30 listopada 2014

Kocham burgery!

Kocham, nic na to nie poradzę. W Warszawie szczególnie w jednym miejscu czyli w Krowarzywach, czasami jednak w przypływie nagłej radości i szczęścia postanawiam zrobić je w domu. Opcji jest wiele, ale po zakupie książki kucharskiej pięknej Pani Jadłonomii padło na buraczane. Tak! Burgery buraczane! W fazie tworzenia wyglądają troszkę przerażająco, ale po upieczeniu - idealnie. Mają niespotykany kolor, są chrupiące i zupełnie inne w smaku niż te, które do tej pory jadłam. Biegnijcie więc po jakiś kajet, zapisujcie przepis i następnym razem będąc w warzywniaku kupcie kilka buraków. Musicie tego spróbować!


Burgery Buraczane wg. przepisu Jadłonomii
2 szklanki startych buraków
1 1/2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanejB 1/2 szklanki prażonego słonecznika
1/2 szklanki prażonego sezamu
1 czerwona cebula
1/2 szklanki bułki tartej
1/4 szklanki oleju
3 łyżki mąki
2 łyżki sosu sojowego
2 łyżeczki kolendry
2 łyżeczki natki pietruszki
łyżeczka suszonego imbiru
1/4 łyżeczki chili
sól i czarny pieprz

Wszystkie składniki wrzucamy do dużej miski i mieszamy rękami, aż do uzyskania klejącej masy. Lepimy kotlety i układamy je na blasze wyłożonej papierem dopieczenia. Pieczemy 30 minut w temperaturze 200 stopni, po upływie 20 minut delikatnie obracając kotlety na drugą stronę. W moim wykonaniu brakuje sezamu, niestety nie miałam go w domu. Nie zobaczycie także zdjęć burgerów po wyjęciu z piekarnika - były tak dobre, że makysmalnie szybko zniknęły z talerzy, a najlepiej smakują z frytkami domowej roboty i sałatą.



Jeśli znajdziecie chwilę czasu, aby je zrobić - dajcie koniecznie znać czy Wam smakowały!
Kocham burgery!
Czytaj dalej...

28 listopada 2014

Dior Golden Shock Holiday Collection 2014.


Za miesiąc Święta! Czas zatem, abym pokazała Wam bliżej świąteczną kolekcję makijazu marki Dior - przed Wami Golden Shock. Podstawą świątecznej kolekcji makijażu jest dwukolorowa pomadka do ust Diorific Golden Shock - kryje w sobie dwa efekty: czysty, matowy kolor i jego natchniony złotem hologram. Karminowa czerwień, cukierkowy róż candy, odcień koralowy lub burgund wibrują złotym odbiciem, dwa odcienie błyszczyka Dior Addict Gloss Mineral Gold i Rosy Gold w limitowanej edycji uzupełniają makijaż Golden Shock. To usta, ale w kolekcji nzajdziemy jeszcze kilka perełek - iście świątecznych i bajkowo kolorowych.



Paznokcie w pięciu odsłonach - od żywej czerwieni poprzez czerń, złotą i białą perłę, kończąc na złocistym topie - delikatne złote listki podkreślają elegancję wibrującej czerwieni, intensywnego odcienia fiołkowego i delikatnej perły lakieru Diorific Vernis. Efekt olśniewającego blasku na paznokciach można dostosowywać w zależności od nastroju, nakładając Golden Shock Top Coat na lakier lub bezpośrednio na naturalne paznokcie. Dwie odsłony paletek cieni czyli kalejdoskop matowych, satynowych i migotliwych cieni w dwóch nowych paletach 5 Couleurs - idealny zestaw na wyjątkowy wieczór. Doskonale się blendują i za ich pomocą można wyczarować nieskończoną ilość makijaży.


Zdjęcia powyżej przedstawiają pomadki Diorific - od lewej możecie zobaczyć zarówno warstwę zwykłą jak i holo - 005 Darring Shock, 006 Ardent Shock, 001 Delicate Shock. Poniżej - paleta cieni 756 Golden Shock.


