31 stycznia 2014

4 in the Morning. Gwen Stefani dla OPI.

4 in the Morning to satynowa czerń - jedna z najładniejszych jakie mam, świetnie się nosi i pięknie wygląda na płytce. Całą kolekcję Gwen Stefani, a właściwie jej zapowiedź pokazywałam Wam kilka dni temu (w poście mogłyście zobaczyć różowy Hey Baby!), a dzisiaj pokażę Wam idealną, półmatową czerń.


Czarnych lakierów mam niewiele w swojej kolekcji bo i rzadko moje paznokcie są w tym kolorze, ale jestem przekonana, że 4 in the Morning będzie eksploatowany bardzo często. Niesamowicie mi się podoba i świetnie się w nim czuję. Aplikacja nie sprawiła mi żadnego problemu, na paznokciach mam dwie warstwy. W moim przypadku lakier potrzebuje kilku chwil, aby wyschnąć - zajmuje to kilka minut, ale efekt jest śliczny.



Na zdjęciu możecie zauważyć mikro starte końcówki, ale lakier nosiłam już trzy dni więc musicie mi to wybaczyć - niemniej jednak co do trwałości żadnych zastrzeżeń nie mam - nie ma odprysków, wykończenie się nie zmienia (dlaczego to piszę? ponieważ zdarzyła mi się sytuacja w której matowy lakier przestał być matem po jednym dniu).


Lubicie czarne lakiery do paznokci? Często je nosicie?
4 in the Morning. Gwen Stefani dla OPI.
Czytaj dalej...

29 stycznia 2014

Depilacja z marką Braun oraz konkurs dla Was!

Marka Braun poprosiła mnie, abym opowiedziała Wam o moich doświadczeniach na temat depilacji depilatorem w ramach gładkiej akcji „Depilacja to nowa czerń”. Ponieważ ta metoda jest mi znana od wielu, wielu lat postanowiłam zgodzić się i przy okazji zaprosić Was do przeczytania całości - na końcu tekstu czeka niespodzianka!


Zacznijmy od początku - wiele z Was na pewno ma sporo wątpliwości dotyczących depilacji oraz ewentualnych podrażnień, wrastania włosków, czy samego bólu. Istnieje kilka sprawdzonych sposobów, które pomogą zniwelować Twój strach - przede wszystkim depilacja wykonywana depilatorem jest jedną z najbardziej skutecznych, a efekty są długotrwałe (nie porównuję tutaj metod np. laserowych ponieważ to jest zdecydowanie inna półka cenowa) - dużym plusem jest fakt, że możecie zapomnieć o włoskach na trzy – cztery tygodnie, co szczególnie latem jest świetnym rozwiązaniem. Z czasem włoski, które odrastają są słabsze więc i sam proces będzie stawał się mniej bolesny.


Model, który posiadam to Silk - epil 7 Wet&Dry (7681), posiada 40 par pęset opracowanych w taki sposób, aby zamykały się pod optymalnym kątem i chwytały włoski jeszcze bliżej skóry, skutecznie usuwając nawet najkrótsze z nich (0,5 mm). Dodatkowo - ruchomą głowicę, która może się wychylać 15 stopni w przód i w tył. Oznacza to, że lepiej dopasowuje się do kształtów ciała, zapewniając większy komfort i maksymalną dokładność. Depilator jest także wyposażony w lampkę podświetlającą nawet najcieńsze włoski, co zapobiega ich pominięciu. Wiem, że to dane techniczne, które są średnio ciekawe, ale uwierzcie mi, że porównując produkty aktualnie dostępne na rynku, a te, którymi wyrywałyśmy włoski dziesięć - piętnaście lat temu - zdecydowanie czuć różnicę! Przede wszystkim dzięki temu, że depilator zawiera system masażu o wysokiej częstotliwości stymulujący skórę i skutecznie łagodzący ból przy wyrywaniu włosków podczas depilacji, zwiększając tym samym uczucie komfortu. Depilatora używam od lat (z małymi przerwami), tak jak wspominałam kiedyś sam proces był dużo bardziej bolesny - w tej chwili moim zdaniem skóra bardzo szybko przyzwyczaja się do takiej metody usuwania niechcianych włosków i już po kilku razach reaguje zupełnie inaczej (czytaj: mniej odczuwa ból), pamiętajcie, że depilacja pod wodą również jest mniej bolesna.

