30 kwietnia 2014

Zen Sun EDT, Shiseido.


Eksplozja. Zen Sun to eksplozja kwiatów, owoców, orzeźwienia, lata, miłości, szczęścia, radości, słońca - to wszystko staje się jednością i wzajemnie się przenika.


Nutami głowy są bergamotka, grejpfrut, brzoskwinia, czarna porzeczka, cytron, cytryna i mango. Nuty serca to gardenia, błękitna róża, lotos, konwalia i kwiat wiśni, za bazę dpowiada ambra, malina i drzewo sandałowe. Jest soczyście, intrygująco, beztrosk. Różowo?


Budzisz się rano, otwierasz okno. Do pokoju wpadają gorące promienie słoneczne, a pomieszczenie wypełnia się światłem. Czujesz delikatny wiatr, masz ochotę włączyć muzykę. Odwracasz się - w łóżku śpi on/ona/ono/oni (właściwą odpowiedź Ty wybierasz), uśmiechasz się. Stop.
Jest gorąco, siedzisz na trawie, masz bose stopy, trawa wchodzi między Twoje palce. Obok Ciebie siedzą Twoi przyjaciele, znajomi. Nie musisz niczym zaprzątać sobie głowy, wszystko wydaje się być na swoim miejscu, a Ty nie możesz uwierzyć, że proste rzeczy mogą tak podnosić poziom endorfin. Stop.
Byłaś kiedyś w nocy nad morzem? Pośród tych wszystkich mikro restauracyjek, barek z piwem, lampioników i ludzi siedzących na plaży i wolno popijających wino/piwo z papierowych worków? Z daleka, z jakiejś wakacyjnej dyskoteki (ok, zatrzymałam się w czasach, gdy tak się określało tego typu miejsca, ale chyba bardziej odpowiednie słowo to klub?) dobiega muzyka, która niekoniecznie staje się balsamem dla Twojej duszy, ale dopełnia całości i w tym przypadku jest niezbędna. Stop.

Wszystkie trzy opcje to obrazki szczęścia, do każdego z nich pasuje Zen. Niezależnie od tego, jaki prowadzisz tryb życia ten zapach jest w stanie dopasować się do Twojej osobowości. Jest idealnym pobudzaczem, rozweselaczem, ma w sobie niekończące się pokłady dobrej, słodkiej energii. Jest jak koktajl. Nie określiłabym Zen jako kompozycji typowo wakacyjnej - myślę, że może stać się świetnym urozmaiceniem również jesienią, a nawet zimą - jako antidotum na to, co widzisz za oknem. Woda toaletowa zamknięta jest w wyjątkowym, designerskim flakonie, który oddaje świeżość i radość wschodzącego słońca. Ta limitowana edycja zapachu dostępna jest w wersji zarówno dla niej jak i dla niego (niebieska).


Trwałość? Kwestia indywidualna i Waszej skóry - u mnie około czterech godzin, na ubraniach znaczeni dłużej. Zen wprawia mnie w bardzo dobry nastrój, jest niewątpliwie jedną z najbardziej udanych mieszanek owocowo - kwiatowych, które miałam okazję nosić na sobie.



Jaki jest Wasz ulubiony letni zapach/zapachy?
Zen Sun EDT, Shiseido.
Czytaj dalej...

29 kwietnia 2014

My week in photos - 91.

Cały tydzień było ciepło tylko po to, aby w weekend padał deszcz, dzieci musiały siedzieć w domu, a dorośli sprzątać. Phi! W ostatnich dniach znalazłam mnóstwo inspirujących mnie stron w sieci, które spowodowały, że mam mnóstwo energii i chęci do działania (a może to wina witamin, które biorę?;). Jakby nie było, ta porę roku kocham najbardziej i rozkoszuję się każdym dniem, Wy też postarajcie się częściej uśmiechać!




1. Widziałam go w Warszawie.
2. Spoko, coś jeszcze widzę.
3. Jedna z najładniejszych okładek ostatnich miesięcy.
4. Dostawa woskowa - grapefruit najpiękniejszy!
5. Warsztaty zapachowe przy okazji nowej odsłony Head&Shoulders.
6. Mój balkon. W deszczu, ale i w kolorze.
My week in photos - 91.
Czytaj dalej...

28 kwietnia 2014

Ideał: Illusion d’Ombre Chanel.


Wiele razy na blogu, pomiędzy wierszami wspominałam Wam, że bardzo lubię cienie w kremie/musie. Wiem, że wiele z Was ma do nich zastrzeżenia spowodowane tylko i wyłącznie faktem, że ich nie używałyście bo macie wrażenie, że są trudne w obsłudze. Jest w tym odrobina prawdy, ale nie twierdzenie to nie sprawdza się absolutnie w przypadku produktu marki Chanel Illusion D’Ombre.