Jeśli zastanawiacie się nad kupnem paletki - macie ostatnią szansę! "Intensywny odcień śliwkowy i różowa tafta tkają na skórze woal couture ożywiony złotymi cekinami. Konsystencje i efekty wprawiają kolory w rezonans." Dobrze napigmentowana, u mnie widzicie makijaż oczu bez żadnej bazy, cienie wytrzymują na powiece cały dzień - złoty brokat jest przepiękny. To było do przewidzenia, że zachwycę się właśnie nim! Makijaż, który przygotowałam to właśnie paleta cieni 756 Golden Shock oraz dwie odsłony pomadek - czerwona 006 Ardent Shock oraz beżowa 001 Delicate Shock.


Zaczynamy od wersji z intensywniejszym kolorem ust, aby chwilę później pokazać Wam wersję nude. Nie potrafię zdecydować w którym czuję się lepiej, zarówno czerwono/malinowa odsłona jak i beżowa jest ciekawa i wyjątkowa. Zwróćcie także uwagę na powieki - złoty brokat czyli środek palety nie jest nachalny i ostry - myślę, że pięknie rozświetla całość i nadaje jej świątecznego, wyjątkowego charakteru. Oczywiście korci mnie, aby pobawić się tylko i wyłącznie nim - zrobię to i pokażę Wam efekty.




Która wersja spodobała się Wam bardziej? Ja ze zdecydowanym makijażem ust czy ja w kolorach nude?

Dior Golden Shock Holiday Collection 2014.
Czytaj dalej...

27 listopada 2014

Tom Ford Patchouli Absolu.



Po moich niedawnych zachwytach nad Mandarino di Amalfi oraz nad Tobacco Oud nadeszła pora na opowieść o Patchouli Absolu - zapachu , który swoją premierę miał całkiem niedawno.

Ikoniczne. Prowokujące. Miejskie. Surowe, głębokie - paczula słynąca z bogatej i tajemniczej zmysłowości i jej długiej historii w perfumiarstwie. Nie będzie więc żadną tajemnicą, gdy już teraz napiszę, że są hipnotyczne, a zarazem nowoczesne. Obawiałam się ich ciężkości, lepkości i duszności. Bałam się, że będą wgryzać się w skórę swoją gęstością. Uwielbiam być zaskakiwana, przez Toma Froda także.
Jest ciepło, z odrobiną mchu, w chwili gdy paczula schodzi ze sceny zastępuje ją zadymienie, jakby zamglony zapach skóry. Gdzieś w oddali widać wanilię, lekko słodką, przyjemną, upajającą.
Przede wszystkim nie odnajdziecie w Patchouli Absolu żadnych świeżych akordów, przebłysków ozonu czy nut morskich, przez to mogą się wydawać ciężkie. Muszę przyznać także, że zupełnie inaczej pachną na blotterze, a inaczej na skórze - nie podejmujcie więc decyzji o zakupie skupiając się tylko i wyłącznie na teście papierkowym w perfumerii, warto poznać Patchouli na swojej skórze, szczególnie na szyi.


Co skrywa w sobie nowy zapach Toma Forda? Znajdziecie w nim między innymi liść laurowy, rozmaryn, paczulę, mech, cypriol, piżmo, skórę, bób tonka i bursztyn. Tak naprawdę jednak te wypisane przeze mnie nuty nic Wam zapewne nie powiedzą, moim zdaniem wyjątkowość Patchouli Absolu można poznać tylko i wyłącznie na swojej skórze - mam wrażenie, że nawet na ubraniu inaczej się prezentują niż na ciepłej/rozgrzanej skórze, na której buzują i są magnetyczne.
Czy są stworzone dla mężczyzn? Nie wiem, ale jestem pewna, że wolę, gdy ja je noszę na sobie i gdy są ze mną. Szczególnie tą porą roku i przy takiej pogodzie jaką mamy za oknem - delikatnie się ciągną, tworzą woal, są ospałe, a jednocześnie jest w nich ciśnienie, momentami wybuchają tajemnicą i zmysłowością.

Tom Ford Patchouli Absolu.
Czytaj dalej...

My week in photos - 121.

Zrobiło się zimno, szaro i buro, a niebo jest od rana do popołudnia stalowe. Nie pozostało mi nic innego jak ponarzekać na obecny stan rzeczy i czekać z utęsknieniem na wiosnę. Dzieci też czekają, chociaż ostatnio J. uznała, że woli zimę od lata (?). Zdjęć mało, wybaczcie, ale jakoś mało czasu i przeziębienie J. Poprawię się. Co u Was?