Gdybym miała do wyboru depilator oraz wosk - wybrałabym pierwszą opcję. Dlaczego? Mam wrażenie, że wosk jest bardziej bolesny, mniej dokładny i skóra dłużej powraca do swojego naturalnego stanu (podrażnienia). Dodatkowo wosk wyrywa dłuższe włoski (o długości 2 mm) więc z ponownym zabiegiem musimy dłużej czekać, a włoski są już przecież widoczne... Dla porównania depilator usuwa włoski już o długości 0,5 mm. Biorąc pod uwagę miejsce wykonywania woskowania - jeśli jest to salon - koszty są bardzo duże, właściwie nawet, gdy wykonujesz ten zabieg plastrami kupionymi w drogerii cena jest dość wysoka (w przypadku depilatora jest to jednorazowy wydatek na lata). I ostatni minus czyli wszechobecne lepienie się wszystkiego dookoła jeśli robisz wosk w domu - testowałam, nie polecam, a ślady z wosku są trudne do usunięcia z powierzchni np. wanny (o coś trzeba się zapierać z bólu!). W moim przypadku wygrywa więc depilator - skóra dochodzi do siebie po zabiegu dość szybko - zaczerwienienie mija w ciągu kilku godzin, po tym czasie dobrze ją nawilżam i zapominam na niecały miesiąc. W przypadku depilatora oczywiście istnieje ryzyko wrastania włosków, ale z tym można sobie poradzić regularnie używając peelingów i balsamów nawilżających (na przykład takich z mocznikiem). Jestem bardzo ciekawa jakie metody depilacji aktualnie Wy stosujecie i czy jesteście z nich zadowolone?


Nadeszła pora na obiecaną na początku posta niespodziankę! Dzięki marce Braun możecie mieć szansę na wygranie jednego z dwóch depilatorów Braun Silk-epil 7 Wet&Dry 7681.

Wystarczy, że pod tym postem odpowiecie na pytanie:
W jaki sposób radzicie sobie z podrażnieniami po depilacji? (niezależnie od metody).

Przy okazji konkursu powstanie zbiór cennych porad. Wygrywają dwie najciekawsze odpowiedzi. Dziewczyny, które wygrają po przetestowaniu depilatora poproszę o krótką recenzję produktu - pamiętajcie o tym! Konkurs trwa do 3 lutego do północy.

Regulamin możecie przeczytać tutaj!

______________________________________________
WYNIKI

Bardzo dziękuję za wszystkie Wasze zgłoszenia - wybranie dwóch odpowiedzi niemalże graniczyło z cudem. Postanowiłam nagrodzić:

Kocimiętka1

DEPILACJA - akt 1, scena 1.
Postacie: maszynka do golenia, depilator po mamie, Kocimiętka.
- Doskonale, mam dziś cały wieczór tylko dla siebie! Wobec tego, wypadałoby o siebie zadbać!
(Kocimiętka znika za kurtyną, w tle słychać dźwięki prysznica i pogwizdywanie.)
- Dobrze, mam dziś czas, to może depilacja zamiast golenia? Wreszcie nogi gładkie jak jedwab! Hohoho!
(Zza kurtyny wylatuje maszynka do golenia i upada na podłogę. Kocimiętka wychodzi za maszynką, dumnie dzierżąc w dłoni starego Philipsa.)
- Zaraz zaczynamy! (Kocimiętka podchodzi do barku, wyjmuje miodową whisky, nalewa sobie nieco do szklaneczki. Zmierza do lodówki, z zamrażalnika wyciąga kilkanaście kostek lodu.) Dobrze, trzy do szklanki! (Resztę lodu zawija w ręczniczek.)
(Kostki zawinięte w ręcznik przykłada do pierwszej depilowanej nogi. Grunt to dobre znieczulenie. Trzeba Wam wiedzieć, że Kocimiętka to straszny wrażliwiec!)
(Słychać dźwięk depilatora.)
- Do roboty!
- AAAAAAAAAAAAAAAAuć! (Dziki wrzask, miejmy nadzieję, że sąsiedzi nie zadzwonią po policję... Kocimiętka udaje się po drugą szklaneczkę whisky, po czym dzielnie kontynuuje depilację.)
(Jakoś to poszło - w międzyczasie, zdołała zniknąć niemal połowa butelki alkoholu, zużyte zostało pół zamrażalnika lodu.)
- Dossssskhonale. Whreeeście! (Wybełkotała Kocimiętka. Dziewczę było już w stanie zdecydowanie wskazującym na spożycie. Chwiejnym krokiem udała się w kierunku łazienki po swój ulubiony peeling z olejkiem arganowym. Uffff, jakoś udało się otworzyć pudełko. Tu i tam nieco się nabałaganiło tym peelingiem, ale kto by się przejmował, jutro się posprząta, czyż nie?)
- Gdzie jezdd mój tonikh łagodzoncy i khrem s mocznikię? (Zastanawiała się Kocimiętka. Ah taaak, jest na szafce nocnej. No cóż, to trzeba udać się do łóżka.)
(Kocimiętka dotreptuje do łóżka, przeciera nogi łagodzącym tonikiem, otwiera krem z mocznikiem, smaruje lewą nogę iiii... usypia.)
KURTYNA.
PS. Jak dobrze, że w szufladce jest maść z witaminą A zakupiona przez ukochanego, jako bolączka na wszelkie problemy z wysuszoną pękającą skórą ;) Prawa noga rano może jej potrzebować!

