2 grudnia 2014

Piątka! Ulubione maseczki do twarzy.

W tym temacie byłam bardzo nieregularna. Miałam maseczki, ale o nich zapominałam albo nie miałam czasu, nie byłam systematyczna. Nastał jednak dzień w którym magicznie stałam się trzydziestolatką, postanowiłam troszkę bardziej "przyłożyć" się do pielęgnacji cery. Brzmi jak tania bajka, ale uwierzcie mi, że dzielnie się trzymam i dzisiaj przedstawię Wam maseczkowych ulubieńców ostatnich tygodni.


Jestem wielką fanką oczyszczania, peelingowania, złuszczania i usuwania wszystkiego, co zbędne ze skóry - moimi ulubieńcami są więc przede wszystkim produkty, które działają właśnie w taki sposób. W międzyczasie poznałam jeszcze czarną maskę Glamglow i ona również powinna tutaj się znaleźć.


O większości mogłyście już przeczytać w osobnych postach, dlatego też nie będę ich kopiować, a krótko przypomnę.
Sisley Black Rose Cream Mask - odpręża, wygładza i natychmiast rewitalizuje skórę twarzy, a wszystko dzięki formule bogatej w mikroelementy, witaminy i aktywne składniki odmładzające, które poprawiają gęstość skóry. Kremowy specyfik z wyciągiem z czarnej róży marki Sisley powoduje natychmiastowy efekt młodziej wyglądającej skóry, zapewnia rozświetlenie kolorytu cery oraz poprawę jej gęstości. Maska określana jest jako prawdziwy zabieg upiększający, który należy powtarzać tak często jak wymaga tego stan skóry. Efekt jest naprawdę widoczny (w przypadku mojej skóry), po aplikacji czuję i widzę jak moja twarz wygląda na wypoczęta, a przed wielkim wyjściem jej zastosowanie powoduje oprócz świetnego samopoczucia - nieskazitelnie wyglądający makijaż. Producent sugeruje, aby stosować ją dwa/trzy razy w tygodniu - mojej skórze wystarcza raz. Aplikuję cienką warstwę, a po piętnastu/dwudziestu minutach zmywam pozostałości ciepłą wodą. Uwielbiam moment, gdy pierwszy raz dotykam swojej skóry - jest idealnie gładka, rozjaśniona, napięta, wygląda na zadbaną i zdrową. Właściwie nie potrzebuję wówczas żadnego makijażu ponieważ czuję się naprawdę dobrze sama ze sobą.

Glamglow Powermud Dualcleanse Treatment (zielona) - glamglow w najnowszej odsłonie to super delikatne, a zarazem głębokie oczyszczenie naszej skóry z zanieczyszczeń, sebum, pozostałości makijażu nagromadzonych w ciągu tygodnia. Została stworzona zarówno dla mężczyzn jak i kobiet, niezależnie od wieku i stanu skóry - ma pomagać wszystkim, których cera tego potrzebuje. Czym się różni od poprzednich wersji? W składzie znajdziemy glinki (zieloną i białą), które dokładnie oczyszczą cerę oraz oleje (z opuncji, sosnowy, z mirry) dzięki którym odczujemy nawilżenie i ukojenie. Maska ma specyficzny zapach - świeży, ale pod pierzynką tej świeżości wyczuwalne są glinki. Nie jest to jednak aromat drażniący, dla mnie całkiem przyjemny i odprężający. Po pierwszej aplikacji poczułam delikatne orzeźwienie na skórze (zupełnie inne niż w niebieskiej wersji, bardziej subtelne), po chwili lekkie ciepło i ... to wszystko. Przez dziesięć minut preparat zastygał, abym po tym czasie poczuła jak super gładka, delikatna i oczyszczona jest moja skóra. Uwierzcie mi, że efekt jest naprawdę odczuwalny i widoczny - ja zauważyłam wyrównany koloryt i więcej blasku. Co najważniejsze, moje odczucia nie przemijają zbyt szybko, gładkość i oczyszczenie utrzymuje się około czterech dni (przy mojej skórze czyli takiej z tendencją do przesuszenia). Producent zaleca, aby nałożyć cienką warstwę maski na czystą i suchą twarz, pozostawić na dziesięć minut do wyschnięcia. Do usuwania powinnyśmy używać wody i wykonywać okrężne ruchy, aby maska przekształciła się w nawilżający olejek. Stosować ją możemy raz - dwa razy w tygodniu - przy mojej cerze myślę, że opcja jeden raz w zupełności wystarczy.