Przede wszystkim - światło. Czysta magia. W zależności od kąta padania promieni słonecznych, natężenia oświetlenia cienie wyglądają zupełnie inaczej, mienią się, są mnie j lub bardziej intensywne (co możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej). Często pełnią u mnie rolę eyelinera, są na tyle miękkie i puszyste, że nie sprawiają żadnych problemów przy aplikacji. Tak naprawdę - nigdy nie miałam z nimi żadnych niespodzianek, nigdy mnie nie zawiodły. Jedna warstwa daje bardzo subtelny efekt, który sprawdzi się od rana do późnego popołudnia, jeśli chcesz natomiast stworzyć bardziej wieczorowy makijaż, możesz nałożyć na powiekę kilka warstw musu. Używając Illusion d’Ombre nie stosuję bazy pod cienie, mus trwa na powiece niemal cały dzień, nie osypuje się, nie zbiera w załamaniach powieki, nie kruszy. Kolory, które posiadam genialnie rozświetlają oczy, nadają im głębi - można je ze sobą mieszać i tworzyć zupełnie nowe barwy. Idealne.





Cienie zaopatrzone są w mały pędzelek, uwierzcie mi jednak, że aplikacja palcem także się sprawdza - szczególnie, gdy nie macie czasu na skomplikowane makijaże. Najciekawszy efekt możecie uzyskać mieszając kolory ze sobą, nigdy nie będą się powielać, będą jedyne w swoim rodzaju. Na zdjęciach z sesji zdjęciowej Ania ma na powiekach trzy kolory Illusion d’Ombre: fiolet, złoto i brąz złamany miedzią/starym złotem. (kolejno: Convoitise 81, Diapason 92, Fatal 837). Nigdy nie kończące się opakowanie cieni kosztuje ok. 140 zł, można je znaleźć w stałej ofercie Chanel jak i w limitowanych kolekcjach. Jeśli jeszcze ich nie znacie koniecznie wypróbujcie podczas następnej wizyty w perfumerii i dajcie znać czy podzielacie mój zachwyt (jestem pewna, że tak!:))


Modelka: Ania/Zuzu-Models
Makijaż: Agata Herbut
Zdjęcia: Artur Telma Photo
Projekty: NUTHATCH Baajkowa
Ideał: Illusion d’Ombre Chanel.
Czytaj dalej...

26 kwietnia 2014

Essie Spring 2014: Style Hunter.


Wiosenna kolekcja essie skierowana jest do kobiet, które nie boją się, by ich życie i styl wypełnione były zabawą. Składa się z 6 odcieni, a jednym z nich jest mocno nasycony purpurowy odcień, który wzbudza natychmiastową sensację - to Style Hunter - możecie zobaczyć go na zdjęciach w wersji profesjonalnej (zawierającej cienki pędzelek, bardziej precyzyjny).


Style Hunter jest jaskrawy, mocny, intensywny i pięknie purpurowy - w zależności od światła możecie odnaleźć w nim soczystą czerwień lub malinę. Jest idealnie wiosenny, poprawiający nastrój - muszę przyznać, że takie odcienie są jednymi z moich ulubionych - zarówno na paznokciach jak i na ustach, czuję się w nich bardzo dobrze.


Na paznokciach możecie zobaczyć dwie warstwy lakieru, który szybko schnie i nie smuży. Piękny połysk i bardzo dobra trwałość (kilka dni). Tutaj możecie podejrzeć jak prezentuje się na długich paznokciach. Co o nim myślicie? Mam wrażenie, że Style Hunter to odcień, który idealnie wkomponuje się w każdą porę roku i będzie dobrze wyglądał na każdej płytce, niezależnie od długości.

Essie Spring 2014: Style Hunter.
Czytaj dalej...

25 kwietnia 2014

Exfoliant Crème Douceur Eisenberg - peeling idealny?


O tym, że jestem wielką fanką peelingów/scrubów wspominałam Wam niejednokrotnie - o ile w przypadku ciała eksperymentuję i bardzo często zmieniam produkty - z twarzą jest zdecydowanie inaczej. Na stałe używam zwykle dwóch peelingów - w tej chwili jest między innymi najnowszy specyfik marki Eisenberg Exfoliant Creme Douceur z linii Pure White.


Linia Pure White zawiera aż dziesięć produktów, a stworzona została w celu zachowania jednolitej i idealnej cery. Przy braku skutecznej ochrony nasza cera jest narażona na powstawanie przebarwień, produkty PW mają skuteczne działanie przeciwstarzeniowe i antyoksydacyjne, pozwalają blokować proces hiperpigmentacji, zapobiegają powstawaniu brązowych plam i ujednolicają cerę, jednocześnie zabezpieczając skórę i zmniejszając przebarwienia pigmentacyjne. Wszystkie produkty w linii łączą formułę Trio-Moléculaire® Eisenberg i dwa kluczowe składniki aktywne: wyciąg z kwiatów stokrotki pospolitej i ustabilizowaną witaminę C.


