30 lipca 2014

Dior Addict Fluid Stick, 551 Aventure.


Prawdziwa rewolucja w dziedzinie makijażu - Dior przedstawia Dior Addict Fluid Stick, swój pierwszy wielofunkcyjny produkt do ust, który potrafi zdziałać cuda zaledwie jednym pociągnięciem. Nie jest błyszczykiem, ani lakierem, nawet nie szminką - Addict Fluid Stick to zupełnie nowy rodzaj produktu do ust. Spektakularny fluid, ledwo wyczuwalny na ustach, jego zadaniem jest połączenie maksymalnego koloru, połysku oraz wrażenia „no makeup” w jednym produkcie, który jest trwały i zapewnia uczucie komfortu.


Ma być zatem lekko, widocznie, połyskliwie - oczywiście aplikacja nie może sprawiać nam problemu, a fluid wypływać poza kontur ust. Kwestia trwałości jest tak indywidualna, że nie powinnam jej chyba nawet poruszać - zatem krótko: w zależności od tego czy jesz, pijesz, palisz papierosy czy nie robisz niczego z wyżej wymienionych i jesteś ascetką - tyle fluid wytrzyma na Twoich ustach.


Ciekawe opakowanie - widoczne połączenie koloru pomadki z przezroczystością i srebrem - lekko i elegancko. Fluid posiada piankowy aplikator, ułatwiający perfekcyjne rozprowadzenie koloru. Formuła bez dodatku olejów i wosków ma gwarantować ekstremalną pigmentację z jedwabistym i błyszczącym wykończeniem, sprawiając, że usta stają się kusząco miękkie oraz idealnie nawilżone. Jak jest w rzeczywistości? Zobaczcie na zdjęciach poniżej - według mnie kolor jest piękny, soczysty, widoczny - na ustach mam tylko jedną, cienką warstwę Addict Fluid Stick.


Faktycznie wystarczy jedno pociągnięcie aplikatora po wargach, aby ujrzeć piękny, wyrazisty kolor z lustrzanym efektem - połączenie oranżu i czerwieni (551 Aventure), chyba najbardziej odpowiednim określeniem tego koloru będzie właśnie czerwona, słodka pomarańcza. Fluid jest dość trwały, w moim przypadku nawet po zjedzeniu miliona przekąsek jest widoczny (traci odrobinę w kwestii połysku, ale kolor pozostaje). Przyznam szczerze, że jestem pod wrażeniem tego produktu i efekt jaki mogę uzyskać dzięki niemu w pełni mnie satysfakcjonuje. Brawo Dior!



Podoba się Wam efekt jaki można uzyskać dzięki Fluid Stickowi? Może miałyście okazję już go testować?

Dostępna w 16 odcieniach w cenie 145zł / 5,5ml
Dior Addict Fluid Stick, 551 Aventure.
Czytaj dalej...

29 lipca 2014

Denko vol.10 (lipiec).

Dziesiąte denko czyli jubileuszowe - znalazło się w nim kilka produktów bardzo dobrych, do których bardzo chętnie powrócę. Nie ma niestety ani jednego produktu z kolorówki, ale dzięki upałom i ciąży praktycznie nie używałam tego typu produktów w lipcu - stawiałam za to na pielęgnację twarzy i ciała zatem tego w lipcu jest najwięcej. Zaczynamy!


1. Kerastase, Densifique Kąpiel zagęszczająca z kwasem hialuronowym oraz maska do włosów - duet przeznaczony dla włosów cienkich i lekko przerzedzonych, wypadających. Aktywne składniki to m.in. kwas hialuronowy. Produkty regenerują wnętrze włosa, pobudzają cebulki do wzrostu i intensywnie pielęgnują. Bardzo się polubiliśmy i chętnie powrócę jeszcze do linii Densifique.
2. Mary Kay, miętowy krem do stóp - niestety skończył się, bardzo niestety! Wspominałam o nim przy okazji tego posta - nic się nie zmieniło, nadal uwielbiam i pomagał mi przeżyć upały, naprawdę gorąco Wam polecam!


