28 lutego 2014

Jeśli wiosna to Chance. Shimmering Body Cream, Chanel.


Nadchodzi wiosna więc w pobliżu musi pojawić się Chance. To już rytuał. O moich skojarzeniach z zapachem pisałam Wam dość dawno temu (tutaj możecie zajrzeć) - nic się nie zmieniło, tradycyjny Chance nadal kojarzy mi się z siostrą i wiosną - tymi pierwszymi chwilami, gdy za oknem jest słońce i w powietrzu czuć... radość. Mam do niego słabość, a to co widzicie na zdjęciach to efekt właśnie tej słabości (a może miłości już?) - krem do ciała.


Chanel Chance Shimmering Body Cream to rozświetlający krem do ciała, jego bogata i jedwabista konsystencja kremu otula ciało opalizującym welonem oraz nawilża skórę pozostawiając ją niezwykle delikatną. Kwiatowy zapach Chance to powiew optymizmu, który zjawia się niespodziewanie, zapewni skórze zmysłową, a zarazem długotrwałą woń. Subtelny perłowy blask dodatkowo wzmacnia skórę.


Szczerze? Ten krem to istny kosmos, ma w sobie nieskończone pokłady zapachu zatem wystarczy odrobina, aby przez cały dzień czuć na sobie Chance. Tak naprawdę można zatrzymać się na stosowaniu go na dłonie, szyję, dekolt i rozkoszować się wiosną na skórze. Jest idealny, nietłusty, satynowy, świetnie się rozprowadza i trwa na skórze przez długie godziny. Uwielbiam i jestem w nim zakochana!


Krem pochodzi z limitowanej kolekcji w skład której wchodzą jeszcze: Chanel Chance Eau Fraîche Shimmering Touch - rozświetlający żel do ciała i dekoltu oraz Chanel Cahnce Eau Tendre Shimmering Powdered Perfume - perfumowany puder rozświetlający.
Jeśli wiosna to Chance. Shimmering Body Cream, Chanel.
Czytaj dalej...

27 lutego 2014

Kulinarnie: Murzynek.


O nie, nie będzie pączkowo, przedstawiam Wam ulubione ciasto mojej familii - oto Murzynek. W naszym domu jest mniej więcej dwa - trzy razy w miesiącu. Proste, dobre i szybkie w przygotowaniu - my odpuszczamy robienie polewy, a zjadamy jeszcze ciepłe (Jaga na przykład z mlekiem na śniadanie). Murzynek znika u nas w ciągu maksymalnie 1,5 dnia i szczerze? Myślę, że zrobiłam go już kilkadziesiąt razy w życiu.


Składniki:

200 g masła lub margaryny
1 szklanka cukru
2 szklanki mąki
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 - 3 duże łyżki kakao
½ szklanki wody (lub mleka)
2 jajka

Do rondelka wrzucić masło, cukier, kakao i mleko, gotować aż do rozpuszczenia się masła raz na jakiś czas mieszając. Odstawić do całkowitego ostygnięcia (to bardzo ważne - kilka razy udało mi się stworzyć super zakalca właśnie przez dodanie zbyt ciepłej masy do reszty składników). Do ostudzonej masy dodać mąkę, jajka, proszek do pieczenia i dokładnie wymieszać. Całość przelać do tortownicy i piec w 175° C przez ok 40 - 45min.

Tak jak wspominałam - my rezygnujemy z czekoladowej polewy, czasami posypuję ciasto cukrem pudrem, moja ciocia do masy dodaje kilka łyżek powideł (przed pieczeniem). To jedno z tych prostych ciast, które doskonale sprawdzają się w sytuacji: chce mi się coś słodkiego.
Kulinarnie: Murzynek.
Czytaj dalej...

Kultowe Kosmetyki: Czerwone Mleczko Garnier.

Nowa seria i produkty, które zna prawie każda z nas, używała ich wiele razy, pamięta kiedy pojawiły się na rynku i darzy pewną sympatią (albo i nie?). Raz na jakiś czas będę przypominała Wam o istnieniu specyfików, które na rynku są od bardzo dawna i wciąż cieszą się zainteresowaniem - na pierwszy ogień: czerwone mleczko Garniera.


