24 stycznia 2017

Dlaczego i jak powstał Kalendarz Literacki 2017?


Kilka dni temu wspominałam o projekcie w którym wzięłam udział, do wczoraj był jeszcze tajemnicą! Dzień po premierze mogę zdradzić już prawie wszystkie sekrety i zaprosić Cię do przyłączenia się do akcji. Myślisz, że jest możliwe, aby w jednym projekcie połączyć urodę kobiet, kunszt fryzjerski z literaturą, miłością do książek,a przede wszystkim działaniem pro bono? Schwarzkopf Professional, styliści fryzur Milek Design i Fundacja Zaczytani.org udowodniła, że tak!



W pewien grudniowy poranek spotkaliśmy się żeby zrobić coś fajnego! Stworzyliśmy 12 stylizacji na 12 miesięcy. Każdy z nich inspirowany był konkretną postacią literacką. Po co? Aby pomagać dzieciakom! Styliści Milek Design przy wsparciu Schwarzkopf Professional zainspirowani kobiecymi postaciami z książek, opracowali kreacje fryzjerskie z nowoczesnym wykończeniem.



W rolę 12. wybranych bohaterek literackich uchwyconych przez fotografa Krzysztofa Opalińskiego, wcieliłyśmy się my czyli Agata (agatamanosa), Kamila (cam_my), Julia (juliettecapuleti), Matylda (mojedolcevita) i Natalia (jestrudo). Piękna sesja tworząca kalendarz przedstawia nowoczesne oblicza Julii (Romeo & Julia), Ani z Zielonego Wzgórza, Pippi Langstrumpf, Anny Kareniny, Izoldy, Lisbeth Salander (Millennium), Lolity, Izabeli Łęckiej (Lalka), Jagny (Chłopi), Oleńki (Potop), Zosi (Pan Tadeusz) oraz Królewny Śnieżki.



I najważniejsza sprawa! Dochód ze sprzedaży kalendarza zasili konto Fundacji Zaczytani.org, - każda złotówka będzie wspierała prowadzone przez nią czyli między innymi powstawanie bibliotek w szpitalach, hospicjach i domach dziecka, coroczną Wielką Zbiórkę Książek, tworzeniem szlaku Zaczytanych Ławek czy Pokoi Terapeutycznych.



Zachęcam Cię gorąco do wsparcia naszego projektu, cel jest naprawdę tego warty! Kalendarz-cegiełkę (30 zł) możesz kupić w Warszawie w salonach Milek Desgin oraz lada dzień na stronie zaczytani.org.



zdjęcia: Artur Kowalczyk
realizacja filmu: Wojtek Sochaczyński
Dlaczego i jak powstał Kalendarz Literacki 2017?
Czytaj dalej...

23 stycznia 2017

Beauty Monday: Srebro + nude.


Jak przez dziesięć ostatnich lat nosiłam szarości sporadycznie tak teraz przez kilka tygodni nadrobiłam to z nawiązką. To samo mogłabym napisać o pomadce w odcieniu nude - na moich ustach? Kilka razy w roku, zdecydowanie wystarczy! U innych dziewczyn mogłabym oglądać, podziwiać, u siebie nie. Wszystko się jednak zmienia, oto ja w wydaniu zwykle nie moim!


Tym razem oszczędziłam policzki, jest na nich naprawdę niewiele bronzera i rozświetlacza. Fajna rzecz natomiast dzieje się na skórze - odkryłam na nowo kryjący podkład Clinique, który świetnie sprawdzi się w sytuacji, gdy cera nie jest w dobrej kondycji np. przed okresem, gdy hormony robią swoje.


