31 sierpnia 2014

Sally Hansen Hard as Nails Xtreme Wear. 280 Jazzy Jade.


Teraz, gdy już mogę malować paznokcie bezstresowo - wybieram z kolorów po które nigdy wcześniej nie sięgnęłabym. Zielenie, morskości, błękity u mnie? Kiedyś nie do pomyślenia! A dzisiaj są, zdarzają się - niektóre nawet polubiłam i noszę dość często. 280 Jazzy Jade marki Sally Hansen był pierwszym lakierem po porodzie po który sięgnęłam - właśnie po morską zieleń!


Pamiętam, gdy lakiery Sally Hansen, a właściwie odżywkę Hard as Nails przywoziła mi siostra z Anglii - jakieś 15 lat temu? Czekałam na paczki zza granicy z utęsknieniem, później oszczędzałam każdą kroplę odżywki - w Polsce tyle lat temu pielęgnacja paznokci była w fazie raczkującej i ciężko było dostać w drogeriach dobry produkt. Pamiętam, że po wieloletnim obgryzaniu paznokci odżywka Sally mi bardzo pomogła - paznokcie odrastały silniejsze, mocniejsze, zdrowsze - dlatego pewnie mam słabość do SH. Lakiery z serii Xtreme Wear zawierają odżywczą formułę bogatą w wapń i proteiny wzmacniające płytkę paznokcia. Związki bioaktywne uelastyczniają i uodparniają paznokcie na łamanie i rozdwajanie. Innowacyjny kompleks Micro-Shine gwarantuje trwały i pełen połysku kolor aż do 7 dni.


Odcień, który mam na paznokciach - 280 Jazzy Jade robi wrażenie bardzo wakacyjnego i połyskliwego - z aplikacją nie miałam żadnego problemu (mimo bardzo długiego pędzelka, który wbrew pozorom jest naprawdę wygodny!), a odcień trwał na paznokciach przez mniej więcej cztery dni (bez żadnego lakieru nawierzchniowego). Bardzo fajnie prezentuje się na paznokciach przy opcji opalonych stóp! Dopiero teraz zauważyłam, że z podekscytowania pierwszym pomalowaniem paznokci od ponad miesiąca zdjęcia wyszły mi trochę nieostre - mam nadzieję, że wybaczycie ;)

Lubicie/znacie produkty Sally Hansen?
Sally Hansen Hard as Nails Xtreme Wear. 280 Jazzy Jade.
Czytaj dalej...

29 sierpnia 2014

Les Beiges Healthy Glow Multi Color 01, Chanel.


Les Beiges Healthy Glow Multi Color marki Chanel z założenia jest produktem wielofunkcyjnym - ma rozświetlać karnację i nadawać jej świeży, brzoskwiniowy kolor. Składa się z trzech odcieni, które można ze sobą mieszać lub używać solo. Najjaśniejszy sprawdzi się w roli rozświetlacza, środkowym możemy wymodelować twarz, dodając jej charakteru, natomiast mieszając go z różem otrzymamy piękny, delikatny odcień na wyżyny kości policzkowych. Oczywiście dobrym pomysłem jest także omieść pędzlem zanurzonym w pudrze powieki i tylko wytuszować rzęsy - całość będzie wyglądała delikatnie, nienachalnie, a przy tym zdrowo i świeżo. Cera stanie się wygładzona i naturalnie promienna.


Kosmetyk ma piękny zapach brzoskwini, arbuza, jaśminu, maku, cyklamenu i białego piżma - kompozycja jest na tyle delikatna, że nie stanowi żadnego problemu przy codziennej aplikacji. "Imitując powiew świeżego powietrza na cerze, nowa gama produktów LES BEIGES podziela tę samą wizję wyzwolenia makijażu od makijażu. Podążając za intuicją, upiększaj odcień swojej cery. Prostota w każdym detalu od konsystencji po delikatną aplikację. Trio uniwersalnych kolorów daje efekt zdrowego blasku, rozświetla karnację i nadaje kolor policzkom. Trio uniwersalnych kolorów daje efekt zdrowego blasku, rozświetla karnację i nadaje kolor policzkom. Wielozadaniowa paleta dostępna jest w dwóch gradacjach kolorystycznych.Znakomicie dostosowuje się do indywidualnych potrzeb i pragnień. Stosując pędzelek można zblendować trzy odcienie dla uwydatnienia blasku karnacji. Najjaśniejszy odcień może posłużyć za rozświetlacz głównych partii twarzy: kości policzkowych i czoła. Najciemniejszy odcień doskonale sprawdzi się na kościach policzkowych, wyrzeźbi owal twarzy. Pośredni odcień można stosować na całej twarzy."