1. Piękne?
2. Nowa lektura. Tak, wzięło mnie na gotowanie.
3. Szara Wisła.
4. W szary dzień odwiedza Cię surfer z nagą klatą i przynosi taki oto prezent. Oczywiście były jeszcze inne ciasteczka, ale wchłonęłam je szybciej niż zabrałam się za zdjęcia. Aussie <3.
5. Wyrwałam się na chwilę do wiszących Lieraców.
6. Tak spędzamy wieczory. Leniwie.
My week in photos - 121.
Czytaj dalej...

26 listopada 2014

Kto i co pielęgnuje okolice moich oczu?


Wiem, że większość z Was przykłada ogromną wagę do pielęgnacji okolic oczu, ja robię to samo od kilku lat. Moja uroda to podkrążenia i spore sińce - nie da się ich zlikwidować, ale można próbować chociaż odrobinę zatuszować. Ten problem towarzyszy mi od zawsze, ale zauważyłam, że gdy sięgam po bardzo dobre kremy zasinienia stają się mniej widoczne! Dzisiaj pokażę Wam kilka produktów, które są niewątpliwie jednymi z najlepszych, polecam je z czystym sumieniem.


- Sisley, Odmładzający krem do pielęgnacji okolic oczu na noc - Najważniejszym czynnikiem aktywnym kremu jest Phyto-Complex LC12(1), którego po raz pierwszy użyto w kremie na noc Supremÿa do pielęgnacji twarzy. Kompleks ten niweluje wyraźne objawy starzenia skóry. Zawiera substancje aktywne przeciwdziałające opuchnięciom i cieniom pod oczami. Natychmiast usuwa objawy zmęczenia oraz zapewnia wyjątkowe właściwości odmładzające przy stosowaniu każdej nocy. Czuję lekki niepokój ponieważ krem za chwilę się skończy, a sprawił, że rano nie zauważam moich zasinień - skóra dookoła oka jest w zdecydowanie lepszym stanie niż przed stosowaniem. Ideał.
- Estee Lauder, Advanced Night Repair - Naprawdę muszę znowu mu wystawiać laurkę? Który to już raz? Jeden z najbardziej znanych i najlepszych produktów do pielęgnacji delikatnej skóry w okół oczu, niezwykle popularny i szacuje się, że na całym świecie sprzedają się trzy flakony na minutę! Opatentowana wersja tego produktu wykorzystuje wiedzę na temat genów zegarowych oraz technologię Chronolux, wspomagającą naturalną synchronizację regeneracji skóry i jej mechanizmów obronnych. Dla mnie najważniejszą informacją jest iż zabezpiecza skórę na przyszłość. Zużyłam już może trzy, może cztery słoiczki i jestem pewna, że jeszcze nie raz po niego sięgnę.
- Kiehl's, Powerful Wrinkle Reducing Eye Cream - Od jakiegoś czasu produkty marki Kiehl's można zdobyć w warszawskiej galerii handlowej Arkadia, jest to wiadomość z której naprawdę się ucieszyłam! O Kiehl's słyszałam wiele, wiele dobrego i w końcu na własnej skórze mogłam przekonać się, że jest to...prawda! Świetny lekko ujędrniający i wypełniający krem pod oczy, szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy. Pielęgnuje, nawilża, działa przeciwzmarszczkowo. Do mojej kosmetyczki na pewno trafi też osławiony krem z awocado - jestem go bardzo, bardzo ciekawa (wykorzystałam kilka próbek i zapowiada się świetnie).


Korektory:

- Yves Saint Laurent, Touche Éclat - prawdziwy must-have modelek, aktorek i wszystkich kobiet, które pragną rozświetlić swoją skórę i podkreślić jej naturalne piękno. Jedno pociągniecie kultowym pędzelkiem daje wrażenie wypoczętej skóry pełnej blasku, niczym po 8-godzinnym śnie. Za pomocą kilku strategicznych pociągnięć ten bestsellerowy rozświetlacz powoduje, że zmarszczki, niedoskonałości i oznaki zmęczenia znikają. Rozświetlający kompleks Luminocaptide sprawia, że wyglądasz na wypoczętą i świeżą nawet wtedy, gdy masz za sobą długi i ciężki dzień. Eleganckie opakowanie rozświetlacza dyskretnie wsuniesz do torebki, aby mieć je pod ręką w każdej sytuacji. Touche Éclat to produkt, bez którego nie może się obejść żadna kobieta. Efekt jakiego możemy się spodziewać to nawilżenie, natychmiastowe uczucie świeżości, rozproszenie światła, rozjaśnienie cery. Bardzo ważny jest także fakt, że Touche Éclat dopasowuje się do każdego podkładu i jest bardzo wydajny. Kocham!
- MAC, Select Cover Up - Płynny korektor o średnim kryciu i matowym wykończeniu, rozjaśnia ciemne miejsca, kamufluje niedoskonałości, wygładza cerę. Sprawia, że skóra jest nieskazitelna. Super lekki, w pięknym odcieniu - bardzo dobrze radzi sobie z drobnymi problemami jak zaczerwienienia czy pajączki, a także zasinienia. Wystarczy mikro kropka, aby pokryć część twarzy, jest naprawdę wydajny!
- Shiseido, Sheer Eye Zone Corrector Light - zużyłam już dwa opakowania i uważam, że to jeden z lepszych korektorów pod oczy do codziennego użytkowania. Idealnie sprawdza się do naturalnych makijaży, gdy nie potrzebujesz super krycia i gdy nie lubisz ciężkich produktów. Kolor 102, który wybieram rozjaśnia cienie pod oczami i dobrze dopasowuje się do karnacji/podkładu. Bardzo dobry i wydajny produkt!


Brwi także znalazły się w poście - nauczona przez Kasię z Brow Baru Benefit powtarzam jak mantrę - brwi są najważniejsze, brwi są najważniejsze, brwi są najważniejszw (powtarzam to również, gdy przez dwa miesiące zapominam odwiedzić BB i widzę zniesmaczony wzrok Kasi, gdy ogląda moje brwi).
- Benefit, Gimmie Brow/Brow Zings - uwielbiam wszystkie produkty do brwi, które wypuszcza Benefit, na zdjęciu nie ma kredki ponieważ aktualnie zdradzam ją z nigdy niekończącym się zestawem Brow Zings. Duet wosk i cień s odcieniu medium mam wrażenie, że nigdy się nie skończą pomimo codziennego użytkowania. W pudełeczku znajdziecie także mikro pęsetkę oraz idealnie wyprofilowany, zwarty pędzelek za pomocą którego idealnie zaaplikujecie produkt. Gimmie Brow z kolei miał formę szczoteczki - jednocześnie rozczesywał włoski i wypełniał je kolorem - zużyłam dwa opakowania więc o czymś to świadczy prawda?
- Benefit, High Beam - aplikuję go pod łuk brwiowy i odrobinę nad, aby rozświetlić spojrzenie i nadać wyjątkowego blasku. Nie robię tego codziennie, raczej na "większe wyjścia" - jeśli nie próbowałyście jeszcze tej opcji - zróbcie to!
- Bobbi Brown, Dark Brow Kit - kolejny podwójny produkt, który bardzo lubię - oczywiście tak wydajny, że chyba nigdy nie zobaczę pustego opakowania! Świetnie dopasowane kolory, w kilka chwil wypełnią brwi - cień się nie osypuje i trwa na włoskach przez cały dzień! W pudełeczku znajdziecie pędzelek oraz mini pęsetę.
- Chanel, cień do powiek 92 Rose de Mai - najczęściej sięgam po niego, gdy potrzebuję szybkiego makijażu (u mnie szybki makijaż to trzy minuty lub dwie, a może półtorej?), który rozświetli spojrzenie i nada świeżości. Mechanicznie sięgam już po niego w takiej sytuacji omijając nawet tusz do rzęs, piękny morelowo - różowy kolor, który trwa na powiece przez cały dzień!

Jakie są Wasze ulubione i sprawdzone produkty do pielęgnacji lub makijażu oczu?
Kto i co pielęgnuje okolice moich oczu?
Czytaj dalej...

25 listopada 2014

Sisley Phyto Teint Expert, Soft Beige.


Minimalizm przejrzystego flakonu ze szronionego szkła skontrastowany jest z masywnym korkiem w kolorze oksydowanej stali, ozdobionym jedynie emblematycznym logo w kształcie litery S. Już samo opakowanie musi zapowiadać wyjątkową zawartość!


