20 stycznia 2017

Uchylam rąbek tajemnicy: Backstage sesji zdjęciowej.


Kiedy kilka tygodni temu otrzymałam propozycję udziału w dość tajemniczym przedsięwzięciu zgodziłam się bez wahania. Nie zastanawiałam się: co stanie się gdy lub a jeśli? - wiedziałam, że ten projekt to coś, co nie przydarzy się drugi raz. Dzisiaj mogę opowiadać o nim dość enigmatycznie, ale za kilka dni nasza tajemnica ujrzy światło dzienne! Jestem podekscytowana, ciekawa, a przede wszystkim szczęśliwa bo razem zrobiliśmy coś naprawdę fajnego! Na więcej informacji (i podziękowań za przygodę życia!) przyjdzie jeszcze pora, dzisiaj zostawiam Cię ze zdjęciami oraz krótkim filmikiem!







Gdybyś 23 stycznia miała ochotę spotkać się ze mną i pozostałymi bohaterkami projektu - będzie nam bardzo miło! Od godziny 9 do 13 jesteśmy na ulicy Tamka 29 w Salonie Milek Design! Wypijemy kawę, porozmawiamy oraz razem odkryjemy nasze dzieło!



zdjęcia + film: Olga Tuz
Uchylam rąbek tajemnicy: Backstage sesji zdjęciowej.
Czytaj dalej...

18 stycznia 2017

Guerlain podkład Lingerie de Peau Skin Fusion.


Przez moje dłonie przewinęły się dziesiątki, jeśli nie setki podkładów. Mniej więcej 1/10 z nich została ze mną na dłużej, zainteresowała mnie, sprawiła, że nosiłam z wielką przyjemnością i polecałam swoim koleżankom, a także czytelniczkom. Lingerie de Peau Skin Fusion nie jest super świeżą nowością, na rynku jest od jakiegoś czasu, ale nie zmienia to faktu, że warto o nim napisać. Dlatego też dzisiaj zapraszam Cię na post o podkładzie niemalże idealnym.


Dlaczego niemalże idealnym? Ponieważ tak jak w przypadku wszystkiego, co nas otacza tak i również w przypadku kosmetyków - nie ma stu procentowych ideałów. Zawsze znajdzie się osoba, której coś nie będzie pasowało, nie ma więc co szastać tak dużymi słowami! Poszastam zatem innym, a mianowicie: świetny! Lingerie de Peau przede wszystkim wspaniale stapia się ze skórą, pozostaje niewyczuwalny i niewidoczny. Jego świeża i lekka konsystencja gładko rozprowadza się. staje się drugą skórą, aby w naturalny sposób podkreślać jej piękno przez cały dzień. Winowajcą jest mikrosiateczka Bio-Fusion czyli kompozycja naturalnych niteczek jedwabiu oraz lnu, splatających się w eteryczny i niewidoczny woal, który tworzy na powierzchni skóry delikatny i idealny makijaż. Wygładzające rozciągliwe włókienka przylegają do skóry i utrwalają makijaż, który pozostaje nieskazitelny przez cały dzień. Z kolei kompleks Silk-Fusion łączy w sobie nawilżające proteiny jedwabiu i łagodzący ekstrakt, które sprawiają, że skóra pozostaje aksamitna w dotyku przez długie godziny. Lingerie de Peau ma wyjątkowy i delikatny kwiatowy zapach. Pierwsza nuta brzoskwini łączy się z akordem roślinnym skomponowanym ze świeżych i musujących nut. Różę, malinę i jaśmin w nucie serca podkreśla pudrowa baza zapachu, w skład której wchodzą: nuta balsamiczna, żywica i białe piżmo. Tak, to jeden z najpiękniej pachnących podkładów i co ważne - nie przeszkadza to zupełnie w noszeniu. Odcień, który posiadam to najjaśniejszy czyli 01N Très Clair. Pięknie dopasował się do mojej jasnej karnacji, lekko rozjaśnia, ale nie wybiela - myślę, że ten kolor świetnie będzie współgrał z porcelanową skórą. Jest lekki, ale naprawdę dobrze kryje już przy pierwszej warstwie - dla mnie było to mocne zaskoczenie. Spodziewałam się kolejnego podkładu o minimalnym kryciu i sporej dawce półprzezroczystości. Po Lingerie de Peau cera jest ujednolicona, rozświetlona i wygląda zdrowo.


