26 czerwca 2016

Geeks | Dorota i Sara.




Dorota


Jestem:
Współwłaścicielką marki Juicy Jar. W ducecie z Sarą jestem po ciemnej stronie mocy - wcielam się w rolę adwokata diabła, stwardo stąpam po ziemi, gdy ona odlatuje. Mimo to emocje odgrywają w moim życiu bardzo dużą rolę. Wyję jak bógr na bajkach, wzdycham do architektonicznych zabytków, potrafię cieszyć się widokiem rozgwieżdżonego nieba. Wreszcie czuję się szczęśliwa, łączę wszystkie swoje pasje i doświadczenia, mam wspaniałą Rodzinę i pracuję z najlepszą Przyjaciółką. Po roku wspólnej pracy widzę w tym jedynie plusy. Aha. Od dziś Szanowni Państwo jestem geekiem! :D

Robię:
W tej chwili najwięcej czasu poświęcam pracy w Juicy Jar i Synkowi. Moja droga do tego miejsca była dość wyboista. Przerobiłam już chyba wszystko! W czasach studenckich byłam projektantem strojów kąpielowych i bielizny dla producentów polskich i zagranicznych. Później projektowałam autorskie kolekcje, jeździłam na konkursy, moje ubrania można było kupić w Wiedniu, a zdjęcia publikowały magazyny w Japonii, Francji, Włoszech, USA. Do tej pory echa tej działalności wychodzą na światło dzienne (ostatnio w teledysku Grzegorza Hyżego "Wstaję", gdzie modelki miały na sobie bieliznę i sukienki mojego autorstwa). Ciągle miałam chęć nauki czegoś nowego. Jednocześnie robiłam trzy specjalizacje na Uniwersytecie Warszawskm (logopedia, językoznawstwo, język w mediach) i zaoczne projektowanie ubioru w Krakowie. W dzień siedziałam na UW, w nocy malowałam obrazy na drugi kierunek. W tygodniu w Warszawie, w weekendy w Krakowie. Po studiach podjęłam pracę w zagranicznej firmie marketingowo-PRowej, gdzie zaczynałam jako asystentka, a skończyłam jako dyrektor odpowiedzialna za strategie marketingowe i e-PR dla największych marek. Później podyplomowo ciągnęłam Akademię Menedżerską na SGH, Fashion Management na Koźmińskim. Byłam dyrektorem kolejnej agencji marketingowo-PRowej i jednocześnie redaktor naczelną bardzo dobrze działającego magazynu dla fotografów mody z całego świata - Confashion Magazine. To jedna z rzeczy, z której jestem najbardziej dumna. Magazyn od początku był niezarobkową, oddolną inicjatywą, ale po kilku latach większości osób zabrakło zapału do pracy bez wynagrodzenia. Inicjatywa się rozwinęła na tyle, że sama nie zdołałam jej utrzymać. Cieszy mnie jednak to, że wielu fotografów i redaktorów, którzy publikowali na jego łamach (m.in. Macadamian Girl) to rozpoznawalne nazwiska w branży i w mediach nieustannie czytam o ich sukcesach.
Pomijam"poboczne" epizody jak przerabianie starych mebli, malowanie obrazów lub robienie zdjęć deserów w technice ciarroscuro. Do tych ostatnich na pewno wrócę! Razem z Sarą uwielbiamy też robić biżuterię. Zwykle mamy na sobie naszyjniki i bransoletki, które robimy przy winie. Dynamika zmian w moim życiu nie wynikała z tego, że nie wiedziałam, co chcę w nim robić. Chyba po prostu ciągle szukałam tego czegoś, co pozwoli mi połączyć wszystkie zainteresowania. Juicy Jar jest TYM CZYMŚ, dlatego teraz poczucie stabilizacji jara mnie bardziej, niż ciągłe odkrywanie nowych obszarów. Mogę skupić się na jednej rzeczy. JJ wymaga kreatywnego myślenia, umiejętności komunikacji, wiedzy marketingowej i biznesowej, estetycznego zacięcia. Moje i Sary doświadczenie spowodowało, że same "uszyłyśmy" produkt i jesteśmy go w stanie rozwijać. To my wymyślamy wlepy na wieczka i nazwy soków, my opracowałyśmy koncept produktu, a także receptury soków. Przez pół roku uczyłyśmy się samej technologii cold press i filozofii detoksu sokowego. Cudowne jest to, że wokół siebie mamy też ludzi z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem w żywieniu, którzy odpowiadają za jakość drugiego produktu - diety Juicy Box (pozdrowienia dla pracowników Agencji Caterigowej PARTY!). Moja Mama i Ciocia od zawsze związane były z tą branżą i ich wkład w ten produkt jest nieoceniony. Stworzenie zbilansowanych posiłków, które klienci chcą jeść po pół roku, a nawet dłużej, wymaga bardzo dużego doświadczenia, zaplecza wiedzowego z wielu dziedzin i współpracy co najmniej kilkunastu osób. Doskonałym nauczycielem są także klienci i ich staramy się słuchać przede wszystkim.

