2 stycznia 2015

Po co Ci makijaż?


Zastanawiałaś się kiedyś w jakim celu to robisz? Po co niemalże codziennie rano zaraz po wstaniu z łóżka nakładasz na siebie warstwę podkładu, pudru, różu, robisz makijaż oka, ust? Moja przygoda z "makijażem" (celowo wzięłam to słowo w cudzysłów...) zaczęła się mniej więcej w ósmej klasie szkoły podstawowej, miałam wtedy 13 lat. Dlaczego zdecydowałam się na prawie neonowy błękit na powiekach Bóg jeden raczy wiedzieć. Co owładnęło mną, aby nałożyć na twarz zbyt ciemny podkład o konsystencji ciastoliny oraz posiadania brwi o długości zszywki do papieru i grubości nitki? Niestety nie wiem. Tak wyglądałam, witajcie w mojej bajce. Na szczęście mało zdjęć zachowało się z tamtego okresu, ale kiedyś obiecuję je odnaleźć. Liceum. Początku nie pamiętam, ale dalsza część to etap czarnej kredki dookoła oka lub tylko i wyłącznie na linii wodnej (wtedy nie wiedziałam co to jest i że zmniejszam sobie oko, a nawet gdyby ta informacja była mi znana i tak nadal bym to robiła). Bunt i ogólnie rzecz biorąc mrok. Wtedy też obywają się moje pierwsze eksperymenty z kolorowymi włosami, w dniu w którym nauczycielka od języka niemieckiego (pozdrawiam.) zobaczyła moje czerwone końcówki nie mogła nadziwić się, że mama mi na to pozwala. Wychodzi na to, że Grażynka była jak na tamte czasy bardzo tolerancyjną Mamą. Pod koniec liceum trochę ochłonęłam i mrok lekko przeminął. Studia to moja prawie łysa głowa (to była moja najlepsza fryzura!) i zdecydowanie mniej makijażu, a jeśli się pojawiał to był w miarę delikatny. O nie, zapomniałam! W czasach liceum, mniej więcej w drugiej klasie był także epizod o nazwie "szpachla na twarzy". To było bardzo ciekawe doświadczenie, nie tylko u mnie, ale i u moich koleżanek (hi hi ha ha). Podsumowując: kosmetyki kochałam od zawsze, ale nie zawsze potrafiłam ich używać:)


Od kilku lat bardziej szanuję swoją cerę, staram się nie zapominać o pielęgnacji i nie popaść w fanatyzm. Traktuję ją dobrze i nie używam przypadkowych specyfików o magicznym działaniu. Makijaż? Jest oczywiście, ale nie musi być aplikowany codziennie. Zdarzają się dni, gdy jestem całkowicie saute i jest mi z tym dobrze. Robiąc zdjęcia na bloga i testując nowości (uwielbiam to!) również staram się robić to z rozwagą, moja twarz jest częścią mnie dlatego też nie chcę robić jej krzywdy. Po co mi makijaż? Czuję się w nim dobrze, kocham kolory, tekstury - zachwycam się tym, co może zdziałać dobry podkład. Sztuka makijażu to magia, oczywiście jeśli stosujesz ją z umiarem. Czytając mojego bloga pewnie już wiecie jakie make upy lubię, co mi się podoba i czym się zachwycam. Wiecie także, że nie czuję się dobrze w feerii barw na powiekach, wolę minimalizm. Mam przeświadczenie, że każda kobieta wygląda pięknie - warunkiem jednak, aby tak było jest szczęście i dobre samopoczucie. Nie oszukujmy się, aby biło od Ciebie piękno musisz czuć się dobrze sama ze sobą (tak, tak wiem jakie to trudne). Po co jeszcze? Używanie kosmetyków kolorowych sprawia mi wielką radość i przyjemność, lubię w nich buszować, oglądać, testować, sprawdzać jak zachowują się na cerze, jaki efekt można dzięki nim uzyskać. Żyjemy w czasach, gdy niemal każdy produkt do makijażu jest piękny i przyciągający uwagę - to także kusi. Nie robię make - upu po to by się za nim ukryć, przykryć - pociąga mnie to, że w jednej chwili za pomocą czerwonej pomadki mogę sobie dodać odwagi i pewności siebie, a chwilę później sprawić, że wyglądam świeżo, radośnie i promieniście. To jest niesamowite!