3. Greenland, Peeling do ciała wanilia z limetką - bazuje na drobnej soli w 100% pochodzącej z oceanu Atlantyckiego. Sprawia, iż skóra staje się niezwykle miękka i gładka. Zużyłam z wielką przyjemnością - czasami stosowałam solo, czasami dodawałam odrobinę żelu pod prysznic - wszystkie połączenia udane. Przyznam się szczerze, że wcześniej nie stosowałam w ten sposób peelingów, ale efekt bardzo mnie zadowolił więc do Greenlandu na pewno powrócę.
4. Sephora, Aqua de Rio żel pod prysznic - ładnie pachnący żel pod prysznic, wydajny, o odprężającym morskim kolorze - nie wyuszał, nie zrobił nic złego więc jestem z niego zadowolona.
5. Clinique, 7 Day Scrub - bardzo delikatny peeling do twarzy - dla mnie niestety zbyt delikatny. Wypróbowałam 30 ml opakowanie i wolę jednak produkty, które mają w sobie bardziej odczuwalne granulki. Dla bardzo wrażliwej skóry myślę, że będzie idealny.
6. Elamo, Oczyszczający piling do twarzy z zieloną glinką - mogłyście więcej przeczytać o produktach polskiej marki w niedawnym poście (tutaj).
7. Lush, Ocean Salt - mój ukochany peeling do twarzy, o nim także pisałam jakiś czas temu (tutaj). Najlepszy z najlepszych, ma super orzeźwiający zapach, o którym w czasie ciąży niemalże śniłam codziennie. To moje piąte pudełeczko i zaraz będę zamawiała kolejne.


8. Eisenberg, Pure White Krem na dzień oraz Krem na noc - obszerna recenzja obydwu produktów do odnalezienia tutaj.
9. La Mer, The Eye Concentrate (krem pod oczy) - "Maksymalnie skuteczny krem z hematytem – minerałem naładowanym magnetycznie – widocznie ogranicza cienie pod oczami, przebarwienia i nieregularności na powierzchni skóry. Eye Concentrate łagodzi wygląd drobnych linii i zmarszczek, a przy regularnym stosowaniu powoduje, że skóra wygląda zdrowiej, jest bardziej elastyczna i promienieje." Ja zużyłam 5 ml próbkę, która wystarczyła mi mniej więcej na dwa tygodnie codziennego stosowania. Po pierwszym użyciu zauważyłam super nawilżenie, skóra momentalnie wchłaniała krem i stawała się ukojona - rewelacja. Niestety cena pełnowymiarowego opakowania odrobinę mniej (729 zł za 15 ml).


10. Aquolina, Viva Natura żel pod prysznic - przyjemny zapach, duża pojemność, nie wysuszał, nie uczulił - nie mam mu nic do zarzucenia. Czasami używałam jako płyn do kąpieli i w tej roli równie dobrze się sprawdzał. Aquolina aktualnie jest do kupienia w Douglasie.
11. Yves Rocher, Monoi de Tahiti żel pod prysznic i do włosów - zapach wakacji, a właściwie wspomnienie moich wakacji. Pięknie pachnący żel pod prysznic (cała linia tak pachnie!), nie wysuszał skóry, delikatnie ją perfumował. Bardzo, bardzo lubię!
12. Organique, Mydło organiczne w płynie z dynią - używamy do mycia rąk oraz do mycia Jagi - w tej drugiej roli sprawdza się świetnie - nie wysusza skóry małej, jest niemalże bez zapachu, delikatnie nawilża. Bardzo dobry produkt dostępny w 4 wersjach zapachowych. Mydło organiczne w płynie na bazie składników pochodzenia naturalnego, delikatnie myje, jednocześnie pielęgnując skórę. Wzbogacone zostało ekstraktem z dyni bogatym w witaminy, cukry i beta karoten, który nawilża, regeneruje skórę i zapobiega procesom starzenia.


