20 lutego 2017

Beauty Monday: Turkusy i fuksje.


Połączenie kolorów, który mimo swojej intensywności zawsze się obronią. Uwielbiam fuksję, kocham brązy, bardzo lubię turkus - zarówno solo jak i razem. Na zdjęciach jest też i czapka, wiadomo - jak moje włosy nie są posłuszne, do gry wchodzi czapka. Niebawem skończą mi się kolory!


Pierwsze role w tym makijażu należą do matowych ust w kolorze fuksji oraz genialnego eyelinera w odcieniu turkusu. Zobacz jak intensywny jest mimo iż aplikowałam go na dość ciemne cienie do powiek. Pięknie się odznacza i nadaje głębi!


Zrobiłam sobie fajną cerę, rozświetliłam ją i dodałam naprawdę odrobinę różu do policzków. Do ust użyłam pomadki w płynie, która jest naprawdę trwała i ma piękny, soczysty kolor (wytrzymuje dobre 4-5 godzin bez żadnego uszczerbku nawet przy jedzeniu i piciu). Jest moc! I czuję wiosnę!


Mam na sobie:
Twarz: Guerlain, Lingerie de Peau Skin Fusion 01N Très Clair, Make Up Forever Pro Finish 117, MAC Mineralize Skinfinish Lightscapade, MAC, Mineralize Blush Modest Blush.
Oczy: Smashbox Cover Palette Matte, Bobbi Brown Natural Brow Shaper & Hair Touch Up Brunette, Giorgio Armani Eyes to Kill Black, Too Faced Sketch Eyeliner, Steel Blue.
Usta: Sephora Lip Stain, 19.

Mam nadzieję, że spodobało Ci się połączenie fuksji, turkusu i brązów?
Beauty Monday: Turkusy i fuksje.
Czytaj dalej...

19 lutego 2017

Serge Lutens Un bois vanille.


Artysta, tworzący ponad modami i trendami, miłośnik aromatów i barw Śródziemnomorza, od lat 70’ mieszkaniec Marrakeszu. Kreator z pasją do piękna, autentyzmu, doskonałości.Od 2000 r. twórca marki Serge Lutens. Serge w przeszłości związany był z magazynem Voque, z marką Christian Dior (dyrektor makijażu, dyrektor artystyczny i kreatywny), następnie z marką Shiseido, której właściciel w 1980r powierzył mu kreowanie międzynarodowego wizerunku marki dając wolną rękę w kwestii kreatywności i artystycznego wyrazu. W 1992 roku Serge Lutens stworzył swój pierwszy zapach Feminite du Bois – drzewny aromat dla kobiet, który zapoczątkował nową erę w rynku perfumeryjnym i odniósł wielki międzynarodowy sukces. Dzisiaj chciałam Co opowiedzieć o jednym z trzech flakonów, które mam w swojej kolekcji, a oprócz imbirowej herbaty (recenzja: Five o'clock Serge Lutens) oraz wiśniowej La Religieuse (recnezja: La Religieuse, Serge Lutens) najchętniej po nie sięgam. Natomiast, aby nie było tak słodko, jest jedna kompozycja SL, którą kiedyś lubiłam, a w tej chwili mocno od niej stronię - Laine de Verre czyli szklana wata.


Wanilia. Wanilia. Wanilia. Piętnaście lat temu mogłam nią pachnieć od stóp do głów i jeszcze trochę. Dwadzieścia lat temu wydawało mi się, że dezodorant sygnowany podpisem Spice Girls jest wynikiem zacnego kunsztu. Mogę więc śmiało napisać, że wanilię znam od podszewki? Poznałam ją od najbardziej syntetycznych, chemicznych i obrzydliwie słodkich wcieleń po te naturalne i czysto spożywcze. Myślę, że stąd mogła się wziąć odpowiedź mojej siostry na moje odwieczne pytanie Anka, zgadnij czym pachnę? Ulepem, Agata.


