25 listopada 2012

I tak właśnie było...


Dzisiejszy brak jakiegokolwiek odzewu z mojej strony oraz posta niedzielnego jest spowodowany wczorajszą, bardzo intensywną nocą i dzisiejszym równie intensywnym złym samopoczuciem. Jestem pełna podziwu dla ludzi, którzy chodzą na imprezy co weekend - to w ogóle jest możliwe?

I tak właśnie było...
Czytaj dalej...

23 komentarze:

  1. Zależy ile ma się do zrobienia w tygodniu.
    Są osoby, które się w tygodniu nie przemęczają, nie mają za bardzo obowiązków, więc takie imprezy to żaden problem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nie mogłabym tak chodzić co tydzień na imprezy. Masakra!

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem Ci Agato, ze mimo ze jestem studentka to tez zadaje sobie czesto to samo pytanie... Ja cenie sobie spokoj i dobry sen ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Teraz sobie nie wyobrazam ale jeszcze 5 lat temu w czasie studiow - owszem - tylkoooo zeee wtedy nie chodzilo sie do pracy i mozna bylo leczyc kaca lezac w lozku caly dzien . aaaa i organizm szybciej sie regenerowal ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. To się nazywa starość po prostu ;-)

    A tak poważnie mając 17-19 lat i uczyłam się full do matury i na egzaminy na studia. Jednak w każdy weekend w piątek i w sobotę bywałam na 18-nastkach i na różnych imprezach :) Do domu wracałam nad ranem i miałam full energii na naukę.

    Potem cztery lata pracowałam za barem i też każda noc z weekendu wyrwana z życiorysu...

    Teraz jak jestem na imprezie to na drugi dzień zdycham i trzy dni muszę się ogarniać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja się czuję za stara na imprezy. kiedyś mogłam wychodzić na imprezę w piątek & wracać we wtorek, a teraz...brr.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ Ty ładnie wyglądasz :)

    OdpowiedzUsuń
  8. 10 lat temu zaczynalam imprezowanie we wtorek wieczorem a konczylam w poniedzialek o poranku... ale wtedy mialam lepsza kondycje i pracowalam w biurze ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie już też imprezy nie bawią..starzeję się:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ha, unikam kaca jak ognia! Dlatego imprezuję przy jednym piwku i staram się najpóźniej o 1 wrócić do domu. Chyba minęły mi ciągoty do imprez. Macierzyństwo zmienia.

    OdpowiedzUsuń
  11. kwestia wpraaaawy :D ja 2 lata temu z kolezanka codziennie po pracy chodzilam %% , w weekendy tez:P pytanie..skad my mialysmy tyle kasy i zdrowia?:P hehe nie wieeem hehe :)

    OdpowiedzUsuń
  12. miałam taki okres w życiu, że migałam na imprezy nawet częściej niż co weekend, nie mówiąc o niemal codziennym spożywaniu, od jakichś dwóch miesięcy mi przeszło:) ba, udało mi się nawet rzucić fajki;) nie, nie jestem w ciąży;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. wszystkie moje imprezy konczyly sie fatalnie, wiecej checi niz rzeczywistej zabawy...jak tu sie bawic w kraju w ktorym ludzie spia caly dzien a budza sie o 22...jedza kolacje o 23...szykuja sie do 1 rano a wychodza o 2 by wreszcie bawic sie od 3 do godziny 7 rano...masakra... tak jest w Hiszpanii niestety a tak mi sie teskni za normalna imprezka hihi :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Da się, da. W liceum mogłam imprezować trzy dni pod rząd, skupić się w szkole i nie wyglądać jak zombie. Teraz wolę się wyspać, zmieniłam się w ciepłe kluchy i taaak mi się nie chce. :D

    OdpowiedzUsuń
  16. myślę, że to było możliwe 10, albo nawet jeszcze jakieś 7 lat temu. uczyłam się nocami, bywało, że wstawałam od biurka, szłam pod prysznic i na uczelnię, a i tak kazdy weekend był przeznaczony na jeden wiadomy cel. baaa, jeszcze zanim pojawiła się Nindża moje życie funkcjonowało na zasadzie praca-miasto - czy to knajpa, czy kino, czy teatr, czy cokolwiek innego byle prawie do rana ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja lubię wyjśc gdzieś w weekend i potańczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Są imprezowicze i są domatorzy :) Osobiście wolę spotkać się w mniejszym gronie osób na domówce, niż na szalonej imprezie w klubie :) Ale muszę przyznać, że sukienkę masz świetną!

    OdpowiedzUsuń
  19. No pewnie, że jest i to nawet częściej niż co weekend ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...