31 października 2015

Naprawdę szybki makijaż na Halloween.


Naprawdę szybki oznacza dla mnie, że nie zajmuje więcej niż piętnaście minut. Poza tym do wykonania nie potrzebujesz w zasadzie niczego trudno dostępnego - ja mam to szczęście, że do pracy w teatrze potrzebna mi była biała farba więc i na twarzy ją mam, dobrze sprawdzi się też farbka do malowania dla dzieci, przetestowałam. Coś jeszcze? Czarna kredka, którą zrobisz nos, oczy, usta - to wszystko. W pierwszej kolejności warto zrobić właśnie oczy, nos i usta, następnie nakładać biały podkład - ewentualne nierówności możesz później szybko zatuszować. Jeśli masz więcej czasu to oczywiście możesz dodać konturowanie wykonane np. szarym cieniem jednak w przypadku mojej tłustej farbki lepszy efekt uzyskałaby cieniem w kremie.


Pięknym akcentem będą jeszcze kwiaty we włosach, moje należą do Marty (lempapilo.com) u której możecie zobaczyć więcej halloweenowych propozycji - takich z krwią i trochę bardziej skomplikowanych.


Bawcie się dobrze w Halloween, ja pozdrawiam z kanapy!
Naprawdę szybki makijaż na Halloween.
Czytaj dalej...

30 października 2015

Czym pachnie moja jesień?


Zrobiłam zdjęcia, ustawiłam flakony i okazało się, że tegoroczna jesień jest pełna czerni i złota, całkowicie niezamierzenie! Wszystkie zapachy, które widzisz na zdjęciu uwielbiam i noszę bardzo chętnie. Wybieram w zależności od nastroju, pogody, ubrania w którym aktualnie jestem. Z każdym z nim mam oczywiście wspomnienia, jedne bardziej osobiste, inne mniej. Każdy z nich jest wyjątkowy. Brakuje tutaj Coco Mademoiselle, Chanel, z prostej przyczyny - mój ostatni flakon jest już pusty, ale lada dzień uzupełnię zapas więc o niej nie mogę zapomnieć, muszę wspomnieć!


Tobacco Oud, Tom Ford.
Pięknie surowy, lekko nieokrzesany i idealnie dopasowany do mnie. Czuję się w nim jak w drugiej skórze - jesteśmy spójni, nierozerwalni i tak bardzo inni. Moja pierwsza myśl po zobaczeniu buteleczki - jeśli ma w sobie choć odrobinę buntu będzie moim ideałem. Znalazłam w nim to wszystko, czego szukałam przez lata - mgiełkę tajemnicy, ciekawości, przyciągania, zadziorność, odrobinę słodyczy, duszności, a przede wszystkim wyjątkowości - rzadko kto przechodzi obojętnie obok tego, co mam na sobie.

Amber Musk, Aerin.
Amber Musk to "ciepły, zapraszający zapach, którym chcesz się otulić niczym miękkim, przytulnym kocem w zimną, śnieżną noc.” Na szczęście ja nie jestem aż taką domatorką i widzę w nim znacznie więcej możliwości! Nie odmówię mu oczywiście ciepła bo w kompozycji znajdziecie go całkiem sporo, ale przeplata się z kwiatami i piżmem tworząc kompozycję nowoczesną i skierowaną do każdej grupy wiekowej - i tu powinnam podkreślić: niech nie zmylą Cię flakony! Wyglądają na bardzo eleganckie, ale kryją w sobie przepiękne, przystępne wnętrze. Określany jako jesienny, zimowy, wieczorny - według mnie jednak idealnie stopi się ze skórą również w letnie noce i chłodne poranki. Jest niczym druga skóra, wije się i zaciska na nadgarstkach, bezszelestnie mości się na szyi, w załamaniach ciała. Nigdy bym nie przypuszczała, że spośród wszystkich kompozycji Aerin to właśnie Amber Musk skradnie mój nos (tak naprawdę byłam mocno niezdecydowana przy wyborze, zastanawiałam się jeszcze nad boską Evening Rose w której czuć soczystą jeżynę i intensywny koniak - coś niesamowicie pięknego!).

Quatre, Boucheron.
Quatre opisywane są jako kwiatowo - owocowe czyli wydawałoby się najbardziej powierzchowny i nudny sort. Nutami głowy są grejpfrut, cytryna, pomarańcza i tangeryna. Nutami serca jabłko, jaśmin, brzoskwinia, róża i truskawka natomiast bazy karmel, drewno kaszmirowe, wanilia, białe piżmo i cedr. Orzeźwiający, energetyczny i zmysłowe. Soczysty grejpfrut połączony ze słodką brzoskwinią i delikatnym akcentem wanilii.