Lingerie de Peau bezapelacyjnie trafia na listę moich ulubionych podkładów! Jestem z niego bardzo, bardzo zadowolona i uważam, że naprawdę warto bliżej mu się przyjrzeć.


Na zdjęciu powyżej możesz zobaczyć efekt na mojej skórze, podkład zaaplikowałam na skórę bez bazy, nie przypudrowywałam jej - dodałam odrobinę różu do policzków. Moim zdaniem całość wygląda bardzo naturalnie i promiennie, prawda?
Guerlain podkład Lingerie de Peau Skin Fusion.
Czytaj dalej...

16 stycznia 2017

Beauty Monday: Karnawał!


Jeden z makijaży, które uwielbiam najbardziej! Rozświetlona cera, soczyste policzki, różane usta oraz lekko przydmione powieki. Szybki make up, który właściwie może funkcjonować zarówno jako dzienny i wieczorowy - jeśli zaistniałaby potrzeba podrasowania go, wystarczy zmienić kolor pomadki na mocniejszy.


Policzki po raz kolejny wyglądają jak gdybym przed chwilką wróciła z długiego, zimowego spaceru. Dodatkowo je rozświetliłam, stały się pełniejsze i kojarzą się z czerwonym jabłuszkiem (czy tylko mi?).


Na powiekach możesz zobaczyć dwa produkty - jako bazowego cienia użyłam MAC Cosmetics Spellbinder Higher Power (pisałam o nim tutaj), na niego zaaplikowałam srebro ze smashboxowej palety. Muszę dodać, że skórę potraktowałam rozjaśniającą bazą Chanel, którą bardzo lubię stosować zimą - razem z podkładem stwarza zimowy, mroźny look. Pisząc posta pomyślałam, że ten makijaż idealnie sprawdzi się w roli karnawałowego - jet świetlisty, przydmiony i całkiem lekki, prawda?


Mam na sobie:
Twarz: baza Chanel Le Blanc, Clinique podkład Beyond Perfecting Foundation and Concealer Breeze, palety róży do policzków Nars (użyłam mroźnego różu i najciemniejszego), The Balm rozświetlacz Mary Lou, Guerlain prasowane meteoryty Blanc de Perle 01, paleta do konturowania Diego dalla Palma (jasny brąz), Smashbox korektor 24 h.
Oczy: MAC Cosmetics Spellbinder, Higher Power, srebrny cień z palety Smashbox Double Exposure, Estee Lauder czarna kredka, Max Factor tusz do rzęs. kredka do brwi Tom Ford, Taupe.
Usta: Chanel Gloss Volume Lip Plumping.


Podoba Ci się moja wersja karnawałowego makijażu?


Moje inne makijaże z projektu Beauty Monday? Wszystkie są tutaj!


Beauty Monday: Karnawał!
Czytaj dalej...

13 stycznia 2017

Bobbi Brown Glow to go oraz Chocolate Eye Palette.

Bobbi Brown to marka, która zawsze jest w stanie wzbudzić moje zainteresowanie. W głównej mierze za sprawą samej Bobbi, której ufam ponieważ jest makijażystką i wie, co tworzy. Lata temu, gdy poznawałam BB wzdychałam do pielęgnacji, następnie do produktów makijażowych. A teraz? Wzdycham do jednego i drugiego (czyli jest jeszcze gorzej niż kiedyś). Paletkę, którą dzisiaj chciałam pokazać w użyciu mam już od jakiegoś czasu, podobnie z różem do policzków. Pierwsze wrażenie? Piękne kolory do codziennego noszenia. Te produkty zostały stworzone po to, aby z nich korzystać.



Po pierwsze, Glow to go. Jest to limitowana edycja rozświetlającego duetu od Bobbi Brown: róż do policzków w odcieniu French Pink oraz nowy, Sparkle Illuminator - płynny rozświetlacz, który już przy pierwszym kontakcie ze skórą sprawia, że staje się wyjątkowo rozświetlona. Mini paletka idealnie nadaje się do torebki, do szybkich poprawek - jest lekka, solidna, a kolor różu jest bajkowy! Bardzo ładnie się rozprowadza, blenduje i nie pozostawia plam - myślę, że świetnie rozpromieni skórę, a w duecie z płynnym rozświetlaczem nada ładnego blasku.