Minimalistyczne, eleganckie opakowanie zaopatrzone w lusterko i zawierające ergonomiczny, półokrągły pędzelek. Mam wrażenie, że nigdy się nie skończy ponieważ mimo częstego używania nie zauważyłam ubytku. Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć jak wygląda na policzkach, na drugim foto (z pomarańczowym błyszczykiem) jest zdecydowanie bardziej widoczny, wybija się dzięki odcieniowi ust. Niemniej jednak efekt jest delikatny, zdrowy i moim zdaniem pięknie ożywia i orzeźwia cerę - puder okaże się idealny, gdy Wasza cera po nieprzespanej nocy będzie wydawała się zmęczona i poszarzała.


Ja w dalszym ciągu uważam i będę broniła swojego zdania, że produkty Chanel są magiczne - nawet jeśli nie jesteście w stanie uchwycić tego efektu na zdjęciach - w rzeczywistości jestem pewna, że zobaczycie to.
Les Beiges Healthy Glow Multi Color 01, Chanel.
Czytaj dalej...

28 sierpnia 2014

Moje miejsca w Warszawie - 4.

Po raz czwarty! Tym razem jedzeniowo ponieważ te kwestie ostatnio sprawiają mi najwięcej przyjemności: poznawanie nowego, próbowanie czegoś innego. Zapachy, których nie znałam, smaki, które były mi obce. W dwóch pierwszych miejscach spędzaliśmy głównie niedziele - rodzinnie i bardzo leniwie - jeśli jesteście z Warszawy i nie macie pomysłu co zrobić ze sobą w niedzielę - koniecznie zajrzyjcie!



Zielony Jazdów
Cykliczny projekt w parku wokół CSW Zamek Ujazdowski - w każdy weekend możecie wziąć udział w warsztatach kulinarnych, teatralnych, śniadaniach literackich, poćwiczyć jogę na świeżym powietrzu, a oprócz tego zaopatrzyć się na targu Różyc Bazaristan w świeże warzywa prosto od np. Pana Ziółko, domowe chleby, miody. "Goście Zielonego Jazdowa mają okazję zarówno wziąć udział w dyskusjach, wykładach, koncertach i pokazach filmowych, jak i uczestniczyć w projektach artystycznych, spróbować sił w gotowaniu czy uczestniczyć w różnorodnych warsztatach." Zajrzyjcie po więcej informacji na Fb Zielonego Jazdowa i wykorzystajcie fakt, że projekt trwa do połowy września i przybywajcie!


Targi Kulinarne Sniadanie Na Trawie w Plac Zabaw
Tagi kulinarne Śniadanie na Trawie w klubie Plac Zabaw przy Agrykoli to miejsce w którym można było spotkać nas dość często - z opcją słonecznej pogody, czegoś do siedzenia i znajomych to naprawdę super propozycja na weekend. Można spróbować nowych smaków (a jest z czego wybierać!), poopalać się, pograć w piłkę z dziećmi, poczytać książkę na kocu. Bardzo lubię to miejsce i mega żałuję, że lato zaraz się skończy!