J'ose EDP, Eisenberg.
Dymnie i gęsto czyli - nie mogło w moim zestawieniu zabraknąć idealnego, ukochanego, zbuntowanego J'ose. Jeden z zapachów, których wyczekuję. Wyczekuję momentu, gdy sięgnę po flakon i otulę się Jose od Eisenberg. Co sprawiło, że tak bardzo przypadł mi do gustu? Muszę przyznać, że patrząc na kartonik wydawało mi się, że będzie ciężki, kadzidlany, duszący - w moim przypadku na szczęście wyimaginowane pierwsze wrażenie okazało się bezpodstawne i romans w który jesteśmy obydwoje z J'ose uwikłani może rozwijać się i trwać w nieskończoność. J'ose to zapach w którym czuję dym, nie ten papierosowy - to odrobina dymu spod sceny, zapach lekko dusznego, gorącego, ale jednocześnie pociągającego. Nie czuję żadnej świeżości, kwiatów czy plastiku - Eisenberg stworzył kreację, która pasuje do mnie idealnie, jak druga skóra, jak brakujący element. Mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że J'ose to Ja.


Five o'clock, Serge Lutens.
Z jednej strony wydaje się być prosty, by chwilę później ukazać swoją wielowymiarowość. Jest w nim jakiś delikatny zgrzyt, słodko - ostro, słodko - ostro. Całość wyśmienicie rozgrzewająca, otulająca - warstwy nakładają się na siebie, przyprawy zazębiają tworząc coś na kształt jesiennego talizmanu. Chciałabym móc napisać, że zachwycam się surowością imbiru, ale nie mogę go uchwycić w całej okazałości - mogę natomiast Five o'clock przypisać cechy zapachu zdecydowanego, pociągającego, pikantnego. Bogactwo przypraw w końcu blednie i przy samej skórze unosi się herbata - ekstremalnie nasycona, pełna aromatu, czarna esencja. Jest trochę orientalnie i zmysłowo. Gęsto, aromatycznie, esencjonalnie

Soir D'Orient, Sisley.
Moment w którym sięgasz po czarny flakon ozdobiony złotem musi być wyjątkowy bo i jego wnętrze takie jest. Nie znajdziesz tutaj duszności, która może kojarzyć Ci się z orientem, a nawet jeśli się jej doszukasz - będzie wyjątkowa. Soir D'Orient nie możesz kojarzyć w żaden sposób np. z Opium YSL, to zupełnie inna liga. Inny świat. Soir d'Orient to bogata, orientalna wersja oryginalnego zapachu wzbogacona o przyprawy i drzewne akcenty. Inspiracja leży w Andaluzji, południowym regionie Hiszpanii, gdzie na kulturę regionu wpłynęli zajmujący te ziemie przez ponad 500 lat Arabowie. Tutaj mieszają się ze sobą hipnotyzujące kwiatowo - przyprawowe serce z drewnem i tajemnicą. Perfumy łączą włoską cytrynę, zieloną świeżość irańskiego galbanum oraz szafran. Madagaskarski czarny pieprz podbija zapach, dodając niemal zuchwałego, wielowymiarowego tchnienia tajemniczemu absolutowi róży tureckiej oraz egipskiemu geranium. Bogaty drzewny akord drzewa sandałowego oraz skórzany akord somalijskiego kadzidła łączą się w bazie z ciepłą elegancją indonezyjskiej paczuli.


W moim zestawieniu jest jeszcze jedna kompozycja Toma Forda - Noir Pour Femme. Pisałam o niej kilka dni temu więc jeśli jesteś ciekawa i chciałabyś przeczytać o niej więcej - odsyłam do recenzji: Tom Ford Noir Pour Femme.

Czym pachnie Twoja jesień? Koniecznie podziel się!
Czym pachnie moja jesień?
Czytaj dalej...

29 października 2015

Sesja: Asia.


Miało być naturalnie, wśród natury, z makijażem w którym Asia będzie w stanie się rozpoznać. Najfajniejsze jest to, gdy trafiasz na ludzi, którzy myślą i widzą podobnie jak Ty (tylko podobnie bo przecież tak samo na szczęście się nie da!) i razem jesteście w stanie próbować coś robić. Podobnie było z tą sesją, dla mnie jest bardzo ważna bo ona była zalążkiem pewnych zmian w moim życiu.



Na zdjęciach: cudowna Asia Osyda, która pełni również rolę swojej własnej Stylistki (przy okazji możecie wpaść na Miód Malina Vintage Store czyli retro butik Asi).
Makijaż: Agata Herbut
Zdjęcia: Helka Ludkiewicz
Edycja: Łukasz Matusik


Jeśli chodzi o kwiatuszka, którego widzicie na zdjęciach to tutaj Stylistką stała się moja córka Jagoda - także gdyby ktoś miał dla niej jakieś poważne propozycje, zlecenia - czekamy na kontakt.


