30 kwietnia 2012

MAC - Hey Sailor! Pierwsze zdjęcia.


Już pojutrze będziecie mogły zobaczyć macową, letnią kolekcję Hey Sailor!, dzisiaj szybki post z moimy pysznościami - zieloną kredkę już miałam na sobie i jestem bardzo zadowolona, wytrzymała 28 stopniowy upał bez żadnej usterki, przy czym wraz ze mną przebywała prawie cały dzień na dworze. Moje ramiona i dekolt są w sanie agonalnym. Wyglądam jak spieczona frytka. Nie obyło się także bez wypadku podczas całodziennego spacerowania - złamałam do połowy paznockia u stopy i stłukłam palca przy okazji - sezon na sandały czas zacząć!;)





Highlighting Powder Crew
SunTints SPF20 LiquidLipBalm Sea Mist
EyePencil Emerald Sea
EyePencil Handforged


Hey Sailor! w polskich salonach dostępna będzie w maju i czerwcu.
MAC - Hey Sailor! Pierwsze zdjęcia.
Czytaj dalej...

29 kwietnia 2012

Lektura na niedzielę 30: Co mówi o Tobie Twoja szminka?

Musiałam Wam to pokazać - jeszcze nigdy nie widziałam takiego kształtu szminki jaki produkuje moja mama. A Wy? Moja pomadki wyglądają zupełnie zwyczajnie, do tej pory wydawało mi się, że więkość z nas używa ich w sposób "normalny" - a tu proszę bardzo! Nawet nie wiem jak mogę nazwać wytwór mojej mamy :).



Przy okazji, znalazłam coś, co może Was zainteresować czyli czy kształt Twojej pomadki odpowiada Twojej osobowości? W sieci znalazłam zdjęcie ilustrujące kształty pomadek i co więcej opisujące naszą osobowość! Oczywiście wklejam je z przymrużeniem oka, ale jestem bardzo ciekawa czy w Waszym przypadku sprawdziło się?

Lektura na niedzielę 30: Co mówi o Tobie Twoja szminka?
Czytaj dalej...

28 kwietnia 2012

Pachnące zakupy: babeczka, truskawka, pomarańcza...

Znowu poczyniłam malutkie, naturalne zakupy. W babeczkach do masażu zakochałam się i zdecydowałąm na mały zapas - tym razem ponownie wersja ciasteczkowa oraz trochę bardziej wisoenno - letnia pomarańcza z bergamotą - pachnie obłędnie! Aromaty mydeł były na tyle kuszące, że zapragnęłam także i ich - różowe to truskawka, białe z krateczkami to...imbir! Pisałam Wam już niejeden raz i nie jeden raz jeszcze napiszę: kocham zapach imbiru! Mogłabym wąchać nieustannie, a gdybym znalazła perfumy imbirowe, które faktycznie odzwierciedlają zapach - z pewnością byłyby moje! (Może takie znacie?:))




Kosmetyki kupiłam w Bańce Mydlanej, 13 dnia miesiąca - to ważne ponieważ wtedy ceny są obniżone właśnie o 13 procent! Mydełka jak i babeczki kosztowały więc nieco ponad 10 zł za sztukę!
Pachnące zakupy: babeczka, truskawka, pomarańcza...
Czytaj dalej...

27 kwietnia 2012

Moje najpiękniejsze pigmenty: MAC, Aloha.


Tak, są to moje najpiękniejsze pigmenty. Bez wątpliwości. Poczwórny wytwór MAC to coś wyjątkowego, można siedzieć i patrzeć, podziwiać lub z tego zachwytu przez nieuwagę nieomalże zniszczyć. Podczas robienia zdjęć przez przypadek rozsypałam cały pojemniczek, wypbraźcie sobie moją minę...na szczęście prawie 3/4 zawartości uratowałam!




Na skórze:


Są piękne. Bardzo dobrze aplikują się i trwają dobrych kilka godzin na powiekach, są intensywne więc nie potrzebuję podrasowywania kolorów bazą. Piekielnie wydajne, błyszczące, przyciągające spojrzenia - czego mogę chcieć więcej? Jestem w pełni zaspokojona i obiecuję zdjęcia na oku jak tylko wyskubane zostaną mi brwi, co nastąpi już za parę dni! Z radości udało mi się nawet zrymować! :)

I moja pełna blasku dłoń, po zakończeniu zdjęć i zsypaniu nieszczęśnika do pojemniczka:


Pigment Aloha pochodzi z tegorocznej kolekcji Vera
Moje najpiękniejsze pigmenty: MAC, Aloha.
Czytaj dalej...

26 kwietnia 2012

Błyskotki, świecidełka...

