30 września 2015

Beauty Map (12).

Gdyby ktoś zapytał mnie z jakim kolorem kojarzy mi się jesień odpowiedziałabym, że na pewno jest to szarość. Nic innego! O tej porze wszystko dla mnie może być w odcieniach siwego - jest ponadczasowy i pasuje do wszystkiego. Podobnie jest z wnętrzami - zupełnie nie wydają się smutne czy nudne, są przytulne i eleganckie.
Znalazłam nawet makaroniki i lody w kolorze srebrzystym! A pisząc tego posta przeglądam sklepy internetowe w poszukiwaniu swetra idealnego, w którym będę mogła się zatopić... ah, znacie taki?







Jaki kolor ma Twoja jesień?
Beauty Map (12).
Czytaj dalej...

Rytuał pielęgnacyjny Chanel Le Jour, La Nuit, Le Weekend.


Pielęgnacja jest ważniejsza niż makijaż. Każdy make - up wygląda dobrze na zadbanej skórze. Niemal dla każdej kobiety stan jej cery ma znaczenie. To jak wyglądasz często przekłada się na to jak się czujesz - nie ma w tym ani odrobiny kłamstwa. Przywiązuję dość dużą wagę do pielęgnacji i staram się być systematyczna dzięki czemu jestem w stanie dostrzec zmiany, które towarzyszą np. po zastosowaniu nowego kremu. Rytuał pielęgnacyjny, który dzisiaj chciałam Ci pokazać stosowałam przez długi czas - Chanel Le Jour, La Nuit oraz Le Weekend to trzy specyfiki, które kompleksowo dbają o skórę.


Chanel proponuje kompleksowe rozwiązanie przywracające odpowiedni rytm naszej skórze – rytuał pielęgnacyjny przywracając cztery parametry zdrowej skóry: świetlistość, jędrność, gładką teksturę oraz ujednolicony koloryt. Produkty przywracają naturalną równowagę, a jakość skóry znacząca wzrasta, także w głębszych warstwach. Trzy produkty: na dzień, na noc oraz na weekend. Przygotujcie się na ogromną wydajność - ten tercet będzie towarzył Ci przez długie, długie tygodnie.
Le Jour (359zł/50ml). Wyjątkowe połączenie ekstraktu z jaśminu i kwasu salicylowego stymuluje naturalne mechanizmy autoregeneracyjne skóry oraz ma działanie oczyszczające, zapewniając blask cery od samego rana, przez cały dzień. Lekka, przejrzysta konsystencja powinna być aplikowana na oczyszczoną skórę twarz przed innymi produktami pielęgnacyjnymi. Po kilkunastu dniach stosowania już zauważyłam znaczną różnicę w wyglądzie, po kilku tygodniach była jeszcze większa. Co się zmieniło? Przede wszystkim jest bardziej sprężysta, promienna i nawilżona. W nocy, gdy skóra podlega procesowi regeneracji La Nuit (359zł/50ml) koi, chroni i pielęgnuje pozwalając na regenerację i odnowę komórkową. Emulsja o białym kolorze i bardziej zwartej konsystencji niż dzienna zawiera ekstrakt z kadzidła frankońskiego i stopniowo uwalniany kwas hialuronowy. Skóra budzi się bardziej sprężysta i ujędrniona, twarz wygląda na bardziej wypoczętą. Pora na mojego faworyta! Le Weekend (431zł/50ml) działa jak łagodna kuracja oczyszczająca, przygotowując skórę na nadchodzący, aktywny tydzień. Zawiera wodę z róży Mmajowej, która koi i zmiękcza skórę. Ultra-delikatny kompleks z kwasem glikolowym eliminuje martwe komórki, oczyszcza i wyrównuje skórę, jednocześnie zapewniając idealne nawilżenie. Le Weekend powinnyśmy stosować raz na tydzień, rano i wieczorem, zamiast produktów do pielęgnacji. Musisz jednak pamiętać, że w przypadku emulsji weekendowej konieczne jest użycie filtra po aplikacji dziennej ponieważ zawiera kwas glikolowy.



