31 grudnia 2014

Makijaż: Sylwester.


Jakie macie plany Sylwestrowe? My w tym roku spędzimy go razem z dziewczynami w domu, pierwszy raz we czwórkę! Nie oznacza to jednak, że będzie to opcja pidżama oraz no make up day. W tym roku zrobię makijaż! Koniecznie! Jego kolorem przewodnim będzie czerń - na zdjęciach poniżej dodatkowo możecie zobaczyć opcję z lekkim brokatem.


Ostatnio bardzo ciągnie mnie w stronę czarnych cieni do powiek i neutralnych, lekkich ust zatem nic innego tu pojawić się nie mogło. Na dwóch zdjęciach powyżej w opcji jasne usta, poniżej odrobinę bardziej malinowe i apetyczne.



Twarz: Chanel, CC Cream 32 Beige Rose.
Policzki: Bare Minerals Rose Radiance.
Oczy: Shiseido Shimmering Cream Eye Color, Caviar. Bobbi Brown czarny cień do powiek z brokatem (limitowanka, już niestety nie jest dostępna)
Brwi: Benefit Brow Zings Dark.
Usta: opcja jaśniejsza: Bare Minerals (Marvelous Moxie, Rebel), opcja ciemniejsza: Clinique, Chubby Stick Pink.

Wspaniałej zabawy Sylwestrowej i do zobaczenia w Nowym Roku!
Makijaż: Sylwester.
Czytaj dalej...

29 grudnia 2014

Yves Saint Laurent, Le Teint Encre De Peau.


Po zeszłorocznej premierze Youth Liberator Foundation czyli serum w podkładzie byłam prawie pewna, że YSL nie jest w stanie mnie zaskoczyć już niczym. Pobite gary! (Ps. Znacie to powiedzenie z dzieciństwa?). Przedstawiam Wam Le Teint Encre De Peau czyli podkład lekki jak piórko, trwały jak atrament.


Co tak wyjątkowego odnalazłam w Le Teint Encre De Peau , że z pewnością uznam go za jedno z odkryć roku 2014? Wyjątkowa formuła zapewniająca skórze jednolity, promienny wygląd przez 24 godziny, przy jednoczesnym uczuciu lekkości na skórze. Podkład to połączenie długotrwałego efektu porcelanowej skóry z poczuciem komfortu, kluczową inspiracją dla twórców stała się trwałość atramentu, sztuka kaligrafii i opowieść zapisana piórem delikatnie muskającym kartkę papieru. Yves Saint Laurent ustanawia nowe reguły gry w makijażu cery, aby lepiej dostosować go do stylu życia współczesnych kobiet. Zupełną nowością jest aplikator w kształcie pióra, zainspirowany sztuką kaligrafii - dzięki niemu możemy zaaplikować właściwą ilość podkładu, punktowo na twarzy, a następnie rozetrzeć całość pędzlem lub dłonią.


Są jeszcze co najmniej dwa powody dla których wystawiam mu tak wysoką ocenę. Pierwszy to konsystencja - oczywiście jest lekki, ale to jak wtapia się w skórę jest jakąś magią. W pierwszych chwilach wydaje się po prostu lekki, po kilku sekundach zamienia się w absolutny mat i tworzy genialne wykończenie. Wykończenie jest właśnie drugim powodem - dla mnie idealne! Zerknijcie na zdjęcia - moja skóra wygląda na super wypoczętą, wypielęgnowaną i nawilżoną, a dodatkowo świetnie wyrównany koloryt. Szczerze? Mam wrażenie, że w jakiś magiczny sposób emanuję blaskiem zaraz po aplikacji (podobną magię zauważyłam podczas użytkowania CC Creamu marki Chanel z tym, że produkt YSL jest lżejszy). Poziom krycia można stopniować, jedna cienka warstwa pozwala na zauważenie moich piegów, a przy tym doskonałe wyrównanie kolorytu, o czym pisałam już wyżej. W perfumeriach podkład kosztuje 209 zł za 30 ml w cenie regularnej, dostępnych jest sporo kolorów więc każda z Was znajdzie coś dla siebie. Ja uważam, że to jeden z najlepszych podkładów jaki miałam w swoich rękach i to nie za sprawą reklamującej go modelki - sprawdziłam go na sobie, właściwie w każdych warunkach i jestem absolutnie zadowolona!