Już jutro pokażę Wam coś mocno świecącego, pięknego i baaardzo kuszącego! Zainteresowane?:)


Jeden ze słoiczków jak możecie zauważyć podczas robienia zdjęć trochę mi się opróżnił, ale uratowałam większość.
Błyskotki, świecidełka...
Czytaj dalej...

Jagoda, ja i wieś!

Dzisiaj w obrazkach. Pierwsza świadoma wycieczka Jagi na wieś! Pod Zamościem mieszka brat mojego taty, którego odwiedzamy jak tylko pojawimy się u rodziców - wcześniej Jagoda nie była zupełnie zainteresowana kurami, kogutami, kwiatkami - wszystko się zmieniło, mała poczuła zew natury!





Jagoda, ja i wieś!
Czytaj dalej...

25 kwietnia 2012

Clinique, Moisture Surge Intense Skin Fortifying Hydrator.


Rok 1988 to debiut Moisture Surge - Clinique wprowadza innowacyjną, nową linię przeznaczoną do pielęgnacji suchej skóry. Od momentu jej powstania przez lata zapotrzebowanie na produkty przeznaczone do suchej skóry wzrastało, a z myślą o bardziej suchej i delikatniejszej skórze wymagającej intensywnego nawilżenia (czyli o mojej!) marka skomponowała Moisture Surge Intense Skin Fortifying Hydrator. Bogaty krem o lekkiej konsystencji oferuje maksymalne nawilżenie oraz technologię odbudowy ochronnej bariery utrzymującej wilgoć w skórze. Już po trzech dniach stosowania, kliniczne testy wykazały iż ta właśnie bariera pozwalająca skórze utrzymać wilgoć jest wzmocniona i ulega poprawie. Nasza skóra dzięki kompozycji składników ma uzyskać zdrowy wygląd, być nawilżona i napięta.



Lekki krem o bardzo przyjemnym i delikatnie wyczuwalnym, owocowym, radosnym zapachu - aromat powoduje, iż aplikacja po przebudzeniu to spory dodatek energii. Szybko się wchłania, nie roluje, nie lepi, dobrze współpracuje z podkładem. Dla mnie - jako miłośniczki cięższych kremów konsystencja mogłaby być bardziej masełkowa, ale to żaden zarzut. Specyfik zamknięty w szklanym słoiczku o morelowo - różowym kolorze, opakowanie tradycyjne dla produktów marki Clinique. Posiadałam wersję 50 ml (zdjęcia zrobiłam w chwili, gdy słoiczek był pełny - w tej chwili po kremie nie ma ani śladu, niestety), która wystarczyła mi na około 1,5 miesiąca codziennego użytkowania - traktowałam go jako kem dzienny oraz jednocześnie nocny, wynik ten uważam za całkiem dobry.


Czy sprawił, że moja skóra stała się mniej przesuszona? Tak, zrobił to! Moja cera podczas stosowania kremu była uspokojona, komfortowo nawilżona. Nie odczuwałam nieprzyjemnego ściągnięcia, nie zapchał i nie spowodował wysypu różnego rodzaju przykrych niespodzianek. Myślę, że to doskonały krem na sezon letnio - wiosenny (w zimie wybieram cięższe kremy, co jest zastanawiające - właściwie chodzi tylko o konsystencję, nie mogę zmienić tego iż przekonują mnie w sezonie zimowym, jesiennym tylko maślane konsystencje...) dla osób, które borykają się z suchą i delikatną cerą. Nie jestem w stanie napisać czym różni się od klasycznej wersji i czy jest różnica w efektach - niestety nie używąłam tradycyjnego Moisture Surge. Plusem produktu jest jego wydajność - myślę, że jako krem dzienny wystarczy na około trzech miesięcy używania. Jeśli Wasza skóra jest przesuszona i macie dostęp do perfumerii w której sprzedawane są kosmetyki Clinique - spróbujcie Moisture Surge Intense - poproście o próbkę i przetestujcie.


Krem marki Clinique możecie kupić w sieciowych perfumeriach.
Clinique, Moisture Surge Intense Skin Fortifying Hydrator.
Czytaj dalej...

24 kwietnia 2012

Najbardziej idealne włosy w Polsce.


Marta Żmuda Trzebiatowska jako twarz Pantene Pro V. Poproszę takie włosy, super równe, mega wygładzone, z nieodstającymi kosmykami i kosmyczkami. Rozumiem, że jak tylko zaopatrzę się w produkty Pantene Pro V będę posiadaczką takowych?:) Graficy! Litości! Oświecę Was - takie włosy nie istnieją, a przynajmniej ja w swoim życiu takich nie widziałam. A Wy?
Najbardziej idealne włosy w Polsce.
Czytaj dalej...

Najlepsze danie pod słońcem - moje pesto!