13. Bielenda, Sexy Mama Kuracja na opuchnięte nogi oraz Kuracja przeciwko rozstępom - zacznę od nazwy - uważam ją za wielce nietrafioną, ale nie czepiam się, być może są Zwolenniczki. Krem do nóg w porównaniu z Mary Kay (wyżej) niestety wypada odrobinę gorzej - nie daje takiego efektu chłodzenia jak MK i odrobinę się lepi. Kuracja przeciwko rozstępom to trudny orzech do zgryzienia - jak każdy tego typu produkt - krem dobrze nawilżał i dawał wytchnienie rozciągniętej do granic możliwości skórze. Czy zapobiegł rozstępom? Nie wiem, jakieś mam, ale moim zdaniem to nieuniknione w ciąży.
14. Elancyl, Olejek do masażu dla kobiet w ciąży - kolejny produkt, który zużyłam w trakcie ciąży. Niesamowicie wydajny, bezzapachowy, dobrze nawilżał i pomagał skórze znieść rozciąganie. Dzięki niemu nie czułam żadnych swędzeń. Co do rozstępów - tak jak w przypadku Bielendy - moim zdaniem są niemalże nieuniknione więc nie zwracałam na to za bardzo uwagi - ważniejsze dla mnie było, aby produkty przynosiły ulgę wciąż rozciągającej się skórze. W tej roli sprawdził się super! Ah i jeszcze jeden plus - olejek nadaje się do całego ciała więc nie trzeba mieć oddzielnych produktów do pupy, oddzielnych do piersi i brzuszka.
15. dr Irena Eris, Peeling do ciała Wiśnia z Barbadosu - dzięki drobinkom złuszczając martwy naskórek intensywnie wygładza skórę, poprawiając mikrokrążenie. Wyciąg z Aceroli – wiśni z Barbados, owocu najbogatszego w witaminę C dostarczając optymalną dawkę energii, rewitalizuje skórę. Obecność odżywczego masła shea oraz masła kakaowego wpływa na nawilżenie skóry. Skóra staje się optymalnie nawilżona, jędrna, aksamitnie gładka i przyjemna w dotyku. Zużyłam z wielką przyjemnością!
16. Organique, Olej arganowy - organiczny olej z Ecocert wytwarzany w fabryce Marogani (Maroko) w sercu lasu drzew arganowych. Tłoczony na zimno, pozbawiony konserwantów zwany również „złotem Maroka” ze względu na swoje działanie jest najbardziej cenionym olejem na świecie. Zawiera bogactwo nienasyconych kwasów tłuszczowych, witamin E i F, kwasu linolowego i fitosteroli, co czyni go skutecznym kosmetykiem do pielęgnacji każdego rodzaju cery. Polecany szczególnie dla wymagającej i wrażliwej skóry jak również włosów i paznokci. Olej głęboko odżywia, nawilża i zmiękcza, chroni przed procesami starzenia, poprawia elastyczność, przez co również zapobiega powstawaniu rozstępów. Można używać na włosy, na ciało lub na ciepło w roli odżywki do paznokci i dłoni - u mnie sprawdził się w roli olejku do pielęgnacji ciążowej skóry, dodawałam go także do kremów nawilżających i masek.

Uf! To wszystko :) A jak Wasze lipcowe zużycia? Znalazłyście w nich jakąś perełkę? A może znacie któryś z produktów o którym pisałam? Dajcie znać!
Denko vol.10 (lipiec).
Czytaj dalej...

My week in photos - 104.

Nadal upalnie, nadal czekamy, nadal przesiadujemy nad pseudo plażą nad Wisłą. Codziennie mam wrażenie, że to już i okazuje się, że lada moment przekroczę stan krytyczny i przestanę się ruszać:) Całą trójką jesteśmy wciąż razem, poznajemy nowe smaki i zaliczamy nowe przygody - jak np. pierwsza większa rana J. na kolanie!
Jak Wam mijają wakacje?





1. Wieczory.
2. Ostatnio ulubiona.
3. Kupiliśmy, czytamy, oglądamy i będziemy gotować!
4. Papierówki!
5. Olbrzymi plus dla Clochee i peelingów! Znacie?
6. Psychicznie się przygotowuję.
7. Niedziela.
8. <3.
My week in photos - 104.
Czytaj dalej...

28 lipca 2014

Słodki cukierek: Bonbon, Viktor & Rolf.