Mój oczyszczacz do twarzy to łagodnie peelingujący krem, który błyskawicznie przywraca cerze blask dzięki wyciągowi z kwiatów Stokrotki Pospolitej i Witaminie C. Wygładzające cząsteczki delikatnie usuwają martwy naskórek i zanieczyszczenia, nie naruszając naturalnej równowagi hydrolipidowej. Jego składniki peelingujące pochodzące z wyciągów z Rokitnika i kwiatów Hibiskusa gwarantują doskonałą regenerację aksamitnie gładkiej skóry. Nie zawiera perfum. Może być stosowany na wszystkie rodzaje skóry i wśród osób w każdym wieku. Według zaleceń producenta powinno się go stosować 1-2 razy w tygodniu na zwilżoną skórę: delikatnie wmasować ruchami okrężnymi w górę, następnie spłukać letnią wodą, a następnie stonizować i delikatnie osuszyć, po czym zastosować codzienną pielęgnację. Ja stosuję co dwa dni, za mną kilka użyć i mogę Wam opisać swoje pierwsze wrażenia.


Idealnie kremowy, w pierwszej chwili wydaje się być bardzo delikatny jednak jego działanie jest odczuwalne. W swojej strukturze przypomina mi odrobinę osławiony produkt Strivectin - mam wrażenie jednak, że Exfoliant Crème Douceur zawiera mniej ścierających drobinek, ale efekt jest bardziej zadowalający niż w specyfiku o którym wspomniałam wyżej. Pamiętajcie, że jestem posiadaczką suchej skóry i opisuję wrażenia właśnie na takiej cerze. Nie zauważyłam żadnych problemów - zaczerwienień, zbyt mocnego ścierania. Po aplikacji twarz jest idealnie gładka, rozświetlona i pełna życia, rozjaśniona. Dalsza pielęgnacja staje się czystą przyjemnością - skóra chłonie wszystko, co na nią nałożę - prawdziwą bombą okazuję się zestaw: peeling, tonik, serum i super nawilżający krem - taka dawka dobroci wieczorną porą, przed snem sprawi, że poranek będzie zdecydowanie milszy, gdy zobaczycie się w lustrze. Na pewno interesuje Was kwestia rozjaśnienia - w moim przypadku efekt ten utrzymuje się niemalże do następnego użycia peelingu, nie jestem w stanie w tej chwili Wam powiedzieć czy po zużyciu całego opakowania będzie nadal widoczny, na pewno jednak dam Wam znać za jakiś czas. Podsumowując - polecam z czystym sumieniem, jeden z lepszych tego typu produktów w mojej kosmetyczce.
Exfoliant Crème Douceur Eisenberg - peeling idealny?
Czytaj dalej...

24 kwietnia 2014

MAC Proenza Schouler. Pinkfringe Satin Lipstick.


"Piękno zawsze odgrywało wielką rolę w tym, co kreowaliśmy na wybiegi i M·A·C zawsze ogromnie nas wspierał. Chcieliśmy stworzyć coś, do czego kobieta Proenza Schouler mogłaby się odnieść poza wybiegiem, zaś marka M·A·C jest tak zakorzeniona w modzie, że mogliśmy być pewni, że zrozumieją naszą wizję” (Jack McCollough i Lazaro Hernandez’a z duetu Proenza Schouler).



Kolekcja obejmuje puder Ombre Face Powders, szminki, eye linery i kredki do ust z linii Pro Longwear, lakiery do paznokci oraz pędzel 129SE Powder Brush. Unikalne opakowania inspirowane są jedną z kolekcji projektantów zaś cała kolekcja jest limitowana. U mnie możecie obejrzeć najbardziej świeżą, różową pomadkę w moich zbiorach - Pinkfringe. Piękne, tęczowe opakowanie (nie jest plastikowe!) tak bardzo inne od znanych nam czarnych, tradycyjnych macowych. Satynowa zawartość powoduje, ze szminka idealnie aplikuje się i tworzy bardzo rześki, ożywiający efekt. Kolor? Pierwszy raz, gdy zobaczyłam Pinkfringe pomyślałam: "o nie, to nie jest kolor dla mnie". Tadam! (ah, na zdjęciach jestem na golasa - mam tylko na ustach Pinkfringe także na resztę nie zwracajcie uwagi:))



Nie ma w niej plastiku, sztuczności - o którą tak łatwo przy tego typu odcieniach. Czuję się w niej bardzo dobrze, a uwierzcie mi, że nie do końca jestem przekonana do takich kolorów. Minus? Kolekcja bardzo limitowana co oznacza, że pojawiła się tylko w dwóch salonach MAC w kraju, a w sklepie internetowym niestety już pusto.


