31 marca 2016

Givenchy La Révélation Originelle. Makijaż SS 2016.


Mamy ją! I kalendarzową i tą właściwszą - za oknem. Od tej chwili wszystko będzie bardziej kolorowe i żywiołowe, podobnie może stać się z makijażem - więcej barw, pasteli, odwagi i radości. La Révélation Originelle to wiosenna propozycja makijażu marki Givenchy - opowiada nam historię narodzin anielskiego piękna. To idea niewinności połączona z uniwersalną witalnością. Kobieta Givenchy promienieje aurą, która otacza ją niczym aureola i potęguje jej radość życia. Boskie światło, światło divy. Wiosna/lato to kolekcja, która jest ponad dominującym wciąż seksizmem, a który trwa pomimo zmian i rewolucji. Kobieta Givenchy jest ikoną, La Révélation Originelle symbolizuje ją poprzez światło.


Le Prisme Blush, n41 Lune Rosée - czterokolorowa kosteczka, dzięki której możesz nadać cerze pięknego, delikatnego rumieńca. Pomimo intensywności barw w opakowaniu jestem niemalże pewna iż róż nie jest w stanie zrobić krzywdy. Bardzo dobrze się blenduje i nie pozostawia plam, a wymieszane ze sobą odcienie sprawiają, że skóra odzyskuje świeżość.


Jest jeszcze Ombre Couture w soczystym kolorze Jaune Aurora - mój trzeci żółty cień do powiek w życiu. Od zawsze uważam, że to bardzo trudny kolor, a stworzyć produkt, który nie będzie się rozwarstwiał, kruszył i jednocześnie będzie dobrze napigmentowany - to wszystko naprawdę udało się marca Givenchy!



Cień pozwala na uzyskanie naprawdę fajnego, letniego makijażu - u mnie wystarczy solo, a blondynki mogą dodać do niego czarną, nawet delikatną kreskę, aby uzyskać bardziej głęboki efekt, który nie będzie zlewał się z karnacją/kolorem włosów.

Jeśli chodzi o wydajność - zarówno cień jak i róż będę miała przez długie miesiące, obydwa produkty są bardzo dobrze napigmentowane i wystarczy ich odrobina dla uzyskania lekkiego makijażu. Całość - wiosenna, pozytywna i poprawiająca nastrój - naprawdę, co innego może lepiej poprawić humor niż żółty makijaż? (no, może tylko czarny, ale to w moim przypadku;)).
Givenchy La Révélation Originelle. Makijaż SS 2016.
Czytaj dalej...

27 marca 2016

Smashbox Shapematters Pallette.


Większość z nas, dziewczyn posiada kosmetyczki wypełnione po brzegi niepotrzebnymi kosmetykami, których w zasadzie nie używamy w ogóle lub używamy raz na kilka tygodni. Jestem niemal pewna, że na czarnej liście znajdują się na dość wysokiej pozycji cienie do powiek, których przecież nigdy za wiele? Sytuacja wygląda następująco: w perfumerii wyhaczasz boski kolor, którego jeszcze nie masz, a bardzo pilnie go potrzebujesz ponieważ zmienia się pora roku i w tym sezonie właśnie ten odcień będzie się nosić! Kupujesz, oglądasz, podziwiasz, używasz dwa razy czyli raz na jedną powiekę, drugi raz na tę obok. To wszystko. Cień leży, tęskni, a Ty o nim w końcu zapominasz.


Już jakiś czas temu doszłam do wniosku, że nie ma po co na siłę wciskać się w mody, schematy i chwilowe trendy - jeśli dobrze czujesz się w brązach - noś brązy, kochasz fiolety - na pewno wyglądasz w nich fajnie. Jeśli widzisz się jedynie w kresce na powiece - rysuj ją codziennie! Są wśród nas dziewczyny dla których jedynymi słusznymi odcieniami są beże, brązy, czasami coś ciemniejszego przy linii rzęs i to właśnie dla Was jest dzisiejszy post - przed Wami ostatnie cacko spod skrzydeł Smashboxa - wielka paleta Shapematters Pallette. Jest w niej wszystko czego nudemaniaczka będzie potrzebowała do wykonania makijażu na każdą okazję - paletę możesz wykorzystywać na wiele sposobów: cienie do powiek, puder, eyeliner, cień do stylizacji brwi, rozświetlacz, brązer, róż (miksując odcienie i taki produkt jesteśmy w stanie stworzyć!). Jakość produktów Smashbox powoduje, że paleta genialnie sprawdzi się również w pracy wizażystek - jak do tej pory nie zawiodła mnie i bardzo dobrze nam się współpracuje.