Inspiruje się:
Nie mam jednej rzeczy, która mnie ciągle inspiruje. To zwykle jakiś impuls. Raz może być nim uśmiech dziecka, raz stary przedmiot, który wygrzebię na antykach, raz coś co wynika z rozmowy z bliską osobą, a innym razem szum fal na dziewiczej plaży.

Co robić żeby Twoja pasja stała się Twoim życiem?
Proste - mieć wiele pasji w życiu! :-) Nie gasić w sobie zapału. Nie słuchać dajmonionu, który podpowiada "e taaam, jestem za stara", "są lepsi ode mnie", "nie mam czasu". Jeśli Twoje życie ma być pasją, miej otwarty umysł. Pamiętaj o tym, że CELEM powinien być sam akt tworzenia. Efekty nie mają znaczenia. Tylko z takim podejściem mamy szansę mieć fun z tego co robimy. A o czas nie ma co się martwić. Im jest więcej zajęć, tym bardziej czas się rozciąga.



Sara


Jestem:
Jestem mamą i żoną, mega szczęśliwą. Jestem przyjaciółką i mam przy sobie dwie wspaniałe osoby, których bym nie zamieniła na nic na świecie. Jestem optymistką i mocno wierzę w intuicję, która odpukać póki co mnie nie zawodzi. Jestem zajawkowiczką, wszystko w co się angażuje jest pełne pasji i poświęcenia. Jestem szczęściarą, bo power do działania otrzymałam w dobrych genach ;)

Robię:
Robię tak dużo rzeczy, że serio, sama nie wiem jak to wszystko udaje mi się pogodzić. Niejednokrotnie słyszę, żebym nie ciągnęła kilku srok za ogon, ale ja chyba nie potrafię inaczej ;) Oprócz takich przyziemnych rzeczy jakim są porządki w domu, dbanie o dzieci i męża, zajmuje się projektowaniem i wykonywaniem biżuterii, pasjonuje się astronomią i astrologią, ciągle przerabiam książki o rozwoju duchowym, kręcą mnie podróże, kocham seriale zagraniczne, ale przede wszystkim mam „freaka" na punkcie medycyny naturalnej i zdrowego odżywiania. Nie ukrywam, że ciężko jest to wszystko upchnąć w tych 16h codziennej aktywności, gdzie praca zajmuje mi średnio 9-10h, natomiast doświadczenia eventowe nauczyły mnie planowania i w moim życiu, nic bez tego nie funkcjonuje.

Inspiruje się:
Inspiracja przychodzi zewsząd, nie szukam jej. Od szeroko rozumianej mody, poprzez social media i podróże. Myślę, że też z Dorą bardzo mocno się wzajemnie inspirujemy, nasze burzy mózgów często zaskakują nawet nas ;) Chociaż przyznam, że najbardziej pozytywnie napędzają mnie ludzie, którym się udało realizować marzenia, którzy są szczęśliwi. Z każdej takiej historii wyjmuje dla siebie jakąś naukę i nowe pomysły. Nie muszą to być ludzie, którzy dokonali wielkich rzeczy lub zarobili ogromne pieniądze… najwięcej szacunku i podziwu kieruje do tych, którzy cieszą się życiem, są odważni, kreatywni i wiecznie uśmiechnięci. Jeśli to wszystko jest prawdziwe, reszta sama się układa.