Znacie? Używałyście? To jeden z pierwszych produktów do pielęgnacji ciała jakich używałam, wydaje mi się, że chodziłam do podstawówki, gdy pojawił się na rynku. Na mojej półce pojawia się mniej więcej dwa - trzy razy w roku, nie jest oczywiście tak, że stosuję tylko i wyłącznie czerwone mleczko do ciała bo tak nie jest (właściwie nigdy nie sięgam po mleczka, zawsze wybierałam kremy lub masła - tutaj mamy wyjątek), jest dla mnie przyjemnym nawilżaczem, obłędnie pachnie i jest bardzo wydajne. Mleczko zawiera oryginalna kanadyjską formułę z syropem z klonu, która błyskawicznie się wchłania i łagodzi uczucie szczypania oraz eliminuje szorstkie strefy skóry, a dzięki systematycznemu używaniu skóra jest zregenerowana i odzyskuje komfort (krem do rąk z tej serii nie potrzebował systematyczności - pomagał od razu, jest rewelacyjny!).


Udowodnione rezultaty, którymi chwali się marka to: po pierwszym zastosowaniu - złagodzone uczucie ściągnięcia: 95%, po 3 tygodniach stosowania - skóra jest odbudowana: 95%, zmniejszenie szorstkości: -47%. Ma lekką konsystencję, dobrze się wchłania, jest niedrogie i wszędzie dostępne, dodatkowo - ładnie pachnie i przede wszystkim jest skuteczne. Nic do zarzucenia, absolutnie nic.

Dziewczyny, jakie są Wasze Kultowe Kosmetyki? Podzielcie się!
Kultowe Kosmetyki: Czerwone Mleczko Garnier.
Czytaj dalej...

26 lutego 2014

10 rzeczy, które każda modna kobieta powinna mieć do 30 - tki.

Od razu podkreślam - to nie ja wymyśliłam taki artykuł! Nie biorę tego na siebie! To tylko i wyłącznie moje zdziwienie postanowiło stworzyć przedruk tekstu z Haarpers Bazaar i pokazać go Wam, a przy okazji - za rok będę miała trzydzieści lat... Oczywiście nie ma innej opcji jak podchodzić do tego typu artykułów z przymrużeniem oka. Zaczynajmy więc, oto dziesięć rzeczy, które powinnaś mieć/zdobyć przed swoimi 30 tymi urodzinami - w innym wypadku Twoje wewnętrzne ja powinno wstydzić się gdy mówisz o sobie głośno, że jesteś modna;). Ceny, które widzicie obok opisów pochodzą z artykułu HB.





1. Buciczki, czarne klasyczne - np. od Manolo Blahnika $595.
2. Garnitur, koniecznie! Ten na zdjęciu pochodzi od Stelli McCartney, ok. 2000 $.
3. Twój kwiatowy podpis, w końcu powinnaś mieć swój ulubiony rodzaj i poinformować wszystkich zainteresowanych, że to są właśnie Twoje ulubione kwiaty - w innym wypadku skąd do diabła mają wiedzieć jakie Ci wysłać, abyś była szczęśliwa?!
4. Piękny zegarek, Hermes 2400 $.
5. Czerwona szminka, MAC, ok. 80 zł.
6. Zapach. Przed 30 - tką powinnaś mieć swój jeden ulubiony, sytuacja podobna jak z kwiatami.



7. Biżuteria, której nie będziesz zdejmować. Repossi, pierścionek 16,870 $.
8. Ulubiony artysta, fotograf, malarz, który Cię zawsze uszczęśliwia. Tutaj: Unite Your Wings by Yolanda Sanchez, 5800 $.
9. Torba na całe życie. Victoria Beckham, 2400 $.
10. Płaszcz, ponadczasowy, modny, dobrej jakości - na wieki.