Na zdjęciu powyżej możesz zobaczyć lekkie konturowanie i rozświetlenie stworzone za pomocą palety. Tak jak wspominałam - za pomocą palety możesz stworzyć każdy makijaż, począwszy od dziennego, poprzez wieczorowy, kończąc na tym, który chciałabyś mieć na sobie podczas wielkiego wyjścia. Jestem zdania iż palety tego typu to świetny wynalazek - są dobrej jakości, oszczędzają nam miejsca w kosmetyczce/ kufrze, są solidne i trwałe. Jeśli chodzi o jakość kosmetyków - bardzo cenię Smashbox i ceniłam także zanim marka postanowiła wspierać mnie produktowo - moim zdaniem ta paleta może stać się jedyną niezbędną dla dziewczyn, które dobrze czują się w takiej kolorystyce. Jest trochę matu, trochę błysku, w razie konieczności możesz gdzieniegdzie sypnąć brokatem. Cienie są trwałe, bronzery nie tworzą plam i fajnie się blendują. Osobiście uważam, że Smashbox robi naprawdę porządne kosmetyki i na szczęście zaczyna podbijać serca polskich Klientek - mam kilka swoich perełek o których niebawem opowiem przy okazji perełkowego posta - zdradzę tylko, że wśród nich znajdą się smashboxowe kredki do brwi oraz niedoceniony specyfik do ust, który właściwie jest moją tajemnicą na sesjach i potwierdzając stereotyp o naszej narodowości powinnam ten sekret zatrzymać dla siebie i nigdy nikomu nie wyjawić bo przecież ktoś może zrobić coś lepszego niż ja. Ale! Ale! Podzielę się z największą rozkoszą, obiecuję!


Dziewczyny, Smashbox jest na wyłączność w Sephorach więc jeśli masz którąś w pobliżu - zajrzyj i dotknij, sama sprawdź czy Shapematters jest stworzona dla Ciebie. Ja polubiłam i doceniłam, moim zdaniem warto bliżej jej się przyjrzeć.

Produkt opisywany w artykule został przekazany do testów przez markę Smashbox.
Smashbox Shapematters Pallette.
Czytaj dalej...

25 marca 2016

Origins. Drink Up 10 Minute Mask.


Jedna z lepszych wiadomości poprzedniego roku to fakt iż Origins zawitał do Polski. Od momentu powstania firmy w 1990 roku, przedstawiciele Origins przetrząsają ziemię, aby odkryć najbardziej skuteczne rośliny i wykorzystują swoje składniki o niezwykłej mocy, do tworzenia wysokowydajnych, naturalnych produktów do pielęgnacji skóry. Proces ten pozwolił Origins zwrócić się do natury po inspirację i do nauki po potwierdzenie skuteczności wybranych składników. Misją marki jest tworzenie wysoce skutecznych, naturalnych kosmetyków do pielęgnacji, których siła pochodzi z natury, a jej działanie jest udowodnione naukowo. Używamy roślin o silnym działaniu, organicznych składników oraz 100% naturalnych olejów eterycznych.

Produkt, o którym dzisiaj chciałabym Ci opowiedzieć to jeden z bestsellerów marki - Drink Up 10 Minute Mask To Quench Skin's Thirst i jedna z nielicznych masek, którą polecę z czystym sumieniem. Przeznaczona dla spragnionej skóry, to właściwie mocno nawilżający napój, który relaksuje, nawilża i sprawia, że skóra jest w naprawdę komfortowej sytuacji. Wyciągi z alg intensywnie nawilżają skórę podczas, gdy olejek z pestek moreli bogaty w emolienty wygładza i zmiękcza suchą, odwodnioną skórę. Błyskawicznie wzrasta stopień jej nawilżenia. Skóra jest świetnie nawilżona i odprężona i to właściwie po dziesięciu minutach, tyle właśnie producent zaleca, aby trzymać ją na oczyszczonej twarzy.