A Wam dziewczyny, po co makijaż?
Po co Ci makijaż?
Czytaj dalej...

56 komentarzy:

  1. Moja przygoda z makijażem zaczęła się, gdy miałam jakieś 15-16 lat (za dużo zbyt ciemnego podkładu, rzęsy - pajęcze nóżki i koniecznie dużo tuszu na dolnej powiece, bo tak jest fajnie), trwało to jakieś pół roku, potem się zorientowałam, że za ciemny podkład nie jest okej, więc kupowałam coraz jaśniejsze. Przestałam też robić umyślne pandy pod oczami. Jednym słowem - zaczęłam wyglądać jak człowiek. Gdy miałam niemalże 17 lat zaczęłam robić też kreski i one na szczęście od początku wychodziły mi jako-takie. Może dzięki temu, że moje "złe początki" były dość krótkotrwałe i szybko zorientowałam się, że coś jest nie tak, a przy okazji posiadanie plastycznych i technicznych zdolności doprowadziły mnie do tego, co robię, czyli zajmowanie się wizażem coraz bardziej profesjonalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że większość z nas szybko orientuje się, że coś jest nie tak z naszym makijażem :) - ja bardzo się cieszę, że nie popłynęłam z moimi błekitami;)

      Usuń
  2. Zdecydowanie makijaż dodaje mi pewności siebie, sprawia, że staję się chętna do wszystkiego:) Uwielbiam codziennie malować swoją facjatę i stawać się najlepszszą, wizualną wersją siebie. Wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też wcześnie zaczęłam się malować, ale lubię umiar i nie pamiętam jakiejś wpadki z złym odcieniem podkładu czy posklejanymi rzęsami. Ja makijaż wykonuję w jednym konkretnym celu. Chcę podnieść moją niską pewność siebie. Zakryję niedoskonałości, podkreślę zalety mojej twarzy i czuję się o wiele lepiej. :)
    Fajny wpis :D Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję!
      ja swoje wpadki oglądam na zdjęciach - ostatnio na Świętach znowu je widzialam:)

      Usuń
  4. Jak ktoś mnie pyta po co mi makijaż, to zawsze odpowiadam, że po prostu lubię się malować, a dlaczego mam sobie odmawiać jakiejś przyjemności?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, ja tak sobie sama odpowiadam po każdym pudle lodów!

      Usuń
  5. Lubię się sobie podobać, i nawet delikatny poprawia moją samoocenę. Nie lubię siebie bez tuszu do rzęs czy chociażby bez kremu koloryzującego. Nie lubię się świecić.... dlatego się maluję :) Bo lubię :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Darin, ja wlasnie tusz do rzes jestem w stanie sobie odpuscic - nie lubie rezygnowac z podkladu - to dla mnie baza.

      Usuń
  6. Jakbym siebie czytała. Podbierałam kosmetyki moim starszym o 10 lat siostrom i też eksperymentowałam. Później pamiętam że siostra wpoiła mi, że nie warto używać przypadkowych kosmetyków, trochę mi też oddaawała swoich. A że kupowała same najlepsze kosmetyki jakie były dostępne (komuna) to i mi tak zostało.:) Kombinacje z brwiami i kreską na linii wodnej nie były mi obce. :D Uwielbiam do dziś kombinować, kosmetyki to mój raj. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daisy, to mój raj również! A brwi z tamtych lat to mistrzostwo świata - im mniejsze tym lepsze:)

      Usuń
  7. Moja ciocia prowadzila drogerie i od dziecka lubilam przygladac sie jak Panie zaopatruja sie w perfumy, wybieraja pomadki i cienie do powiek:-) Teraz to ja stoje kilkanascie/dziesiat minut i rozmyslam w czym byloby mi do twarzy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weronika, to mialas raj! Prawdziwy raj i zazdroszczę Ci całym sercem, ja bym pomagala cioci w ramach wolontariatu:)

      Usuń
    2. O, Kochana, czekalam tylko az jakis cien spadnie na podloge- jesli cos sie ukruszylo, nie nadawalo sie do sprzedazy- zgadnij kto zabieral do domu:-) Jezdzilysmy czasami razem po hurtowniach, ale to byly czasy! Najlepiej schodzily pudry w kamieniu Constance Carrol:-)

      Usuń
    3. Pamieam Constance Carrol i ich odzywki bezbarwne do rzes - uzywalam i puder oczywiscie tez - pieknia pachnial!