Pół roku - to minimalny okres przez który będziesz mogła cieszyć się zestawem Chanel - jest piekielnie wydajny i przyznam szczerze, że w pewnym momencie zastanawiałam się czy one kiedykolwiek się skończą. Każdy z produktów ma lekki, świeży zapach i nietłustą konsystencję - szybko wchłaniają się i nie pozostawiają niechcianej warstwy. Opakowania są plastikowe, piękne i minimalistyczne, bardzo żałuję, że nie sposób podarować im drugiego życia np. w postaci małych flakoników. Jeśli miałabym wybrać numer jeden z całej trójki to zdecydowanie byłaby to wersja weekendowa, chociaż zdaję sobie sprawę, że najlepsze efekty gwarantuje stosowanie całej trójki. Le Weekend jednak najbardziej zauważalnie, przynajmniej u mnie - sprawia przyjemność mojej skórze, weekend zatem jest jej ulubionym czasem w ciągu całego tygodnia.

Podoba Ci się pomysł rytuału pielęgnacyjnego? Miałabyś ochotę na taki system?
Rytuał pielęgnacyjny Chanel Le Jour, La Nuit, Le Weekend.
Czytaj dalej...

29 września 2015

My week in photos - 157.

Wieś, spokój, weeknd, natura, dzieciaki. Spotkania, ludzie, wyprawa. Mogłoby się wydawać, że każdy tydzień wygląda tak samo, ale to tylko pozory - jest podobnie, ale inaczej. Najfajniejsze są poranki kiedy mogę budzić się koło dziewczyn lub z dziewczynami na plecach/głowie/nogach. Albo popołudnia, gdy obydwie leżą plackiem i oglądamy książki. Codziennie jest fajnie! Codziennie!
Co u Ciebie? Coś się zmieniło?





1. Roses are red.
2. Lody na śniadanie.
3. Jest to praca.
4. <3
5. Moje dwie.
6. Na starość zamieszkam na wsi.
7. Okno.
8. Marta i ja. Joł.
My week in photos - 157.
Czytaj dalej...

28 września 2015

Beauty Monday: Bakłażan i glow.


Próbowałam nadać jakąś poetycką nazwę moim Beauty Monday, ale zupełnie na "nie" czuję się z "Burzą nad łąkami" czy "Rozgwieżdżonym niebem" i tym podobnymi. Na razie zatem jest jak jest, ale gdy tylko wymyślę coś lepszego - tytuły staną się bardziej chwytliwe czy chwytające za serce, lub jedno i drugie. Dzisiaj znowu kręcę się wokół brązów, ale to nie one grają główną rolę - to jasny bakłażan oraz odrobina złota. Przede wszystkim jednak skóra, którą zrobiłam sobie niewątpliwie piękną!


Przyznam się od razu bo i tak zauważysz, ja zauważyłam po zgraniu zdjęć na komputer - zapomniałam o brwiach. Zdarza się. Musisz wybaczyć i udać, że ich tam nie ma, że nie istnieją. Najważniejsza jest skóra, wszystko dookoła to dodatki. Nigdy nie wygładzam skóry na zdjęciach, nie wycinam pieprzyków/piegów, mam nawet zmarszczki - tym razem jest podobnie. Podkład, który mam na sobie to coś naprawdę fajnego, a rozświetlacz, który użyłam świetnie z nim współgra.


Mam na sobie:
Twarz: Smashbox, Camera ready BB water w odcieniu Light (będzie oddzielny post gdyż Bb jest ekstra!), zestaw do konturowania Anastasia Beverly Hills (recenzja: Anastasia Beverly Hills Contour Kit. Zestaw do konturowania twarzy), Mary Kay Sheer Dimensions, Pearls (recenzja: Rozświetlający Puder Sheer Dimensions, Mary Kay).
Oczy:MAC, paletka cieni do powiek Eyeshadow x 9, Burgundy Times Nine, MAC tusz do rzęs Upward Lash.
Usta: Dior, pomadka Dior Addict, 750 Rock'n'Roll.
Beauty Monday: Bakłażan i glow.
Czytaj dalej...