Co robić żeby Twoja pasja stała się Twoim życiem?
Dobre pytanie, u mnie to się tak ściśle łączy, że nawet nie umiem oddzielnie rozpatrywać tych rzeczy. Nie potrafiłabym zajmować się czymś co mnie nie kręci. Nie umiem mówić o czymś, czego nie czuje, sprzedać tego, lub kogoś do czegoś przekonać. Próbowałam i brzmię bardzo niewiarygodnie ;) Zawsze tak miałam, że jeśli nie chciało mi się rano wstać do pracy, byłam sfrustrowana i modliłam się, aby wskazówki wybiły już godzinę 17:00, to jest znak sygnał: CZAS NA ZMIANY! Nierzadko wymagało to ode mnie wyjścia poza strefę swojego komfortu. Przerabiałam w życiu różne zawody i po prostu szukałam swojej drogi. Sprzedawałam książki na stoisku, ale prawie umarłam tam z nudów, pracowałam w restauracji i kantynie, ale na moje szczęście szybko mnie zwolnili, po studiach zajmowałam się PRem, ale nie poczułam tego w 100%, następnie trafiłam do eventów i to mnie wciągnęło na dłużej. Kiedy osiągnęłam już prawie wszystko, stwierdziłam, że idę dalej, wtedy właśnie założyłam swoją własną firmę - najpierw ślubną, później kosmetyczną, a następnie biżuteryjną. Jak zaczęłam projektować biżuterię boho, poczułam, że to kocham i robię to do tej pory. W międzyczasie zapragnęłam zajmować się gwiazdami - astrologia i astronomia stały się moim hobby. W chwili obecnej rozwijam z Dorą Juicy Jara i to mnie pochłania bez reszty. Widząc jakie spektakularne efekty osiągają nasi klienci, łapie jeszcze większy wiatr w żagle. Znając mnie i Dorę, pewnie na tym nie poprzestaniemy i Juicy Jar będzie się rozrastał.

Dziewczyny możesz znaleźć na Fb, Instagramie oraz stronie internetowej.








23 czerwca 2016

Co nowego w kosmetyczce latem?

Co nowego? Całkiem sporo! Niektóre z produktów to całkowite nowości, inne po raz kolejny zapełniają miejsce w odmętach mojej kosmetycznej kolekcji. Żeby nie było zbyt słodko będzie też kilka nie do końca dobrych wyborów. Zacznę od pielęgnacji ponieważ od jakiegoś czasu jestem w niej rozkochana i mam wciąż ochotę na więcej.



Laura Mercier, Tarte au Citron krem do ciała.
Zdaję sobie sprawę, że pielęgnacja Laury jest totalnym bestsellerem - to moja pierwsza przygoda z jej kremami do ciała. Mam wersję Tarte au Citron, która wbrew pozorom nie jest odświeżająca, możesz spodziewać się słodyczy, zmysłowości i otulenia, a na mojej skórze czuję nawet nieco dymny aromat. Świetnie nawilża i uwaga, ciało pachnie jeszcze przez długie, długie godziny (329 zł/300g).

La Mer, Intensive Revitalizing Mask.
Energetyzująca, kremowa maska przywraca skórze młodzieńczy wygląd. Silne antyoksydanty pomagają chronić ją przed przedwczesnym starzeniem się spowodowanym stresem i zanieczyszczeniem środowiska. Już po 8 minutach, skóra wygląda na zdrową i jędrną, dzięki niezwykłej mocy legendarnego The Miracle Broth™. Stosuję ją przed większym wyjściem lub w chwili słabości (tak, kiedy wszystko jest na nie i jedynym ratunkiem jest zamknąć się w łazience i zrobić domowe spa), pozwala zrelaksować się, wyciszyć, a naszej skórze dostarcza sporą dawkę zdrowego wyglądu (211 zł/50 ml).