Znacie już Le Teint Encre De Peau ? Testowałyście go?
Yves Saint Laurent, Le Teint Encre De Peau.
Czytaj dalej...

26 grudnia 2014

Makijaż: Święta.


Czy Święta i Wigilia są dla Was sytuacją dla której tworzycie specjalny, wyszukany, inny niż zazwyczaj makijaż?
U mnie raczej nie - zwykle nie mam nawet czasu, aby jakoś wyjątkowo zabłysnąć tego dnia (dużo ludzi w domu, dużo dzieci i dużo rzeczy do zrobienia) dlatego też jest klasycznie. Podkład, róż, złoty lub srebrzysty cień, kreska, tusz do rzęs i błyszczyk w lekkim odcieniu. To wszystko, kilka minut dla siebie. Eyeliner, który mam na powiece to Margaret Astor w pisaku (niedawna nowość marki) - poradził sobie całkiem dobrze i mimo mojej opadającej powieki nie odbijał się i nie rozcierał. Złoty cień to Chanel, tutaj w dość małej ilości (Convoitise), tusz do rzęs Mineralize Multi Effect Lashes MAC oraz nowa błyszczykowa miłość Bare Minerals (Marvelous Moxie, Rebel) , róż na policzkach również BM (Rose Radiance).

Prosto, mało i klasycznie. Jak sytuacja wygląda u Was?
Makijaż: Święta.
Czytaj dalej...

24 grudnia 2014

Pięknych Świąt!

Moje Kochane, Moi Kochani!
Czego życzę Wam najbardziej? Spokoju, radości, spotkań z najbliższymi i tego, aby ten czas był dla Was naprawdę szczególny! Cieszcie się sobą codziennie!


Pięknych Świąt!
Czytaj dalej...

23 grudnia 2014

My week in photos - 125.

Przedświąteczny tydzień minął zdecydowanie za szybko, właściwie tak jak i grudzień, był Mikołaj - czarna dziura, są już Święta. U mnie wszystko po staremu, no może oprócz pokonania pierwszych stu kilometrów jako biegaczka! Dla mnie to wielki, wielki sukces i jestem z siebie absolutnie dumna. Jak Wam minął tydzień? Co się zdarzyło?





1. Znacie Kontigo? Dwójka młodych przyjaciół: Ona z wizją, odważna i zaangażowana, miłośniczka Disney’a o szalonej chęci zmieniania świata i On kreator makijażu o niezwykłej wrażliwości, dostrzegający piękno w każdej kobiecie postanowili stworzyć niepowtarzalny sklep kosmetyczny (aktualnie: dwa w Warszawie, jeden w Piasecznie). Już dziś możesz poznać marki własne Kontigo: MOIA, MOOV oraz MYSTIK WARSAW. Jak? Weź udział w konkursie na FB Kontigo i wygraj swój zestaw nowości!
2. Moje łapcie.
3. Uwielbiam ten klimat.
4. Ten klimat także.
5. <3
6. Faza owsiankowa nadal trwa.
7. Malu Malu.
8. I tutaj też, piękne miejsce!
My week in photos - 125.
Czytaj dalej...

AMN Icons: Marc Jacobs.


Kim jest mężczyzna, który na przedramieniu ma wytatuowaną Elisabeth Taylor, czerwonego M&M'sa oraz Spongeboba? Kim jest najmłodszy w historii projektant nominowany do prestiżowej nagrody Perry Ellis Award for New Fashion Talent? Marc Jacobs, bo właśnie o nim będę opowiadała Wam przez kilka poniedziałków to przede wszystkim projektant, wizjoner, znawca trendów. Na ścianie jego gabinetu wisi obrazek z kobietą, sprzedającą duszę diabłu za bilet na pokaz marki Marc Jacobs. Uwielbia kawę i papierosy, siłownię, swoje ciało (ok, to ja tak sądzę, ale patrząc na jego zdjęcia: kto nie kochałby tak wyglądającego ciała?), twórca kampanii antyrakowej Protect The Skin You're In. Dlaczego Marc Jacobs stał się Ikoną w moim nowym projekcie? Ponieważ jest ciekawy, kolorowy, kreatywny, inspirujący i nieszablonowy. To, co mnie najbardziej interesowało to jego zapachy: Lole, Daisy, Dot, Honey - emocje wciśnięte w nieco dziwaczne flakony, czasami wręcz uwierające i powodujące konsternację wśród kobiet. Zapraszam Was do mojej nowej bajki, po raz pierwszy Ikony pojawiły się na blogu i zagoszczą tutaj na stałe.

