24 marca 2017

Tom Ford makijaż wiosna 2017 Shade and Illuminate.


Tegoroczna wiosna u Toma Forda to jedynie dwa produkty. Tylko dwa, ale za to multifunkcyjne i przepiękne. Shade and Illuminate –to kolekcja, która ucieleśnia wizję urody według Toma Forda, wiosną powiększa się o dwa nowe kosmetyki umożliwiające uzyskanie równowagi i symetrii za pomocą uzupełniających się i kontrastujących odcieni.


Tom Ford Shade and Illuminate Cheeks to kremowy róż do policzków w dwóch żywych, a zarazem czystych paletach kolorystycznych. Połączenie dwóch odcieni z których jeden nadaje rumieńca, a drugi rozświetla – to nieodłączny element makijażu twarzy w ujęciu Toma Forda. Łatwo rozprowadzająca się na skórze formuła sprawia, że modelowanie kości policzkowych dzięki grze światła i cieni staje się proste. Perłowy odcień rozświetla skórę i przyciąga do niej światło powiększając optycznie kości policzkowe i podnosząc kontur twarzy, podczas gdy wyrazisty odcień różu dodaje twarzy głębi, konturuje i podkreśla policzki pięknym rumieńcem. Z łatwością aplikuje się palcem lub ściętym pędzlem, a makijaż możesz wykończyć beauty blenderem - dzięki temu idealnie wtopi się w cerę.


Tom Ford Shade and Illuminate Lips to limitowana edycja podwójnych zestawów szminek pięknie prezentujących się na tle różnych odcieni skóry. Dwa odcienie – jasny i ciemny – tworzą efekt, który może być zarówno subtelny jak i wyrazisty, modelując kształt ust wysoką zawartością pigmentu i rewolucyjną, przylegającą niczym druga skóra konsystencją. Aksamitne i matowe wykończenie plus formuła zawierająca olejki zmiękczające, a także mieszankę polimerową odpowiadającą za bogatą barwę i głęboki wymiar. Paleta kolorystyczna obejmuje zarówno odcienie nude, jak i beże, róże, czerwienie i bordo, które możesz aplikować za pomocą dołączonego pędzelka lub delikatnie wklepać w wargi, otrzymując efekt tintu.

Poniżej możesz zobaczyć swatche, od lewej Tom Ford Shade and Illuminate Cheeks w odcieniu Scintillate oraz Tom Ford Shade and Illuminate Lips , Nikita.


W pierwszym wersie napisałam, że produkty są multifunkcyjne, dlatego też dzisiaj pokażę tylko róż, pomadki zobaczysz w Beauty Monday w zupełnie innej wersji.


Obydwa produkty są wytrzymałe i trwałe oraz bardzo eleganckie. Róż w połączeniu z rozświetlaczem nie klei się i nie lepi. W przypadku pomadek można stopniować pigmentację - od delikatnego koloru po mocny, soczysty. Róż możesz nakładać na usta, pomadki na oczy oraz policzki - wiosną wszystko jest dozwolone!
Tom Ford makijaż wiosna 2017 Shade and Illuminate.
Czytaj dalej...

23 marca 2017

Nowości pielęgnacyjne Sisley Wiosna 2017.


Początek wiosny to moment w którym większość kobiet odczuwa potrzebę zrobienia czegoś ze sobą. I ja w zupełności to rozumiem bo każdego roku mam podobnie. Biorę się za siebie czyli staram się więcej biegać, bardziej zwracać uwagę na to, co jem oraz oczyszczam swoją skórę, złuszczam i sięgam po odrobinę lżejsze kremy niż zimą czy jesienią. Innymi słowy - wiosna to czas, gdy mamy dla siebie więcej czasu i chętniej się rozpieszczamy. Francuska marka Sisley przygotowała na ten czas dla swoich Klientek nowe produkty - dzisiaj opowiem Ci o dwóch z nich.