Resibo, Serum naturalnie wygładzające.
Czy na sali jest ktoś kto nie słyszał o tej polskiej marce? Najnowsza propozycja Resibo to Serum naturalnie wygładzające - Wyraźnie ujędrnia, uelastycznia i rozświetla skórę, przywracając jej młodzieńczą świeżość i gładkość. Pierwsze efekty zobaczysz już po 24 godzinach od pierwszego zastosowania. Dzięki niemu w sposób naturalny uzyskasz efekt botoksu, idealny dla każdego rodzaju skóry. Bardzo wydajne, szybko wchłaniające się serum stworzone z naturalnych składników, o olejkowej formule jest bardzo przyjemne w aplikacji i wyjątkowe w działaniu. Polecam poznać Resibo dziewczyny, warto wspierać polskie, genialne kobiety (129 zł/30 ml), jeśli lubisz demakijażować się olejkiem to ich olejek będzie tym w którym się zakochasz.


AA Code Sensible.
Nowa linia firmy Oceanic to nic innego jak kod do skóry wrażliwej. Luksusowa, elegancka i wypełniona po brzegi genialnie działającymi składnikami linia pojawiła się w Sephorze i tam będzie dostępna na wyłączność. Znajdziemy tutaj kremy przeciwzmarszczkowe z filtrami, na dzień oraz na noc, kremy z efektem "sleeping", żele peelingujące, sera. AA Code Sensible to owoc prawie 35-letniej pracy Laboratorium Naukowo-Badawczego Oceanic, jednej z najnowocześniejszych tego typu placówek w Europie Środkowej. Nową selektywną markę do pielęgnacji twarzy charakteryzują niespotykane dotąd w pielęgnacji cery wrażliwej wysokie stężenia składników aktywnych, które dzięki zaawansowanej technologii CODESn2, uzupełniającej ubytki naskórka, nie podrażniają delikatnej skóry.

Lancome, Énergie de Vie Liquid Care.
Kuszący jest już sam kolor kosmetyku, prawda? Brak snu, stres, zanieczyszczenie środowiska, nadmiar codziennych obowiązków, a wszystkie te czynniki nawet nie mogą wpływać na wygląd skóry, ale zwyczajnie to robią. Dzień po dniu pojawiają się widoczne oznaki zmęczenia: ziemistość, szorstkość, suchość. Nowość Lancome łączy w sobie kompozycję 2 ekstraktów z roślin - jagód goji i melisy. W ofercie znajdziemy także maskę na noc i lotion do twarzy. Płynna pielęgnacja pozostawia Twoją skórę pełną energii: wygładzona struktura, zdrowy blask i sprężystość (169 zł/30 ml).

L'occitane, Woda toaletowa Neroli & Orchidea.
Zainspirowana światową stolicą perfum i nazwana na jej cześć La Collection de Grasse to kolekcja urzekających zapachów, które łączą drogocenne składniki z krain bliskich i dalekich. Każda woda toaletowa z kolekcji powstała na bazie naturalnych wyciągów, dzięki którym uzyskano najczystsze i najbardziej wyraziste nuty. Orchidea i Neroli to lekki, kobiecy zapach idealny na upalne dni, bezpieczny, łagodny, a przy tym zmysłowy (239 zł/75 ml).


Aussie, 3 Minute Miracle.
Używam zarówno szamponów jak i odżywek Aussie, na moich bardzo długich włosach sprawdzają się bardzo dobrze - przede wszystkim nie plączą ich, co jest dość ważne bo na pewno potrafisz sobie zwizualizować szał w jaki może popaść kobieta, która nie jest w stanie rozczesać swoich włosów. 3 Minute Mask traktuję także czasami włosy mojej Jagody, które są równie długie jak moje. Robię to w sytuacji, gdy zaczynam czuć niebezpieczeństwo stworzenia się samoistnie dredów, gdyż rozczesanie takich włosów małemu dziecku jest wyczynem, poważnie. Wszystkie produkty Aussie pięknie pachną i naprawdę robią dobrą robotę.