      To byly czasy <3

      Usuń
    4. Pamietam te odzywke ! I pojedyncze cienie:-)
      No i wyciskany tusz Celii w tubce. Dezodoranty Kobako Bourjois-szly jak woda:-)

      Usuń
  8. Chyba każda z nas miała w podobnym czasie etap czarnej kredki... ;)
    Po co mi makijaż? Bo mam ładne oczy i lubię je podkreślać. Po prostu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trishka, obawiam się, że tak mogło być! Czarna kredka kiedyś była...nagminna? Ja miałam taką w żółtej skuwce, drewnianą - kupowaną na jakimś ryneczku. Byłą najlepsza!

      Usuń
  9. Już wielokrotnie pisałam, że bez makijażu wyglądam jak bym miała anemię. Bardzo jasna cera, jasne brwi, jasne rzęsy sprawiają, że czasem pytają mnie ludzie czy oby nie jestem chora:D. Podkład mineralny, plus tusz do rzęs, plus coś na brwi, plus koniecznie róż, tak się noszę na codziennie. Nie mam jednak ton kolorówki wyzbyłam się sporej części, zostawiając sobie te najbardziej ulubione produkty. Oczywiście żeby makijaż dobrze wyglądał, niezbędna jest odpowiednia pielęgnacja! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo, naprawdę aż tak?
      Zgadzam się z tym co napisałaś odnośnie pielęgnacji - żeby dobrze wyglądał skóra powinna być odpowiednio nawilżona, a jeśli do tego dołożymy jeszcze dobry nastrój i usmiech - nic wiecej nam nie potrzeba!

      Usuń
  10. ja się malowałam na niemiecką lalę dmuchaną - niebieski cień, czarne kreski dookoła oczu i szminka w perle <3 Super było

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola, zapomniałam o perle na ustach! Też miałam, marki Constance Caroll!!! <3

      Usuń
  11. Ja dłuuuugo ograniczałam się do korektora i kreski na linii wodnej, dopiero jakoś w okolicach studniówki/na pierwszym roku studiów odkryłam podkłady (na swoją zgubę zresztą :P). Obecnie makijażu używam tak, jak eleganckiego ubrania - po to, żeby poczuć się bardziej... Cóż, elegancko. ;) Na co dzień albo pozostaję w wersji saute (o 7 rano ostatnią rzeczą, o jakiej myślę, jest makijaż) albo przyjmuję taktykę tusz-róż i już (jeżeli zaczynam nieco później zajęcia :)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coruja, ciekawe jest to, że te dziesięć czy piętnaście lat temu większość z nas codziennie używała kredki do oczu, teraz jest zupełnie inaczej? Ja rzadko po nią sięgam.

      Usuń
  12. Widzę, że nie tylko ja zaczynałam od błękitnych neonów i cieniutkich brwi :D Też zawsze uwielbiałam kosmetyki, zaczęłam się malować chyba w czwartej albo w piątej klasie. W gimnazjum i liceum moim obowiązkowym punktem w makijażu była natomiast ostra, czerwona szminka. Teraz coraz bardziej staram się zgłębiać techniki makijażu, żeby mieć coraz większy wachlarz możliwości tego, jak malować twarz. Sam proces malowania sprawia mi bardzo dużą przyjemność, no i makijaż zdecydowanie dodaje mi pewności siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrielle, o nie tylko Ty:)) - to chyba najbardziej pożądany makijaż tamtych lat;)
      Szminki nie używałam przez długi czas - jedynie jakieś błyszczyki i perłę, o której przypomniała mi wyżej Ola - nei wiem czy chciałam sobie to przypomnieć:)