I.... jeszcze więcej Asi!

Sesja: Asia.
Czytaj dalej...

26 października 2015

Beauty Monday: Żuk.

Pół swojego makijażowego życia bałam się takich kolorów na powiekach - podobnie jak różowych szminek czy lakierów do paznokci. Ten strach nazywa się młodzieńczym ograniczeniem spowodowanym przynależnością do subkultury w której nie wypadało mieć niczego wspólnego z cukierkowymi kolorami. Lepszy był mrok. Na szczęście urosłam, zmieniłam zdanie i czasami umiem bawić się kolorami. Uf.


Jeden cień, a efekt jest przepiękny - ja dodałam jeszcze odrobinę fioletu (Urban Decay, Rock Girl), ale bez niego też jest cudownie! Na rzęsach mam najnowzy tusz Shiseido, który można zmywać wodą, ponadto nie osypuje się, a rzęsy są sprężyste i delikatnie podkreślone - jeśli lubisz taki efekt będzie to produkt idealny.


Ten kolor, pieszczotliwie nazwany przeze mnie "żukiem gnojarzem" jestem w stanie znieść na powiekach, na paznokciach już mniej - chociaż oczywiście: nigdy nie mówię nigdy! Jestem pewna, że jeszcze nie jeden raz zagości na moich powiekach i mam wielką ochotę pobawić się nim w innych konfiguracjach.

Mam na sobie:
Twarz: podkład Camera Ready BB water, Light , zestaw do konturowania MAC Sculpt and Shape Powder, Bone Beige/Emphasize.
Oczy: Urban Decay, pojedynczy cień do powiek Lounge, Smashbox, Brow Tech Matte Pencil, Brunette, Shiseido, tusz do rzęs Full Lash Volume Mascara.
Usta: Bourjois Rouge Edition Aqua Laque,Brun Croyable .


Tak? Nie? Może być?
Beauty Monday: Żuk.
Czytaj dalej...

23 października 2015

Elektroniczny pilnik do paznokci Scholl Velvet Smooth™.


Oh jak wiele razy dziwiłam się, gdy młode Mamy twierdziły, że nie mają czasu wyjść do kosmetyczki, na zakupy czy zrobić manicure. Z Jagodą przecież miałam czas! Po drugiej ciąży okazało się, że to co kiedyś wydawało mi się przesadzone i podniesione do którejś potęgi właśnie mnie dotknęło. I nie będę się rozpisywała dlaczego tak się działo - po prostu czasami są inne priorytety i jeśli dziecko nim jest, a obok masz do zrealizowania pracę (oprócz tej którą etatowo wykonujesz w firmie: “Dom”) zwyczajnie nie da się mieć dla siebie tyle czasu ile chciałabyś.


Ja wiem jak ważne w moim zawodzie są dłonie i paznokcie, sama nie oddałabym się w ręce wizażystki, która ma bardzo zaniedbaną tą strefę - wydaje się to być mało higieniczne, a dla jasności paznokcie o długości bochenka chleba również takowymi według mnie są. Starałam się i staram dbać o wygląd dłoni najczęściej jak mogę, niestety zdarza się, że wykonanie manicure graniczy z cudem (przykład pierwszy: dziecko śpi, kończysz malować jedną rękę, dziecko się budzi, zapomnij o drugiej ręce. przykład drugi: jakimś cudem dziecko zajęło się sobą, a Tobie udało się pomalować paznokcie i w chwili, gdy zaczynasz się cieszyć okazuje się, że musisz założyć buta/rozpiąć spodenki/przebrać laleczkę więc po chwili Twoim oczom ukazują się wszystkie palce upaprane w lakierze. Życie, ja to przerobiłam miliard razy), a piłowanie paznokci odbywa się wieloetapowo. Poza tym ja nienawidzę pilników i piłowania. Nigdy nie lubiłam i nie polubię.



Niedawno skontaktowali się ze mną przedstawiciele marki Scholl, z pytaniem czy chciałabym przetestować Scholl Velvet Smooth™ Elektroniczny System do pielęgnacji paznokci. Do podjęcia decyzji przekonały mnie dwie rzeczy: ciekawość (elektroniczny pilnik!? how cool is that?!) oraz obiecana szybkość + dokładność. Swój zestaw już mam i kilka razy sprawdziłam jego działanie! Elektroniczny pilnik do paznokci Scholl zaprojektowany jest w taki sposób, iż oscylująca głowica produktu porusza się w pionie (w górę i w dół), posiada dwie prędkości (korzystam z wolniejszej opcji). W zestawie znajdują się 3 wymienne nasadki służące do opiłowania,wygładzenia oraz polerowania płytki. Całość ma gwarantować łatwy i szybki sposób na zadbane paznokcie zarówno u stóp jak i u rąk. I szczerze - ja to kupuję ponieważ tak jak wspomniałam: po pierwsze - czynność opiłowywania paznokci pilnikiem jest dla mnie straszna (ba, nawet kiedyś próbowałam robić to cążkami i później tylko nadać kształt, ale tego też nie lubię jednak), a po drugie jeśli jest coś, co może oszczędzić czas - to jestem za.