Na powiekach piankowy cień Chanel jako baza oraz sypki pigment MAC w kolorze srebra (w salonie MAC pojawiły się mniejsze pojemności pigmentów do kupienia, na razie są w ograniczonej kolorystyce, ale mam nadzieję, że będą w stałej sprzedaży, w szerszym asortymencie). No i czapka. Znowu. Wiadoma sprawa, że pojawia się na mojej głowie, gdy włosy nie nadają się do występu przed szerszą publicznością!:)


Mam na sobie:
Twarz: Clinique podkład Beyond Perfecting Foundation and Concealer Breeze, Urban Decay Beached Bronzer Sunkissed, MAC Cosmetics mineralny rozświetlacz Lightscapade, Smashbox korektor 24 h.
Oczy: kredka do brwi Tom Ford, Taupe, L'oreal mascara do rzęs So Couture black, Sephora czarny kajal, MAC Cosmetics pigment Vanilla (kąciki) oraz pigment Platinum na całej powiece, Chanel Illusion d'Ombre Mirifique.
Usta: MAC Cosmetics, Velvet Teddy.


Lubisz makijaże w odcieniach srebra?

Moje inne makijaże z projektu Beauty Monday? Wszystkie są tutaj!


Beauty Monday: Srebro + nude.
Czytaj dalej...

20 stycznia 2017

Uchylam rąbek tajemnicy: Backstage sesji zdjęciowej.


Kiedy kilka tygodni temu otrzymałam propozycję udziału w dość tajemniczym przedsięwzięciu zgodziłam się bez wahania. Nie zastanawiałam się: co stanie się gdy lub a jeśli? - wiedziałam, że ten projekt to coś, co nie przydarzy się drugi raz. Dzisiaj mogę opowiadać o nim dość enigmatycznie, ale za kilka dni nasza tajemnica ujrzy światło dzienne! Jestem podekscytowana, ciekawa, a przede wszystkim szczęśliwa bo razem zrobiliśmy coś naprawdę fajnego! Na więcej informacji (i podziękowań za przygodę życia!) przyjdzie jeszcze pora, dzisiaj zostawiam Cię ze zdjęciami oraz krótkim filmikiem!







Gdybyś 23 stycznia miała ochotę spotkać się ze mną i pozostałymi bohaterkami projektu - będzie nam bardzo miło! Od godziny 9 do 13 jesteśmy na ulicy Tamka 29 w Salonie Milek Design! Wypijemy kawę, porozmawiamy oraz razem odkryjemy nasze dzieło!



zdjęcia + film: Olga Tuz
Uchylam rąbek tajemnicy: Backstage sesji zdjęciowej.
Czytaj dalej...

18 stycznia 2017

Guerlain podkład Lingerie de Peau Skin Fusion.


Przez moje dłonie przewinęły się dziesiątki, jeśli nie setki podkładów. Mniej więcej 1/10 z nich została ze mną na dłużej, zainteresowała mnie, sprawiła, że nosiłam z wielką przyjemnością i polecałam swoim koleżankom, a także czytelniczkom. Lingerie de Peau Skin Fusion nie jest super świeżą nowością, na rynku jest od jakiegoś czasu, ale nie zmienia to faktu, że warto o nim napisać. Dlatego też dzisiaj zapraszam Cię na post o podkładzie niemalże idealnym.