      Usuń
  13. Ja miałam zawsze fioła na punkcie bronzerow.. Wtedy namiętnie używałam Miss Sporty, miał fajne drobinki. Podkłady - głownie mocno kryjace - Manhattan
    I avon long wear - to za czasów liceum, w szkole podst Mama mi powiedziała ze jest cos takiego jak Dermacol, ale ze nie umiałam go użyć inaczej niz szpecąco, zaczęłam szukać jakies pudry. W szkole podst głownie dominowały fioletu, w liceum kredki brązowe.. Włosy to miałam zawsze długie i lubiałam je karbowac.. Aczkolwiek raz wymyśliłam sobie bycie blondynką mając 18 lat i jak wyszła sraczkowaty odcień, szybko machnęłam farba w kolorze czekolady i powiedziałam dosc farbowaniu, az do 28 grudnia 2014:))) aaa, w podstawówce utlenialam włosy..masakra..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dermacol - pamiętam Aga ten szał na niego i używanie niemalże w ilości hurtowej na całą twarz!
      Jakie teraz masz włosy?!:)

      Usuń
  14. Świetnie napisane. Ja zaczęłam się malować w wieku 19-20 lat. Późno, prawda?:P otóż jakoś wcześniej mi to nie przeszkadzało, ale po liceum miałam przełom. Ścięłam moje włosy do pasa i przeszłam kompletną metamorfozę. Zaczęłam używać tuszu do rzęs, ale do dziś nie używam podkładu (teraz krem BB Dr G). Nie lubię podkładów, bo wszystkie mnie zapychają.
    Nie należę też do osób, które eksperymentowały z kolorem włosów, bo zawsze mój był ok. Jak wracam do tamtych zdjęć, zastanawiam się jak ja mogłam chodzić kompletnie nieumalowana itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana może i późno, ale może to i lepiej biorąc pod uwagę, co my robiłyśmy mając 14 -1 5? Ominęły Ci błękity na powiekach i perła na ustach!

      Usuń
  15. Aby dodać swojej skórze blasku <3 Lubię naturalny make up :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja osobiście uwielbiam się malować, robię to praktycznie codziennie, choć mój makijaż czasem jest słabszy, a czasem bardziej wypracowany. Makijaż niewątpliwie dodaje mi odwagi i poprawia mi nastrój:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Helen, ja także praktycznie codziennie - zwykle jest super naturalnie.

      Usuń
  17. U mnie makijaż zaczął się od różowych cieni na powiece ;) i trochę pudru było to na weselu kuzyna i mama stwierdziła że nie mogę się tak świecić (zazdrościłam kuzynce, która miała pełny makijaż ;)) - miałam 15 czy 16 lat
    Jeśli chodzi o mnie to podkład pojawił się u mnie dopiero w 3 klasie liceum, wcześniej pudry tylko, wtedy też zaczęłam używać tuszu do rzęs i bezpiecznych cieni. Nie miałam i nie mam idealnej cery więc "zakrywam" to co mnie denerwuje jednocześnie podwyższając swoją samoocenę. Lubię wręcz uwielbiam się malować i nie robię tylko tego w domu gdy nigdzie nie wychodzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ten róż musiał wyglądać zjawiskowo!:)
      Właśnie przypomniałam sobie jeszcze o istnieniu tipsów w tamtych czasach!!!

      Usuń
  18. Lubię puścić sobie oko do siebie przez lustro, sprawia mi dużo radości nakładanie różnych odcieni na usta czy policzki, nie przesadzam z intensywnością, choć u innych podoba mi się mocniejszy look. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noemiss, to tak jak mi - bardzo lubie patrzec na fioletowe usta, ale sama się ich boję na sobie? To wyzwanie na NR : fiolet!

      Usuń
  19. Hmm, po co mi makijaż? Niestety, po to aby zakamuflować choć trochę to, jak wygląda moja skóra i móc pokazać się światu. Marzę o tym, aby pewnego dnia nie musieć robić makijażu, ale biorąc pod uwagę ostatnie ponad 20 lat walki o w miarę normalny wygląd, wątpię że ten moment kiedykolwiek nadejdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, że nadejdzie i bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki! :*

      Usuń
  20. ja nie potrzebuje makijażu i nie maluje się czasem pomaluje sobie rzesy ale jak misię chce ale tak to sie nie maluje

    - http://laninatosia.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  21. ja zaś nie maluję się prawie wcale- żal mi czasu rano- jestem niewolnicą snu ;)
    za to uwielbiam kosmetyki wszelkiej maści. od czasu do czasu umalowanie się jest wspaniałą terapią zajęciową- sprawia mi ogromnie dużo radości i odpręża. na ogół jednak stawiam na pielęgnację i (jak już wcześniej wspomniałam) sen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, chyba miałam kiedyś taki okres albo próbuję sobie teraz to wmówić;)
      Sen ma wielkie znaczenie, dokładnie wiem o czym piszesz - widzę na swojej skórze nieprzespane noce.