Swatche, które robiłam na ręku przetrwały kilka godzin - pomadka jest naprawdę trwała i nie zjada się szybko. Jest w niej moc! Mam zamiar sprawdzić jak będzie wyglądała w opcji: róż do policzków - ten żywy, odświeżający róż jest bajeczny!
MAC Proenza Schouler. Pinkfringe Satin Lipstick.
Czytaj dalej...

23 kwietnia 2014

My week in photos - 90.

W nocy wróciliśmy do Warszawy po tygodniu spędzonym pod Wrocławiem - wieś + świeże powietrze = raj dla Małej. Nie jestem w stanie zrozumieć tego skąd dzieci mają tyle energii? Byliśmy na chwilę w Pradze, na chwilę we Wrocławiu (trzy godziny) przed samym wyjazdem do Warszawy. Przywitał nas piękny obrazek: wiosna w pełni i kwitnący kasztan za oknem! Jak Wy spędziłyście Święta? Mam nadzieję, że odpoczęłyście i nabrałyście mnóstwa sił do działania!





1. Wrocław.
2. Uwielbiam, kocham!
3. Wszyscy mieli mieć złe miny.
4. Raj jaguszkowy <3
5. Praga raz.
6. Praga dwa.
7. Najbardziej zadziwiający obrazek jaki zobaczyłam podczas wyjazdu. Przepięknie.
8. Stare śmiecie, o milion razy ładniejsze niż jak my tam mieszkaliśmy :)
My week in photos - 90.
Czytaj dalej...

22 kwietnia 2014

Clinique 16 Shades of Beige. All About Shadow 8-Pan Palette.


W środowisku blogerskim paleta marki Clinique jest dość dobrze znana, jestem pewna, że widziałyście już ją w akcji u moich koleżanek - All About Shadow 8-Pan Palette to zestaw ośmiu cieni do powiek w bardzo neutralnych odcieniach. Miks kolorów idealnie do siebie dopasowanych - od bieli po ciemną, gorzką czekoladę. Możliwość stworzenia delikatnego jak i mocniejszego makijażu, zestaw zaopatrzony jest w aplikator - z jednej strony zakończony pędzelkiem z drugiej gąbeczką.



Na zdjęciach poniżej, na których możecie zobaczyć swatche cieni są one zaaplikowane na czystą skórę, nie była ona wcześniej pokryta żadną bazą podbijającą kolor, nie ma także tutaj ingerencji programem graficznym zatem to, co widzicie na zdjęciach to kolory, których możecie spodziewać się wypróbowując cienie w perfumerii.


Moja paletka (11 g/185 zł, odcień: Neutral Territory 2) przeżyła już całkiem sporo makijaży i swoją opinię mogę przedstawić Wam widząc jak sprawdza się w warunkach bardziej ekstremalnych - na przykład podczas całodniowej sesji. Dokładnie ją testowałam - sprawdzałam czy cienie osypują się, jak bardzo są trwałe. Na zdjęciach poniżej (foto: Piotr Książek, modelka Ania Szwogżlis) możecie zobaczyć makijaż z użyciem All About Shadow 8-Pan Palette. W żadnym makijażu, który wykonywałam tą paletą nie przysporzyła mi żadnych problemów - intensywność mogę stopniować zatem tak naprawdę z powodzeniem służy mi do codziennego użytku. Często używam trzeciego najjaśniejszego koloru na całą powiekę w duecie z tuszem do rzęs - pięknie rozświetla i odmładza spojrzenie. W sytuacji, gdy potrzebuję mocniejszego makijażu - cztery najciemniejsze odcienie z powodzeniem wyczarują piękne smokey. Wszstkie kolory mogę miksować ze sobą i bawić się nimi, jedynym mankamentem może stać się brak czarnego cienia - gdyby paletka go zawierała byłaby nie do pobicia.





Paleta Clinique to nieograniczone możliwości - cienie bardzo dobrze łączą się ze sobą i blendują. Nie zauważyłam osypywania się (nawet w przypadku ciemniejszych odcieni), trwają niemalże cały dzień na powiekach i nie wymagają poprawek. Paletę (podobnie jak i lakiery wchodzące w skład limitowanej kolekcji 16 Shades of Beige ) kupicie tylko w Salonach Firmowych Clinique i w sklepie internetowym. Myślę, że ten produkt to bardzo dobra inwestycja, a wszystko dzięki dobrej jakości i możliwościach jakie nam daje - jeśli macie możliwość obejrzeć ją na żywo i wypróbować - koniecznie to zróbcie i dajcie znać czy przypadła Wam do gustu.

Znacie All About Shadow 8-Pan Palette? Może macie swoje ulubione zestawy cieni w nude'owych odcieniach?
Clinique 16 Shades of Beige. All About Shadow 8-Pan Palette.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...