Wanilia, lukrecja, drzewo sandałowe, mleczko kokosowe, wosk pszczeli, benzoes, migdały, drzewo gwajakowe, bób tonka - Serge stworzył nowoczesną odsłonę moich super słodkich pragnień z dzieciństwa. Idealnie słodkie, ale nie przytłaczające. Pięknie noszą się od deszczowego listopada po koniec mroźnego lutego. Wiesz, że Lutens przy tworzeniu Un bois vanille zainspirował się starą, meksykańską recepturą z 1519 roku. Możesz spodziewać się, że Un bois vanille będzie na Tobie układał się jak...wanilia. I tylko wanilia. Znam dziewczyny, które określają ten zapach mianem jednoskładnikowego, ale zupełnie im to nie przeszkadza w otaczaniu się nim. Mi także nie przeszkadza, tym bardziej w chwilach, gdy gdzieś daleko wyczuwam lekko mleczno - kokosowe nuty.


Un bois vanille ujmuje swoją prostotą i pięknym karmelowym aromatem. Jest elegancki, subtelny i bardzo przyjemnie się go nosi, zwłaszcza w chłodniejsze dni. Poprawia humor, ładuje energią lub rozleniwia i pozwala cieszyć się tu i teraz. Wart poznania, wart spróbowania!

Miałaś okazję poznać którąś z kompozycji Serge Lutens? Może masz swoją ulubioną?
Serge Lutens Un bois vanille.
Czytaj dalej...

17 lutego 2017

Sephora Cream Lip Stain.


Dwadzieścia jeden kolorów! Z pozoru nic wielkiego, a w rzeczywistości zdecydowanie must have dla dziewczyn, które lubią trwałe, lekkie i mocno napigmentowane pomadki do ust. Matowe wykończenie oraz intensywny kolor, który nie zmienia się przez długie godziny. Sephora stworzyła pomadki, które nie rozmazują się, nie tworzą na ustach nieprzyjemnej skorupki i są bardzo trwałe.


Zmienna konsystencja pomadek - kremowa przy aplikacji, przechodząca w lekką, aksamitną teksturę i pozostawiająca na ustach intensywny i długotrwały kolor sprawia, że aplikacja jest przyjemna i nie powoduje problemów. Kolejnym plusem jest precyzyjny aplikator, który umożliwia aplikację właściwej ilości pomadki. Duży wachlarz kolorów - od nude, poprzez zgaszone róże, soczyste czerwienie, a kończąc na ciemnych, modnych brązach.

Poniżej możesz zobaczyć swatche wszystkich odcieni, które posiadam.


Na moich ustach natomiast kolory, które podobają mi się najbardziej. Po pierwsze 01 Always Red, po drugie 16 Cherry Nectar, a po trzecie 03 Strawberry Kissed (która na moich ustach wygląda podobnie do 01 Always Red).




Żeby jednak nie było zbyt pięknie, jest też odcień w którym wyglądam bardzo źle, przed Tobą 20 White Iris! Wybrała ją dla mnie Jagoda, która początkowo była pewna, że będę wyglądała w niej ślicznie. Już tak nie myśli.


Pomadki kosztują 45 zł/sztuka i naprawdę zasługują na uwagę, jeśli tylko lubisz produkty tego typu. Moim zdaniem na największą uwagę zasługują czerwienie i fuksja, widziałam w sieci zdjęcia odcieni nude i również prezentowały się dobrze. Rozmawiałam z koleżankami na temat Lip Stainów i podobnie jak ja - były zadowolone. Coś w nich jest!

Produkty do recenzji zostały dostarczone przez Sephora.
Sephora Cream Lip Stain.
Czytaj dalej...

16 lutego 2017

Smashbox Cover Palette sześć palet do makijażu oczu.


Palet nigdy nie odmawiam i nigdy ich dość, a tym bardziej o tak dobrej pigmentacji. Ale aż siedem?! Wraz z początkiem roku marka Smashbox postawiła dość wysoko poprzeczkę i pokazała światu piękne kasetki, które zawierają po osiem różnych odcieni. Każda z palet jest wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju, na moich zdjęciach możecie zobaczyć sześć z nich, siódma jest limitowana i będzie dostępna w sprzedaży niebawem (i ta siódma chyba właśnie najbardziej mnie kusi!).


Palety Cover Shot to siedem zestawów kremowych cieni, nie tylko o różnych kolorach, ale też wykończeniach i efektach. Znajdziesz tu między innymi komplet intensywnych kolorów do wyjść i zadań specjalnych, matowe zestawienie kolorów nude idealnych do makijażu no make up, połączenie cieni lśniących i matowych, które pozwalają modelować powiekę, kompozycję ciemnych kolorów do mocnego smoky eye, metaliczny komplet do połyskliwych wykończeń oraz zestaw lśniących, cieni w kolorze szampana.