Krowarzywa.
Krowarzywa to lokal otwarty przez dwóch wegan - Krzysztofa Bożka i Huberta Denisa. "Otwieramy dla Was 100% wegańskie miejsce z burgerami. Sami od ponad 15 lat nie jemy mięsa i zdrowo się odżywiamy. Uwielbiamy gotować, a w kuchni ważne są dla nas prawa zwierząt, ekologia i świadome wybory." Pierwszy burger jaki miałam okazję zjeść nie był szczególny, razem z Tomkiem uznaliśmy, że ok, spróbowaliśmy, ale więcej raczej nie wrócimy. Raczej. Bo wróciliśmy po jakimś czasie i ja się zachwycam. Przepyszna bułka (robiona na miejscu), super wnętrze (polecam cieciorexa i warzywexa), dobre sosy - całość niedroga i mega smaczna! Jestem pewna, że posmakuje i Wam! Ah, zapomniałam wspomnieć o lodach - są i vegańskie lody (nie próbowałam jeszcze ponieważ ostatnimi czasy trudno byłom i się dotoczyć gdziekolwiek, ale mam nadzieję, że zdążę nadrobić!).

Gdzie spędzacie swój wolny czas? Może odkryłyście niedawno jakieś fajne miejsca? Nie pytam tylko o Warszawę - dziewczyny z innych miast podzielcie się Waszymi miejscami!

Zdjęcia: urbanflavour.pl, wawalove.pl, FB Zielony Jazdów.
Moje miejsca w Warszawie - 4.
Czytaj dalej...

27 sierpnia 2014

My week in photos - 108.

Zrobiło się nagle jakoś granatowo i szaro, zobaczyłam to dopiero teraz :( Kolejny tydzień, zaraz wrzesień, zaraz kończymy trzydzieści lat (obydwoje!), zacznie się przedszkole i coraz mniej czasu (da się mieć go jeszcze mniej!?). Czekam na jesień, ale taką pełną słońca i pięknej pogody, byłoby super gdybyśmy mogli mieć przez 3/4 roku chociaż 20 stopni! A Wam dziewczyny, życzę pięknych ostatnich dni wakacji i pamiętajcie o torebkowym konkursie - zostało jeszcze kilka dni!





1. Z jedną leżę.
2. Z drugą buduję.
3. Rysuję, na leżąco.
4. Love.
5. Najdroższy falafel i hummus świata.
6. Piękne niebo!
7. Piękne dziecko.
8. Piękne cienie! Wszystko jest piękne!
My week in photos - 108.
Czytaj dalej...

26 sierpnia 2014

Nuxe Huile Prodigieuse.


Namiętnie używam olejków - mogłabym codziennie i tak właśnie robię, gdy czas mi na to pozwoli i nie padam ze zmęczenia lub gdy Tomek nie krzyczy na mnie, że jestem tłusta. Chciałabym pokazać Wam kilka moich ulubionych olejków do pielęgnacji ciała - dzisiaj pierwszy z nich czyli większości z Was znany bestseller marki Nuxe - Huile Prodigieuse.


Huile Prodigieuse to suchy olejek o zawartości 98,1% składników pochodzenia naturalnego, nowatorska formuła zawierająca wysokie stężenie 6 szlachetnych olejków roślinnych:
- Olej z nasion ogórecznika - działanie zdrowotne (np. wspomaga odporność), oprócz tego łagodzi podrażnienie, utrzymuje odpowiedni poziom nawilżenia skóry, zmniejsza stany zapalne, działa bakteriobójczo.
- Olej z nasion słonecznika - odpowiada za wzmocnienie bariery naskórkowej, doskonale zmiękcza i wygładza skórę
- Olej makadamia - mający zdolność wymiatania wolnych rodników, ma także właściwości ujędrniające, odżywcze, wzmacniające
- Olej ze słodkich migdałów zawierający wit. A, B1, B2, D i E, ma świetne działanie uelastycznijące, zapobiega rozstępom, zmniejsza istniejące
- Olej z orzechów laskowych i jego działanie zdrowotne i kosmetyczne: ma właściwości ściągające, wspomaga regenerację komórek, wzmacnia naczynia włosowate
- Olej kameliowy nazywany jest oliwą z oliwek Dalekiego Wschodu przez podobne właściwości, dużą ilość antyoksydantów, chroni włosy i naskórek przed utrata wilgoci.