26 września 2015

Dlaczego czujesz się brzydka?

Ile razy od razu po przebudzeniu pomyślałaś o sobie grubas, świnia? Ile razy mówiłaś do siebie w myślach (lub nie) jestem paskudna, jestem brzydka, dlaczego tak wyglądam? Jak często psułaś sobie fajny dzień bo w pewnym momencie przypomniałaś sobie, że Twój pryszcz pomiędzy brwiami (ups, ostatnio miałam nawet dwa!) żyje swoim życiem i chyba staje się większy niż Twoja głowa, przecież wszyscy go widzą! Wszyscy. Bez wyjątku. Nawet pani Hela podając Ci biały ser w sklepie nie patrzy Ci ani w oczy ani na ręce, a na niego. Pryszcz pryszczem, gorzej chyba ma się sprawa z ciałem. To kwestia, która mi się nigdy nie znudzi i Tobie pewnie w jakimś stopniu też. Przez wiele lat jednego dnia wydawało mi się, że wyglądam dobrze tylko po to by następnego okazało się, że wypływa z każdej mojej strony, z każdego zakamarka wszystko i wszędzie i na dodatek dużo. W to się nie mieszczę, w tym widać mi brzuch (przecież to bardzo dziwne, że...go mam?!), w tym mi niedobrze, to jest obcisłe, a tamto chyba uwydatnia boczki. I nie obchodzi mnie czy naprawdę masz boczki, wielki brzuch czy obwisłe pośladki. Chodzi o to jak męczące jest takie życie. M - Ę - C - Z - Ą - C - E! Okrutnie! Wciąż myślisz czy czegoś nie widać, czy coś nie prześwituje, czy ktoś nie widzi czegoś, a co jeśli zobaczy? Pewnie nic. Pewnie nie widzi, nie zobaczy albo ma to gdzieś. Ale Ty się męczysz, zadręczasz, nie możesz na siebie patrzeć i co gorsza - katujesz tym swoich najbliższych. Przez wiele lat najbardziej przednim żartem pomiędzy mną, a moją siostrą Anką było pytanie: "Anka....wiesz co, a jestem gruba?", "Agaaaa... powiesz mi... czy jestem gruba?". Po stu latach wiecznego zastanawiania się nad tym zaczęło się robić śmiesznie i owszem teraz też zdarza się, że któraś z nas pyta czy "spasłam się trochę czy trochę mniej", ale nie powoduje to takiej grozy jak pięć lat temu?


Nie jestem od prawienia morałów, od wymądrzania się, ale zastanawiam się jak to jest, że atrakcyjne, mądre i robiące w życiu fajne rzeczy dziewczyny tak mocno przejmują się swoim ciałem/wyglądem? Nie, nie namawiam nikogo, aby się obżerał i zaprzestał codziennej higieny, ale większość z nas mam wrażenie zagubiła się i wylądowała w rowie wiecznego niezadowolenia z samej siebie? Znam tyle pięknych dziewczyn, które katują się kompleksami, których nie ma lub są tak mało ważne, że aż momentami śmieszne? Znam też kilka kobiet, które są bardzo mocno niezadowolone ze swojego wyglądu i nie robią z tym nic, kompletnie nic. Czasem popadają w jeszcze gorsze samopoczucie i jeśli np. są grube - jedzą jeszcze więcej, wyglądają jeszcze gorzej, nienawidzą siebie i swojego ciała coraz mocniej. Doskonale zdaję sobie sprawę jak bardzo ważna jest samoakceptacja, zastanawia mnie bardziej co powoduje, że czujemy się brzydkie? Przytyki znajomych, gazety przepełnione super szczupłymi modelkami, jakieś zdarzenia z dzieciństwa?