Każda paleta ma na opakowaniu pasującą kolorystycznie do zawartości trójwymiarową grafikę, na której widać rozsypujące się pigmenty (ja mam z nimi jedno skojarzenia, ale dostałam nakaz nie dzielenia się nim). Każda paleta kosztuje 135 zł i można już ją kupić w Sephorze, cena jest adekwatna do jakości, a przypominam tylko, że online można często kupić znacznie taniej.

Kolejno na zdjęciach możesz zobaczyć:
Bold: Tęcza mocnych, widocznych cieni, dzięki której nadasz oczom elektryzujący wyraz.
Softlight: Paleta pełna szampańskich i różanych odcieni, które rozświetlą Twoje oczy miękkim blaskiem.


Matte: Smashbox, marka wywodząca się ze studia fotograficznego i planów zdjęciowych, tworzy wyjątkowe kolory z matowym wykończeniem. Sześć aksamitnych, zmysłowych kolorów – ciepłych beży, chłodnych, delikatnych róży, głębokiej czerni - które zapewniają perfekcyjne krycie.
Golden Hour: Matowe i błyszczące wykończenie kolorów w tej zainspirowanej zachodem słońca palecie pozwala na stworzenie złotych, fantazyjnych kreacji, które optycznie uniosą Twoje powieki.


Smoky: Mieszanka matowego i błyszczącego wykończenia z wyrazistym pigmentem, w średnich i ciemnych odcieniach – ta paleta to wszystko, czego potrzebujesz do stworzenia niepowtarzalnego (i łatwego) efektu smoky eye.
Metallic: Błyszczące, metaliczne odcienie, między innymi złoto, brąz, miedź i cyna, które sprawiają wrażenie prawdziwego, płynnego metalu dzięki perłowemu wykończeniu.


Zestaw siedmiu stworzonych do torebki palet (są naprawdę niewielkich rozmiarów!) pełnych idealnie dobranych sześciu odcieni i dwóch powiększonych kolorów bazowych. Konsystencja, która zapewnia perfekcyjną aplikację, jest naładowana pigmentami i pozwala na łatwe rozcieranie i mieszanie kombinacji kremowych cieni. Nie udało mi się jeszcze wypróbować wszystkich, ale będę robiła to i pokazywała Wam makijaże na moim Instagramie. Poniżej możesz zobaczyć cienie z palety Metallic na moich powiekach.


Bardzo kusi mnie Bold - kolory wyglądają genialnie, jestem pewna, że dzięki nim wiosną będę mogła bawić się kolorowymi kreskami. Tak naprawdę każda z nich ma w sobie odcienie, które bardzo mi się podobają, wersja matowa może służyć również do podkreślania brwi, a cienie bazowe do super lekkiego dziennego makijażu lub np. rozświetlania przestrzeni pod łukiem brwiowym. Jestem na tak!

Która z palet najbardziej Ci się spodobała? Którą chciałabyś mieć w swojej kosmetyczce?
Smashbox Cover Palette sześć palet do makijażu oczu.
Czytaj dalej...

14 lutego 2017

Chanel Coco Codes Makijaż Wiosna 2017.


Byłam pewna, że Coco Codes będzie inna niż wiosenne kolekcje marek dostępnych na rynku. Nie mogłam doczekać się propozycji Luci Pica i wiedziałam, że mnie nie zawiedzie. Jej pierwszą kolekcję dla Chanel (Chanel x Lucia Pica. Makijaż Le Rouge Collection N°1 Jesień 2016) uznałam za najlepszą kolekcję makijażową 2016 roku! Wiosenna odsłona jest bardziej subtelna i skierowana do wszystkich kobiet, niezależnie od typu urody. Kolory, które są przewodnimi tej kolekcji czyli czerwień, złoto i biel pięknie komponują się z każdą skórą!