Ten prosty w stosowaniu preparat do całościowej pielęgnacji szybko się wchłania, pozostawiając gładką i jedwabistą skórę oraz błyszczące, miękkie włosy. Nie zawiera konserwantów. Możemy stosować go na całe ciało, włosy, dodawać do podkładu (kroplę, dwie) lub do kąpieli. Przepiękny zapach - ciepły i zmysłowy, aplikacja na ciało po wieczornej kąpieli to naprawdę chwila mega relaksu i odprężenia. Olejek wygładza, nawilża skórę i jest piekielnie wydajny. Przy regularnym stosowaniu problem przesuszonej skóry znika.


Nie próbowałam stosować go na włosy ponieważ nie do końca jestem przekonana do takiej formy pielęgnacji - kilka razy w swoim życiu próbowałam i za każdym razem włosy wyglądały podejrzanie brzydko (nie była to kwestia zbyt dużej ilości produktu, próbowałam różnych olejków i za każdym razem efekt był identyczny więc poddałam się). W mojej ocenie i w przypadku mojej skóre Huile Prodigieuse pięknie sprawdza się jako super nawilżacz ciała - uwielbiam stosować go jesienią i zimą, gdy na dworze już jest zimno - aromat bosko otula i relaksuje. Olejek dostępny jest w dwóch pojemnościach 50 ml i 100 ml (szklany flakon z pompką, który o dziwo jeszcze ani razu nie wyślizgnął się z mojej dłoni!).

Znacie Huile Prodigieuse? Może miałyście okazję używać wersji ze złotymi drobinkami?

Skład: ISOPROPYL ISOSTEARATE*, MACADAMIA TERNIFOLIA SEED OIL*, COCO-CAPRYLATE/CAPRATE*, DICAPRYLYL ETHER*, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL*, CORYLUS AVELLANA (HAZEL) SEED OIL*, CAMELLIA OLEIFERA SEED OIL*, PARFUM/FRAGRANCE, TOCOPHEROL*, BORAGO OFFICINALIS SEED OIL*, OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT OIL*, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL*, ROSMARINUS OFFICINALIS (ROSEMARY) LEAF EXTRACT*, HYPERICUM PERFORATUM FLOWER/LEAF/STEM EXTRACT*, SOLANUM LYCOPERSICUM (TOMATO) FRUIT/LEAF/STEM EXTRACT*, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, BENZYL SALICYLATE, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, CITRONELLOL, GERANIOL, HYDROXYCITRONELLAL, LIMONENE, LINALOOL [N1005/E].
Nuxe Huile Prodigieuse.
Czytaj dalej...

25 sierpnia 2014

Ideał: Clarins Eau Dynamisante.


Po pierwsze: uwielbiam. Po drugie: kocham. Po trzecie: kojarzy mi się ze wszystkim, co dobre. Oto i ona - idealna Eau Dynamisante. Zapach marki Clarins to cytrusowo szyprowe perfumy dla kobiet i mężczyzn wydane w 1987 roku (pierwszy zapach tej marki). Twórcą kompozycji zapachowej jest Jacques Courtin-Clarins, w nucie głowy znajdziemy pomarańczę, koriander, kminek i cytryna amalfi. W sercu rozbrzmiewa rozmaryn, gozdzik ogrodowy, kardamon, bazą natomiast jest paczula. Dla mnie majstersztyk, doskonała całoroczna propozycja (chociaż wiem, że jest wybierana szczególnie latem).


W kompozycji znajdziemy olejki eteryczne: cytrynowy, paczuli, rozmarynowy, tymiankowy, petit grain, które wywołują dobry nastrój i odżywiają zarówno ciało, jak i ducha. Obok nich są także bezzapachowe ekstrakty roślinne takie jak żeń-szeń, eleutherococque, harpagophytum – odpowiedzialne za tonizowanie skóry oraz aloes i ispaghul mające działanie nawilżające i zmiękczające. Eau Dynamissante to produkt kultowy, woda łączy w sobie cechy aromaterapii z pielęgnacyjnymi wlaściwościami wyciągów roślin.