Glamglow Thirstymud™ Hydrating Treatment (niebieska) - uwielbiam jej zapach! Na mojej cerze sprawdza się świetnie! Skóra po aplikacji (nakładam ją na dwadzieścia, trzydzieści minut po czym nadmiar usuwam płynem micelarnym lub wodą termalną) jest naprawdę intensywnie nawilżona, gładka i pełna blasku. Miękka w dotyku, wygląda wspaniale i świeżo - ta świeżość jest bardzo odczuwalna - skóra jakby promienieje, jest zdrowsza, ładniejsza. Piękny, kokosowy zapach i przyjemna, kremowo-żelowa konsystencja maseczki są relaksujące, a sam produkt wydajny. Jedno opakowanie powinno wystarczyć na około 15 aplikacji - u mnie sprawdza się naprawdę cienka warstwa Glamglow, aby poczuć różnicę.

Korres, Maska-peeling z wyciągiem z dzikiej róży i kwasami AHA 10% - połączenie naturalnych kwasów AHA z enzymami złuszcza martwy naskórek, odsłaniając jaśniejszą i młodszą skórę. Kwas hialuronowy i aloes głęboko nawilżają i wygładzają skórę. Zabieg ten stanowi alternatywę do profesjonalnej mikrodermabrazji wykonywanej w gabinecie kosmetycznym, ponieważ intensywnie rozświetla oraz odświeża skórę. Używam jej mniej więcej raz na dwa tygodnie, raz na tydzień ponieważ ma dość silne działanie, ale nie drażniące skóry. Aplikuję cienką warstwę i po 10 minutach ją zmywam, w przypadku wrażliwej cery czas można skrócić, aby nie dopuścić do podrażnienia. Pięknie i delikatnie pachnie, pozostawia skórę rozjaśnioną, rozświetloną i niesamowicie gładką. Moim zdaniem to jeden z produktów do użycia na chwilę przed super wielkim wyjściem!


Locherber, Maseczka oczyszczająca skórę - maska oczyszczająca to skuteczna broń do walki z wszelkiego rodzaju niedoskonałościami: zanieczyszczeniami, wągrami, wypryskami, pryszczami, trądzikiem młodzieńczym i wiekowym. Gwarantuje świeżą, czystą i gładką cerę, zmniejsza widoczność porów. Polecana w każdym wieku, zwłaszcza do skóry tłustej i mieszanej. Producent sugeruje, aby stosować ją regularnie, najelpiej 2-3 razy w tygodniu, należy nanieść warstwę na dobrze oczyszczoną skórę twarzy i szyi, pozostawić na kilka minut, a następnie zmyć obficie wodą. To moja pierwsza przygoda z tą marką, poznałam ją stosunkowo niedawno. Maseczka ma lekko glinkowy zapach, ale tak naprawdę jest odświeżający i przyjemny - jest wydajna i po aplikacji możecie spodziewać się naprawdę fajnego efektu. Bardzo ją polubiłam i z chęcią używam, mojej skórze dawkuję ją jeden raz w tygodniu, w zupełności wystarczy (mam skórę suchą, być może przy opcji tłusta/mieszana potrzebowałybyście częściej po nią sięgać).

Jakie są Wasze ulubione maseczki? Używacie ich regularnie?
Piątka! Ulubione maseczki do twarzy.
Czytaj dalej...

45 komentarzy:

  1. Mimo, że jestem posiadaczką suchej cery to też uwielbiam ją oczyszczać :) Jeśli o oczyszczaniu mowa to świetnie działa u mnie peeling enzymatyczny Phenome. Z kolei nawilżanie odpowiada niebieski słoiczek Glamglow :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham peelingi i wszystko, co oczyszcza - tak jak Ty:)

      Usuń
  2. Ja uwielbiam niebieską glamglow i moją namoróbkę (maskę z glinki ghassoul,z olejami i tonikiem z phenome) :) Z regularnością u mnie na bakier, jak czuję potrzebę to wtedy zabieram się za maseczkowanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki tonik z phenome? fajny jest?