Po pierwsze, nowa maska! To dość duże wydarzenie ponieważ wszystkie maski Sisley są rewelacyjne i stają się bestsellerami. Maska Masque Purifiant Profond Aux Resines Tropicales jest określana jako pielęgnacja SOS, która zapewnia błyskawiczny efekt oczyszczający ponieważ reguluje skórę i usuwa zanieczyszczenia już od pierwszej aplikacji. Kremowa formuła maseczki pochłania nadmiar sebum, skutecznie eliminuje zanieczyszczenia i matuje skórę, nie przesuszając jej przy tym. Dzięki niej cera natychmiast staje się bardziej czysta i świeża, a błyszczące partie bardziej matowe (ekstrakty z benzoiny i łopianu), pory są ściągnięte, struktura skóry jest wyrównana, skóra jest wyraźnie bardziej matowa, a cera promienna (glinka biała i ekstrakt z przywrotnika). Zaczerwienia spowodowane niedoskonałościami stają się mniej widoczne, a Skóra staje się miękka i odzyskuje uczucie komfortu (kompozycja D-Pantenolu oraz ekstrakty z kadzidła i mirry). Można ją stosować na całą twarz lub miejscowo, na przykład uprawiając multimasking (dla mnie to idealne rozwiązanie ponieważ ma suchą skórę, a tylko w niektórych miejscach mieszaną).


Po drugie, tonik. Purifying Re-balancing Lotion to produkt, którego formuła zapewnia potrójne działanie: oczyszczające, wygładzające i zmiękczające skórę. Jest w stanie w widoczny sposób redukować niedoskonałości i zmniejszać problem błyszczenia się skłonnych do tego partii skóry (to wszystko dzięki ekstraktom z benzoiny i herbaty jawajskiej). Dzięki konsekwentnemu użytkowaniu eliminuje zanieczyszczenia, ściąga pory, wygładza powierzchnię skóry, odświeża cerę i nadaje jej promienny wygląd (odpowiedzialny jest za to kwas salicylowy, ekstrakt z liści przywrotnika). Dodatkowo redukuje zaczerwienia spowodowane przez niedoskonałości (kompozycja D-Pentenolu, kadzidła i mirry) oraz intensywnie oczyszcza skórę, która staje się miękka i odzyskuje uczucie komfortu.


Kremowa maseczka oczyszczająca rekomendowana jest do skóry mieszanej i tłustej, podobnie jak i tonik. Codzienne stosowanie produktów z linii Tropical Resines wyraźnie poprawia jakość skóry, a cera dzięki nim staje się bardziej czysta i matowa. Ponieważ moja skóra jest sucha, w niektórych miejscach mieszana zatem codzienne stosowanie toniku nie wchodzi w grę, podobnie z maseczką. Mogę jej używać raz na jakiś czas w momentach, gdy czuję, że moja skóra potrzebuje głębokiego i skutecznego oczyszczenia. I tak właśnie robię. Jakiego efektu możesz spodziewać się po zastosowaniu maski? Dość spektakularnego, podobnie jak i w przypadku na przykład wersji różanej (pisałam o niej tutaj: Sisley Black Rose Cream Mask.). Głębokie oczyszczenie, wygładzenie, uspokojenie skóry - moim zdaniem różnica jest naprawdę odczuwalna, a w przypadku stosowania pozostałych produktów efekt końcowy na pewno będzie bardziej spektakularny. Produkty warte bliższego zainteresowania, szczególnie jeśli jesteś posiadaczką skóry mieszanej/tłustej!

Jakie są Twoje ulubione maseczki do twarzy? Czy wiosną częściej sięgasz po oczyszczające produkty?

Nowości pielęgnacyjne Sisley Wiosna 2017.
Czytaj dalej...

21 marca 2017

Nars All Day Luminous Weightless Foundation.


Gdyby tak wypunktować cechy podkładu idealnego: lekki, kryjący, wydajny, lekko rozświetlający - to moje. I zupełnie przez przypadek go znaleźć? W podkładzie NARS odnalazłam wszystkie wyżej wymienione cechy i coś więcej - przyjemność użytkowania i aplikacji, a to przecież totalnie ważne, prawda?