Zostało mi pół roku, muszę koniecznie popracować nad kwiatowym podpisem, jedynym zapachem. Czerwoną szminkę już mam, reszta nie do końca wpasowuje się w mój styl więc puszczę ją kantem. Tak czy inaczej, pamiętajcie nie samymi mazidłami człowiek żyje - trzeba też jakoś wyglądać ;). Harpers dziękuję Ci za przypomnienie, że żyjemy w dziwnym świecie.

zdjęcia i ceny przedmiotów:harpersbazaar.com
10 rzeczy, które każda modna kobieta powinna mieć do 30 - tki.
Czytaj dalej...

25 lutego 2014

My week in photos - 82.

Połowa tygodnia upłynęła pod znakiem chorego ucha oraz nudzenia się w domu i wymyślania nowych zabaw oraz zapisania się do biblioteki! Dla mnie to bardzo ważne wydarzenie, gdy byłam małą dziewczynką w ferie i wakacje mnóstwo czasu spędzaliśmy właśnie tam - uwielbiałam czytać książki i właściwie na każdą okazję dostawałam bajki/opowiadania (mam je do tej pory, a Dzieci z Bullerbyn to hit mojego dzieciństwa!). Nadeszła pora, aby Jaga też miała swoje ulubione książki i z wielką, wielką chęcią po nie sięgała. Co jeszcze? Krótkie ferie u rodziców, oglądanie Labiryntu Światła w Wilanowie (jeśli lubicie takie atrakcje lub macie dzieci - koniecznie zarezerwujcie jeden wieczór, macie czas do 5 marca!), ja zaczynam rosnąć. Fajnie jest!





1. Nasz pierwszy raz w bibliotece.
2. J. jest już dorosła i czyta dużo książek.
3. Nowa rodzina.
4. Przerwa na wafela.
5. Mrok.
6. Znalezione na Instagramie, najpiękniejszy, idealny!
7. Kiedyś będzie moja.
8. Labirynt światła w Wilanowie i moje dwa.
My week in photos - 82.
Czytaj dalej...

24 lutego 2014

Depilatory Braun - recenzje.


W styczniu pisałam o depilacji z marką Braun, wspólnie zorganizowaliśmy konkurs w którym dwie z moich Czytelniczek miały szansę wygrać depilator Silk - epil. Nadszedł czas na podsumowanie akcji, dziewczyny podzielą się z Wami swoimi spostrzeżeniami - a ja dodam kilka słów od siebie. Model, który ja posiadam to Silk - epil 7 Wet&Dry (7681), posiadający 40 par pęset opracowanych w taki sposób, aby zamykały się pod optymalnym kątem i chwytały włoski jeszcze bliżej skóry, skutecznie usuwając nawet najkrótsze z nich (0,5 mm). Dodatkowo - ruchomą głowicę, która może się wychylać 15 stopni w przód i w tył. Oznacza to, że lepiej dopasowuje się do kształtów ciała, zapewniając większy komfort i maksymalną dokładność. Depilator jest także wyposażony w lampkę podświetlającą nawet najcieńsze włoski, co zapobiega ich pominięciu. Wiem, że to dane techniczne, które są średnio ciekawe, ale uwierzcie mi, że porównując produkty aktualnie dostępne na rynku, a te, którymi wyrywałyśmy włoski dziesięć - piętnaście lat temu - zdecydowanie czuć różnicę! Przede wszystkim dzięki temu, że depilator zawiera system masażu o wysokiej częstotliwości stymulujący skórę i skutecznie łagodzący ból przy wyrywaniu włosków podczas depilacji, zwiększając tym samym uczucie komfortu. Depilatora używam od lat (z małymi przerwami), tak jak wspominałam kiedyś sam proces był dużo bardziej bolesny - w tej chwili moim zdaniem skóra bardzo szybko przyzwyczaja się do takiej metody usuwania niechcianych włosków i już po kilku razach reaguje zupełnie inaczej (czytaj: mniej odczuwa ból), pamiętajcie, że depilacja pod wodą również jest mniej bolesna. Czy polecam tą metodę? Tak, z czystym sumieniem - najnowsze modele są zupełnie inne od tych, które pamiętacie sprzed kilku lat, cały zabieg jest zdecydowanie mniej bolesny! Wizualnie także jest na plus - minimalistycznie, wygodnie, higienicznie. Regularnie stosując peelingi nie mam problemu z wrastającymi włoskami, a moje nogi są gładkie przez mniej więcej trzy tygodnie. Depilacja jest szybka, skuteczna i co najważniejsze dokładna!