Czym mnie tak zafascynowała? Znam ją od dość dawna - poznałam i pokochałam nie wiedząc, że ten zapach unoszący się w spa to właśnie Eau Dynamisante - kojarzę go bezapelacyjnie z marką Clarins, rozpoznam wszędzie. To znak rozpoznawczy Clarins. Odrobinę cierpki, głęboki, szyprowy, tętniący życiem. Jest w stanie pobudzić do działania, poprawić nastrój, podkreślić kobiecość (mimo faktu iż wiele osób określa go jako unisex!). Nie potrafię rozgraniczyć kto powinien po nią sięgnąć - jest stworzona dla każdej kobiety, niezależnie od wieku - w ciągu dnia potrafi ożywić, dodać energii - wieczorem zrelaksować i otulić mieszanką przypraw. Woda mimo alkoholu, nie wysusza - posiada formułę Eaux des Soin - brak skladnikow fotouczulajacych, zawiera psoralen lub furanokumaryn - jest to heterocykliczny organiczny związek chemiczny z grupy laktonów - gromadząc się w komórkach barwnikowych zwiększa wrażliwość skóry na światło i pochłania promieniowanie słoneczne lub nadfioletowe z lampy kwarcowej. Pod wpływem promieniowania w komórkach naskórka z aminokwasu powstaje pigment, a psoralen zwiększa jego wytwarzanie i ułatwia odkładanie w skórze. Jego właściwości sprawiają właśnie, że wody marki Clarins bez obawy mogą być stosowane na słońcu - nie jesteśmy zagrożone żadnym uczuleniem lub przebarwieniami skórnymi. Wiem, że ten zapach zostanie ze mną jeszcze na lata - nie jestem w stanie z nim się rozstać. W serii Dynamisante dostępny jest jeszcze żel pod prysznic, balsam do ciała - o ile wiem za granicą można znaleźć także peeling - oczywiście, że się zaopatrzę!

Znacie Eau Dynamisante? Lubicie? Podzielacie mój zachwyt?

Skład: Alcohol, aqua, parfum, glycerin, propylene glycol, butylene glycol, aloe barbadenis leaf juice, aganthopanax senticosus (eleuthero) roqt extract, zingiber officinale (ginger) roqt extract, panax ginseng roqt extract, harpagophytum procumbens roqt extract, plantago ovata seed extract, equisetum arvense extract, citric acid, potassium sorbate, sodium benzoate, limonene, linalool, hexyl cinnamal, citral, coumarin, eugenol, alpha-isomethyl ionone, geraniol.
Ideał: Clarins Eau Dynamisante.
Czytaj dalej...

24 sierpnia 2014

Kultowe Kosmetyki: Effaclar Duo [+].


Kolejna odsłona cyklu, który jakiś czas temu postanowiłam uskutecznić na blogu - tym razem w roli głównej Effaclar Duo [+] marki La Roche Posay - co prawda jest to produkt przeznaczony do skóry trądzikowej i można stosować go na całą twarz jako krem - ja stosowałam punktowo na drobne zmiany ( na kilka uporczywych krostek, które przez pewien czas raczyły mnie swoją obecnością). Effaclar Duo [+] to nowsza wersja kremu Effaclar Duo - jest to krem zwalczający niedoskonałości, zatkane pory oraz przebarwienia potrądzikowe. Producent twierdzi, że jest to kompletna pielęgnacja dla skóry trądzikowej, o wzmocnionej skuteczności zwalczającej przabrwienia potrądzikowe, dzięki unikalnemu składnikowi aktywnemu Ceramid Procerad™. Nie powoduje powstawania zaskórników, produkt hipoalergiczny. ponadto nie zawiera parabenów, a sam produkt został stworzony w taki sposób, aby minimalizować ryzyko reakcji alergicznych u osób uczulonych na nikiel. Producent zaleca stosowanie kremu po uprzednim umyciu twarzy żelem Effaclar (widzicie go na zdjęciach) - delikatnie oczyszcza skórę dzięki zawartości środków myjących dobranych specjalnie do skóry wrażliwej. Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum, pozostawiając skórę czystą i świeżą. Z łagodzącą, przeciwdziałającą podrażnieniom wodą termalną La Roche-Posay. Specyfik bez mydła, bez alkoholu, bez barwników, bez parabenów (stosowałam go dość dawno temu podczas epizodu z problemem mojej skóry lata temu).