Wiesz, ja nie jestem bez winy - przez wiele lat nie akceptowałam swojego ciała. Robiłam z nim różne mało fajne akcje, ale mam wrażenie, że się opanowałam. Zajęło mi to wiele czasu i dopiero druga ciąża sprawiła, że odpuściłam sobie trochę. Aktualnie czuję się całkiem dobrze, mam czasem gorsze dni, ale nie jest to na takim poziomie jak kilka lat temu.

Często zastanawiam się nad tym czy akcje społeczne propagowane przez fundacje, gazety czy firmy poruszające problem akceptacji wśród kobiet mają na nas wpływ i czy w ogóle są potrzebne? Czy reklamy w których występują okrąglutkie dziewczyny oraz spoty z przesłaniem o tym, że każda z nas jest piękna w jakikolwiek sposób ruszają Cię? Mają dla Ciebie znaczenie? Identyfikujesz się z nimi?


photo: pleasurephotoroom.wordpress.com, penseesduchoeur.tumblr.com.
Dlaczego czujesz się brzydka?
Czytaj dalej...

25 września 2015

Bourjois Rouge Edition Aqua Laque.


Są szminki, które zapadają w pamięć na długie lata, wśród nich na pewno należyte miejsce zajmie marka Bourjois ze swoimi Aqua Lacque. Małe opakowanie zawierające kosmiczną ilość pigmentu! Przepiękne, nasycone kolory i naprawdę ogromna trwałość i przyjemność użytkowania. Myślę, że część z Was je doskonale zna, ja natomiast pokażę Ci moje dwa ulubione kolory. Bardzo wiele marek próbowało swoich sił w stworzeniu lakierów do ust - moim zdaniem w tej kwestii Bourjois dorównuje Chanel, Dior czy Shiseido.


Rouge Edition Aqua Laque to hybrydowa pomadka do ust o intensywnym działaniu nawilżającym - olśniewająco błyszczy, a równocześnie nie klei się. Lekka i świeża - właściwie niewyczuwalna na ustach, a jednocześnie świetnie kryjąca, jest intensywna,błyszcząca i bardzo trwała. Wysoka koncentracja wody oraz wyciąg z lilii wodnej zapewniają długotrwałe nawilżenie i sprawiają, że usta są rozświetlone i zdrowo wyglądają. Pomadka daje efekt mokrych ust (mam nadzieję, że widać to na zdjęciu), a formuła jest płynna i delikatna. Dostępna jest w ośmiu wersjach kolorystycznych – od subtelnych odcieni nude, poprzez eleganckie róże i wibrujące pomarańcze, a kończąc na ekstrawaganckich czerwieniach.


Na moich ustach oraz zwatchach możesz zobaczyć Brun Croyable (zgaszony róż) oraz Red my lips (czerwień - bardzo, bardzo seksowna!). Przyznam szczerze, że początkowo ten zgaszony róż wydał mi się zbyt ciemny, ale na ustach wygląda fenomenalnie - świetnie sprawdzi się w roli codziennej, "zwyczajnej" pomadki do ust. Nawilża usta, nie wysusza ich nawet po całym dniu noszenia zatem warto zwrócić na nie uwagę w drogerii. To chyba jedyna pomadka ze średniopółkowych, którą mogę polecić w ciemno każdej dziewczynie lubiącej taki efekt. Jest w niej moc! Red my lips pokazywałam w Beauty Monday, możesz zerknąć tutaj: Beauty Monday: Klasyk.


Znasz Aqua Laque? Miałaś okazję nosić je na swoich ustach?
Bourjois Rouge Edition Aqua Laque.
Czytaj dalej...

24 września 2015

Boucheron Quatre. Jesienny signature scent.


Po pierwsze: pierścień. W 2004 roku, Dom Biżurteryjny Boucheron stworzył kultowy pierścionek uniseks, który składa się z czterech rzeźbionych w graficzne linie obrączek. Quatre to jednocześnie rockowy i artystyczny twór ducha, noszą go ikony mody i sztuki: Carine Roitfeld, Emma Watson, Lily Allen, Beyoncé czy Salma Hayek. Ja też bym chciała.