Justyna:

"Używałam go już kilka razy, goląc nogi, pachy i strefę bikini i jest super. Miałam dosyć czarną i probolesną wizję tej maszyny, ale okazuje się, że najwyraźniej ma właściwości znieczulające ;) Zwłaszcza na nogach, gdzie skóra nie jest tak delikatna jak w innych miejscach ciała (tu jest fajna końcówka, która dostosowuje się do zaokrągleń ciała), wlaściwie nie odczułam żadnego bólu. Zresztą skóra po chwili i tak przyzwyczaja się do tego rodzaju "szczypania" i już wszystko jest do przejścia. Dodatkowym atutem jest to, że w dodatkowych końcówkach jest też głowica-golarka, więc dostałam tak naprawdę depilator i golarkę 2w1. Dzięki temu, że do depilacji używam innej głowicy, mój chłopak może w higieniczny sposób używać depilatora jako golarki ;) Używałam też depilatora pod chłodną wodą i rzeczywiście łagodzi to i usprawnia cały proces golenia więc wodoodporność depilatora to jego kolejny plus. Poza tym jest to bardzo ładna wersja bling-bling :) więc plusy się sumują i wynik wychodzi wysoki i pozytywny 100 pkt na 100. :)"


Karolina:

"Depilacja Akt 2, scena 1
Osoby: Kocimiętka, Braun Silk Epil 7
(Kocimiętka znajduje na stoliku paczuszkę.)
- Ooooo! A to co?
(Odpakowuje, a w środku znajduje nowiutki Silk Epil 7681, w podskokach udaje się do łazienki. O dziwo, nie słychać żadnych krzyków.) KURTYNA.

No dobra, koniec żartów, przejdźmy do recenzji właściwej. Od czego powinnam zacząć? Niech będzie. Od początku. Pudełeczko. Zestaw składa się z wielu elementów, na bogato można powiedzieć. Oprócz podstawowej głowicy depilującej z nakładką "masującą" (z takimi malutkimi kółeczkami, które jadą po skórze), mamy w komplecie nasadkę zwiększającą skuteczność (to chyba prawda z tego co zaobserwowałam), nasadkę do miejsc wrażliwych (jakby o węższym polu depilacji) oraz nasadkę do twarzy (o jeszcze węższym polu depilacji - tej nie testowałam). Dodatkowo możemy wymienić głowicę na golącą, czyli w zasadzie uzyskać pełnowymiarową golarkę. Z kolei na golarkę możemy nałożyć nasadkę tnącą, żeby przyciąć dłuższe włosy. Ogólnie można obejrzeć sobie wszystkie te bajery na stronie internetowej, jeżeli któraś z Was jest zainteresowana. Działanie. Przechodząc do działania. Depilator jest wodoodoporny, do wyboru są dwie prędkości depilacji. Ja na początek preferuję numer 1, po prostu jest delikatniej. Próbowałam pod wodą, próbowałam na sucho i jeżeli chodzi o depilację nóg, to dla mnie była to właściwie przyjemność. Ból jest minimalny (a przyznaję się - nie jestem weteranem depilacji, zdarzało mi się sporadycznie, starym modelem, bolało mnie bardzo), a przy użyciu w wodzie, dzięki też tej nakładce masującej faktycznie miałam wrażenie miłego masażu, bez żadnych nieprzyjemnych bólowych doznań. Pachy i bikini depilowałam po zmianie nasadki na tą do miejsc wrażliwych. Faktycznie, to istotne, żeby zmniejszyć obszar jednoczasowo depilowany, bo to naprawdę miejsca delikatne. Przynajmniej jeżeli chodzi o mnie. I to się sprawdza. Żeby uzupełnić depilację, używałam nasadki zwiększającej skuteczność. Przydatna. Efekty. Nogi gładkie, pachy gładkie, bikini gładkie. Udało się! Po pierwsze: bezboleśnie, po drugie: dosyć szybko, po trzecie: dokładnie. Właściwie zupełnie nie mam się do czego przyczepić, nawet gdybym bardzo chciała. Bajery i inne takie. Światełko! Fajna sprawa, uwidacznia włoski, których gołym okiem nie widać. Po drugie światło w mojej łazience nie jest najjaśniejsze, więc sama przez się, ta mała lampeczka, jest przydatna. Ładowarka i ładowanie. Depilator oczywiście jest bezprzewodowy. Mnie na jednym ładowaniu udało się wydepilować niemal wszystko to co chciałam. Pod koniec bikini się wyczerpał. Ale ładuje się szybko, około godziny. Aha, zapomniałabym! Do zestawu dorzucone są nawilżone chusteczki przygotowujące do depilacji firmy Olay. Ciężko mi powiedzieć czy działają, w każdym razie, to całkiem miłe, że są dołączone do kompletu. Podsumowując. Gdybym miała oceniać w skali 1-10, to właściwie, jako, że nie mam się totalnie do czego przyczepić, dałabym 10. Minusem może być cena, nie jest niska, to prawda. Ale można się zastanowić czy nie warto zainwestować, bo wbrew pozorom to może się opłacić! Ja zadowolona jestem bardzo, bardzo, bardzo i z czystym sumieniem mogę polecić."