Wracając jednak do tego, co kultowe czyli kremu - czego możecie oczekiwać? Po 24 godzinach niedoskonałości są mniej widoczne, po 8 dniach niedoskonałości są znacznie zredukowane, a po 4 tygodniach: pory są odblokowane, powierzchnia skóry jest wygładzona, nadmiar sebum i błyszczenie zmniejszone (badanie kosmetokliniczne - grupa 38 osób, badanie kosmetokliniczne - 51 osób). Zawiera opatentowany składnik aktywny: ceramid procerad™, który zwalcza powstawanie przebarwień potrądzikowych. Nowy składnik aktywny natomiast wzmacnia działanie przeciwniedoskonałościom pozostałych składników aktywnych - niacyn amidu zmniejszający oznaki podrażnienia skóry i działa łagodząco, piroctonian olaminy o działaniu antybakteryjnym, LHA (Lipohydroksykwas) i kwas salicylowy o działaniu złuszczającym, oraz kwas linolowy który odblokowuje pory i eliminuje martwe komóki odpowiedzialne za ich zatykanie. Wystarczy teorii? Myślę, że najważniejszą kwestią jest fakt iż Effaclar Duo [+] rzeczywiście wygasza stany zapalne nie pozwalając im się dalej rozwijać i tym samym zostawić śladu - w jakim czasie? To wszystko zależy od wielkości, stanu skóry itp - w moim przypadku to dwa, maksymalnie trzy dni. Tak jak pisałam powyżej stosowałam punktowo i jestem bardzo zadowolona - ten krem to świetny produkt na czarną godzinę (działa dużo silniej na mojej cerze niż Clinique o którym pisałam Wam jakiś czas temu, co nie znaczy, że silniej wysusza okolice krostek). Krem ma kremową konsystencję, jest zdecydowanie mniej rzadka niż w poprzedniej wersji. Dość szybko się wchłania więc można stosować go również pod makijaż, nie roluje się (specjalnie dla Was to sprawdziłam!). W kwestii wydajności - u mnie jest ogromna, w przypadku osób, które stosują krem na całą twarz na pewno będzie znikał szybciej, ale z tego co udało mi się ustalić wśród znajomych - w tym drugiej opcji także jest bardzo wydajny. Zdaję sobie jak uciążliwy może być trądzik oraz zmiany potrądzikowe i myślę, że skoro dermatolodzy polecają tą serię - musi działać (jak do tej pory nie spotkałam się z negatywnymi opiniami na temat Effaclaru, a Wy?), kremu i żelu używała także moja siostra i była bardzo zadowolona.


Macie swój sprawdzony sposób na trądzik lub na pojedyncze wypryski? Miałyście okazję używać Effaclaru w formie kremu (chociaż tak naprawdę mam nadzieję, że nie musicie po niego sięgać!).
Zestaw LRP wędruje do Martyna Altewęgier - czekam na Twój adres!
Kultowe Kosmetyki: Effaclar Duo [+].
Czytaj dalej...

22 sierpnia 2014

Chanel, Orage 631.


Wróciłam do malowania paznokci! Przez ostatnie tygodnie właściwie tego nie robiłam czekając na Małą, teraz znowu mogę sobie na to pozwolić więc pora pokazać Wam część jesiennej kolekcji Chanel i przepiękny, szaro - granatowy Orage 631.