Straszyłam Was moimi kulinariami i stało się! Dzisiaj pokażę Wam jedno z naszych ulubionych dań, robię je bardzo często i modyfikuję na różne sposoby - mowa o pesto. Najprostszy i najsmaczniejszy posiłek - oliwa, parmezan, czosnek, orzechy (ja miałam akurat włoskie, ale zwykle używam pistacji) i dużo bazylii, sól, pieprz, blender. Ot, cały przepis - wszystko blendujemy (ja składniki dodaję na oko: mniej więcej 3/4 świeżej bazylii z doniczki, 1/3 kubka oliwy, 3 łyżeczki parmezanu, szczypta soli oraz pieprzu, trzy ząbki czosnku, kilka orzechów) i powstaje cudownie smaczna pasta, która może służyć jako "sos" (popełniam gafę tak pisząc?:)) do makaronu, pasta do świeżego chleba, dodatek do sałat i warzyw. Bardzo często do naszego pesto dodajemy suszone pomidory w zalewie oliwno - czosnkowej, które produkuje moja mama - niestety już się skończyły (Anka za dużo ich je, stanowczo!) więc musimy czekać na następną, powakacyjną turę. Z braku maminych pomidorków pokusiłam się o dodanie kupnych, ale nie zrobię tego więcej - suszone pomidorki Grażynki są po prostu niezastąpione i najlepsze pod słońcem!





Kilka razy zamiast bazylii używałam rucoli, a nawet zdarzyło mi się zwykłej sałaty - wówczas jednak trzeba dodać więcej przypraw, aby pesto nie było zbyt mdłe. Nie ma co udawać - ja uwielbiam, mogłabym jeść codziennie, pochłaniam spore ilości (tak, zjadłam cały talerz, który widzicie na zdjęciach) i restauracyjne wytwory nie mogą się równać z moim - niech się Tomek wypowie!:)


Pesto nie jest daniem dietetycznym niestety, ale przecież nie mogę się umartwiać prawda?:)
Najlepsze danie pod słońcem - moje pesto!
Czytaj dalej...

23 kwietnia 2012

Pokaż mi swoją kosmetyczkę!

I pokazałyście! Bardzo dziękuję wszystkim dziewczynom, które uchyliły rąbka tajemnicy i zdecydowały się pokazać zawartośc swoich codziennych/wyjazdowych kosmetyczek lub produktów, których używają codziennie. Leniuchy, które zgłaszały się, że wyślą mi zdjęcia, a tego nie zrobiły - macie minusa!:)





1. Natalia
2. Jagoda/Blueberry
3. Agnieszka
4. Beata
5. Ewa
6. Zusska
7. Anka (kurWtyna)
8. Agata czyli ja - Agata Ma Nosa.
Dziewczyny, raz jeszcze dziękuję za zdjęcia!

Dzisiaj ogłoszę wyniki konkursów!
Pokaż mi swoją kosmetyczkę!
Czytaj dalej...

22 kwietnia 2012

Mikro makijaż leniucha.

Na blogu troszkę ostatnio mnie mniej, a spowodowane jest to samopoczuciem. Popadłam w jakiś marazm, prawie nic mi się nie chce - mam nadzieję, że szybko minie i znowu będę w sile wieku;) Moje makijaże ostatnimi czasy są proste albo nie ma ich wcale - trzy produkty w zupełności mi wystarczają: podkład, róż, tusz do rzęs - z ostatniego nawet czasami rezygnuję. Na brwi nie zwracajcie uwagi - są w fazie zapuszczania, ale pod koniec tygodnia chcę w końcu już nadać im dobry kształt.


Twarz: podkład Lirene City Matt, jasny.
Policzki, usta: róż Bobbi Brown w kremie.
Oczy: tusz Chanel, Inimitable Intense Mascara - czarny (próbka)


Chciałam pochwalić się, że wczoraj pierwszy raz olejowałam włosy i... jest super! Olejek wypłukał się bez problemu, a włosy były błyszczące i gładkie, zauważyłam także, że nie są przyklejone do głowy, a puszyste i fajnie się układają.
Mikro makijaż leniucha.
Czytaj dalej...

Lektura na niedzielę 29: Marka Decleor + próbki dla Was!

Decléor, która specjalizuje się w dziedzinie aromaterapii kosmetycznej zachęca do wykorzystania swojego wnętrza i otaczającego świata, aby ujawnić Twoje naturalne piękno i nadać Twej skórze trwały blask. Know-how marki ma swoje źródło w wiedzy naukowej o energii roślin i w głębokim zrozumieniu sił witalnych ciała, co jest wynikiem ponad 35 lat zbierania doświadczeń w zabiegach aromaterapeutycznych wykonywanych w salonach piękności i centrach odnowy biologicznej.