Dziewczyny, jeśli macie jakiekolwiek pytania związane z depilacją - możecie umieścić je pod postem - chętnie odpowiem!
Depilatory Braun - recenzje.
Czytaj dalej...

One photo (13).

Zupełnie nie wiem dlaczego ten cykl został przeze mnie zapomniany i porzucony. Doskonale wiem, że jedno zdjęcie może przekazać więcej emocji niż kilkadziesiąt stron tekstu, powracam więc i raz na jakiś czas pokażę Wam jedno zdjęcie. To będzie zdjęcie w którym jest całkiem spory ułamek mojego serca. Poprzednich dwanaście odcinków One Photo możecie obejrzeć tutaj.


W tym zdjęciu akurat jest całe serce miłości.
One photo (13).
Czytaj dalej...

22 lutego 2014

Essie na NYFW FW 2014.


Essie po raz kolejny zadbało o paznokcie modelek na nowojorskim fashion weeku na sezon jesień/zima 2014. Jakie będą trendy? Zobaczcie je na paznokciach modelek! Przez kilka ostatnich lat, kiedy paznokcie stały się najważniejszym dodatkiem, marka essie zyskała miano przodującego eksperta od paznokci za kulisami wybiegów na całym świecie. essie jest bowiem sponsorem najważniejszych pokazów mody, które odbywają się w Nowym Jorku, Londynie, Paryżu, Istambule, Sydney, Berlinie, a także podczas pokazów Haute Couture w Paryżu. Również i w tym sezonie marka essie z dumą sponsoruje 26 pokazów takich projektantów, jak: Alexander Wang, Alice & Olivia, Altuzarra, Carolina Herrera, Costello Tagliapietra, DKNY, Donna Karan, DVF, Emerson, Helmut Lang, Heart Truth Red Dress, Hervé Léger, Jenny Packham, Jill Stuart, Lisa Perry, Mathieu Mirano, Milly, Monique Lhuillier, Naeem Khan, Nanette Lepore, Nellie Partow, Opening Ceremony, Rebecca Minkoff, Reed Krakoff, Veronica Beard, oraz Wes Gordon.







Jestem ciekawa czy zwracacie uwagę na trendy paznokciowe i zdarza się Wam podążać za nimi?
Essie na NYFW FW 2014.
Czytaj dalej...