Dlaczego niemalże idealnym? Ponieważ tak jak w przypadku wszystkiego, co nas otacza tak i również w przypadku kosmetyków - nie ma stu procentowych ideałów. Zawsze znajdzie się osoba, której coś nie będzie pasowało, nie ma więc co szastać tak dużymi słowami! Poszastam zatem innym, a mianowicie: świetny! Lingerie de Peau przede wszystkim wspaniale stapia się ze skórą, pozostaje niewyczuwalny i niewidoczny. Jego świeża i lekka konsystencja gładko rozprowadza się. staje się drugą skórą, aby w naturalny sposób podkreślać jej piękno przez cały dzień. Winowajcą jest mikrosiateczka Bio-Fusion czyli kompozycja naturalnych niteczek jedwabiu oraz lnu, splatających się w eteryczny i niewidoczny woal, który tworzy na powierzchni skóry delikatny i idealny makijaż. Wygładzające rozciągliwe włókienka przylegają do skóry i utrwalają makijaż, który pozostaje nieskazitelny przez cały dzień. Z kolei kompleks Silk-Fusion łączy w sobie nawilżające proteiny jedwabiu i łagodzący ekstrakt, które sprawiają, że skóra pozostaje aksamitna w dotyku przez długie godziny. Lingerie de Peau ma wyjątkowy i delikatny kwiatowy zapach. Pierwsza nuta brzoskwini łączy się z akordem roślinnym skomponowanym ze świeżych i musujących nut. Różę, malinę i jaśmin w nucie serca podkreśla pudrowa baza zapachu, w skład której wchodzą: nuta balsamiczna, żywica i białe piżmo. Tak, to jeden z najpiękniej pachnących podkładów i co ważne - nie przeszkadza to zupełnie w noszeniu. Odcień, który posiadam to najjaśniejszy czyli 01N Très Clair. Pięknie dopasował się do mojej jasnej karnacji, lekko rozjaśnia, ale nie wybiela - myślę, że ten kolor świetnie będzie współgrał z porcelanową skórą. Jest lekki, ale naprawdę dobrze kryje już przy pierwszej warstwie - dla mnie było to mocne zaskoczenie. Spodziewałam się kolejnego podkładu o minimalnym kryciu i sporej dawce półprzezroczystości. Po Lingerie de Peau cera jest ujednolicona, rozświetlona i wygląda zdrowo.


Lingerie de Peau bezapelacyjnie trafia na listę moich ulubionych podkładów! Jestem z niego bardzo, bardzo zadowolona i uważam, że naprawdę warto bliżej mu się przyjrzeć.


Na zdjęciu powyżej możesz zobaczyć efekt na mojej skórze, podkład zaaplikowałam na skórę bez bazy, nie przypudrowywałam jej - dodałam odrobinę różu do policzków. Moim zdaniem całość wygląda bardzo naturalnie i promiennie, prawda?
Guerlain podkład Lingerie de Peau Skin Fusion.
Czytaj dalej...

16 stycznia 2017

Beauty Monday: Karnawał!


Jeden z makijaży, które uwielbiam najbardziej! Rozświetlona cera, soczyste policzki, różane usta oraz lekko przydmione powieki. Szybki make up, który właściwie może funkcjonować zarówno jako dzienny i wieczorowy - jeśli zaistniałaby potrzeba podrasowania go, wystarczy zmienić kolor pomadki na mocniejszy.


Policzki po raz kolejny wyglądają jak gdybym przed chwilką wróciła z długiego, zimowego spaceru. Dodatkowo je rozświetliłam, stały się pełniejsze i kojarzą się z czerwonym jabłuszkiem (czy tylko mi?).


Na powiekach możesz zobaczyć dwa produkty - jako bazowego cienia użyłam MAC Cosmetics Spellbinder Higher Power (pisałam o nim tutaj), na niego zaaplikowałam srebro ze smashboxowej palety. Muszę dodać, że skórę potraktowałam rozjaśniającą bazą Chanel, którą bardzo lubię stosować zimą - razem z podkładem stwarza zimowy, mroźny look. Pisząc posta pomyślałam, że ten makijaż idealnie sprawdzi się w roli karnawałowego - jet świetlisty, przydmiony i całkiem lekki, prawda?


Mam na sobie:
Twarz: baza Chanel Le Blanc, Clinique podkład Beyond Perfecting Foundation and Concealer Breeze, palety róży do policzków Nars (użyłam mroźnego różu i najciemniejszego), The Balm rozświetlacz Mary Lou, Guerlain prasowane meteoryty Blanc de Perle 01, paleta do konturowania Diego dalla Palma (jasny brąz), Smashbox korektor 24 h.
Oczy: MAC Cosmetics Spellbinder, Higher Power, srebrny cień z palety Smashbox Double Exposure, Estee Lauder czarna kredka, Max Factor tusz do rzęs. kredka do brwi Tom Ford, Taupe.
Usta: Chanel Gloss Volume Lip Plumping.


Podoba Ci się moja wersja karnawałowego makijażu?


Moje inne makijaże z projektu Beauty Monday? Wszystkie są tutaj!


Beauty Monday: Karnawał!
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...