dieggo dalla palma, Utrwalacz makijażu w spray'u, Puder transparentny.
Marka, która została stworzona w latach 70 tych przez sławnego włoskiego wizażystę Diego Dalla Palma właśnie wkroczyła do Polski. Mam możliwość testować puder sypki oraz fixer - są to pierwsze testy więc jestem dość ostrożna w osądach, ale na chwilę obecną zadowolona. Warto zwrócić uwagę na Jedwabisty sypki puder transparentny - przeznaczony do wykończenia makijażu i nadania skórze naturalnego matowego wyglądu, dostępny co prawda tylko w dwóch odcieniach, ale naprawdę przyjemny i dobrze współpracujący (149 zł).

Lirene, Jaśminowy olejek do opalania SPF 30.
Jak on pachnie! Oprócz zniewalającego zapachu olejek zapewnia także ochronę przed promieniowaniem UVA/UVB, gwarantuje zdrową i piękną opaleniznę oraz przeciwdziała starzeniu się skóry. Wygodne, lekkie opakowanie ze sprayem, bardzo wydajny! (18,39 zł/150 ml).



Podkłady! Moja absolutna miłość, mogłabym śmiało nazwać się podkładowym freakiem - mam lekką obsesję na punkcie skóry.
Art Deco, Minimal Make-up Nude Foundation Ivory.
Lekka, przyjemna konsystencja i delikatnie matujący efekt tworzą idealne połączenie do wykonania makijażu w wersji minimal - aplikacja za pomocą pipety pozwala na zastosowanie odpowiedniej ilości produktu. Koryguje niedoskonałości i zmniejsza widoczność drobnych zmarszczek, nie tworząc przy tym efektu maski. Bez problemu możemy budować krycie w razie potrzeby, dostępny w pięciu odcieniach. W ofercie pojawił się także nowy korektor (Long Wear Concealer), mam odcień Soft Ivory i według mnie jest naprawdę ciekawy!

Emani, Podkład Nawilżający.
Połączenie kwasu hialuronowego i ekologicznego oleju jojoba reguluje poziom nawilżenia skóry. Jedwabista konsystencja podkładu pozwala na szybkie i równomierne rozprowadzenie na twarzy, jest lekki i przyjemny. Marka Emani jest marką vegańską, a to oznacza, że podkład nie zawiera w sobie żadnych składników pochodzenia zwierzęcego oraz że nie był testowany na zwierzętach. Używam sporadycznie, kolor, który mam to Oyster Beige jest dla mnie zbyt ciemny, ale przyznam szczerze, że efekt jaki mogę uzyskać nie przekonuje mnie do wydania 189 zł na jaśniejszy.

Lirene, No mask.
Ultralekki, długotrwały fluid zapewnia dobry wygląd cery przez cały dzień. Lekka, płynna konsystencja sprawia, że idealnie stapia się ze skórą, dzięki czemu makijaż wygląda świeżo i naturalnie, a skóra nie jest obciążona. W chwilę po aplikacji pomyślałam, że jest podobny do Double Wear, ale lżejszy - naprawdę byłam pod dużym wrażeniem. Niestety jest również jeden, dość duży minus - podkład utlenia się i zmienia kolor, ja zobaczyłam w lustrze pomarańczę, w której nie wyglądam twarzowo. Wielka, wielka szkoda ponieważ naprawdę miał spory potencjał.



Który z produktów wzbudził Twoje zainteresowanie? Co najchętniej przetestowałabyś latem?

22 czerwca 2016

Tom Ford Soleil Collection Summer 2016.


Dzisiaj słonecznie i bardzo letnio, a nawet lekko. Tom Ford Soleil Collection Summer 2016 bo właśnie o tej kolekcji chciałabym dzisiaj Ci opowiedzieć, a dokładniej o dwóch produktach, które miałam okazję testować. Po pierwsze opakowania - spójrz na zdjęcia, są absolutnie piękne i pokazują jak wygląda mistrzowski minimalizm. Biel i złoto, połączenie być może odbierane jako bardzo eleganckie, ale moim zdaniem posiadające przede wszystkim pazur - wraz z kolekcją makijażu pojawił się także nowy zapach Soleil Blanc o którym opowiem Wam również, ale za chwilę.



