cera.


Sisleya L’Integral zawiera w sobie między innymi ekstrakt z pestek jabłka (egeneruje i stymuluje skórę), ekstrakt korzenia ratanii oraz przywrotnika (stymuluje i wygładza strukturę skóry), koktajl witamin, minerałów, mikroelementów i aminokwasów (rewitalizuje), wyciąg z liści wierzby białej (działa antyoksydacyjnie), adenozyna (mająca działanie przeciwzmarszczkowe), wyciąg z lindery (przywraca optymalny rytm dobowy komórek), ekstrakt z albicji jedwabistej (usprawnia optymalne wytwarzanie energii wewnątrz komórek), kompleks protein sojowych i drożdżowych (wpływający na długość życia komórek), masło shea (chroni i regeneruje) oraz glicerynę pochodzenia roślinnego (nawilża i zmiękcza).


Skóra po aplikacji była bardzo głęboko odżywiona, nawilżona i komfortowa, jędrniejsza i bardziej elastyczna. Każdego ranka widziałam ją wypoczętą, świeżą, idealną w dotyku. Kosmetyki Sisley to zastępstwo dla zabiegów kosmetycznych - te z Was, które nie mają czasu na odwiedzanie profesjonalnych salonów myślę, że są w stanie zakochać się w kremach, maskach, emulsjach Sisley. Często słyszałam twierdzenia, że jeśli już spróbujesz tych produktów, wciąż będziesz miała ochotę na więcej. Potwierdzam, tak właśnie się dzieje, a żeby jeszcze mocniej kusić - polecam sprawdzić kolorówkę i cienie w sztyfcie.

Dziewczyny, przy okazji chciałabym Wam dać znam, że marka Sisley i Perfumerie Douglas podjęły współpracę przy przedsięwzięciu dedykowanym Klientkom obydwu - ekskluzywny zabieg, oparty o najnowszy krem odmładzający Sisleÿa L'Intégral Anti-Âge oraz całą linię kosmetyków Sisleÿa Global Anti-Age. Klientka może wypróbować dobraną do potrzeb skóry gamę produktów Sisley. Kluczowym dopełnieniem skuteczności produktów pielęgnacyjnych jest autorski masaż Sisley wykonywany kamieniami awenturynowymi, który niweluje zmarszczki, wygładza skórę i modeluje owal twarzy. Informacje o zabiegu oraz o miastach w których będzie pojawiała się kabina Sisley możesz śledzić tutaj.




Czy jest krem, który sprawił, że Twoja skóra naprawdę się zmieniła?

Produkt przedstawiony w recenzji został dostarczony przez Sisley.
Sisley, Sisleya L’Integral Anti-Age.
Czytaj dalej...

22 kwietnia 2016

O tym dlaczego Emulsion Ecologique marki Sisley stała się kultowa.


O wielu kosmetykach mogę powiedzieć, że są kultowe, do Emulsion Ecologique miałam mieszane uczucia już przed stosowaniem. Dlaczego? Ponieważ jeśli ktoś wygłasza totalnie idealne opinie na temat jakiegoś produktu zawsze włącza mi się malutkie, czerwone światełko, tym razem także tak było. To zwykła ostrożność, nic więcej. Produkt marki Sisley jest preparatem rewitalizującym oraz nawilżającym. Powstał na bazie synergicznego kompleksu roślin (wąkrotka azjatycka, żeń-szeń, rozmaryn, chmiel, skrzyp itd.) wybranych ze względu na pobudzające i rewitalizujące działanie. Cała kompozycja ma za zadanie nawilżyć skórę, dzięki czemu odzyskuje ona komfort i blask, pomóc jej zwalczać szkodliwe działanie czynników zewnętrznych (zanieczyszczenie, tytoń etc.), nadać energię i elastyczność oraz na koniec przygotować ją na przyjęcie pozostałych produktów pielęgnacyjnych. Główne składniki to między innymi żeń-szeń, który odpowiada za rewitalizację, rozmaryn mający działanie ujędrniające oraz stymulujące, podobnie jak chmiel. Emulsja zawiera także remineralizujący i tonizujący skrzyp, a także regenerującą wąkrotkę azjatycją. Aksamitna i nietłusta konsystencja pozostawia skórę matową, produkt należy nakładać rano i wieczorem na czystą i suchą skórę twarzy i szyi, delikatnie wmasowując.