justinebambam@gmail.com:

Jest rok 1992. Mam 11 lat. Moja starsza siostra depiluje brwi, górną wargę i nogi. Wiem, widziałam! Używa do tego małych woskowych plasterków, które przykleja, odrywa i gotowe. Wydaje się to dziecinnie proste, a ponieważ chcę być kobietą, muszę się depilować, to oczywiste. Kradnę jej plasterki, przyklejam nad górną wargą, odklejam i niestety nic nie jest gotowe. Ups. Mam nad ustami grubą warstwę wosku i jestem pewna, że zostanie mi tak na zawsze. Biorę żyletkę i zeskrobuję wosk ze skóry. Efekt jest spektakularny. Następnego dnia mam nad ustami prostokątny ciemny strup. Dzieciom w szkole kojarzę się z okresem niemieckiego faszyzmu. Salutują na mój widok. Cierpię. Od tamtej pory preferuję mniej wylewne formy powitania, dlatego po pierwsze nauczyłam się na pamięć właściwości i sposobu użytkowania oliwki natłuszczającej, a po drugie opanowałam domowe metody D.I.Y. (do it yourself!) łagodzenia podepilacyjnych podrażnień. A idzie to tak:
NAJPIERW: Przed depilacją weź ciepły prysznic, żeby być czystym a nie brudnym oraz żeby pory były umyte. Warto o tym pamiętać zwłaszcza w chłodne pory roku skóry.
POTEM: Depilacji należy dokonywać mechanicznie, myśląc o czymś zupełnie innym, np. o odpowietrzenia kaloryferów albo o po prostu swojej jakże ciekawej, brawurowej i skomplikowanej osobowości. Takie nastawienie pomaga pominąć ból milczeniem.
NIESTETY: nawet jeśli pierwszy i drugi punkt zostaną spełnione, mogą pojawić się podrażnienia i należy być na tę okoliczność przygotowaną. Najlepiej zawsze mieć w pogotowiu i pod ręką rośliny, byliny, zioła oraz olejki egzotyczne. Jednoprocentowy hydrokortyzon i aloes to rozwiązania dla mięczaków.
ALE: Zanim wprowadzisz w życie którąkolwiek z poniższych oraz niezawodnych metod, wykonaj ten oto układ psychiczno-choreograficzny. Bogini Diana jest patronką źródeł leczniczych: http://www.youtube.com/watch?v=0bMUppoEmps (od 10 do 13 minuty)
TERAZ: kiedy już jest po depilacji i kiedy okazała się ona zbyt brutalna dla twojego naskórka, masz kilka możliwości złagodzenia podrażnień:
1. LÓD. Przyłóż do podrażnionego miejsca lód i wyobraź sobie, że pijesz drina z parasolką. Jest to znana na całym świecie metoda anty-mindfulness.
2. ASPIRYNA. Pokrusz aspirynę i rozrób na maź z ciepłą wodą. Nie pij - dzieci aspirynę piją, dorośli się nią smarują. Posmaruj bolące miejsce.
3. TRUSKAWKI. Utrzyj truskawki z chłodną śmietaną. Przyłóż do skóry, potem zjedz. Truskawki działają odżywczo i bakteriobójczo na skórę, więc nie zjedz ich za szybko.
4. KURKUMA. Kurkumę w proszku zmieszaj na pastę z wodą różaną. Ten specyfik nie pachnie najlepiej, ale działa przeciwzapalnie i antybiotycznie. Poza tym poprawia nastrój i przeciwdziała Alzheimerowi, więc upieczesz dwie pieczenie na jednym ogniu.
5. OCET JABŁKOWY. Przemyj wacikiem nasączonym octem jabłkowym podrażnione miejsce na skórze. Jeśli masz akurat pod ręką korzeń łopianu oraz olejem ze słodkich migdałów, wzmocnisz lecznicze działanie octu.
6. OCZAR WIRGINIJSKI. Wykonaj z ogórka, kostek lodu i oczaru wirginijskiego pożywny relisz i posmaruj nim delikatnie skórę. Kora oczaru i jego gałązki chronią dodatkowo przed złem i "anty-miłością". Powodzenia.
7. KOKOS. Wymieszaj eesencję herbacianą z mleczkiem kokosowym i zrób sobie kompres. Kwas taninowy z herbaty zmniejsza stany zapalne i zaczerwienienia, a tłuszcz mleczka kokosowego regeneruje, nawilża i zadziała na Twoją skórę antybakteryjnie.
Jesteś w krainie łagodności i wiesz już, że powyższe sposoby są dużo delikatniejsze niż żyletka.