      Usuń
    2. Nawilżający...mi bardzo odpowiada, kocham zapachy tej marki ;)

      Usuń
    3. ja mialam tylko peeling do ciala z wanilia i pomarancza i byl naprawde super!

      Usuń
  3. Ja generalnie nie lubię maseczek ale używam:polubiłam glinkę Ghassoul,glinki Ziaji i nawilżającą Clinique.
    Miałam ochotę na tę maseczkę Korres ale stwierdziłam,że nie zadziała skoro złuszczam się innymi kwasami i odpuściłam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, ja kiedyś Ghassoul uwielbiałam i ...zapomnialam o jej istnieniu, muszę sobie o niej przypomnieć:)

      Usuń
  4. fajne posty

    - http://laninatosia.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  5. Żadnej z tych maseczek nie znam, a o Glamglow krążą już legendy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, bo jest świetna - znam wiele dziewczyn, które sceptycznie do nich podchodziły, a po użyciu były zachwycone.

      Usuń
  6. Ja ciągle szukam maseczki, która miałaby przede wszystkim dobre działanie oczyszczające. Ale przyznać muszę, że ostatnio w tym temacie mam spore tyły...
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakiej uzywalas najchetniej do tej pory?

      Usuń
  7. Lubię maseczki zwłaszcza oczyszczające, ale uwielbiam tez nawilżająca z Clinique. GG nie używałam. Z Sisley mam próbkę. Mam tez ochotę na tę z Korres.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasia, którą z Clinique? Moisture Surge?

      Usuń
    2. Tak:) Odpowiam za Asię bo wiem,że to tak,bo też ją mam:)

      Usuń
    3. Tak, to ta :D
      Jaka to ja znana jestem ;)

      Usuń
    4. mialam ja kiedys, w zimie i super koila skore.

      Usuń
  8. Ja wczoraj pierwszy raz nalozylam czarna glamglow i strasznie piekla :/ nie wiem czy tak ma byc, ale efekt jednak jest swietny, mimo takiego ognia na twarzy zadnego zaczerwienienia nie bylo...
    Niedawno kupilam biala glinke z Ogranique, ale jeszcze nie uzywalam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. elka, może sprawdz jeszcze raz? Ja podobna sytuacje mialam z maseczka wybielającą Korres - pierwszy raz piekło, ale pozniej juz nie, efekt byl super.

      Usuń
    2. Na pewno jeszcze sprawdze, bo tak jak mowie - efekt jest super i warto wytrzymac :)

      Usuń
  9. Mam tą z korresa nakładam ją na całą noc i rano zmywam. Kwasy bardzo służą mojej cerze, nie mam żadnych złych objawów na twarzy, wręcz przeciwnie. Ale ja chyba jestem gruboskórna i mogę się zdzierać w nieskończoność :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. elw, a nei piecze Cię skóra ani nic? Moja siostra ma wrażliwą i ją od razu piekła, mnie w ogóle. Nie próbowałam jej zostawić na noc, ale zrobię to, a co!:)

      Usuń
  10. Muszę koniecznie sprawdzić tą maseczkę nawilżającą z Glam Glow:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Maseczke z Sisleya znam i jest super - niestety cena wola o pomste do nieba. Plusem Sisleya jest, ze ich maseczki maja 60 ml w odroznienie od 50 ml przy innych firmach. Nadal korca mnie maseczki Glam Glow, ale ze u nas nie daja ich probek to chyba nie bedzie mi dane ich kupic i sie do nich przekonac. Wydanie okolo 250 zlotych na cos co nie wiemy jak zadziala na nasza skore byloby bledem jednak... Korresowa maska moze podraznic skore z naczynkami. Ja ja bardzo lubie. U nas marka Korres jest na rynku od wielu lat, chociaz nie cieszy sie wielka popularnoscia. Pozdro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dolly a probowalas maseczki z Ziai z tej najnowszej serii manuka?