Połączenie pudrów nowej generacji i żelu rozpraszającego światło w podkładzie zapewnia idealnie gładką cerę, subtelnie tuszuje niedoskonałości, bez ukrywania naturalnego piękna cery a także umożliwia odbijanie światła pod kątem 180°, tworząc na twarzy optyczny efekt rozświetlający. Zastosowanie niezwykle czystych pigmentów umożliwiło opracowanie odcieni doskonale stapiających się z naturalnymi karnacjami, co dodaje cerze świetlistości, koryguje bez tworzenia dostrzegalnej warstwy. Starannie dobrane składniki roślinne (ekstrakt kwiatu Plumerii, ekstrakt z ogórka, gliceryna roślinna i d-pantenol) nawilżają i zmiękczają naskórek, dodając cerze blasku z każdym użyciem. Ekstrakt z liści miłorzębu dwuklapowego i witamina E o właściwościach przeciwrodnikowych chroni skórę przed szkodliwymi wpływami zewnętrznymi i wzmacnia jej naturalny system obronny. Idealnie nawilżona i wygładzona skóra lepiej odbija światło, co dodaje jej jeszcze więcej blasku. Podkład miałam okazję poznać już kilka tygodni temu podczas spotkania z marką Sisley, od tego wydarzenia minęło wystarczająco dużo czasu, abym mogła dokładnie przetestować podkład i zrecenzować go dla Was.


Przede wszystkim konsystencja - lekka jak mgiełka, jedwabista, przy zetknięciu się ze skórą podkład staje się niemalże niewyczuwalny, niewidoczny, jak powietrze. Nie pozostawia plam, pięknie się rozprowadza, stapia i sprawia, że twarz wygląda na ekstremalnie wypoczętą (zobaczcie zdjęcia! dziewczyny to zdjęcie sprzed kilku dni - wiecie, że mam 2 dzieci w tym jedno jest mikro i wstaję do niego kilka razy w nocy, a drugie przechodzi bunt?) - na zdjęciu poniżej mam nadzieję, że to widać. Phyto Teint Expert nie stworzy maski na twarzy, ale wyrówna koloryt i delikatnie zamaskuje niedoskonałości. Kolor, który możecie u mnie zobaczyć to numerek 2 czyli Soft Beige - dla mnie idealnie letni/jesienny, w zimie najprawdopodobniej może okazać się zbyt ciemny. Przyszło mi do głowy być może najdziwniejsze stwierdzenie jakiego ostatnio użyłam, ale mam wrażenie, że skóra ubrana w Phyto Teint Expert jest po prostu radosna!




Producent wspomina także o 12 godzinnej trwałości, u mnie (mam suchą skórę) trwa cały dzień i nie wymaga poprawek. Przed aplikacją Phyto Teint Expert pamiętajcie o nałożeniu kremu - efekt będzie jeszcze bardziej idealny! Wiem, że nie macie jeszcze dość moich zachwytów dlatego dodam jeszcze jeden - Sisley stworzył jedną z najciekawszych jesiennych premier w tym roku! Podpisuję się pod tym obiema rękami.

Phyto-Teint Expert proponowany jest w 7 odcieniach, dostępny w perfumeriach od września.
Sisley Phyto Teint Expert, Soft Beige.
Czytaj dalej...

24 listopada 2014

Ikony: Marc Jacobs. Dot, Honey.