- Agata Herbut




AMN Icons: Marc Jacobs.
Czytaj dalej...

21 grudnia 2014

Geeks | Karolina.



Jestem:

Przyznam się, że gdy zobaczyłam to pytanie od Ciebie miałam lekki problem z odpowiedzią. Mówienie o sobie jest u nas bardzo różnie postrzegane, w końcu trzeba zachować umiar. Powiem za dużo, wyjdzie, że jestem zapatrzona w siebie i się chwalę. Powiem za mało, to stwierdzisz, że bez sensu było ją o to pytać, a Twoi Czytelnicy uznają mnie za skrytego w sobie mruka. Mimo wszystko zrobiłam sobie na kartce listę dobrych i złych cech charakteru oraz wyglądu i postanowiłam, że w ten sposób najłatwiej będzie odpowiedzieć wyczerpująco na to pytanie. Odkąd pamiętam jestem szczupła, wiele osób pisze pod moimi zdjęciami "przytyj", "czy ty coś jesz?" itp., a ja naprawdę nie mam problemów z odżywianiem. Moi rodzice również są szczupli i to im zawdzięczam taką sylwetkę. Moja mama w moim wieku ważyła mniej ode mnie, więc nic nie poradzę na to ile ważę. Jestem uparta, uznaję to za pozytywną cechę, dlatego piszę o niej już teraz. Pamiętam jak zawsze marzyłam o podróży do NY, udało mi się to zrealizować, zapragnęłam być na NYFW- udało się to zrobić już 2 razy. Gdy pomyślałam o napisaniu książki- od 2 tygodni z dumą widzę swoje 'dziecko' w Empiku na półce. Aż strach pomyśleć co następne wpadnie mi do głowy:)! Jestem perfekcjonistką. Nie lubię wykonywać rzeczy na pół gwizdka. Gdy się za coś biorę, konsekwentnie staram się by efekt był jak najlepszy. Wielokrotnie przekonuje się o tym mój narzeczony, który robi mi zdjęcia na bloga. Gdy zdjęcia mi się nie podobają - potrafimy powtarzać je nawet 3 razy. Żeby odpowiedź na to pytanie nie miała 2 stron a4 muszę przejść już do negatywów: Jestem spóźnialska. Staram się z tym walczyć jak mogę, ale nie bardzo mi to wychodzi. Ciągle brakuje mi czasu, mimo dobrego rozplanowania. Jestem niecierpliwa: Lubię widzieć szybko efekty, z tego powodu chociażby nie szyję ubrań, jak moja mama. Ona ma dryg do takiej żmudnej pracy, a ja niestety nie odziedziczyłam tego po niej.

Robię:

To co kocham. Największym moim szczęściem jest to, że na co dzień mogę zajmować się tym co sprawia mi przyjemność, w czym czuję się najlepiej. Nie wyobrażam sobie robić czegoś na siłę. To musi być niesamowicie frustrujące. Blog jest czymś, co stworzyłam od postaw, co na początku miało być tylko pasją, czymś w rodzaju pamiętnika. Nie przypuszczałam, że będę go prowadziła tak długo, byłam pewna, że mój słomiany zapał weźmie górę. Tak jednak się nie stało. Sześć i pół roku minęło bardzo szybko. Na początku łączyłam pracę w agencji PR­owej z blogiem, jednak po trzech latach rozwinęło się to na tyle mocno, że blog zaczął zajmować mi coraz więcej czasu. Pojawiły się pierwsze płatne kampanie, czytelników przybywało. Musiałam zdecydować się co dalej: postawiłam wszystko na jedną kartę, wybrałam bloga. Opłaciło się. Od ponad 3 lat zajmuję się tylko nim, z niego się utrzymuję, pasja stała się moją pracą. Przy tym wszystkim udało się zachować radość z jego prowadzenia. Dalej uwielbiam blogować. To nie jest tak, że robię to tylko dlatego, że zarabiam na tym. Dzięki temu Czytelnicy widzą w tym prawdziwość i dalej tak licznie odwiedzają "Charlizkę".