Wata cukrowa, karmel, lizaki, róż, kokardki, istna lukrowa rozpusta. Oprócz wspomnianego już karmelu - znajdziecie w kompozycji mandarynkę, brzoskwinię, kwiat pomarańczy, drewno sandałowe, jaśmin, cedr, ambra. Owoce, które zostały umieszczone w Bonbon są dojrzałe, słodkie, opływające sokiem - na próżno szukać tutaj jakiejkolwiek soczystej, świeżej nuty - Viktor & Rolf stworzyli bajkę tylko i wyłącznie dla miłośniczek słodyczy.



Różowa, niemalże fuksjowa kokardka w której zamknięty jest zapach idealnie pasuje do idei Bonbon - jest ekstremalnie słodko (mam wrażenie, że Flowerbomb przy nich są delikatnie otulające) i specyficznie - pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że duet panów miał w sobie dużo odwagi kreując różową landrynkę. Dlaczego? Wbrew pozorom nie są to perfumy łatwe i przyjemne - mogą przytłoczyć, odurzyć, a z drugiej strony spowodować polepszenie się nastroju w mikrosekundzie. Bonbon dedykowane są zatem wyspecjalizowanej grupie odbiorczyń - wyspecjalizowanej w uwielbieniu do słodkości.


Bonbon nie będę nosiła latem, mój nos nie jest w stanie udźwignąć ich w czasie upałów (nigdy nie mówię nie! - za jakiś czas może się okazać, że jednak zaprzyjaźnimy się letnimi wieczorami) - czuję je na sobie późną jesienią - długi, długi słodki ogon zaplątany gdzieniegdzie w szalikach, golfach, ciepłych swetrach. Polecam Wam skusić się na przetestowanie go chociażby w perfumerii - jestem bardzo ciekawa Waszego zdania, opinii.

Słodki cukierek: Bonbon, Viktor & Rolf.
Czytaj dalej...

27 lipca 2014

Makijaż: Chanel Haute Couture FW 2014/15.


Dzień po pokazie Haute Couture, Karl Lagerfeld pokazał światu zdjęcia promujące nową kolekcję - projekty inspirowane postacią Williama Morrisa i grupą Prerafaelitów, a także modernistyczną architekturą Le Corbusiera pełne są nawiązań do motywów biblijnych i starych legend, które współistnieją z geometrycznymi liniami i wysmukłymi fasonami. Nie zabrakło uwielbianego tweedu, który obsypano szczyptą brokatu i wyeksponowano w towarzystwie połyskującego jedwabiu. Lekkości dodały kwiatowe aplikacje oraz biżuteryjne sandałki z wiązanymi wokół kostki kokardkami. Makijaż? Jak zwykle - idealnie, pięknie, minimalistycznie, zjawiskowo - mogłabym tak długo, długo, długo.



Trzy kolory w roli eyelinera - złoto, srebro i czarna jaskółka - całość podbita pięknym gołębim odcieniem cienia do powiek. Idealna cera, podkreślone brwi i niemalże nagie usta. Oczy stają się być najważniejsze, absolutnie wyraziste i wyjątkowe - całość idealnie skomponowana, wzajemnie przenikająca się. Jako podsumowanie ciśnie mi się na usta tylko jedno - jakkolwiek banalnie by to brzmiało - geniusz objawia się w minimalizmie.
Makijaż: Chanel Haute Couture FW 2014/15.
Czytaj dalej...

26 lipca 2014

Kulinarnie: Najlepszy sos kurkowy.

Dzielę się z Wami tylko i wyłącznie przepisami, które są naprawdę dobre i wypróbowane - z sosem kurkowym jest tak samo, nie było w planach robienia zdjęć, ale w związku z tym, że całość wyszła ekstremalnie pyszna zdecydowałam się podzielić z Wami przepisem. Podstawą do mojego dania był przepis Kwestii Smaku, który możecie znaleźć tutaj, u mnie z małymi modyfikacjami.