Czy biedronki mogą być zmysłowe? Dlaczego nie! Wszytko zależy od Ciebie, od Twojej osobowości i od tego kim jesteś lub kim chcesz być. Przedostania już odsłona zapachów Marca Jacobsa to dwie niewątpliwie ciekawe kompozycje, które skrywają się w nieco nazbyt dziewczęcych flakonach - dlatego też u mnie biedronki są skąpane w koronkach, to celowy zabieg. Po co? Ponieważ jestem prawie pewna, że gdybym pokazała je na łące, najlepiej z biedroneczkami w tle, w słoneczku - odebrałybyście zarówno Dot jak i Honey jako coś błahego, nie wartego uwagi. Tymczasem okazuje się, że gdy umieścimy je w odpowiedniej oprawie i zanurzymy w nich swoje nosy - całość przedstawia się zupełnie inaczej, piękniej i głębiej. To również sprawia, że każda z nas inaczej odbiera zapach, dlatego też, gdy przyjaciółka powie Ci, że kompozycja X jest dla niej nie do przyjęcia, sama sprawdź i przekonaj się czy na Twoim ciele jest równie nietrafiona. Po co to piszę? Nie po to, by tłumaczyć czy bronić Jacobsa - przygotowując teksty, przeczytałam mnóstwo recenzji jego zapachów i każda z nich była inna. Klientki dzieliły jego zapachy właściwie na dwie duże grupy: albo były zauroczone/zakochane/uzależnione albo twierdziły, że wszystko, co kryje się pod jego nazwiskiem jest brzydkie/krótkotrwałe/nieszczególne. Obrazuje to po raz kolejny naszą różnorodność, która jest absolutnie niesamowita i cudowna!


Flakony - pękate kuleczki ozdobione perełkami, plastikowymi kwiatami, kropkami. Kwestia gustu i tego, co Tobie się podoba, z tym nie mam zamiaru dyskutować. Dot jest owocowo - kwiatowa, z założenia miała być radosna i optymistyczna - taka właśnie jest. Nutę głowy otwierają musujące czerwone owoce w duecie z pitają dając uczucie świeżości, nuta serca to charakterystyczne kwiatowe wnętrze zaakcentowane przez jaśmin podkreślające piękność kobiety. Bazą jest wanilia i piżmo, które nawiązują do delikatności i naturalnego uroku kobiety. Czerwona kropka jest przyjemna, ciepła, urokliwa. Bardzo lekkie i nieskomplikowane w odbiorze perfumy, świetnie sprawdzą się wiosną/latem do skrapiania całego ciała słodką mgiełką. Do jakiej kobiety mogą pasować? Do każdej, tak naprawdę wydaje mi się, że mogą okazać się najpiękniejsze zarówno dla młodej dziewczyny jak i dojrzałej kobiety.


Honey pojawiły się w Polsce jesienią 2013 roku, są zatem stosunkowo młode i świeże na perfumeryjnych półkach. Optymistyczna osobowość i sodka elegancja to mianownik Honey. Słoneczna, smakowita kompozycja, która skrywa w sobie dużo miodowego akordu, na szczęście to nie wszystko - nie martwcie się nie jest to zapach stworzony dla Kubusia Puchatka i nie ocieka słodkim, lepkim miodem (jestem jedną z tych osób, które nie przepadają za zapachem miodu). Czego możecie spodziewać się we wnętrzu żółtej kulki? Nuta głowy to gruszka, mandarynka, poncz, w sercu znajduje się wiciokrzew przewiercień, kwiat pomarańczy, brzoskwinia. Bazą jest miód, wanilia, nuta drzewna. W składzie nie ma melona, a jest on nadzwyczaj wyczuwalny więc jeśli lubicie ten owoc to pokochacie Honey.


Obydwa zapachy są z kategorii lekkich, owocowo - kwiatowych, przetestowałam je na wskroś i odkryłam, że Dot i Honey mimo, że na skórze trwają mniej więcej trzy/cztery godziny, na włosach zdecydowanie dłużej i ślicznie się na nich rozpływają. Masz ochotę wciąż trzymać warkocz/kucyk w swojej dłoni i zanurzać w nim nos. Jeśli macie w swojej kolekcji kropkę lub miód koniecznie spróbujcie i dajcie znać czy u Was jest podobnie.


Mimo, że zupełnie inne - mają ze sobą coś wspólnego. Być może Honey okaże się idealnym zapachem dziennym, a krwisto czerwona Dot wieczornym? A może będzie zupełnie inaczej? Obiecajcie mi jednak, że podczas wizyty w perfumerii poświęcicie chwilkę na pękate buteleczki Jacobsa i dacie mi znać co o nich myślicie i jakie wrażenie na Was wywarły. Będę czekała! Zajrzyjcie za tydzień do posta podsumowującego zapachową twórczość Jacobsa - będzie czekała niespodzianka!


Spis treści:
- Marc Jacobs
- Lola, Oh Lola
- Daisy, Daisy Eau So Fresh, Daisy Dream
- Dot, Honey
Ikony: Marc Jacobs. Dot, Honey.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...