Depilacja z marką Braun oraz konkurs dla Was!
Czytaj dalej...

My week in photos - 78.

Kolejny tydzień, praktycznie cały spędzony w domu (mała jest przeziębiona) więc testujemy wszystkie możliwe zabawy. Zasypało nas trochę, było mroźno i śnieżnie więc nie robiliśmy nic szczególnie nadzwyczajnego - oczywiście oprócz sesji zdjęciowej i podzielenia się z Wami informacją o byciu podwójną! Patrzę na zdjęcia i coś bardzo narcystycznie wyszło, ale to z powodu siedzenia w domu dziewczyny, wybaczcie - za tydzień będzie lepiej!:)





1. Kino. pierwszy raz w życiu widziałam tyle młodzieży gimnazjalnej w jednym miejscu (premiera filmu o Bieberze).
2. Ogrzewanie.
5. Jaga robiła sesje zdjęciowe.
6. W łóżku natomiast często padało.
7, 8. Mami & Dedi z samego ranka , zdjęcie oczywiście zrobiła J.
9. Znowu ja.
10. O nie, i jeszcze raz!
My week in photos - 78.
Czytaj dalej...

28 stycznia 2014

Wygraj cień Shiseido z wiosennej kolekcji!


Pozostając w tematach różu i wiosny - masz ochotę wypróbować nowy cień w kremie marki Shiseido w odcieniu Konpeito (rs318)?

Przepiękny, radosny odcień, który idealnie aplikuje się na powiece za pomocą palca lub pędzelka może być Twój! Zgłoś swoją chęć pod postem, obserwuj mnie tutaj lub na fb i zajrzyj w piątek (31.o1.2014) wieczorem po wyniki! To wszystko!

Powodzenia! <3




______________________________ Wyniki!

Szczęśliwym numerkiem 5 jest szczęśliwa Urbi!
Wygraj cień Shiseido z wiosennej kolekcji!
Czytaj dalej...

Najseksowniejsza Mama Świata.

Fanfary.....i tadam: jest nią Gwen Stefani! Nie, nie jestem jej psychofanką - nawet fanką nie jestem, ale niezależnie od tego czy patrzyłam na nią dziesięć lat temu czy dzisiaj - uważam, że jest jedną z najpiękniejszych kobiet. Jej stan w którym jest po raz trzeci - ciąża - wzbudza we mnie niekontrolowaną zazdrość - czy jest możliwe żeby wyglądać tak atrakcyjnie? Nie zagłębiam się tutaj ile ma pieniędzy, trenerów, dietetyków bo to najmniej mnie interesuje - patrzę na jej zdjęcia i nie mogę oderwać wzroku.