Składniki, 2 porcje:
- 250 g kurek
- 1/2 cebuli
- 3 łyżki masła
- małe opakowanie śmietanki kremowej 12%
- 1 garść drobno posiekanej bazylii
- sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
- 1 łyżeczka soku z cytryny
- centymetrowy pasek pomarańczowego cheddara


Kurki włożyć do miski z chłodną wodą i dokładnie wypłukać, osuszyć. Cebulę posiekać w drobną kosteczkę, na dużej patelni roztopić połowę ilości masła, zeszklić posoloną cebulę (może się lekko zrumienić), Dodać pozostałe masło, włożyć grzyby i smażyć na średnim ogniu przez około 5 minut. Wlać śmietankę i wsypać bazylię, wymieszać i gotować aż sos nieco zgęstnieje. Doprawić solą, pieprzem i sokiem z cytryny, na koniec dodać pokruszony ser. W miarę upływu czasu sos gęstnieje, można go rozcieńczyć odrobiną wodą. U nas do sosu dodaliśmy makaron muszelki kupiony w sklepie z włoskim jedzeniem (pyszny!), a kurki? Były soczyste, pyszne i jędrne - to zaleta skumplowania się z panem ze straganu z warzywami i owocami niedaleko domu.
Kulinarnie: Najlepszy sos kurkowy.
Czytaj dalej...

25 lipca 2014

Shiseido, Benefiance Wrinkle Resist24: Krem na dzień.


Krem o którym dzisiaj Wam opowiem powinien pojawić się na blogu już dawno temu - to nie pierwszy słoiczek, który zużyłam. Pielegnacją Shiseido zaraziła mnie Konsultantka w Sephorze jeszcze w czasach, gdy mieszkaliśmy we Wrocławiu, już wcześniej wiele dobrego mówiły o tych produktach moje koleżanki. Shiseido Benefiance Wrinkle Resist 24 Day Cream / Crème Jour Anti-Rides SPF 15 o którym dzisiaj opowiem to krem nawilżający na dzień z filtrem ochronnym SPF 15 do skóry suchej, głęboko nawilżający skórę. Zawiera ekstrakt z dzikiego tymianku, który ochrania skórę przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych, zwłaszcza promieni UV. Zmniejsza widoczność zmarszczek i cienkich linii.


Krem przeznaczony jest do skóry suchej i bardzo suchej, złote opakowanie 50 ml wystarczy na dwa - trzy miesiące codziennego porannego użytkowania (najlepiej oczywiście jest używać go w duecie z kremem nocnym). Posiada filtr SPF 15, produkt testowany dermatologicznie. Bardzo przyjemna konsystencja i delikatny zapach, idealnie aplikuje się i szybko wchłania - jest doskonały także pod makijaż (nie roluje się, podkład możecie zastosować już w chwilę po kremie). Przede wszystkim świetnie nawilża, w roli strażnika sprawdza się świetnie, działanie przeciwzmarszczkowe jest rozłożone w czasie (krem możemy stosować prewencyjnie, na przyszłość) - jednak już po jakimś czasie można zauważyć, że skóra wygląda inaczej, lepiej, bardziej świeżo i atrakcyjnie. Wygodne opakowanie umożliwia zużycie eliksiru co do ostatniej kropelki, wiele pozytywnych opinii czytałam/słyszałam także o kremie pod oczy z tej serii i na pewno za jakiś czas się na niego skuszę (to już ten czas, aby o okolice oczu zadbać ze wzmożoną siłą).

Znacie pielęgnację marki Shiseido? Jaki jest Wasz ulubiony produkt?

INCI: Aqua(Water), Glycerin, Dipropylene glycol, Octorylene, Ethylhexyl methoxycinnamate, Butylene glycol, Diphenylsiloxy Phenyl Trimethicone, Hydrogenated Polydecene, Sorbitol, Alcohol, Benzophenone-3, Myristyl Myristate, Stearyl alcohol, Stearic acid, Paraffinum Liquidum/Mineral Oil, Silica, Palmitic acid, Glyceryl Stearate SE, PEG 5 Glyceryl Stearate, Bentonite, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Microcrystalline Wax (Cera Microcristallina), Phenoxyethanol, Fragrance (Parfum), Parrafin, Trisodium EDTA, Xantan Gum, Methylparaben, Potassium hydroxide, PEG/PPG-17/4 Dimethyl Ether, Phytosteryl Macadamiate, Ammonium Acryloldimethyltaurate/VP Copolymer, Sodium Metaphosphate, Limonene, Linallol, Iron Oxides (77492), Citronellol, Alpha-Isomethyl Ionone, Geraniol, Benzyl Benzoate, Sapindus Mukurossi Peel Extract, Hexyl Cinnamal, BHT, Uncaria Gambir Extract (Uncaria Gambir), Sodium Acetylated Hyaluronate, Hydroxyproline, Thymus Serpillum Exctract, Iron Oxides (77491), Chlorella Vulgaris Extract, Tocopherol, Dimethicone
Shiseido, Benefiance Wrinkle Resist24: Krem na dzień.
Czytaj dalej...