Teraz, gdy już mogę malować paznokcie miałam ochotę na coś ciemnego, wyjątkowego, na przekór słońcu i wszechobecnym pomarańczom i różom - Orage właśnie taki jest. Jest w nim szarość i głęboki granat, połysk i jednocześnie jakaś tajemniczość. Idealnie prezentuje się na krótkich paznokciach (wpiszcie w wyszukiwarkę i sprawdźcie!). Moje ulubione lakiery z jesiennej kolekcji to właśnie Orage i pastelowy Secret - dwa bieguny: ten drugi niemalże porcelanowy - obok niego ciemne, chmurne niebo.


Aplikacja - idealna. Dwie, cieniutkie warstwy dla uzyskania kryjącego efektu zwieńczonego połyskiem. Na mojej płytce lakiery Chanel są w stanie wytrwać niecały tydzień - pomimo tego, że nie oszczędzam swoich dłoni.


Piękny. Bardzo dobrze się w nim czuję i jestem pewna, że jesienią idealnie będzie komponował się z wełnianymi swetrami (nie żebym chciała już witać jesień!).
Chanel, Orage 631.
Czytaj dalej...

21 sierpnia 2014

Essie, Haute in the heat. Lato 2014.


Essie zamierza zamienić lato w jedną z najbardziej kolorowych pór roku. "Tegoroczna kolekcja na lato stawia na piedestale silne kobiety i mocne kolory. Styl w odważnych odcieniach inspirowanych naturą wyzwala kaskadę ekscytujących emocji. Wyrazisty, nasycony kolor daje natychmiastowy dziki efekt – odcienie poruszają serce i od razu uderzają do głowy! Kolory te dedykowane są kobietom, które nie obawiają się stawać na czele,a na swej drodze na szczyt działać niektórym na nerwy. Inspiracją do ich powstania było królestwo zwierząt. Życie to istna dżungla, a sukces jest kwestią przetrwania tej z nas, która jest najbardziej szykowna. Nastał najlepszy moment na uwolnienie zmysłowej energii lata. Sięgnij po najmodniejszy i zachwycający kolor, który wyznacza drogę innym. Uwolnij dzikość, którą w sobie nosisz." - mówi Essie Weingarten, założycielka i Dyrektor Kreatywna marki Essie.



Mocne. Intensywne. Wytworne. Inspiracją do ich stworzenia była kobieta z instynktownym stylem. Trudno oprzeć się tym sześciu odcieniom, które swym intensywnym, seksownym kolorem wzmagają zmysłową aurę lata. Te wspaniałe kolory dodadzą Ci jeszcze więcej siły. Idealnie sprawdzą się na miejskim safari i pozwolą Ci na pokazanie swojej dzikiej strony. Różnorodna paleta najmodniejszych kolorów jak ulał pasuje do przebojowego sposobu bycia. Motywy zwierzęce to ostatni krzyk mody, a ta kolekcja oddaje ich zmysłową stronę,poskramiając nieokiełznaną żywiołowość. Na zdjęciach możecie zobaczyć cztery lakiery z całej kolekcji (obejmującej sześć) - moja kosteczka czyli opakowanie zawierające cztery miniatury lakierów zawiera:
Fierce, no fear – intensywny kakaowy mahoń Przejmij kontrolę. Świat jest w zasięgu ręki,a intensywny kakaowy mahoń sprawia,że wszystkie chwyty są dozwolone.
Roarrrrange – niepowstrzymany, odważny pomarańczowy Witaj tygrysku. Twój modowy instynkt z dala trzyma się od tego, co podstawowe, a to wszystko dzięki tej odważnej pomarańczy.
Strut your stuff – fascynujący turkusowy kobalt Odważ się pokazać kolor i ujawnij swoje dzikie oblicze z fascynującym turkusowym kobaltem.
Haute in the heat – niesamowicie gorący kolor gujawy Podkręć szyk tym niesamowicie gorącym malinowym odcieniem.

Na pierwszym zdjęciu możecie zobaczyć od kciuka: Haute in the heat, Roarrrrange, Strut your stuff, Haute in the heat, Fierce, no fear.