Inspiruje się:

Jeżeli chodzi o inspirację, zaskoczę Cię. Owszem czerpię ją z prasy, telewizji, internetu, ale najwięcej dają mi podróże. Jeden dzień w Nowym Jorku działa na mnie bardziej inspirująco niż przeczytanie 20 modowych magazynów. Możliwość zwiedzania nowych miejsc to coś najprzyjemniejszego w całym blogowaniu. Dzięki temu ciągle poznaje nowych ludzi, kultury, zachowania, które potem przekładam na modę. Mam nadzieję, że niebawem znowu będę mogła się gdzieś wybrać. Już prawie rok nie byłam w moim ukochanym NYC i zaczyna mi go już za mocno brakować. Ogromne wieżowce, żółte taksówki, mega pozytywnie nastawieni do świata ludzie. Chyba muszę zakończyć, bo za bardzo się rozmarzę.

Co robić żeby Twoja pasja stała się Twoim życiem?

Nieustannie czerpać z niej radość!!! Jeżeli coś ma cię pochłonąć w 100% to musi to być coś wyjątkowego, coś co będzie sprawiało, że rano będziesz wstawać z uśmiechem, że wieczorem mimo całego dnia pracy będziesz w dalszym ciągu mieć masę pozytywnej energii. Coś czym będziesz w stanie zarażać innych, tak by pokochali to tak jak Ty. W końcu coś, co pozwoli Ci żyć na odpowiednim dla Ciebie poziomie. I na koniec, coś z czego nie zrezygnujesz mimo niepowodzeń napotkanych po drodze! Tak stało się u mnie w przypadku bloga i mam nadzieję, że będzie trwało jeszcze długo, długo.

Karolinę możecie znaleźć tutaj: blog, Instagram, Fb i empik.







Geeks | Karolina.
Czytaj dalej...

19 grudnia 2014

Sisley, Black Rose Precious Face Oil.


Jeszcze rok temu, gdy ktoś powiedziałby mi, że będę stosowała olejki do pielęgnacji ciała i twarzy oraz że będę nimi zachwycona nie uwierzyłabym. Dlaczego? Z prostej przyczyny, są za tłuste. Jest jeszcze jedno wytłumaczenie, a mianowicie: jeszcze nie znalazłam idealnego, stworzonego i szytego na miarę dla mnie. Znalazłam. I jestem zachwycona.


Marka Sisley stworzyła swój pierwszy pielęgnacyjny olejek, a doświadczenie w dziedzinie pielęgnacji pozwoliło stworzyć zmysłową konsystencję i idealny produkt. Trzy lata po premierze maseczki Black Rose Cream Mask (której ofiarą geniuszu i ja się stałam) Sisley proponuje Black Rose Precious Face Oil - pielęgnację o silnym działaniu regenerującym. Ten drogocenny olejek z czarnej róży jest suchy, satynowy i doskonale wtapiający się w skórę. Ma za zadanie odżywić, odmłodzić, przywrócić sprężystość, witalność i jędrność. Jest to swoisty eliksir młodości i urody - wyrafinowany i bardzo luksusowy. Zapewnia potrójne działanie: przygotowuje skórę do procedury pielęgnacyjnej, intensywnie regeneruje ją dzięki formule wzbogaconej aktywnymi składnikami odżywczymi i ochronnymi pochodzenia roślinnego oraz pobudza zmysły. Jakiego efektu możemy się spodziewać? Cera zostaje nasycona dobroczynnymi składnikami, zapewniającymi jej poczucie komfortu i młody wygląd, a jej struktura zyskuje elastyczność, trwały komfort i sprężystość.