Gęsta, o pięknym, pobudzającym zapachu i genialnej konsystencji - mam wrażenie, że maseczka jest wciąż...zimna dzięki czemu jeszcze bardziej potęguje efekt nawilżenia. Bardzo trudno jest opisać kosmetyk, który stosuje się na skórę - moment zetknięcia specyfiku ze skórą jest bardzo przyjemny i możecie niestety go sobie jedynie wyobrazić lub do czego zachęcam - postarać się o próbkę w perfumerii i rozkochać się w tej masce. Kiedyś byłam negatywnie nastawiona do masek, z założenia - nie chciałam uwierzyć, że naprawdę mogą pomóc w pielęgnacji i byłam prawie pewna, że to jakiś wielki spisek, którego jesteśmy częścią. Wszystko jednak zależy od regularności, tylko wtedy maski będą doskonale działać i spełniać swoje zadanie.

Czy czuję różnicę? Tak, zdecydowanie! Uwielbiam Drink Up 10 Minute Mask i moja skóra również - po aplikacji i zmyciu jest świeża, miękka i rozświetlona, a przede wszystkim porządnie nawilżona. Z oferty Origins wypróbowałam jeszcze Original Skin Retexturing Mask with Rose Clay, w której gwiazdami są śródziemnomorska różana glinka oraz kanadyjska wierzbownica oraz dodatkowo złuszczające mikrocząsteczki jojoby, które delikatnie acz głęboko oczyszcza skórę i wyrównuje jej strukturę. Skóra błyskawicznie nabiera pięknego blasku, jest wygładzona i w świetnej kondycji.

Jeśli będziesz mijała Sephorę lub salon Origins, a Twoja skóra upomni się o dodatkową szklankę wody, przypomnij sobie moje słowa i wstąp po próbkę. Póżniej natomiast daj mi znać czy Drink Up 10 Minute Mask okazała się pomocna również dla Ciebie!

Masz swoją ulubioną nawilżającą maseczkę do twarzy? Jak często używasz masek?
Origins. Drink Up 10 Minute Mask.
Czytaj dalej...

24 marca 2016

Urban Decay x Gwen Stefani. Paleta róży oraz szminki.


Po palecie przepełnionej cieniami do powiek nadszedł czas na paletę róży do policzków oraz szminek - wszystko w kolaboracji Urban Decay x Gwen Stefani. Tworzenie kampanii w której twarzą jest gwiazda muzyki musi być dość ryzykowne, na szczęście UD sięgnęło po gwiazdę, która reprezentuje naprawdę wysoki poziom zarówno muzyczny jak i kulturalny, w Polsce chyba trudno byłoby pozyskać osobę takiego formatu, a przynajmniej ja nie jestem w stanie wyobrazić sobie nikogo pasującego.
Nie odbiegając dłużej od tematu, dzisiaj paleta cieni oraz dwie pomadki do ust plus konturówka. Pierwsze wrażenia? Pigmentacja róży to kosmos!


Sześć odcieni i sześć totalnie mocnych i soczystych kolorów. Wystarczy jedno pociągnięcie pędzlem, aby policzki nabrały rumieńców. Moje - jak widać na zdjęciach nabrały ich dość sporo. Każdy z kolorów sprawdzi się również jako cień do powiek, przetestowałam - na codzień najlepszym wyborem będzie Angel lub Hush, chociaż tak naprawdę nie powinnam pisać, co będzie najlepszym wyborem - każda z nas wie doskonale w czym czuje lub czułaby się dobrze i komfortowo. Paleta zawiera: Cherry (satynowy jasny róż), Easy (głęboki róż ze złotym połyskiem), Angel (cielisty szampan z połyskiem), Lo-Fi (łagodny matowy brąz), Hush (średni róż ze złotym połyskiem) i OC (łagodny róż przełamany brzoskwinią).



Na zdjęciach powyżej - swatche pomadek czerwonej Spiderweb oraz fuksjowej Firebird, do kompletu konturówka o przedłużonej trwałości w kolorze 714. Zarówno kredka jak i pomadki są naprawdę trwałe i mają piękne, soczyste kolory. Nie sprawiają problemu przy aplikacji natomiast z racji koloru zalecam używanie pędzelka - makeu up będzie wtedy wyglądał perfekcyjnie! Po raz pierwszy w historii Urban Decay znajduje się również super-matowa pomadka, którą nazwaliśmy Mega Matte. Każdy odcień zawiera autorski Pigment Infusion System™ - który nadaje kremową, bogatą teksturę i idealny głęboki kolor.