Na paznokciach mam jedną warstwę każdego z kolorów (!), co przy produktach Essie przyznam rzadko mi się zdarzało - zwykle aplikowałam dwie. Przepiękne, soczyste kolory z których nie jestem w stanie wybrać najładniejszego - każdy ma w sobie coś wyjątkowego. Fierce, no fear czyli kakaowy mahoń fajnie sprawdzi się także jesienią, Strut your stuff - turkusowy kobalt wyobrażam sobie na swoich paznokciach podczas wakacji (nie w tym roku niestety).


Na paznokciach trwają u mnie trzy dni (przy jednej warstwie, bez topu), pięknie lśnią i nie tracą na blasku - dla mnie letni ideał!
Essie, Haute in the heat. Lato 2014.
Czytaj dalej...

20 sierpnia 2014

Zapach plaży: Monoï de Tahiti, Yves Rocher.


Zapach. Wspomnienia. Wakacje. To trzy słowa, które mogą określić mój stosunek do linii Monoi de Tahiti marki Yves Rocher. Zwykle korzystałam z niej będąc na wakacjach, ale w związku z tym, że w tym roku jako takich wakacji mieć nie będziemy - rozkoszuję się nią w domu. Zapach rekompensuje mi wszystko (ok, prawie wszystko - piasku, plaży i kąpania się - niestety nie zastąpi). I nie, nie jest to artykuł sponsorowany - ta seria YR towarzyszy mi od wielu, wielu lat.


W moim zestawie znalazły się Woda toaletowa Monoi - zapach wakacji, rozgrzanego słońcem piasku, kąpieli w morzu. Niepowtarzalny zapach tahitańskich nut ma przenieść nas pod palmy kokosowe, na biały piasek pod lazurowym niebem. Monoï jest naturalnym kosmetykiem powstałym po połączeniu kwiatów Tiaré (Gardenia Tahitensis) i oleju z orzechów kokosowych. Jak się przygotowuje? Olej wyciska się z suchego miąższu dojrzałego kokosa Cocos Nucifera. Pączki kwiatu tiare (Gardenia Tahitensis), symbolu narodowego Tahiti, które po zerwaniu muszą być wykorzystane najpóźniej następnego dnia, maceruje się w oleju z kokosów przez 10 dni. Jedynie Tahiti i jej wyspy mają odpowiednie warunki klimatyczne i rodzaj gleby pozwalające na wytwarzanie monoï. Jego właściwości zostały oficjalnie uznane w 1992 roku i olejek otrzymał nazwę, która jest gwarancją jego autentyczności i jakości. Szampon-żel pod prysznic jest super delikatny i lekki, pozostawia skórę nawilżoną i delikatnie pachnącą.



Przedłużeniem zapachu jest także Nawilżająca mgiełka do ciała (w tej chwili kosztuje 19,90 zł) - intensywnie nawilża skórę pozostawiając ją miękka i elastyczną. Delikatny i zmysłowy zapach gardenii Taitensis oraz bezalkoholowa formuła. Najbardziej jednak atrakcyjny z całej czwórki wydaje się Suchy olejek do ciała - olejek ochronny, perfumowany i nietłusty z Monoi de Tahiti, idealnie nadaje się do już opalonej skóry - dla utrwalenia opalenizny bądź też dla skóry osób o ciemniejszej karnacji, bardziej odpornej na promienie słoneczne. Wygładzający i nawilżający, rozprowadza się bezpośrednio na skórze. Nawilża (przez nasycenie zewnętrznych warstw naskórka) skórę zapewniając lekką ochronę przed słońcem, pozostawia na skórze egzotyczny, pachnący słońcem zapach kwiatów Gardenii. Może być stosowany również na włosy. Ja nie jestem opalona i stosuję go właściwie jako pachnący nawilżacz i uprzyjemniacz wieczornych kąpieli - w tej roli sprawdza się doskonale. Cenowo, cała seria wypada bardzo atrakcyjnie - od 9,90 za żel/szampon do 119 zł za wodę toaletową o pojemności 100 ml.

Miałyście okazję używać produktów z serii Monoï de Tahiti? Spodobał się Wam zapach?
Zapach plaży: Monoï de Tahiti, Yves Rocher.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...