Odcień, który wybrałam dla siebie to najjaśniejszy Mont Blanc. Zimą pięknie stapiał się z moją cerą, a wiosną i latem można do niego dodać kroplę ciemniejszego podkładu lub jeśli masz przyciemniającą kropelkę pigmentu (ja używam tych z Make Up For Ever, kupiłam wersję rozjaśniającą oraz przyciemniającą). Przede wszystkim bardzo lekki i mimo, że wydawałoby się, że przy takiej konsystencji niemożliwością jest uzyskać pełne krycie - tadam! NARS zrobił to perfekcyjnie. Najwygodniej nakłada mi się go pędzlem i od jakiegoś czasu powróciłam do tej metody - do wykończenia najczęściej używam beauty blendera. Bardzo dobrze łączy się z innymi kosmetykami, zarówno pudrowymi jak i płynnymi.


Tak jak obiecuje producent jest trwały, wytrzymuje niemal cały dzień bez poprawek, przy aplikacji jednej warstwy. Efekt, jakiego możesz się spodziewać to tak jak wspominałam wcześniej - mat z jednoczesnym rozświetleniem miejsc strategicznych takich jak wyżyny kości policzkowe. Nie wiem jak to się dzieje, że marki stworzyły produkty jednocześnie matujące, kryjące i rozświetlające, ale udało im się to znakomicie!


Pojemność flakonu to 30 ml (jest pompka!), a dzięki swojej wydajności posłuży nam przez kilka tygodni, oczywiście w zależności od Twoich preferencji i częstotliwości używania podkładów.


Na zdjęciach powyżej efekt bez bazy oraz przypudrowania, na policzkach mam odrobinę Orgasmu. Nie muszę poprawiać makijażu przez cały dzień, nie muszę martwić się, że coś spłynie, wytrze się czy zetrze. Płynna formuła, bogato nasycona pigmentami i idealnie zrównoważona, jest nową interpretacją długotrwałego podkładu i zapewnia całkowity poziom krycia, naturalność, lekkość i długotrwałość. Zdecydowanie wart uwagi!

Nars jest marką na wyłączność dostępną w Sephorze, podkład w cenie regularnej kosztuje 209 zł.
Nars All Day Luminous Weightless Foundation.
Czytaj dalej...

20 marca 2017

Beauty Monday: Jakby jesień?


Całkiem jak jesień, naprawdę! Pogoda nie nastraja mnie ani do pasteli, ani do kolorów - jest totalnie szaroburo pomimo wszechobecnych tulipanów i żonkili. Pogoda nastraja do jedzenia słodyczy i picia wina. Bez dwóch zdań.


Najładniejsze, co mam na sobie oprócz zmieniających, przenikających się cieni do powiek są usta. To moja ostatnio ulubiona pomadka - lekka, nawilżająca i pozostawiająca naturalny efekt. Co prawda pochodzi z zeszłorocznej letniej kolekcji Chanel, ale bardzo lubię do niej wracać i lada chwila niestety się skończy, nad czym bardzo ubolewam!


Na mojej skórze coś równie genialnego - ostatnie odkrycie czyli podkład NARS. Napiszę o nim w oddzielnym poście bo naprawdę jest wart bliższego poznania. Znalazłam kilka świetnych podkładów ostatnio więc zastanawiam się nad napisaniem o nich posta - takie zestawienie naj naj, masz ochotę?

Mam na sobie:
Twarz: Nars All Day Luminous Weightless Foundation Mont Blanc, w roli różu do policzków cień do powiek z najnowszej, brzoswkiniowej palety Too Faced (brzoskwinia ze złotym shimmerem).
Oczy: Bobbi Brown Natural Brow Shaper & Hair Touch Up Brunette, Giorgio Armani Eyes to Kill Black, Urban Decay cienie do powiek: Solstice, Lost, jako baza: Chanel Illusion D`ombre Long Wear Luminous Eyeshadow, 126 Griffith Green.
Usta: Rouge Coco Shine Hydrating Sheer Lipshine Beige Dore 126.

Lubisz makijaże z takim efektem na powiekach?
Beauty Monday: Jakby jesień?
Czytaj dalej...

16 marca 2017

Siedem grzechów głównych.

Wszystkie z niżej wymienionych przewijają się jak mantra w mediach, w miejscach pracy, wśród koleżanek. Nie znam chyba ani jednej dziewczyny, która w pełni siebie akceptuje, zawsze jest coś nie tak. Nie znam ani jednego chłopaka, który narzeka na swój wygląd w takim stopniu i z takim natężeniem, co dziewczyny.