A wszystko przez jej kolekcję lakierów do paznokci, oglądałam zdjęcia i poczułam się zmotywowana żeby porzucić moje dresiki oraz geterki skompletowane z długim sweterkiem i może włożyć odrobinę wysiłku w to żeby lepiej wyglądać i poczuć się dobrze dla samej siebie. Oczywiście nie twierdzę, że wyglądam jak ostatnia sierota, ale mam wrażenie, że ciąża czasami powoduje w nas kobietach stany: i tak jestem gruba, będę coraz grubsza więc właściwie po co mam ładnie wyglądać? I szczerze mówiąc nie znam innego przykładu kobiety, która wygląda tak dobrze w ciąży - za każdym razem. Nie odczytajcie tego, co piszę jako narzekania, złego nastroju, złości - to wszystko działa raczej motywująco. Na szczęście mój brzuch będzie rósł razem ze mną wiosną i latem więc mam nadzieję, że etap chowania się w swetry mam za sobą, a jeśli będziecie miały okazję mnie zobaczyć gdzieś i będę wyglądała jak niechluj - przypomnijcie mi to, co dzisiaj napisałam i zapytajcie się czy ćwiczę i chodze na basen i dobrze, zdrowo się odżywiam - tak jak obiecałam (bo to te wszystkie elementy razem decydują o tym jak pięknie wyglądamy i jak pięknie czujemy się same ze sobą, nie pieniądze i sława).



Najseksowniejsza Mama Świata.
Czytaj dalej...

27 stycznia 2014

Hey Baby! Kolekcja Gwen Stefani dla OPI.

Miało być dzisiaj błyszczykowo i szminkowo, ale kolekcja Gwen Stefani dla OPI wygrała z dwóch powodów - lakiery są przepiękne, a sama Gwen według mnie jest jedną z najpiękniejszych i najbardziej atrakcyjnych kobiet jakie dane jest mi oglądać na zdjęciach.


"W kolekcji OPI dedykowanej artystce znajdziemy piękną satynową czerń, wykorzysty- waną już wielokrotnie do stylizacji paznokci modelek na pokazach słynnych polskich projektantów: Łukasza Jemioła czy Ani Kuczyńskiej. Oprócz tego temperamentną czerwień, nawiązującą do koloru ust Gwen (z jej autografem na nakrętce lakieru), a także satynowe złoto, amarantowy róż (również często występujący na ustach gwiazdy) i ciemne wino – jej ulubiony kolor paznokci. Srebrno-brokatowy lakier nawią- zuje do połyskujących sukienek divy, w których zdarza jej się występować."




Niespodzianką jest lakier "alu", czyli srebrny, imitujący folię aluminiową. Efekt lustrzanego odbicia uzyskujemy dzięki specjalnej bazie, dołączonej do lakieru. Ten rodzaj emalii poja- wia się jako pierwszy wyłącznie w OPI i właśnie w kolekcji dedykowanej Gwen Stefani (podobny lakier mogłyście zobaczyć u mnie już jakiś czas temu czyli moją Laylę) - niestety tej buteleczki akurat brakuje w moim zestawie, ale na pewno na nią zapoluję!

Hey Baby - różowy
I Sing in Color - ciemne wino
Love.Angel.Music.Baby - złoto
4 in the Morning - satynowa czerń
Over & Over A-Gwen - czerwień
In True Stefani Fashion - srebrny brokat

Na moich paznokciach możecie dzisiaj zobaczyć przepiękny, soczysty róż (idealnie pasujący do pomadki Gwen ze zdjęcia reklamowego:)) - Hey Baby. Podczas robienia zdjęć okazało się, że idealnie pasuje również do Pinkie Pie - a jakżeby inaczej! (kucykowe szaleństwo nie ominęło nas).



Dwie cienkie warstwy lakieru pozwolą na uzyskanie pełnego krycia. Dość rzadka konsystencja umożliwia wykonanie szybkiego manicure, lakier nie rozlewa się poza brzegi paznokcia i wygląda przepięknie. Zwróćcie uwagę na połysk - nie używałam żadnego wysuszacza czy utwardzacza. Nie zauważyłam odprysków przez cztery dni - jedynie odrobinę wycierające się końcówki, jednak to właściwie zależy od tego jaką pracę wykonujemy naszymi rękami - moje robią prawie wszystko w domu.