Wielki potencjał zamknięty w minimalistycznym, szklanym flakonie. To nie jest tak, że każdy produkt, który testuję wzbudza we mnie same pozytywne emocje, zdarzają się i takie, których nie poleciłabym żadnej z Was ponieważ uważam, że nie są tego warte - mimo iż zdaję sobie sprawę, że każda z nas ma inną cerę. W sprawie Emulsion Ecologique przeprowadziłam małe śledztwo i przepytałam kilka dziewczyn o ich odczucia związane z włączeniem do swojej codziennej pielęgnacji bestselleru Sisley. Okazało się, że tylko część z nich traktowała emulsję jako codzienną dawkę nawilżenia, zdarzało się iż służyła ona jako pierwszy/ostatni ratunek na problemy skórne, spotkałam się także z aplikowaniem jej na przesuszoną, poranioną skórę głowy - miała działać jako kompres i sprawdziła się. Okazuje się, że przez lata, odkąd jest na rynku stała się wielozadaniowa i przylgnęła do niej łatka koła ratunkowego dla wrażliwych, problematycznych skór - moim zdaniem całkiem zasłużenie. Kiedy ja jej używam? W razie potrzeby. Czasami przez miesiąc codziennie, czasami kilka razy dziennie i robię przerwę lub tylko rano. Emulsion Ecologique świetnie współgra z inną pielęgnacją (serum, krem), jest maksymalnie wydajna - wystarczą dwie pompki na otulenie całej twarzy/szyi. Kiedy ja używam? Tak jak wspomniałam, nie zawsze codziennie, ale zwykle, gdy moja skóra potrzebuje dodatkowego wsparcia, przed menstruacją, gdy hormony potrafią spowodować kilka niepożądanych atrakcji oraz podczas masażu. Jeśli nie miałaś okazji wypróbować emulsji myślę, że warto poprosić o próbkę dzięki, której będziesz mogła przekonać się o jej fenomenie.


Pięknego weekendu, dziewczyny!
O tym dlaczego Emulsion Ecologique marki Sisley stała się kultowa.
Czytaj dalej...

20 kwietnia 2016

Shiseido, Synchro Skin Lasting Liquid.


Ponieważ wykorzystałam już 3/4 flakonika Synchro Skin, niedawnej nowości Shiseido - pora na kilka słów na temat tego podkładu. Wiesz, że jestem podkładowym freakiem i generalnie do tego elementu makijażu przywiązuję największą wagę, to dzięki niemu właśnie cały makijaż wygląda dobrze i tworzy spójną całość. W czasach w których możemy wybierać pomiędzy stopniem krycia, konsystencją, zapachem, wydajnością, ceną, odcieniami - wybór tego najlepszego jest naprawdę trudny.


Przez producenta określany mianem inteligentny podkładu typu fluid, który idealnie dopasowuje się do skóry. Ponadto zapewnia efekt perfekcyjnej cery przez cały dzień, a zawarte w nim składniki pielęgnacyjne oraz filtr SPF 20 zapewniają dodatkową ochronę przed zagrożeniami. Pierwsze trzy zalety: bardzo lekki, ma dobre krycie i dopasowuje się do skóry. Pozostałe równie ważne, które zauważyłam to idealnie matowo - satynowe wykończenie (na mojej skórze wygląda naprawdę dobrze), wydajność i efekt końcowy, który bardzo mi odpowiada. Żeby nie było za słodko - znalazłam dwa minusy, plastikowa zatyczka, której nigdy nie potrafię domknąć przez co ją połamałam (w tej kwestii minus chyba powinien być raczek skierowany w moją stronę albo w stronę moich zbyt silnych rąk!) i lekkie podkreślanie suchych skórek - jednak w tym wypadku również sama musisz sprawdzić to namacalnie ponieważ skórka skórce nierówna, u mnie ten problem wchodzi w grę tylko przed okresem więc nie zwracam na to aż tak wielkiej uwagi, natomiast jeśli masz problematyczną cerę myślę, że warto postarać się o próbkę i sprawdzić czy Synchro Skin będzie dla Ciebie odpowiedni. Kolor, który posiadam i który jest widoczny na poniższych swatchach to najjaśniejszy z palety - Neutral 1. Nie ciemnieje i nie tworzy plam, ładnie stapia się ze skórą.


Poniżej to, co najważniejsze czyli podkład na skórze - na pierwszym zdjęciu jestem totalnie saute i to w najgorszym czasie dla mojego organizmu, po prawej stronie ma na sobie Synchro Skin oraz błyszczyk na ustach. Myślę, że zdjęcia są tu najlepszym świadectwem, że podkład jest naprawdę ciekawą propozycją i że warto zwrócić na niego uwagę. Co do jakości produktu nie mam żadnych zastrzeżeń, dodam jeszcze, że nie wysusza mojej skóry i pozostawia ją w dobrej kondycji.


Jaki jest Twój aktualnie ulubiony podkład?

Dostępnych jest dziewięć odcieni, 30 ml w cenie 195 zł. Produkt opisywany w recenzji został przekazany przez Shiseido.
Shiseido, Synchro Skin Lasting Liquid.
Czytaj dalej...

19 kwietnia 2016

Beauty Monday: Pomarańcze!

Sprawdza się powiedzenie, że jeśli czegoś nie próbowałaś nie powinnaś się o tym wypowiadać. W tym przypadku chodzi o miksowanie pomarańczy i róży i stworzenie makijażu w którym nie wygląda się tandetnie i groteskowo. A ja zawsze właśnie tego obawiałam się w przypadku pomarańczy! Ah i skóra! O nią także trzeba zadbać! Zostawiam Cię ze zdjęciami i listą produktów i wybacz krzywiznę mojej głowy, ale żeby uchwycić ten kolor na mojej powiece nie było innej możliwości.