Wyżej zrobiłam swatche kolorom z palety, a poniżej ja w makijażu do wykonania, którego użyłam palety róży oraz pomadek. Tak jak wspominałam wcześniej - pigmentacja jest wielką zaletą, ale w przypadku róży trzeba uważać z ilością wymachów pędzlem - łatwo o przerysowany, groteskowy efekt, a jak powszechnie wiadomo lub nie: w makijażu lepiej mniej niż więcej. O, taka mądrość na czwartkowe popołudnie.



W czerwieni i zarysowanych mocniej brwiach wyglądam trochę jak Frida? Dziewczyny, jeśli zastanawiacie się nad zakupem - myślę, że warto - biorąc pod uwagę pigmentację, trwałość i wydajność. Róże są nie do zdarcia, a jakość podobna do palety cieni do powiek, którą pokazywałam tutaj: Urban Decay x Gwen Stefani czyli jest moc! (sięgam po nią bardzo często i wciąż jestem zadowolona!).

Produkty przedstawione w artykule zostały udostępnione przez markę UD.
Urban Decay x Gwen Stefani. Paleta róży oraz szminki.
Czytaj dalej...

22 marca 2016

Czym pachnie wiosna 2016?


Dla każdej z nas czym innym, ale na pewno są w niej kwiaty, trochę zieleni, świeżości, może porannej rosy albo miasto w chwilę po ciepłym deszczu? To właśnie ten deszcz był inspiracją do powstania posta, dzisiaj czułam go na własnej skórze, na dłoniach, na nosie, na czole. Nareszcie nadchodzi, z dnia na dzień jest coraz bardziej zielono, coś wisi w powietrzu, buzuje. Moje typy to właściwie przekrój przez to, co lubię - w każdym z tych zapachów odnajdę coś dla siebie, jakieś wspomnienia. Kilka z nich jest ze mną od dość dawna, to kolejne flakony i kolejne opowieści.


- Tom Ford, Mandarino di Amalfi.
Tak naprawdę to może być zarówno wiosna jak i lato. Jest tutaj estragon, czarna porzeczka, bazylia, mandarynka, bergamotka, grejpfrut, czarny pieprz, kolendra, kwiat pomarańczy, szałwia muszkatołowa, jaśmin, shiso, wetiwer, ambra, labdanum, cywet, piżmo, a przede wszystkim świeżość - zrównoważona, gładka i rozkochująca w sobie. Nie jest to świeżość, którą możecie znać z typowo cytrusowych zapachów - w Mandarino di Amalfi jest ona idealna, pięknie owija się dookoła nadgarstków i szyi, bez niespodzianek i niekontrolowanych wybuchów nadmiernej ilości kwaskowatości. Złoto i turkus. Orzeźwienie. Szczęście. Beztroska.

- Chanel, Chance eau Tendre.
Najbardziej słodka z całej rodziny Chance. Grejpfrut, absolut jaśminu, pigwa, owoce, hiacynt, ambra, irys, drzewo cedrowe, białe piżmo - wszystko to składa się na kompozycję lekką, pełną czułości, zmysłową. Moje skojarzenia? Dotyk, nieśmiały jak przy pierwszych miłosnych spotkaniach. Powodujący szybsze bicie serca, poczucie bezpieczeństwa i ... niewiadomą.


- The Body Shop, Italian Summer Fig.
Zawiera w sobie wszystkie cechy soczystych fig, dojrzewających powoli pod włoskim niebem, słodycz zielonych liści zaprawionych nutką goryczy, mlecznosoczysty miąższ owoców oraz otulający aromat drewna. Świeżość zielonych liści winogron, krokusa i oceanicznej bryzy w nutach głowy, została zbalansowana kobiecymi, kwiatowymi nutami toskańskiej róży w sercu zapachu, a także ciepłym, otulającym aromatem bursztynu i dębowego drewna. To cudowna zmysłowa podróż przez letnią krainę aromatów, jednocześnie głębokich i delikatnych. Jest naprawdę wyjątkowo i szczerze? Totalnie wakacyjnie.