Który z kolorów najbardziej przypadł Wam do gustu? Chętnie pokażę go jak najszybciej!
Hey Baby! Kolekcja Gwen Stefani dla OPI.
Czytaj dalej...

26 stycznia 2014

Pochwalimy się!






Chyba już czas podzielić się z Wami naszą kolejną radością - drużyna się powiększa! Za kilka dni zaczynamy czwarty miesiąc, a w wakacje pojawi się w naszej rodzinie najmłodsza członkini, a starsza super siostra Jaga już nie może się doczekać!
Pochwalimy się!
Czytaj dalej...

25 stycznia 2014

Christian Dior, Addict Color Lip Glow Reviver Balm - Coral.


Addict Color Lip Glow Reviver Balm to balsam ożywiający, wzmacniający naturalny kolor ust z filtrem SPF 10. Zawiera nawilżającą, wygładzającą i ochronną formułę, która zapewnia kompleksową i długotrwałą pielęgnację warg. W wiosennej kolekcji marki Dior pojawił się nowy odcień balsamu - Coral i to właśnie ten kolor dzisiaj chciałam Wam pokazać. Rok temu pokazywałam Wam mój Lip Glow w odcieniu 001 (zobaczcie posta), a w związku z faktem, że kolejne opakowanie uległo zdenkowaniu - sięgnęłam po zmianę - z jasnego różu wpadłam w koral.


W chwili obecnej, gdy usta są narażone na super wysuszenie jest dobra okazja, aby sprawdzić czy diorowy specyfik poradzi sobie z super suchością warg. Używam go od kilkunastu dni i bardzo eksploatuję (mróz zawsze powoduje u mnie wysuszenie). Do wielkich plusów mogę zaliczyć nawilżenie właśnie, pielęgnację, odżywienie. Ponadto nie klei się i lepi, podbija kolor warg. Musicie jednak pamiętać, że ma w sobie odrobinę koloru więc trzeba bardziej uważać niż w przypadku bezbarwnego balsamu (możecie wyjechać za kontur i pokolorować sobie skórę na koralowo). Czy jest wydajny? W moim przypadku opakowanie wystarcza mi na kilka miesięcy, z tym, że bywają dni, gdy go nie używam - a w razie potrzeby kilka razy w ciągu dnia.


Na zdjęciach możecie zobaczyć jak prezentuje się w normalnym świetle (1) oraz w słońcu (2). Zauważcie, że moje usta są naturalnie dość mocno napigmentowane, a mimo wszystko Lip Glow nadał im barwę delikatnie koralowo - brzoskwiniową. Podsumowując - jestem bardzo zadowolona i na pewno jeszcze nie raz ten balsam znajdzie się w mojej kosmetyczce.
Christian Dior, Addict Color Lip Glow Reviver Balm - Coral.
Czytaj dalej...

24 stycznia 2014

Kulinarnie: Nasze Najlepsze Bajgle.


Pierwszy raz zrobiliśmy je trzy lata temu: ja zrobiłam według przepisu z zaczynem, Tomek bez. Moje były brzydkie, ale dobre, Tomka ładne, ale mniej smaczne. Miesiąc temu postanowiliśmy spróbować raz jeszcze - tym bardziej, że pamiętaliśmy jak smakują bajgle idealne kupowane na Camden Town w Londynie. Od razu przyznam się, że czarna robota należy do mojej drugiej połówki, ja ograniczam się do testowania oraz przygotowywania zawartości bajgli.


Sprawa wydaje się być dość prosta, sukcesem jednak jest to, aby wszystkie czynności wykonać zgodnie z przepisem, w naszym przypadku świetnym rozwiązaniem okazało się ważenie produktów - ja mam tendencję do robienia wszystkiego na oko, co zazwyczaj kończy się niezbyt dobrze. A teraz uwaga, głos zabiera Tomek:

Składniki: (na 12 małych lub 9 średniej wielkości bajgli)
- 450g mąki chlebowej (z pszennej zwykłej będą lżejsze, z pełnoziarnistej bardziej sycące i zdrowsze, chociaż cięższe w smaku)
- torebka drożdży instant (7g)
- 1 łyżka stołowa cukru
- 1 łyżeczka soli
- 1 łyżka stołowa masła lub margaryny
- 360ml ciepłej wody (ok. 1 1/2 szklanki)
- dodatkowo potrzebny będzie duży garnek z zagotowaną wodą do etapu obgotowywania bajgli przed włożeniem do piekarnika.