Na moich zdjęciach możesz zobaczyć Soleil Contouring Compact, The Afternooner oraz pomadkę Moisturecore Lip Color w kolorze Scandola. Zacznę od pomadki - Tom Ford połączył dwie wyjątkowe formuły w jedną, innowacyjną szminkę do ust. Nasycony olejkiem z marakui płynny rdzeń zapewnia ustom luksusową dawkę nawilżenia w intensywnie różowym kolorze, a otaczająca go pełna blasku pomadka została egzotycznym połączeniem wyciągu z owocu melona, masła murumuru i estrów pochodzenia roślinnego, które odżywiają usta i otulają je delikatną mgiełką lekkiego i trwałego koloru. Efektem są doskonale odżywione, świeże wargi, które wyglądają naturalnie i bardzo dziewczęco.


Soleil Contouring Compact jest przepięknym produktem zarówno w sferze czysto wizualnej jak i użytkowej - trzy kosmetyki: bronzer, rozświetlacz oraz róż do policzków, które najlepiej moim zdaniem wyglądają zmiksowane w jedno (w przypadku mojej dość jasnej karnacji). Rozświetlacz ma brzoskwiniowo - złoty odcień ciepłymi tonami, jego wykończenie natomiast jest złotawe z lekkim shimmerem. Bronzer doskonale sprawdzi się solo w przypadku średnich karnacji i dla dziewczyn zainteresowanych ciepłymi, lekko czerwonymi podtonami, wykończenie półmatowe. Bardzo dobrze się blenduje z innymi produktami, ja używam najchętniej do konturowania. Róż to połączenie różu oraz koralu z ciepłymi tonami i generalnie z matowym wykończeniem. Jeśli zależy Ci na bardzo lekkim podkreśleniu policzków myślę, że sprawdzi się doskonale - efektem aplikacji jest piękny dziewczęcy rumieniec. Jedynym minusem jest aplikacja - w związku z tym, że w palecie znajdują się obok siebie trzy produkty i jeśli masz ochotę używać ich oddzielnie może być to nieco kłopotliwe - będziesz potrzebowała dość zbitego pędzla, aby mieć pewność, że aplikujesz jeden czysty kolor.



O Soleil Blanc mogłabym opowiadać w nieskończoność, na pewno również dlatego iż bardzo cenię kompozycje zapachowe Toma Forda. Inspiracją do powstania zapachu stał się delikatny, letni blask włoskiego wybrzeża Amalfi. Zmysłowy, kwiatowy zapach z doskonale wyczuwalnym mlecznym akordem jest odzwierciedleniem szczęścia, spokoju, poczucia spełnienia. Nuta głowy łączy w sobie pikantne akordy kardamonu i różowego pieprzu wzbogacone odrobiną pistacji i bergamotki. Kwieciste, zmysłowe ekstrakty Ylang Ylang, egipskiego jaśminu i tuberozy podkreślają intensywne i zmysłowe serce zapachu. W nucie bazy substancje ziołowe, gorzkie migdały, bób tonka i mleko kokosowe nadają wodzie perfumowanej nieodpartego, uwodzicielskiego akordu czystego luksusu. Soleil Blanc są wyjątkowe, nie kreowałabym ich na zapach wyłącznie letnie - ja będę je nosić zarówno latem jak i zimą, gdy staną się wspaniałym otulającym, zmysłowym woalem (to za sprawą mleka kokosowego!). Nie jestem pewna, która z kompozycji Toma Forda wysuwa się aktualnie u mnie na prowadzenie, mam problem pomiędzy Noir Pour Femme (recenzja: Tom Ford Noir Pour Femme.), a właśnie Soleil Blanc - chociaż bardziej kieruję się w stronę najmłodszego dziecka. Kardamon, różowy pieprz, wcześniej wspomniane mleko kokosowe, pistacja - jest bardzo smakowicie, jadalnie, aromaty cudownie czuć blisko skóry.