W zestawie znajdują się 3 wymienne nasadki, które stosuje się następująco:

krok 1: Nasadka piłująca – dzięki niej, spiłujesz swoje paznokcie, zredukujesz uszkodzenia, oraz wymodelujesz je nadając im swój ulubiony kształt.
krok 2: Nasadka wygładzająca – pozwoli wyrównać paznokcie oraz ich płytkę.
krok 3: Nasadka polerująca– pozwoli nadać połysk płytce paznokcia dzięki czemu paznokcie będą wyglądały pięknie i zdrowo.

Na zakończenie zabiegu pielęgnacyjnego marka poleca Olejek do pielęgnacji paznokci (Scholl Velvet Smooth™) zawierający kompozycję 7 olejków (migdałowego, słonecznikowego, z siemienia lnianego, pestek moreli, z awokado, arganowego oraz shea). Olejek nadaje paznokciom piękny połysk, nawilża skórki paznokci, zawiera witaminę E znaną ze swoich odżywczych właściwości. Pamiętaj jednak, że aby zobaczyć rezultaty bardzo ważna jest systematyczność. Jakie są moje wrażenia? Zestaw przypomina odrobinę wiertełko dentystyczne, ale na szczęście na tym kończą się podobieństwa. Jest dość ciche, wygodne w użyciu i lekkie, solidne. Przed pierwszym użyciem należy odkleić zabezpieczenie baterii - w innym wypadku produkt nie będzie działał, a Ty możesz przestraszyć się, że kupiłaś popsuty sprzęt.


Pilnik elektroniczny pracuje szybko, nie sprawia bólu, nie powoduje poczucia dyskomfortu - nie pozostawia żadnych zadziorków, co w przypadku zwykłego, papierowego pilniczka jest nagminne. Nasadkę numer dwa powinnaś stosować nie dłużej niż 15 sekund i nie częściej niż raz na dwa tygodnie - to wszystko po to, aby nie dopuścić do nadmiernego spiłowania płytki. W przypadku nasadki numer trzy czyli polerującej powinnaś powtarzać czynność, gdy jest to potrzebne i pamiętać o lekkim nacisku. Te proste wskazówki pozwolą Ci wykonać zabieg szybko i bezproblemowo. I najważniejsza kwestia - czy kupiłabym Scholl Velvet Smooth™, gdybym nie otrzymała go do przetestowania? Tak. Kupiłabym i pożegnałabym się z papierowymi pilnikami. Brrrr.

Zaciekawiłam Cię? Masz ochotę wypróbować Elektroniczny pilnik Scholl Velvet Smooth™?​ Więcej informacji o produkcie znajdziesz na stronie internetowej scholl.pl.

Post powstał we współpracy z marką Scholl.
Elektroniczny pilnik do paznokci Scholl Velvet Smooth™.
Czytaj dalej...

22 października 2015

Beauty Map (14).

Popatrz na te zdjęcia, jak można nie lubić jesieni? Szczególnie tej ciepłej i pomarańczowej, czerwonej, złotej? Jest piękna! Zdecydowanie wolę takie klimaty niż pastele i nie wierzę, że to napiszę - wiosnę (ok, wraz z początkiem wiosny na pewno zmienię zdanie). Makijaże w odcieniach pomarańczy? U mnie właściwie nie występują i chyba zaczynam żałować - propozycja na kolejny Beauty Monday?








photo: pintrest
Beauty Map (14).
Czytaj dalej...

20 października 2015

My week in photos - 159.

Sesje, zimno, deszcz i nadchodzące urodziny Jagody czyli nic więcej się nie liczy. Ja zwykle urodziny dziewczyn planuję na dwa miesiące wcześniej - czuję się podekscytowana tak bardzo, że kolor kwiatów zaczyna mieć dla mnie znaczenie - wszak może nie korespondować z barwą tortu. Ja się ekscytuję, taszczę pod jedną pachą dziecko, pod drugą zakupy przez prawie 200 schodów, pichcę nocami by ujrzeć na jej twarzy uśmiech. Opłaca się oczywiście, bez dwóch zdań. Najfajniejszy czas w roku!
Co słychać u Ciebie?





1. Biorę wszystko.
2. Biorę się także w garść.
3. Taka jesień,
4. która wygląda jak wiosna.
5. Sesja.
6. Dzik jest dziki w Warszawie.
7. .miłość. by plums photography.
My week in photos - 159.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...