UWAGA! Woda do ciasta musi mieć idealnie 40-43 stopnie, aby drożdze się aktywowały, powyżej 49 stopni drożdże zaczynają umierać więc przegotowaną wodę trzeba trochę ostudzić - jeżeli możemy swobodnie dotknąć wody ręką czując wyraźnie ciepło (coś a'la gorąca kąpiel) temperatura powinna być ok! Najlepiej jeżeli mamy termometr ale jeżeli nie jesteśmy pewni lepiej zrobić wodę ciut za zimną niż dolać zbyt ciepłej.

Przygotowanie:
1. Wrzucić wszystkie składniki poza wodą do miski i wymieszać ze sobą - miska powinna być troszkę większa jako że ciasto będzie w niej wyrastać.
2. Dolać wodę i mieszać aż do uzyskania jednolitego ciasta - jeżeli będzie zbyt rzadkie dodajemy mąki, za gęste dolewamy odrobinę wody.
3. Wykładamy ciasto na stolnicę poprószoną mąką, aby ciasto się nie przyklejało (jeżeli zaczęło by się przyklejać posypujemy mąką ponownie) i ugniatamy przez około 5 minut.
4. Wrzucamy ciasto spowrotem do miski w której je mieszaliśmy, przykrywamy ręcznikiem i zostawiamy w ciepłym miejscu aby wyrosło na około godzinę (o tej porze roku najlepiej postawić obok albo na kaloryferze.
5. Po upływie godziny zanim wyjmiemy ciasto stawiamy na ogniu duży garnek z wodą i pozwalamy się jej nagrzać, a w miedzy czasie wracamy do ciasta.
6. Wyciągamy wyrośnięte ciasto i ponownie wracamy do poproszonej mąką stolnicy i ugniatamy przez około 5 minut.B 7. Ugniecione ciasto dzielimy na 12 lub 9 równych części, rolujemy je do postaci walców o długości około 20cm (rozpiętość kciuka i palca wskazującego gdy próbujemy zrobić nimi szpagat mniejwięcej :)) i formujemy z nich pierścienie zagniatając końce ze sobą. Nie obawiamy się przy tym że mogą nie wyglądać idealnie - ważne jak smakuja i lepiej żeby się nie rozpadały - ładnie przyjdzie z wprawą. 8. Pozostawiamy je w ciepłym miejscu aby drożdże aktywowały się ponownie na około 15 minut.
9. Włączamy piekarnik na 200 stopni bez termoobiegu najlepiej z rozgrzewaniem od góry i dołu. Przygotowywujemy blachę do pieczenia, rozkładamy papier (uwaga papiery niskiej jakości przyklejają się do bajgli i mogą nam zepsuć radość z pieczenia) i smarujemy go cienką warstwą oleju.
10. Po 15 minutach po kolei wkładamy bajgle do zagotowanej wody za pomocą lyżki z dziurkami albo - gdy tylko wypłyną po około 30-40 sekundach wyciągamy je z wody i odkładamy na stolnicę i tak z wszystkimi bajglami - nie wrzucamy wszystkich na raz żeby się nie posklejały, do większego garnka spokojnie powinny się zmieścić 3-4 na raz. Po wyciągnięciu z wody najlepiej je trochę osuszyć ściereczką lub ręcznikami papierowymi delikatnie oklepując je z dwóch stron.
11. Obgotowane bajgle wrzucamy do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika i pieczemy przez 20-30 minut aż uzyskamy porządany brązowo złocisty kolor. W połowie czasu obracamy bajgle aby upiekły się równomiernie.

Wygląda skomplikowanie, ale za 2-3 razem wszystko robi się mechanicznie i bardzo szybko. Tadam!



Kulinarnie: Nasze Najlepsze Bajgle.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...