Rysunek, który widzisz powyżej to dzieło Ann z bloga The Style Bounty , stworzyła go specjalnie na potrzeby tego posta, a ja z wielką dumą go tutaj pokazuję i bardzo dziękuję, jest genialny!

Produkty pokazane w poście zostały dostarczone przez markę Tom Ford.

21 czerwca 2016

Kiehl's Nightly Refining Micro-Peel Concentrate.


Istnieje kilka marek, którym ufam, Kiehl's jest jedną z nich i mimo tego, że jest częścią wielkiej korporacji mam co do niej dobre przeczucia. Bardzo ucieszyłam się, gdy ponad rok temu pojawiła się na stałe w Polsce, zarówno w wersji stacjonarnej (aktualnie w kraju mamy dwa salony marki: w warszawskiej Arkadii oraz w Galerii Mokotów) jak i online. Podobają mi się składy, filozofia, proste opakowania, możliwość zrobienia konsultacji w salonie - to wszystko działa na korzyść Kiehl's, jest jedną z nielicznych marek, które oferują fachową poradę. Produkt, który dzisiaj chciałam Ci pokazać to Nightly Refining Micro-Peel Concentrate czyli złuszczający koncentrat na noc z ekstraktem z łupin komosy ryżowej - od niedawna dostępny w sprzedaży, ja dostałam go jakiś czas temu do przetestowania.


Delikatny dla skóry, złuszczający koncentrat na noc z ekstraktem z łupin komosy ryżowej, którego zadaniem jest odnowa komórek skóry dla uzyskania zdrowego, rozświetlonego wyglądu oraz wygładzenia powierzchni skóry. Kiehl's udowodnił klinicznie działanie wspomagające odnowę komórek skóry, a w efekcie rozświetlenie, wygładzenie i nawilżenie. Produkt był przetestowany dermatologicznie, został poddany testom konsumenckim - okazał się odpowiedni do stosowania na noc nawet przy wrażliwej skórze. Jego formuła wzbogacona została ekstraktem pozyskiwanym z łupin komosy ryżowej, który pomaga aktywizować proces odnowy komórkowej zachodzący w ciągu nocy, aby niwelować ziemisty wygląd cery.


Przede wszystkim - przyjemność użytkowania, działanie oraz wydajność - te trzy punkty powodują, że o Nightly Refining Micro-Peel Concentrate chce się opowiadać! Niepozorna buteleczka z pipetą kryje w sobie specyfik dzięki któremu nasza skóra z czasem staje się gładsza i zyskuje jednolity koloryt, staje się rozświetlona i zdrowa. Jak stosować? Raz dziennie, na noc, na oczyszczoną skórę, rozprowadź kilka kropel (u mnie są to trzy, max cztery), a następnie użyj kremu nawilżającego. Pierwsze efekty widoczne są po mniej więcej tygodniu - możesz spodziewać się lepiej nawilżonej, bardziej gładkiej i zdrowo wyglądającej cery każdego ranka. Poranny widok jest naprawdę przyjemny ponieważ doskonale zdajesz sobie sprawę, że gdy jesteś zadowolona ze swojego wyglądu, jesteś szczęśliwsza i uśmiechnięta. To nie jest tak, że dzięki temu koncentratowi poczujesz się dwadzieścia lat młodsza oraz zapomnisz o swoich zmarszczkach. Produkt pomoże Ci oczyścić, a następnie uzyskać zdrowszy wygląd - stosuje się go raz dziennie, ale musisz pamiętać o kremie na noc oraz o porannej pielęgnacji, takie połączenie pozwoli Ci poczuć się zadbaną, a Twoja skóra doceni to. Wspominałam o wydajności - jest naprawdę imponująca, podobnie zresztą jak w przypadku innych ser marki. Jestem na tak z prostej przyczyny - jestem zafiksowana (nie wierzę, że użyłam tego słowa) w temacie pielęgnacji więc warto wypróbować.

Produkt przedstawiony w recenzji został dostarczony przez markę Kiehl's.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...