Historia firmy DECLÉOR zaczęła się 35 lat temu, zrodzona zarówno z pasji, jak i energii. W tamtym czasie była ona znana jako CLEOR (Clé en Or lub Złoty Klucz, który otwiera Świątynię Piękna), zaś jej filozofia brzmiała „bądź sobą, zaakceptuj siebie", a każda inicjatywa była przygotowywana dla dobra ciała, skóry i ducha, zdumiewająco holistyczne i nowatorskie podejście. A działo się to w roku 1974… Tę wspaniałą przygodę zainicjowała Solange Dessimoulie, pełna pasji kosmetyczka, która otoczyła się grupą odważnych i entuzjastycznie nastawionych osób - zespołem ekspertów składającym się z lekarki, nauczycielki metody shiatsu oraz fantastycznej specjalistki od aromaterapii Caroline Colliard. Ich połączona wiedza, holistyczne podejście do ciała i znajomość punktów energetycznych skłoniły je do opracowania wspaniałych zabiegów aromatycznych wykonywanych w salonach piękności. Stworzyły one nowatorskie zabiegi połączone z wyjątkowymi technikami. Pionierka aromaterapii, Caroline Colliard pomogła unowocześnić ten proces: aromaterapia stała się nauką. Jej mistrzostwo i doskonałe zrozumienie istoty olejków eterycznych wkrótce utorowały drogę linii wyjątkowych produktów, 100% czystych, 100% naturalnych i pozbawionych barwników czy konserwantów. Te znane jako AROMAESENCJE™, silnie skoncentrowane serum stosowane są przed produktem na dzień, aby wzmocnić jego działanie. Tak narodziła się koncepcja Aroma Duo. Następnie powstał zespół ds. badań i rozwoju oraz zespół ds. kontroli jakości. Szybko opracowano pierwsze udane produkty: Circulagel i Prolagène – produkt gojący i naprawczy (powstał przy współpracy lekarzy szpitala specjalizującego się w gojeniu poparzeń). Wkrótce dołączyły do nich innowacyjne produkty do twarzy, ciała, opalania i dla mężczyzn, dostępne w formie serum, balsamów i kremów o delikatnej konsystencji. Po 10 latach działalności w branży, firma CLEOR przekształciła się w DECLÉOR, co było punktem zwrotnym dla marki. W latach 1990. korzyści płynące ze stosowania aromaterapii uznano na całym świecie, co umocniło status AROMAESENCJI™ jako flagowych produktów marki. Popularność profesjonalnych zabiegów nadal szybko rosła w sieci dobrze prosperujących salonów piękności i gabinetów spa. Zabiegi i produkty do pielęgnacji skóry wciąż są dwoma głównymi filarami DECLÉOR, wspierając się nawzajem i dając początek nowym osiągnięciom. W roku 2000 przedsięwzięcie poszerzyło się wraz z pojawieniem się Shiseido Group, co pozwoliło firmie DECLEOR rozszerzyć swoją bazę badań i rozwoju oraz wykorzystać nowe rynki zbytu, szczególnie w Azji.

Jakie jest przesłanie marki?
Tak:
- dla starannego doboru składników dostarczanych przez najlepszych producentów i rzemieślników.
- dla identyfikowalności pochodzenia składników.
- dla wykorzystania najlepszych olejków eterycznych i roślinnych, dobranych ze względu na ich powinowatość ze skórą i poziom składników aktywnych.
- niektórym, dopuszczonym na całym świecie środkom konserwującym w minimalnych dawkach, o ile pomagają one utrzymać jakość i bezpieczeństwo naszych produktów.
- rygorystycznym kontrolom na każdym etapie rozwoju i wytwarzania produktu, by zapewnić jednolitość i najwyższą jakość.
- badaniom efektywności aktywnych olejków eterycznych przeprowadzanym pod nadzorem dermatologicznym.
- ochronie środowiska: nasze pudełka, torby i broszury są od stycznia 2009 roku
- wytwarzane z papieru pochodzącego z lasów, w których prowadzona jest gospodarka zrównoważona (niezależne odznaki jakości : FSC i PEFC).

Nie:
- testom naszych gotowych produktów na zwierzętach! Uregulowanie prawne z roku 2004, które firma DECLÉOR stosuje od czasu jego powstania. Link do listy PETA.
- sztucznym barwnikom i konserwantom w naszych preparatach AROMESSENCE™ i balsamach na noc, które są w 100% czyste i w 100% naturalne.
- dla olejków mineralnych, nieobecnym w 98% naszych produktów
- dla wykorzystywania chronionych lub zagrożonych gatunków roślin.


Dziewczyny, jeśli macie ochotę wypróbować kosmetyki marki Decleor - mam dla Was dwa zestawy (po 10 próbek każdy, w jednej książęczce są dwie próbki kremów) zgłoście się pod komentarzem di jutra do północy! We wtorek rano wylosuję dwie z Was, które będą mogły wypróbować produkty marki Decleor.
Lektura na niedzielę 29: Marka Decleor + próbki dla Was!
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...