21 lutego 2014

Jak uratować paznokcie?


Okazało się, że urodowe bloggerki myślą o tym samym. Wczoraj i przedwczoraj posty dotyczące pielęgnacji paznokci pojawiły się u Urban i Piękności Dnia, a dzisiaj zupełnie niespodziewanie u mnie - nie było żadnej zmowy ani porozumienia! Okazuje się nawet, że lubomy ten sam produkt - u mnie w roli ratowników występują tylko dwa specyfiki, nie sądzę, abym w tej chwili potrzebowała czegoś więcej, a jeśli już - to raczej od środka czyli bomby witaminowej dostarczonej za pomocą warzyw i owoców (to akurat za chwilę się stanie ponieważ ja czuję wiosnę!).



U mnie króluje Apricot Oil oraz baza millionails, obydwa produkty od Essie. Pierwszy z nich ma za zadanie odżywić skórki i je nawilżyć - muszę przyznać, że sprawdza się znakomicie (Urban pisała, że woli Avoplex OPI, ja z kolei wolę Essie - Avoplex miałam i zużyłam, wydaje mi się jednak, że olejek Essie działa zdecydowanie szybciej i efekty są lepsze). Millionails jest bazą wzmacniającą, która zawiera miliony szybko działających molekuł tworzących płaszcz ochronny dla paznokcia. Formuła zawiera także nylonowe włókna, które chronią i zapobiegają łamaniu i rozdwajaniu (moim problemem jest właśnie rozdwajanie się). Po tygodniu codziennego stosowania olejku na skórki i płytkę zauważyłam dużą różnicę, chwilę później dołączyłam odżywkę i w tej chwili moja płytka wygląda zdecydowanie lepiej. Lakiery kolorowe odstawiam chociaż na chwilę, aby pozwolić na regenerację i czekam aż będzie lepiej. Po pierwszej ciąży wspomagałam się tabletkami Biotebal, które bardzo wzmocniły zarówno paznokcie jak i włosy (stosowałam przez trzy miesiące) - jeśli macie bardzo zniszczone paznokcie możecie spróbować właśnie takiej kuracji, w połączeniu z odżywką do paznokci/olejkiem.

Jak wygląda Wasza pielęgnacja paznokci? Jestem bardzo ciekawa czy również stosujecie olejki?
Jak uratować paznokcie?
Czytaj dalej...

20 lutego 2014

Extatic, Balmain.


Używam delikatnie, rozsądnie, w małych ilościach. Extatic w moim wyobrażeniu miał być punkowy, zdecydowany, ostry, silny (określenia dość specyficzne w przypadku zapachu, mam na myśli pewnego rodzaju pazur, kurz, dym i wszystko dookoła, co może kojarzyć się Wam z młodością i buntem). Balmain stara się reprezentować luksus i drapieżność, nowość marki jest pachnącym wcieleniem stylu, który łączy w sobie odwagę i elegancję.


Nosem kompozycji jest Émilie Coppermann, która wcześniej współpracowała między innymi z Givenchy, Karlem Lagerfeldem i Sonią Rykiel. "By odtworzyć zapach ekstazy, użyła kwiatowych aromatów orchidei, róży, irysa i jaśminu, które wzmocniła bazowymi nutami kaszmiru i skóry." W nucie głowy znajdziemy krystaliczną różę, gruszkę nashi, osmanthus. Sercem jest storczyk Sharry Baby, irys, nocny jaśmin, bazą staje się amyris, drzewo sandałowe, kaszmir, skóra.