      Usuń
  12. uwielbiam Ghassoul - za każdym razem przygotowuję ją sobie z innymi dodatkami, żeby urozmaicić działanie :) w ogóle bardzo chętnie sięgam po glinki, więc tym bardziej ciekawiły mnie osławione GlamGlow, wczoraj wypróbowałam saszetkę białej i choć pory ładnie zwężone tuż po, to po działaniu u mnie śladu rano już nie było niestety ;( ;p
    ciekawi mnie w takim razie to co piszesz o zielonej, skórę mam przetłuszczającą się, zwłaszcza w strefie T, a na policzkach dla odmiany lubi się czasem złuszczyć. Dlatego maseczki i peelingi to mój największy przyjaciel. Ostatnio Lushowa Magnaminty bardzo przypadła mi do gustu

    OdpowiedzUsuń
  13. Glam Glow - SceM... co ja widzę... Locherber! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, mialam z Locherber maskę właśnie tą i peeling - bardziej spodobala mi sie maska.

      Usuń
    2. Peeling i mnie nie podszedł :/ ;)

      Usuń
  14. jestem maniaczką jeśli chodzi o maseczki
    tą jedyną, naj naj naj jest dla mnie Swanicoco White Snail Bubble Mask
    bezkonkurencyjna jeśli chodzi o łatwość aplikacji i zmywania, szybkość działania, gruntowność oczyszczania, natychmiastowość efektów
    gdybym miała zakończyć żywot na bezludnej wyspie z jednym jedynym kosmetykiem - byłaby to na pewno właśnie ta maska Swanicoco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kochana a gdzie ja mozna znalezc???

      Usuń
    2. ja kupuję na ebay,
      sprawdzony sprzedawca, u którego pojawiają się kosmetyki Swanicoco to: topinkgirl

      Usuń
  15. Ceny na kazda kieszen!!! A te Twoje pytania odnosnie opisywanych przez Ciebie kosmetykow to tak na powaznie, ze niby co o nich sadzimy, itd???? Mieszkam za granica, zarabiam niezle, a mimo wszysko nie moge sobie pozwolic na fanaberie typu "sisley". Niestety przypuszczam, ze wiekszosc Twoich czyteniczek pochodzi z Polski.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapytałam
      :"Jakie są Wasze ulubione maseczki? Używacie ich regularnie?"
      Musisz nauczyć się czytać ze zrozumieniem.
      Fajnie, że nieźle zarabiasz.

      Usuń
    2. Anonimowy... po "niestety" stawia się przecinek. Spójnik "że" piszemy z kropką. Nie zaczynamy zdania od "A" ! Emigracja robi swoje... ;) Pomijam deficyt, z zakresu stylistyki pisania :P

      Usuń
    3. Anonimowy - pochodzę z Polski i wcale nie zarabiam nieźle, ale mimo to chociażby z okazji Świąt bądź Dnia Dziecka, jestem w stanie pozwolić sobie na jak to określasz fanaberie typu Sisley:)
      To, że jestem słabo zarabiającą Polką wcale nie wyklucza mnie z kręgu potencjalnych nabywców kosmetyków określanych jako "wysokopółkowe".
      Nie mogę natomiast pozwolić sobie na kupowanie w ciemno wielu drogich kosmetyków i dlatego bardzo sobie cenię takie recenzje jak powyższa, bo dzięki opinii Agaty i osób pozostawiających komentarze moje zakupy są bardziej przemyślane i poparte doświadczeniami innych...więc ...chwała im za to:)

      Usuń
  16. Uwielbiam maseczki w każdej postaci. Różana maska Sisley to zdecydowanie jedna z moich ulubionych. A tą Locherber jestem bardzo zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
  17. A wiesz, że ja mam podobnie jak Ty (miałaś :)). Do maseczek miałam bardzo obojętny stosunek, a gdy miałam problemy z cerą, zawsze odnosiłam wrażenie, że bardziej mi szkodzą niż pomagają.

    A teraz? Chciałabym napisać coś konkretnego, ale dosłownie na WSZYSTKIE, które opisujesz mam chrapkę. Na oczyszczające muszę jednak uważać, bo są takie, które lubią mnie podrażniać, więc przydałaby się opcja zakupienia próbki.

    PS: Uwielbiam Twoje zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie mogę się skupić na czytaniu, bo te zdjęcia otwartych słoiczków są takie piękne...! Chce wyciągnąć rękę i....

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...