Stosuję raz dziennie, wieczorem. Aplikuję trzy krople na dłoń, rozgrzewam i masuję skórę, następnie szyję. Po chwili olejek wchłania się zupełnie, nie pozostawia tłustej warstwy, nie klei się. Bardzo odprężający i wyciszający aromat powoduje, że tych kilka chwil wieczorem staje się przyjemnymi i czasami łapię się w środku dnia na marzeniach o demakijażu i możliwości wklepania w skórę odrobiny nawilżającego cuda. Olejek może być stosowany solo lub pod krem - ja wybieram tą pierwszą opcję i jestem zachwycona. Co jest w nim tak wyjątkowego? Sisley mówi, że "niektóre rodzaje cery mają większą skłonność do przesuszenia niż inne, ponieważ mają niedobór niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych (NNKT), co wpływa na spójność błon komórkowych i warunkuje ich elastyczność oraz odporność, aby poprawić strukturę błon komórkowych i przygotować komórki do optymalnego wykorzystywania aktywnych składników, formuła zawiera jeden z olejów najbogatszych w kwasy Omega 3 i 6: olejek z lnianki. Skóra, wzbogacona nienasyconymi kwasami tłuszczowymi jest gotowa do optymalnego wykorzystania czynników aktywnych z codziennej pielęgnacji. Bariera skórna i równowaga lipidowa skóry zostają wzmocnione. Olej z lnianki (obfitujący w kwasy Omega 3), współdziała z olejem śliwkowym (bogatym w kwasy Omega 6) optymalizując równowagę lipidową skóry .Ekstrakt z algi padina pavonica, pobudzając syntezę kwasu hialuronowego, zwiększa zasoby wody w skórze właściwej. Naturalne tokoferole wzmacniają własny system ochronny skóry, przeciwdziałając także stresowi oksydacyjnemu. Ekstrakt z avocado odżywia, regeneruje, łagodzi i koi skórę. Fitoskwalan, nawilża i odżywia. Czarna róża, potężna i zmysłowa, zastosowana tu w postaci ekstraktu, zaprasza nas w zmysłowy wir miękkości i przyjemności. W połączeniu z olejkami eterycznymi z róży bułgarskiej i magnolii, zyskuje pełnię walorów zapachowych. Jednak poza zachwycającym bukietem kwiatowym, kosmetyk ma przede wszystkim działanie tonizujące, łagodzące i oczyszczające dzięki działaniu olejków eterycznych z róży, magnolii i bodziszka. Drobne i głębsze zmarszczki są wyraźnie wygładzone, skóra jest bardziej promienna, jakby wypełniona od wewnątrz". Jak moja skóra wygląda w rzeczywistości? Zdecydowanie lepiej i nie jest to powierzchowne - ja naprawdę czuję, że jest w świetnej kondycji i to głównie za sprawą olejku ponieważ na noc on jest jedynym produktem po który sięgam. Efekty zatem widzę rano - wypoczętą, świeżą i nawilżoną, pobudzoną do działania. Nie mam żadnych suchych skórek ani przesuszonych miejsc - Black Rose Precious Face Oil to swojego rodzaju bomba nawilżająca, witaminowa dla skóry. Szklana buteleczka z pipetą zawiera piętnaście mililitrów produktu, biorąc pod uwagę wydajność (2/3 krople na noc) jestem pewna, że będę się nim cieszyła przez długi, długi czas. Jestem bardzo ciekawa jak będzie sprawował się zimą i jak będzie współgrał z moją zwykle przesuszoną skórą - być może zdecyduję się właśnie na stosowanie dwa razy dziennie w duecie z kremem.


Uprzedzając Wasze pytania - olejek nie zapchał mojej skóry, nie zauważyłam żadnych podrażnień - nawet najmniejszych, a uwierzcie mi, że bardzo uważnie przyglądałam się działaniu tego specyfiku. Podsumowując - jeśli będziecie miały okazję wypróbować Black Rose Precious Face Oil zróbcie to koniecznie!
Sisley, Black Rose Precious Face Oil.
Czytaj dalej...

18 grudnia 2014

My week in photos - 124.

Ćwiczyłam, biegałam, chorowałam, zjadłam chyba najlepszego kotleta wege na świecie (Bartłomiej mistrz), nie przestałam pochłaniać słodyczy. Zima nie przyszła, śniegu brak, mrozu na szczęście też. Jest fajnie, a zaraz Święta i najlepszy czas w roku, nie mogę się już doczekać, a Wy?






1. Pompuję!
2. Pakuję!
3. Oto i ten kotlet.
4. Cześć.
5. Pierwsza sesja od dawna, bardzo dawna.
6. Jak wyżej.
7. Piękne.
8. Wiosenny Chanel - jest na co czekać!
9. Produkcja.
10. <3.
My week in photos - 124.
Czytaj dalej...

17 grudnia 2014

Wstążki we włosach.