Na zdjęciach możesz zobaczyć jaki podkład chciałabym nosić wiosną i latem - lekko kryjący, wyrównujący, a skóra sprawia wrażenie totalnie i pięknie rozświetlonej, uwielbiam taki efekt! Chciałabym mieć także taką skórę przez cały rok.




Mam na sobie:
Podkład: Smashbox Camera ready BB Water Light, róż Smashbox L.A. Lights, Culver City Coral.
Oczy: róż Smashbox L.A. Lights, Culver City Coral + Marc Jacobs 204 Obsessed, MAC Cosmetics korektor Select Cover NC15, Tom Ford kredka do brwi w kolorze Taupe.
Usta: Maybelline Creamy Mattes, Nude Embrance 930 + balsam do ust EOS.

Miałaś na sobie kiedykolwiek makijaż w takich odcieniach czy podobnie jak ja wzbraniałaś się przed kolorem?
Beauty Monday: Pomarańcze!
Czytaj dalej...

15 kwietnia 2016

Women in Chanel. Peter Farago & Ingela Klementz Farago.

Śledząc od jakiegoś czasu pokazy marki Chanel czy kolekcje makijażu nie powinnam być zaskoczona zdjęciami pochodzącymi z wystawy "Women in Chanel", która od 1 kwietnia otwarta jest w warszawskiej Królikarni. Te z nas, które spodziewałaby się wymuskanych, grzecznych i idealnych zdjęć muszą obrać inny kurs, Peter Farago i Ingela Klementz Farago, duet fotografików pochodzenia węgierskiego, stworzył projekt artystyczny, który przedstawia Chanel w innym świetle niż ten, który znamy z wybiegu. Na fotografiach znalazły się modelki z Polski, Węgier, Czech czy Rumunii. To już druga odsłona tego projektu – w pierwszej uczestniczyły kobiety z północnej Europy.


"Mimo, że wykonujemy zdjęcia aparatami cyfrowymi, to zawsze myślimy analogowo. W naszych zdjęciach nie ma technicznych przeróbek i poprawiania czegokolwiek. Staramy się złapać odpowiedni moment i zrobić idealne zdjęcie za tym jednym razem" . Ingela Klementz Farago.


W czasach, gdzie wszystko podlega obróbce w najmniejszym calu to coś wyjątkowego tym bardziej, że zdjęcia są genialne. Odrobinę niedopowiedziane, niegrzeczne, przyciągające i skupiające uwagę. Są intrygujące. Modelki ubrane są wyjątkowe stroje z kolekcji haute couture, widzimy je we wnętrzach malarskich pracowni, na łonie natury. Magdalenę Frąckowiak duet Farago sfotografował w roli muzy w warszawskiej pracowni nieżyjącego rzeźbiarza Karola Tchorka, Annę Jagodzińską ucharakteryzowano na Marię Skłodowską-Curie i pokazano we wnętrzach Politechniki Warszawskiej.


Wystawa pozwoli na obejrzenie trzydziestu zdjęć, w albumie wydanym równolegle do niej znajdziemy ich dwieście. Przyznam szczerze dla mnie każda z fotografii jest absolutnie inspirująca i czuję w nich intymność, delikatność. Fantastyczna, wizualna uczta, której mogłabym być częścią i Ty również możesz (do 20 kwietnia).


Pierwszy projekt Northern Women in Chanel możesz obejrzeć tutaj.

Wystawa w Królikarni otwarta jest do 20 kwietnia 2016 roku, wstęp jest bezpłatny. Foto: materiały prasowe.
Women in Chanel. Peter Farago & Ingela Klementz Farago.
Czytaj dalej...

13 kwietnia 2016

Beauty Map (25). Czyli o wyższości brudnego różu!

Brudny Róż. Jeden z najpiękniejszych kolorów jakie mogę sobie wyobrazić. Wielu osobom kojarzy się ze starszymi paniami oraz ich perłami - na szczęście brudny róż i perły wyglądają równie dobrze na młodych dziewczynach. Ja dodałabym jeszcze do tego duetu szary sweter i właściwie to wystarczy, całość byłaby genialna. Brudny róż najczęściej noszę na paznokciach oraz podziwiam na innych ponieważ sama nie mam ani jednego ubrania w tym kolorze. Nie kojarzy mi się z delikatnością, wręcz przeciwnie - jest w nim coś zbuntowanego, chaotycznego - jest totalnym przeciwieństwem landrynkowego różu. Ma w sobie moc mimo, że jest przygaszony. Mam wrażenie, że ten odcień jest bardzo niedoceniany i często wrzucany do jednego worka właśnie z landrynkowym, wyżej wspomnianym, a to odziera go z charakteru!





Z czym kojarzy Ci się brudny róż? Lubisz? Jesteś w mojej drużynie? :)
Beauty Map (25). Czyli o wyższości brudnego różu!
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...