- Boucheron, Quatre.
Quatre opisywane są jako kwiatowo - owocowe czyli wydawałoby się najbardziej powierzchowny i nudny sort. Nutami głowy są grejpfrut, cytryna, pomarańcza i tangeryna. Nutami serca jabłko, jaśmin, brzoskwinia, róża i truskawka natomiast bazy karmel, drewno kaszmirowe, wanilia, białe piżmo i cedr. Orzeźwiające, energetyczne i zmysłowe. Soczysty grejpfrut połączony ze słodką brzoskwinią i delikatnym akcentem wanilii. Pisałam o nich, że są moim jesiennych signature scent, okazuje się, że wiosennym również.


- Hermes, Un Jardin en Mediterranee.
Jest krystaliczny, zwiewny, wyjątkowy i zwyczajnie piękny - począwszy od flakonu kończąc na zdjęciach reklamowych. Ogródki Hermesa to dla mnie jedno z ważniejszych odkryć i zapachy, które mogłyby mi towarzyszyć bez końca. Jest w nim coś, co kojarzy Ci się z przyjemnością, szczęściem, radością. Ciepła nagrzana słońcem ziemia i dojrzałe owoce, chwilę póżniej lekko ziołowy akord ziołowy. On żyje własnym życiem - raz jest suchy, po chwili wilgotny i zielony. Nie znam drugiej takiej kompozycji, dla mnie majstersztyk.

- Alaïa Paris, Alaïa.
Pierwszy zapach od Azzedine Alaïa, z jednej strony świeży, z drugiej zmysłowy i pociągający. Nuta głowy wody perfumowanej to doznanie zwiewne nuty i różowy pieprz, w sercu odnajdziemy frezję i peonię, na końcu natomiast czeka na nas doznanie nagiej skóry: nuty zwierzęce i piżmo. Warto poznać.


- Etat Libre d'Orange, Remarkable People.
Grejpfrut, akord szampana (no proszę Cię, kto nie chciałby rano pachnieć szampanem?!), kardamon, jaśmin, JE Curry, czarny pieprz, labdanum, drzewo sandałowe, lorenox. W związku z tym, że marka tworzy totalnie fascynujące produkty - uważam, że najlepszą opcją jest poznać je wcześniej - na przykład tak jak ja czyli z pomocą próbek. Kompozycja jest skierowana do tych z nas, którzy są przebojowi i pewni siebie, a że raczej nigdy nie powinnyśmy brać w stu procentach na poważnie takiego przekazu - prorokuję sukces niezależnie od temperamentu czy charakteru.


- Clarins, Eau Dynamisante.
Po pierwsze: uwielbiam. Po drugie: kocham. Po trzecie: kojarzy mi się ze wszystkim, co dobre. Twórcą kompozycji zapachowej jest Jacques Courtin-Clarins, w nucie głowy znajdziemy pomarańczę, koriander, kminek i cytryna amalfi. W sercu rozbrzmiewa rozmaryn, gozdzik ogrodowy, kardamon, bazą natomiast jest paczula. Dla mnie majstersztyk, doskonała całoroczna propozycja (chociaż wiem, że jest wybierana szczególnie latem).

- Origins, Ginger Essence Sensuous Skin Scent.
Starożytna chińska tradycja utrzymuje, że tam, gdzie jest yin, musi być yang. I tak pachnący pikantnym ogniem imbirem jest równoważona przez orzeźwiającą pełną gorliwości bergamotkę, cytrynę i limonkę, by stworzyć zmysłową synergię między ciepłem i chłodem, energii i spokoju, burzą i ciszą. Skóra jest otoczona kuszącym aromatem, któremu trudno się oprzeć - to zdecydowanie jeden z najprzyjemniejszych aromatów, jakie posiadam - uwielbiam imbir, ten prawdziwy, ze szczyptą cierpkości.


- Sisley, Eau de Sisley 2.
Eau de Sisley 2 jest świetlisty i orzeźwiający, jego otulające ciepło jednak w końcowej fazie rozwijania się zapachu sprawia, że jego świeżość przeistacza się w przytulną słodycz. Nuta głowy to kardamon, bergamotka, bazylia, w sercu rozbrzmiewa irys wodny, jaśmin egipski, fiołek alpejski, róża. Nutą bazy stała się paczuli, vetiver, drzewo cedrowe, drzewo sandałowe. Niebieska siostra czyli woda oznaczona numerem 2 jest fenomenalnie dobrana i wyważona, wszystko składa się w rajską całość. Jest świeżo, ale i kobieco, elegancko i wytrawnie.