Kwiaty we włosach wyglądają przepięknie, opaski, spinki również, a wstążki? W dzieciństwie owszem, nosiłam - pamiętam nawet taką sytuację, że raz do zerówki uczesał mnie brat i miał mnie odprowadzić - mama, gdy zobaczyła mnie na korytarzu (pracowała w szkole, a zerówka była w tamtych czasach w szkole właśnie) zaniemówiła i mniej więcej w przeciągu jednej setnej sekundy zdjęła mi z głowy kokardę komunijną wielkości mojej głowy. Przez długie lata nic, nic, nic, później przez chwilę, znowu nic, nic, nic aż do teraz!


Dziewczny, patrzę na te zdjęcia i przecież te skromne, cienkie kokardki wyglądają genialnie! Nie ma w nich nic infantylnego, są delikatną ozdobą, podkreślają dziewczęcość. Mi osobiście naprawdę się podobają i moim planem jest odwiedzić pasmanterię, niby nic wyszukanego, całość banalnie prosta, ale jakże efektowna!


Będę nosić, obiecuję! A dla Was? Hot or not?

foto: honestlywtf
Wstążki we włosach.
Czytaj dalej...

16 grudnia 2014

Sto kilometrów za mną i biegowe porady od eksperta.

Sto kilometrów za mną, jest zdecydowanie lepiej niż trzy tygodnie temu - nie muszę się już zatrzymywać, powoli zwiększam tempo. Późna jesień/wczesna zima mimo, że zapowiadały się mroźno nie były w stanie pokrzyżować moich planów,w dalszym ciągu z wielką ochotą wychodzę z domu, aby pobiegać. Martwiłam się, że minusowe temperatury skutecznie mnie odstraszą, zdaję sobie sprawę, że na razie jest to maksymalnie minus pięć stopni, a za jakiś czas może być minus dwadzieścia. Dlatego też szykuję się do zimowych zakupów - przede wszystkim kurtka, bluza i akcesoria. Ostatnio wymyśliłam opcję biegania z plecakiem i załatwiania przy okazji mikro spraw jak np. kupienie znaczka pocztowego;) (a tak naprawdę to przećwiczyłam to z paczką i pocztą oraz jemiołą i prezentem). Nadal ćwiczę z Jillian Michaels i właśnie kończę 30 Day Shred, po zakończeniu nadal zostanę przy niej, wypróbuję inny zestaw ćwiczeń. Minęły niecałe dwa miesiące, czy widzę jakieś zmiany? Przyznam się szczerze, że zaczynając bieganie/ćwiczenia nie było dla mnie najważniejsze, aby schudnąć. Chciałabym być szybsza, sprawniejsza, zdrowsza, zamienić ciastolinę na mięśnie - moja droga więc będzie super długa, ale koniec końców na pewno będzie warto. Oczywiście wysmuklenie sylwetki też będzie świetnym dodatkiem do całości:).

Wiem, że część z Was też ma w planie bieganie/ćwiczenia - mam dla Was niespodziankę. Przeczytajcie o motywacji, trudnych początkach i niezbędnym wyposażeniu. Specjalnie dla Was:

Kuba Wiśniewski, wyczynowy biegacz i trener, ekspert Nike Running Poland.

Sprzęt, bez którego nie powinniśmy zaczynać przygody z bieganiem?
Kuba: Moim zdaniem najważniejszym sprzętem dla początkującego biegacza są buty biegowe i… czapka. Inne elementy sprzętu, zależnie od pory roku i naszych preferencji, powinny być dobierane w miarę, jak postępuje nasze biegowe doświadczenie. Bielizna termoaktywna, skarpety kompresyjne, kurtka przeciwdeszczowa - zwiększają komfort biegu i mogą pomóc w efektywniejszym wykonaniu treningu, ale nie są, tak jak buty, do biegania niezbędne. Czapka biegowa to z kolei gwarancja, że zapewnimy sobie dobrą termoregulację najważniejszego organu biegacza – czyli mózgu :)