24 lipca 2014

MAC Extra Dimension Skinfinish, Superb.


Od zawsze kocham rozświetlacze, błyskotki i efekt glow - w swojej kolekcji mam kilka ulubionych - stosuję je bardzo często (np. High Beam, Benefit czy Soft & Gentle MAC - aktualnie planuję zakup osławionego specyfiku The Balm). Niewątpliwie jednak to MAC wiedzie prym w mojej kolekcji i to rozświetlaczy tej marki mam najwięcej. Dzisiaj chciałabym pokazać Wam produkt, który od jakiegoś czasu gości na mojej twarzy bardzo często - MAC Extra Dimension Skinfinish (z kolekcji Magnetic Nude) w odcieniu Superb.



Przede wszystkim - jest piękny i rewelacyjnie napigmentowany, dlatego też zalecam ostrożność przy aplikacji - korzystajcie z niego tylko i wyłącznie w obecności światła dziennego (chyba, że jesteście już wprawione i dobrze wiecie ile machnięć pędzlem potrzebujecie dla uzyskania nieprzerysowanego efektu) - w większej ilości na policzkach wygląda dość groteskowo i po prostu - źle. Swatch, który widzicie na moich palcach to efekt po jednym przeciągnięciu po tafli pudru - naprawdę dużo w nim koloru! Jak to bywa z tego typu produktami możemy używać ich także jako cienia do powiek - pięknie podkreśla i eksponuje, nie ściera, nie osypuje. Na twarzy trwa właściwie przez cały dzień, ja nie potrzebowałam nanosić żadnych poprawek.


Superb idealnie sprawdzi się latem - przepięknie podkreśla opaleniznę, śmiało można omieść nim szyję, dekolt, ramiona - ślicznie lśni w słońcu (szczególnie przy wieczornym świetle). Niestety, nie wiem czy jest jeszcze gdziekolwiek do dostania - być może w sieci są jeszcze jakieś ostatki - nawet jeśli nie - przy okazji będąc w salonie MAC zwróćcie uwagę na mineralize skinfinish - jestem pewna, że zachwycicie się nimi równie bardzo jak ja!

MAC Extra Dimension Skinfinish, Superb.
Czytaj dalej...

22 lipca 2014

Różowy tonik: Chanel Le Vernis, 619.


Pink Tonic czyli skandalicznie żywy róż/fuksja pochodzi z letniej kolekcji marki Chanel - Reflets d'ete de Chanel, którą pokazywałam Wam całkiem niedawno (zajrzyjcie tutaj!). W kolekcji znajdziemy między innymi biel (Eastern Light), świeżą pomarańczę (Mirabella - tutaj ją pokazywałam) oraz właśnie Pink Tonic - piękny, soczysty, wibrujący. Wspominałam Wam także o odcieniu Sweet Lilac, niestety bardzo ciężko jest go gdziekolwiek upolować.


Pełne krycie możemy uzyskać już przy jednej (!) warstwie (właściwie Chanel nas do tego przyzwyczaił, ale za każdym razem, gdy maluję paznokcie - jestem tym faktem zdumiona:)) - widzicie ją na zdjęciach - nie ma żadnych prześwitów, nie użyłam żadnego utwardzacza więc błysk jest w pełni zasługą lakieru. Na paznokciach trwa kilka dni bez żadnych uszczerbków, nie odpryskuje, po tym czasie delikatnie ścierają się końcówki.



Pink Tonic jest wyjątkowy! Bardzo polubiłam się z tym kolorem - generalnie lubię wszystkie krzykliwe róże więc byłam niemalże pewna iż letnia propozycja Chanel będzie dla mnie idealna!
Różowy tonik: Chanel Le Vernis, 619.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...