24 września 2016

Polska to nie jest kraj na moje nerwy.

Bardzo długo zastanawiałam się czy powinnam zareagować w jakiś sposób na to, co się dzieje dookoła. Uwierz mi, że poziom mojego rozgoryczenia jest dużo wyższy niż na zdjęciach, które publikowałam na profilach społecznościowych. Byłam pod Sejmem. Zdziwiłam się, że było nas tak mało. Zdziwiłam się, że tak wiele z moich znajomych, koleżanek nie reaguje w żaden sposób. Nie robi nic, nie rozmawia na ten temat, nie wdaje się w dyskusję, nie działa, nie są wkurwione. Gdybym miała określić mój stan psychiczny, który nieprzerwanie trwa od kilku dni to napisałabym, że oprócz strachu czuję się jakby ktoś zabrał mi moje poczucie bezpieczeństwa. Idę ulicą i mam ochotę szturchnąć kobiety, które mijam i krzyknąć im w twarz: co się z Tobą, co się z Wami dzieje? Czy naprawdę nie widzicie, co za chwilę się stanie?! Mam ochotę tupać nogami i krzyczeć. Mam ochotę nawrzeszczeć na dziewczyny, które powinny się włączyć w walkę, ale nie robią tego bo nie wypada. Wypada. A firmy/marki, które ze mną współpracują są po tej samej stronie, prawda?

         Tak, miałam pewne opory przed pisaniem tego tekstu na blogu, ale z drugiej strony ogarnia mnie szał, gdy widzę, że dziewczyny, które mogłyby dołączyć się do akcji i przeciwstawić temu, co się dzieje - nie robią tego. Więc zrobię ja.


         Jestem tak wściekła, że mam wrażenie iż para wychodzi mi każdym otworem mojego ciała. Jako matka, siostra, koleżanka, blogerka, znajoma - boję się o Ciebie i o każdą z Was. O Wasze zdrowie, o wolność wyboru, o Wasze życie. I mam niemalże pewność, że większość z nas nie ma zielonego pojęcia, co za sobą niesie wielkie prawdopodobieństwo podpisania ustawy aborcyjnej przez nasz rząd. Skąd ta pewność? Bo nie widzę żadnej rebelii ani ogromnych manifestacji. Widzę natomiast na przykład selfie z siłowni w sportowym, kusym stroju z odpowiednim hasztagiem. (wybacz, Weroniko Rosatti). Widzę też kobiety, które zachowują się jakby nic się nie działo i zachowują się jakbyśmy żyły w jakiś odmiennych rzeczywistościach.

        Co niesie za sobą podpisanie nowej ustawy? Ano na przykład to, że gdy zostaniesz zgwałcona nie będziesz mogła zażyć tabletki po lub przerwać ciąży. Nie ma tu nic do rzeczy Twój stan psychiczny, fizyczny. Nic się nie będzie liczyło oprócz tego, że masz urodzić dziecko. Nie będziesz mogła podjąć decyzji o przerwaniu ciąży, gdy okaże się, że dziecko, które nosisz jest nieuleczalnie chore i po urodzeniu będzie żyło dwie minuty. Nie będziesz mogła ratować swojego życia w przypadku, gdy ciąża zagraża Twojemu zdrowiu/życiu - będziesz musiała urodzić. Później możesz umrzeć, zrobiłaś swoje. Nie będziesz mieć żadnego wyboru. Żadnego. Nic nie będzie się liczyło bardziej niż fakt, że masz urodzić.

         Nie jestem w stanie zgodzić się na to, aby kobieta była worem na urodzenie zapłodnionej komórki jajowej. Każda z nas powinna mieć prawo do zadecydowania o sobie, o swoim życiu i o swojej rodzinie. To prawo (a ustalmy, dotychczasowa ustawa jest również restrykcyjna) próbuje się nam odebrać, sprowadzić nas do poziomu o jakim nie jestem w stanie spokojnie myśleć. Nie znam żadnego innego kraju w Europie w którym kobiety i ich partnerzy są traktowani jak potencjalni mordercy, którzy chcą mieć dziecko. Tak, potencjalni - bo według nowej ustawy każda z nas po poronieniu może zostać przesłuchana na okoliczność morderstwa i zostać skazana nawet na pięć lat więzienia. Jak to się dzieje, że kobiety w wieku rozrodczym mają najmniej do powiedzenia? Jak to jest możliwe, że o moim życiu będą decydować kawalerowie, stare panny oraz ludzie o ograniczeniach umysłowych tak wielkich jak rów mariański? Jest jeszcze jedna kwestia, która wyprowadza mnie z równowagi, a mianowicie in vitro. Znam wiele par dla których był to jedyny sposób na posiadanie pełnego, szczęśliwego życia. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić jakim trzeba być skurwysynem, żeby odbierać ludziom szczęście.

Polska to nie jest kraj na moje nerwy.
Ale żyję tutaj, żyją tutaj moje dzieci i moje koleżanki. Żyją dziewczyny, które lubię. Weźmy sprawy w swoje ręce póki nie będzie za późno. To jest sytuacja, która nie miała jeszcze miejsca. To, co się dzieje dotyczy każdej z nas!

 Polecam do przeczytania:
- tekst Emilii z bloga zmierzchnica: Jak ja Was, kurwa nienawidzę. , zdecydowanie bardziej dosadny niż mój.
- post Magdy z rebelook
- tekst Jana z superstyler: Zakłamanie.

więcej aktywności wśród moich znajomych blogerek nie odnotowałam.
Polska to nie jest kraj na moje nerwy.
Czytaj dalej...

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...