Buty. Które wybrać na początek?
Kuba: Nie ogólnosportowe, nie na fitness czy „wygodne do chodzenia”, ale prawdziwe buty biegowe. Na początku ważne, by dobrać je odpowiednio do swojej wagi i stylu biegania oraz nawierzchni, na jakiej będziemy trenować. Standardowym wyznacznikiem butów biegowych jest lekkość, wytrzymałość, dobra wentylacja, nieco głębiej zarysowany bieżnik oraz możliwość względnie naturalnych ruchów stopy w trakcie biegu. Osoby o większej wadze czy trenujące na twardych nawierzchniach mogą szukać butów z większą amortyzacją. Te, które mają nieprawidłową budowę stopy lub potrzebujące wsparcia – butów z większą stabilizacją. Na przykład do biegania po asfalcie i kostce osoby, których technika jest słabsza i mają tendencję do nadpronowania, mogą spróbować Nike LunarGlide 6. Jeśli biegamy po bardziej urozmaiconym podłożu (ścieżki leśne, alejki szutrowe, lekki śnieg, a nasza waga jest przeciętna, dobrym rozwiązaniem mogą być klasyczne Nike Zoom Air Pegasus.

Jak zadbać o komfort biegania zimą? W co powinniśmy się zaopatrzyć?
Kuba: Oprócz wspomnianej czapki i butów (które w zimie powinny mieć bardziej agresywny bieżnik i nieco grubszą cholewkę), warto rozważyć zakup termoaktywnej bielizny. Tak zwany base layer – czyli pierwsza warstwa odzieży, która bezpośrednio styka się z naszym ciałem, powinna w zimie odprowadzać wilgoć z ciała i pozostawiać skórę w miarę suchą. Oprócz tego możemy też zainwestować w druga, luźniejszą warstwę w postaci cienkiej bluzy z długim rękawem. Od listopada do marca powinniśmy mieć kurtkę nieprzepuszczającą wiatru i śniegu/deszczu. Najlepiej, jeśli taka wierzchnia odzież nie wpuszcza wilgoci do środka, ale zarazem pozwala na wentylację ciała na zewnątrz. Na nogi, oprócz wyższych skarpet chroniących przede wszystkim ścięgna Achillesa, zakładamy standardowo obcisłe ciepłe tighty. Możemy też oprócz tego wyposażyć się w jakieś luźniejsze spodnie z nieprzewiewnej tkaniny. Brak rękawiczek na pewno będzie w zimę dojmujący, bo ta część ciała narażona jest na szybsze wychłodzenie.

Skąd czerpać motywacje?
Kuba: Wewnętrzna motywacja jest oczywiście najlepsza, ale jeśli mamy z nią problem, to na początku można ją czerpać od innych. Ze wspólnych biegowych spotkań w grupie, o stałej godzinie, w stałe dni tygodnia. Z nagradzania się po treningu i zapisywania efektów, nawet chwalenie się tym znajomym. Z urozmaicania swojego biegania – nową trasą, nowym środkiem treningowym – bo nic tak nie zabija radości z biegania, jak rutyna.


Moje biegowe zachcianki? Buty mam, ale gdy zobaczyłam na stronie Nike, że można sobie stworzyć swoje własne? Oto moje! Kurtka, tutaj w trzech wariantach, bluza do biegania, skarpety i czapka.



1. Bluza z kapturem Climaheat Adidas (245 zł)
2. Ocieplana kurtka adistar Wool Adidas (629 zł)
3. Skarpety do kolan Climaheat Adidas (79 zł)
4. Naps Beanie Adidas Neo (49 zł)



5. Nike Pro Care, biustonosz sportowy (109 zł)
6. Kurtka Nike Shield Max (729 zł)
7. Buty Nike Air Zoom Pegasus (625 zł)
8. Kurtka Nike Vapor Reflective (649 zł)

Przez lata żyłam w przeświadczeniu, że rzeczy sportowe są nudne i brzydkie. Teraz, gdy zaglądam coś obejrzeć nie wierzę własnym oczom - zobaczcie ile kolorów i możliwości! Kupiłam spodnie do biegania zimą i po mojej przygodzie z bershkowymi (tak, tak przyżyłowałam) legginsami, które spadły mi z pupiny w parku - to miła odmiana, zupełnie ich nie czuć na ciele i są cieplutkie! Zaskoczyły mnie też ceny produktów sportowych - zatrzymała się w czasach, gdy w kraju istniały jeszcze tysiące złótych, ale biorąc pod uwagę, że ma mi być ciepło/wygodnie/mam nie zrobić sobie krzywdy - wybaczam.

Spotykamy się za pięćdziesiąt kilometrów!
Sto kilometrów za mną i biegowe porady od eksperta.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...