Wiosna według Chanel to makijaż, który celebruje, reinterpretuje i rozszyfrowuje ikoniczne kody kolorów paryskiego domu mody. Czerwień, czerń, złoto, biel i beż ukształtowały estetykę Gabrielle Chanel i zabierają nas w podróż do świata jej estetyki. Coco Codes przywołuje barwne fascynacje kultowej projektantki, którymi teraz, na nowo, zachwyca się Lucia Pica. Jak przyznaje Lucia, jej celem jest makijaż przewrotny, nieoczekiwany, zaskakujący w kontekście oryginalnego użycia dobrze znanych, klasycznych kolorów. I takiej wiosny ja potrzebuję! Od subtelnego do dramatycznego, od eleganckiego do zabawnego - pięć kolorów wystarcza, by osiągnąć pożądaną, pełną wyrafinowania harmonię, pozostawiającą pole do wykreowania, tego co Ty najbardziej lubisz. I właśnie ta przestrzeń również staje się według Chanel ważnym elementem kodu, którego rozszyfrowanie gwarantuje nie tylko oszałamiający look, ale także znakomite poczucie odszukanego piękna.





Propozycja Chanel na idealną wiosnę? Skóra powinna zostać muśnięta odrobiną ciepłego beżu oraz ozdobiona świeżym, delikatnym rumieńcem, które gwarantują dwa wyjątkowe kompakty. Coco Code Exclusive Creation to cztery kolory skomponowane tak, by za jednym pociągnięciem pędzla zmieszać dwa satynowe i dwa matowe odcienie. W kolekcji towarzyszy im róż Joues Contraste w nowej opcji Elégance - różany beż z dodatkiem połyskującego w świetle pierwszych, wiosennych promieni słonecznych złota.

Poczwórne palety Les 4 Ombres tym razem urzekają wyjątkowym połyskiem. Zarówno wersja Codes Elégants, jak i delikatniejsza Codes Subtils, bazują na odcieniach beżu, brązu i złota, stając się przepisem na intrygujący, ale szalenie naturalny makijaż. W kolekcji znajdziesz również kredki Stylo Yeux Waterproof w dwóch odcieniach - każdy został skomponowany z myślą o innej palecie. Noir Pétrole został stworzony dla Codes Subtils, natomiast Mat Taupe dla Codes Elégants.



Usta! Trzy linie szminek wzbogacają się na wiosnę o odcienie stworzone w ramach kolekcji, do palety Rouge Allure dołączają makowy Ardente oraz oranżowy Indépendante, do serii Rouge Allure Velvet zostają włączone La Secrète oraz Libre, do grona Rouge Coco Shine wchodzą lekkie i transparentne Beige Doré oraz Noir Moderne.

Oprócz czerwieni Rouge Red, Lucia Pica w tym sezonie proponuje dwa niezwykle delikatne kolory lakierów - Blanc White oraz Beige Beige. Dodatkiem do nich jest Le Top Coat Black Métamorphosis, który - nałożony na dwie warstwy lakieru - pogłębia i przyciemnia jego barwę.


Poniżej możesz obejrzeć swatche cieni do powiek oraz palety i różu do policzków (ostani pasek na 3 zdjęciu).



Dla mnie wiosna, którą zaprezentowała marka Chanel jest przede wszystkim intrygująca. Nieco transparentnie, zmysłowo i z ukochaną przez Lucię czerwienią. W makijażu poniżej prezentuję paletę cieni Les 4 Ombres Codes Elégants, na policzkach wymieszałam poczwórną paletę Coco Code Exclusive Creation z różem do policzków Joues Contraste Elégance. Na ustach Rouge Allure Velvet i genialny odcień Libre (62) - dla mnie najpiękniejszy z całej kolekcji!


To, co jeszcze zachwyca mnie w wiosennej kolekcji to fakt iż w końcu nie jest to wiosna do której zostałyśmy przyzwyczajone - nie ma tu pasteli, a zamiast nich są odcienie, które można dopasować do każdego typu urody i karnacji. Lubię wolność dzięki, której możesz decydować, mieszać ze sobą i bawić się kolorem.
Gdybyś miała ochotę obejrzeć tutorial makijażowy z wykorzystaniem produktów z kolekcji, poniżej znajdziesz filmik.



Który z produktów wykreowanych przez Lucię Pica i Chanel najbardziej Ci się spodobał? Daj znać kto jest Twoim faworytem/tką!
Chanel Coco Codes Makijaż Wiosna 2017.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...