1. Zmarszczki. Te u kobiet wyglądają źle i świadczą o tym, że posiadaczka jest zwyczajnie zaniedbana. Te u mężczyzn natomiast wyrażają doświadczenie, dojrzałość oraz mądrość.

2. Cellulit. Kalafior. Obrzydliwość. Zaniedbanie. Jaka normalna kobieta dopuściłaby do tego, żeby mieć trzeci lub szesnasty stopień cellulitu i jeszcze nic z tym nie robić. I rozbierać się na plaży. Albo na basenie. Zupełnie wstydu nie ma.

3. Rozstępy. Ta sama sytuacja, co przy punkcie numer dwa. Wstyd, zażenowanie. Czasami dziwię się dziewczynom, które urodziły dzieci i mają ogromny problem z zaakceptowaniem wyglądu swojego brzucha, ud czy piersi. Zastanawiam się jak można wstydzić się czegoś, co jest naturalną reakcją skóry? Czy rozstępy faktycznie nam przeszkadzają czy bardziej wstydzimy się reakcji mężczyzny na ich posiadanie?

4. Siwe włosy. Patrz punkt numer jeden. Pierwszy siwy włos powoduje wzmożone napięcie u kobiet, u mężczyzn niejednokrotnie powód do dumy - mądry, dojrzały, doświadczył wiele w życiu i są to doświadczenia, które go ukształtowały. Podobnie jak zmarszczki więc nie ma potrzeby, aby się tego wstydzić. Dziewczyny? Raz w miesiącu w salonie fryzjerskim.

5. Nadwaga. Ona Grubaska. Ona zapuściła się. Czy ona nie widzi się w lustrze? On ma mięsień piwny. Żona o niego dba i chyba dobrze gotuje. Ubita nadwaga wygląda przecież jak mięśnie więc obcisłe tiszerty są jak najbardziej wskazane.

6. Włosy pod pachami. Włosy na nogach. Generalnie to dotyczy tylko kobiet i homoseksualistów. Ich brak u hetero faceta wzbudza pobłażliwe uśmiechy. Ale jak to? Prawdziwy mężczyzna jest owłosiony, a pot jest bardzo męski. W żeńskich odpowiedniku posiadanie owłosienia jest niejednokrotnie niedopuszczalne i wzbudza prawie obrzydzenie.

7. Zły stan skóry. Już zostało ustalone, że normalna kobieta to nie ma zmarszczek, ma gładką skórę, wiecznie w stanie młodości. Trądzik jest największym powodem do złego samopoczucia, na palcach jednej ręki policzę dziewczyny, które mimo problemów ze skórą nie używają podkładu, korektora, pudru, podkładu i jeszcze na wszelki wypadek na to trzech warstw korektora. Nie znam ani jednego mężczyzny, który przy problemach z cerą używa produktów maskujących. Ani jednego. Ani jednego!

Jakim cudem my się tutaj znalazłyśmy? Jak to jest możliwe? Czytam raz jeszcze i nie wierzę, zwyczajnie nie wierzę. Na wszystkie podpunkty znajduję wytłumaczenie u mężczyzn, u kobiet natomiast wszystko sprowadza się do zaniedbania i bycia szaloną dziwaczką. Nawet podejście do pryszczy mamy zupełnie inne. Rozbolała mnie głowa. Nie potrafię znaleźć wytłumaczenia dla sytuacji do której doprowadziłyśmy/po cichu zostałyśmy w nią wsadzone. Najgorsze jest to, że nawet jeśli nie chciałybyśmy w tym uczestniczyć - nie ma innego wyjścia. Są dziewczyny z Elementu Żeńskiego, które pokazują owłosione pachy, nie wyretuszowane kobiece kształty, nie idealne manicure. Ale to znowu skrajność, a ich praca przez większość jest traktowana jako baba dziwo. Nie ma środka. Ja mam wrażenie, że gdzieś wyparowały zwyczajne laski. I naprawdę w tej chwili, gdy wypisałam te punkty, a założenie tekstu było zupełnie inne i w trakcie pisania się zmieniło - dostaję furii. Jestem wściekła, że to my kobiety pozwoliłyśmy na to, aby nałożono na nas tak uwierające kagańce mody, trendów, oraz tego, co wypada, a co nie wypada robić ze swoim ciałem.
Siedem grzechów głównych.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...