Sezon jesienny u Boucheron to Quatre w dwóch wersjach – damskiej i męskiej. Nie miałam przyjemności poznać męskiej natomiast damską znam od stóp do głów, a nawet jeszcze bardziej! Kreatorzy zapachów kompozycje zamknęli we flakonach inspirowanym tym wyjątkowym pierścieniem – korki perfum to wierna replika kolorowej obrączki - bardzo żałuję oczywiście, że nie mam palców w rozmiarze korka... Quatre opisywane są jako kwiatowo - owocowe czyli wydawałoby się najbardziej powierzchowny i nudny sort. Nutami głowy są grejpfrut, cytryna, pomarańcza i tangeryna. Nutami serca jabłko, jaśmin, brzoskwinia, róża i truskawka natomiast bazy karmel, drewno kaszmirowe, wanilia, białe piżmo i cedr. Wieki temu Lancome stworzył kompozycję O'de Lancome, doskonale ją pamiętam (aktualnie na rynku jest nowa wersja, zupełnie inna niż pierwowzór) ponieważ zlewały się nimi moje dwie siostry. I podkreślam słowo zlewały, gdyż co chwila wymieniały flakony na nowe. Może dlatego tak je polubiłam bo kojarzą mi się z osobami, które bardzo kocham?


Orzeźwiający, energetyczny i zmysłowe. Soczysty grejpfrut połączony ze słodką brzoskwinią i delikatnym akcentem wanilii. Idealny jesienny poprawiacz nastroju, ostatnio mój signature scent (w jakiejś bzdurnej gazecie przeczytałam, że po trzydziestce już powinno się go mieć, więc mam - chociaż na jakiś czas bo przecież zaraz pojawi się coś nowego, co skradnie moje serce i mój nos żądny wszystkiego). Przy pierwszym teście pomyślałam: ok, zapowiada się cudownie, przecież to lepsza odsłona O'de Lancome! Wyczekiwałam momentu aż coś mnie odrzuci, choćby malutki niuans - cokolwiek! I uwierz mi, że stałam z ręką przy nosie i czekałam, a oczywiście podświadomie miałam nadzieję, że żaden składnik nie zepsuje mi tej kompozycji i tak się stało. Hell yeah!


Napisałam o orzeźwieniu, nie matw się - nie jest to opcja rodem z niebieskiej Dolce & Gabbany. Ta, którą znajdziesz w Quatre jest wyważona i elegancka, ma też w sobie promień szaleństwa, może to ten rockowy ułamek o którym wspominałam przy pierścionkach? Quatre są moje i jeśli Boucheron będzie szukał ambasadorki w Polsce w zamian za kilka pierścionków - jestem pierwsza w kolejce. A teraz na poważnie - u kolegi po fachu Nez de Luxe przeczytałam dość niepochlebną recenzję tego zapachu, co okazuje się być super bo pokazuje jak różnie odbieramy aromaty - dla mnie to mieszanka soczystości, umiarkowanej (umiarkowanej!) elegancji ze szczyptą roztrzepania (nie znam innego słowa mogącego oddać moje odczucia). Praca domowa jest taka, że musisz je poznać i dać mi znać co o nich myślisz. Czekam, czekam!
Boucheron Quatre. Jesienny signature scent.
Czytaj dalej...

23 września 2015

Beauty Map (11).

Disiejszy wpis powinnam zadedykować moim sąsiadom u których spędziłyśmy weekend - mają najpiękniejszy dom jaki widziałam, cały z drewna i wielkimi, oknami, które są wszędzie! Przy okazji bycia wspaniałym samym w sobie, znajduje się praktycznie w lesie więc rano od razu po przebudzeniu widzisz zieleń, drzewa, delikatną mgłę unoszącą się nad trawą. Aaaaaaaaa! Pięknie było! A umnie w Beauty Map znowu rządzi natura.









Muszę o to zapytać, jaki jest Twój wymarzony dom? Albo miejsce - gdzie chciałabyś mieszkać?
Beauty Map (11).
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...