      Usuń
  22. Dla mnie to chyba głównie zabawa, choć niestety czasem się łapię na tym że nakładam na siebie zbyt dużo, a najlepiej wyglądam z lekko umalowanymi oczami, delikatna mgiełka cienia... A mam tyle tego że chcę wszystko na raz przetestować i wychodzę czasem przemalowana jak na imprezę wieczorową porą, nawet jeśli jest dzień. Uwielbiam zabawę wykończeniami, blaskiem i matem, połączeniem chłodnych ust i ciepłych oczu... lub na odwrót. codziennie coś się odkrywa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, to super zabawa - codziennie można coś odkryć - ja robię tak z ustami, nakładam dużo różnych odcieni i koniec końców czasami efekt jest przepiękny i niesamowity - szkoda, że nie do końca już wtedy pamiętam co znalazło się na ustach i w jakiej kolejności;)

      Usuń
  23. Ja dość późno zaczęłam przygodę z makijażem, bo dopiero w klasie maturalnej. Na początku tylko, podkład, puder i korektor i ewentualnie tusz do rzęs, bo makijaż oka był dla mnie wtedy abstrakcją ;) dopiero na studiach zaczęłam próbować zabawy z cieniami, kredkami do oczu, bronzerami itp Dużą pomoc okazała mi siostra, która podrzuciła mi linki z filmikami instruktażowymi. A co do pytania, to dla mnie makijaż dodaje mi pewności siebie i pozwala mi podkreślać, to co we mnie mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To i tak sporo: podklad, puder, tusz i korektor - ja o istnieniu korektora pod oczy dowiedzialam sie zdecydowanie za pozno:)

      Usuń
  24. Podobam się sobie, ale w makijażu podobam się sobie bardziej :) I właśnie dlatego go robię, by lepiej się czuć.
    Poza tym jest on częścią mojego wizerunku, zawodowo jestem zobligowana do tego aby "wyglądać", więc cóż ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, Ty to "wygladasz" zarowno w makijazu jak i bez slicznie!

      Usuń
  25. Lubię sobie czasem poprawić humor, ożywiając twarz różem i szminką. Z kolei podkład i puder poprawiają wygląd skóry. Potrafię jednak zachować umiar i na co dzień wychodzę z domu bez makijażu lub w wersji bardzo minimalistycznej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podobnie, chociaż czasami mam wielką ochotę na mocne oczy/usta i nie ograniczam się - w tej sytuacji w której teraz jestem czyli z Maluszką na urlopie - nie aplikuję na siebie zbyt dużo.

      Usuń
  26. Chyba głownie dla możliwości zmieniania siebie, to jest fajne ze ciuchami i makijazem mozna dostosowac sie do nastrojow. Ale bez makijazu tez lubie :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Dobrze napisane. Moje zdanie o makijazu masz w moim pocie na blogu, ostatnio to najwieksza przyjemnosc dnia:) A taga kiedy zrobisz? :)

    OdpowiedzUsuń
  28. No ja niestety muszę się przyznać - robię po to by się przykryć :( choć i tak, w ostatnim czasie "jest na mnie tego" znacznie mniej.

    OdpowiedzUsuń
  29. Kiedyś nakładałam makijaż, bo potrzebowałam mocnego kamuflażu mojej mocno problematycznej skóry. Teraz na szczęście poradziłam sobie z tym problemem i makijaż jest dla mnie charakteryzacją (na scenie w czasie tańca) i delikatnym podkreśleniem urody plus dodatkową ochroną dla skóry na codzień. Już na szczęście nie jestem od niego uzależniona - mogę spokojnie iśćgdziekolwiek bez. Fajnie, że jest bo nadaje życiu odrobinę "koloru" i zabawy.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...