Tak jak napisałam wyżej - brakuje mi w tej kompozycji odrobiny duszności, ale takiej, która jest jednocześnie subtelna. Nie zmienia to jednak faktu, że Extatic są bajecznie apetyczne i drogocenne. Nie skreślam ich - byłabym wówczas ignorantką! One mają coś w sobie i widzę jak bardzo przyciągają do siebie kobiety - są jednocześnie zmysłowe i otulające, a przy tym zawierają pewien ułamek zdrowej, seksownej, podniecającej agresji. Tak, teraz zdałam sobie sprawę, że pasują do kobiety, która gdzieś tam w sobie ma coś wojowniczego i nie do końca chce się tym dzielić ze światem - to coś, co ma Cię motywować i przypominać, że jesteś silna. Tak, zdecydowanie podoba mi się - nie codziennie ponieważ ich słodkość w aktualnym stanie mogłaby spowodować moją późniejszą niechęć do Extatic (a to nie jest mi potrzebne!) - dozuję sobie więc z rozwagą.

Pamiętajcie, że jeszcze przez kilka dni macie szansę wygrać dwie buteleczki Extatic w konkursie! Wszystkie szczegóły znajdziecie tutaj!
Extatic, Balmain.
Czytaj dalej...

Elseve Fibralogy - aktywator gęstości włosów.

Elseve jest chyba pierwszą marką, która wypuściła na rynek produkt wydający się być bardzo profesjonalnym i unikatowym - mowa o aktywatorze gęstości włosów z serii Fibralogy, a dostępnym w zwykłych drogeriach. O ile z szamponu oraz odżywki byłam średnio zadowolona tak aktywator przypadł mi do gustu i chętnie go używam - w duecie z inną maską do włosów. Czym jest aktywator? Na podstawie zaawansowanych badań nad włóknem włosa Laboratoria opracowały swoją pierwszą gamę Pogrubiającą Strukturę Włókna Włosa – Elseve Fibralogy Ekspansja Gęstości - specjalnie dla włosów pozbawionych gęstości. Innowacyjna gama wprowadza prawdziwą rewolucję na rynku. Teraz pielęgnacja włosów, dzięki zawartości wyjątkowej molekuły „Filloxane”, która wnika we włosy i rozprzestrzenia się wewnątrz włókien stanie się przyjemnością, a rezultaty będą spektakularne: natychmiastowy i wyczuwalny efekt grubszych włosów, zachwycające gęstość oraz długotrwały efekt dodanej struktury. Efekt ekspansji gęstości kumuluje się przy kolejnych zastosowaniach. To tyle z teorii, jak sprawdza się w praktyce?



Przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że produkt jest przeznaczony do mieszania z odżywką/maską do włosów w proporcjach jeden do jednego, można to bez problemu wykonać na dłoni - całość należy zmyć (w zależności od tego jakiej maski używasz - ja od jakiegoś czasu traktuję włosy maską Organique i trzymam ją około 15 minut na włosach). Przezroczysty, dość rzadki płyn o przyjemnym zapachu - ma za zadanie zwiększyć gęstość włosów i moim zdaniem zintensyfikować działanie odżywki/maski - w tym wypadku właśnie sprawdza się u mnie świetnie. Porównywałam działanie maski z aktywatorem oraz bez i różnica jest zauważalna! Za chwilę opowiem Wam o działaniu, ale muszę wspomnieć o jednym minusie - otóż pojemność - aktywator ma jedynie 30 ml, co biorąc pod uwagę zalecenie producenta - proporcja 1:1 z maską/odżywką powoduje, że specyfik dość szybko się kończy (kosztuje ok. 20 zł) - postuluję więc o stworzenie opakowania również 100 ml dla tych u których preparat się sprawdził! Jeśli chodzi o efekt, który mogę zaobserwować - włosy stają się miękkie, nawilżone, błyszczące. Rozczesują się bez żadnego problemu (a są dość długie!), nie plączą się i nie puszą. Ogólnie nie suszę włosów suszarką tylko pozwalam ich schnąć w swoim tempie - dzięki dawce odżywki i aktywatora wyglądają zdrowo i dobrze. Jestem zadowolona z działania i chętnie zaopatrzę się w drugie opakowanie (pierwsze opakowanie właśnie mi się skończyło). O moich wrażeniach na temat szamponu i odżywki możecie przeczytać tutaj.


Aktywator dostałam od marki Elseve.
Elseve Fibralogy - aktywator gęstości włosów.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...