Po drugie, czekoladowa paleta cieni do powiek oraz produktów do brwi. Niestety w wersji limitowanej, aczkolwiek na stronie internetowej Bobbi jest do kupienia z 25% rabatem. Co tu dużo mówić, oprócz tego, że jest klasyczna i bardzo bezpieczna jest także wyjątkowo ładna i przystępna. Kolory zostały tak dobrane, że większość nas potrafiłaby i dałaby radę coś z niej wykrzesać dla siebie, prawda? Dobrze sprawdzi się w przypadku codziennego, szybkiego makijażu - tak jak na moim zdjęciu: cienie + kreska oraz tusz do rzęs - całość trwała i nie wymagająca poprawek.




Jeśli nie miałyście okazji wypróbować kosmetyków Bobbi Brown - myślę, że warto zwrócić uwagę na palety. Są naprawdę skonstruowane kolorystycznie tak, aby chciało nam się z nich korzystać i po nie sięgać. Bardzo podoba mi się filozofia Bobbi - najlepiej na skórze wygląda makijaż, który podkreśla urodę i nie maskuje jej. I szczerze? Nie brakuje mi zupełnie w BB czegoś bardziej szalonego, od takich akcji mam chociażby Too Faced czy Urban Decay - Bobbi jest ponadczasowa i wyważona. I z tego również jest w stanie i potrafi zrobić make up, który jest trendy.

Od jakiegoś czasu używam kremu pod oczy Bobbi Brown, o nim również niebawem chciałabym napisać. I zrobię to, nic mnie nie powstrzyma!

Znasz markę Bobbi Brown? Może masz swój ulubiony produkt albo taki, który chciałabyś przetestować?
Bobbi Brown Glow to go oraz Chocolate Eye Palette.
Czytaj dalej...

11 stycznia 2017

MAC Cosmetics Spellbinder Higher Power.


Byłam pewna, że te cienie, gdy tylko pojawią się w sprzedaży zrobią furrorę. I tak się właśnie stało! Część kolorów została w mgnieniu oka, część nadal dostępna jest w sklepie internetowym MAC. Spellbinder to kolekcja cieni, Dzięki którym stworzysz najbardziej hipnotyzujący makijaż oka o głęboko nasyconych, tajemniczych odcieniach, które przywierają do powieki jak aksamit. Czarne, jonizowane pigmenty po zetknięciu ze skórą nabierają właściwości podobnych do magnesu, co sprawi, że uzyskasz głębokie nasycenie koloru bez utraty formy i aksamitności wykończenia.



Kolor, który posiadam to Higher Power, przepiękny głęboki, czekoladowy brąz z metalicznym wykończeniem i milionem błyszczących, wielokolorowych błyskotek. Bez dwóch zdań, kolor jest naprawdę śliczny! W opakowaniu wygląda tak pięknie jak i na powiece - soczyście napigmentowany i głęboki. Myślę, że przy makijażu warto zdecydować się najpierw na aplikację cienia, a dopiero później podkładu czy korektora - w każdej chwili będziesz mogła posprzątać mikro oprószenia bez niszczenia całego makijażu. W przypadku tak ciemnego koloru jest to ważne, zawsze może się coś osypać, prawda? Jest jeszcze jedna kwestia - Spellbinder najlepiej blendować w jedną stronę, zostaje wówczas najwięcej koloru, tak naprawdę można nim bawić się naprawdę dużo. To, co widzisz na mojej powiece poniżej to właśnie odcień Higher Power dość porządnie rozblendowany (wymieszany z bazowym, jasnym) - nie sprawdzałam jego przyczepności na bazie do powiek, ale obiecuję zrobić to i uzupełnić recenzję.


Myślę, że jeśli uda Ci się trafić któryś z odcieni, warto wypróbować - są naprawdę innym doznaniem niż klasyczne, pudrowe cienie. Są trwałe, nie zbierają się w załamaniach i myślę, że okażą się bardzo wydajne! Jest na co zwrócić uwagę!
MAC Cosmetics Spellbinder Higher Power.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...