- Shiseido, Ever Bloom.
Ever Bloom to kompozycja całoroczna, latem nie przytłoczy Cię nadmiarem kwiatów, a wiosną rozbudzi i doda energii. Jest tutaj coś magicznego i jakkolwiek oklepanie i tandetnie to zabrzmi - są wyjątkowe. Mam wrażenie, że dedykowane są każdej z nas, niezależnie od wieku i funkcji jaką pełnimy w życiu. Aurélien Guichard przekonuje, że jego kreacja jest czymś więcej niż tylko wonią. To postawa, stan umysłu, subtelne wyrafinowanie zawarte w każdej kropli – dowiadujemy się od twórców marki.


Moja wiosna, bardzo różnorodna i wyjątkowa. Do listy powinnam jeszcze dodać wodę kolońskąAtelier Cologne Figuier Ardent (a także inne propozycje marki, chociażby Mandarine Glaciale), pachnącą deszczem kompozycję Jour d`Hermes Absolu od Hermes. Lekkie Eau Fraiche, Eisenberg czy klasykę klasyki Mademoiselle, Chanel.


Czym pachnie Twoja wiosna? Z czym kojarzy Ci się jako pora roku?
Czym pachnie wiosna 2016?
Czytaj dalej...

21 marca 2016

Beauty Monday: Flamingo Park.

Dzisiaj miałam pokazać coś innego, ale po premierze MACowej kolekcji Flamingo Park musiałam zmienić plany. Dlaczego? Spłynął na mnie róż! Dużo różu, a w związku z tym, że jest totalnie energetyczny - postanowiłam wykorzystać go w związku z początkiem wiosny!


Pomyślałam, że skoro sięgam po wściekły róż to nic nie stoi na przeszkodzie, aby dodać do niego...brokat. Niech się dzieje! Dużą uwagę musiałam skupić na korektorze pod oczy - mam zasinienia, a róż może potęgować ten efekt więc sięgnęłam po kryjący korektor. Nie żałowałam również różu do policzków - zaaplikowałam go dość wysoko o lekko połączyłam z cieniami do powiek. Usta zostawiłam niemalże naturalne, z pomadką w mocnym różu byłoby chyba zbyt cukierkowo, a tutaj mam wrażenie został mimo wszystko zachowany jakiś umiar.


Mam na sobie:
Podkład: Chanel Les Beiges Healthy Look 20 (recenzja: Podkład Chanel Les Beiges Healthy Glow Foundation), MAC, mineralny róż Please Yourself.
Oczy: MAC, Fluidline Feminine Edge, MAC, pigment Magenta Madness, MAC korektor Select Cover NC15.
Usta: MAC, szminka Steady Going (bardzo delikatnie wklepana w usta).


I jak? Daję radę w różu?
Beauty Monday: Flamingo Park.
Czytaj dalej...

18 marca 2016

Geeks | Ania i Ula.


Jesteśmy:
siostrami, rzemieślniczkami, założycielkami i właścicielkami Ministerstwa Dobrego Mydła, miłośniczkami spokoju i dobrego jedzenia.

Robimy:
dobre mydło i kosmetyki naturalne i dużo hałasu. Anka robi też straszny bałagan, a Ula strukturę żeby nie pochłonął nas chaos;)

Inspirujemy się:
wszystkim. Kolorami, smakami i zapachami które nas otaczają. Wzorkiem z płaszcza dziewczyny jadącej tramwajem, zapachem Odry o piątej rano, muzyką, tym co w internecie.

Co robić żeby Twoja pasja stała się Twoim życiem?
? Zastanowić się czy w jej ramach możesz dać światu coś czego świat potrzebuje. Czy jesteś w stanie zaoferować coś w pewnym sensie nowego, potrzebnego. Coś, co poprawi albo uprzyjemni życie innym. Jeśli tak- zaryzykować. Potem już tylko latami ciężko pracować nie zrażając się brakiem czasu, pieniędzy i sił;)












Anię i Ulę znajdziecie:
- na Facebooku
- na stronie Ministerstwa Dobrego Mydła o tutaj, polecam szczególnie dział Ministerstwo. Od siebie chciałam tylko napomknąć, że Ula jest rocznik 94. Dziewięć cztery. Muszę to podkreślić: 94. Ania jest 86, bliżej jej do mnie więc nie ma się co ekscytować wiekiem :)
- na Instagramie.
Geeks | Ania i Ula.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...