29 października 2014

Makijaż: Metaliczna kreska.

Jak większość z Was nie mam czasu na stworzenie zaraz po przebudzeniu pawiego pióra na powiece oraz powiększenie ilości swoich rzęs o dodatkowe setki, poza tym im mniej tym lepiej, im prościej tym bardziej efektownie? Przede wszystkim zadbana cera, to ona jest największą zaletą każdego makijażu - tutaj na zdjęciu możecie zobaczyć najnowszy podkład YSL Fusion Ink Foundation w odcieniu B10 (dla mnie idealny!) o którym napiszę więcej niebawem, w tej chwili zachwycam się konsystencją, wykończeniem i lekkością. Moja twarz nie jest dodatkowo przypudrowana, nie mam także żadnego różu ani bronzera.


Liner to Make Up For Ever, bardzo trwały, z wygodnym pędzelkiem - połączenie brązu, szarości i metalu. Na powiece przetrwa cały dzień, o to akurat nie muszę się martwić, produkty z serii Aqua są naprawdę trwałe! Na zdjęciu możecie zobaczyć, że kreska jest podzielona na dwie części - chciałam pokazać Wam stopniowanie koloru - od wewnętrznego kącika jedna warstwa, od zewnętrznego dwie. Liner szybko zasycha tworząc pewnego rodzaju skorupkę, a jeśli chodzi o demakijaż to najlepiej używać płynu do kosmetyków wodoodpornych.


Na ustach Intime Chanel z jesiennej kolekcji, którą raz jeszcze możecie zobaczyć tutaj. Voila! Bez pawich piór także się da!

Korres tusz do rzęs Volume Professional.

Grecką markę Korres poznałam już kilka lat temu, jeszcze mieszkając we Wrocławiu. Mam do niej słabość - może dlatego, że bardzo chciałabym odwiedzić Grecję, a nigdy tego nie zrobiłam? (w następnym roku się to zmieni, to postanowione!). Oprócz słabości mam do niej także zaufanie, a to chyba najważniejsze. Pierwszym produktem Korres był aromatyczny ziołowy syrop z miodu i nasion anyżu. Przepis zainspirowany był "rakomelonem” – specjalną rozgrzewającą miksturą spirytusu i miodu, którą dziadek Georga Korresa tworzył w swoim rodzinnym mieście na wyspie Naxos. Pierwszy w historii produkt Korres do pielęgnacji twarzy to Wild Rose 24-godzinny krem nawilżająco – rozświetlający, wciąż bestseller na całym świecie. Podstawowe wartości marki pozostają takie same, jak za czasów, kiedy George Korres pracował jeszcze w aptece - stosowanie ziół i naturalnych składników najwyższej jakości.


Dzisiaj pokażę Wam produkt, który stał się moim ulubieńcem - tusz do rzęs Volume Professional. Czym mnie kupił? Efektem lekko wydłużonych i pogrubionych rzęs - zobaczcie na zdjęcia, przy jednej warstwie nie powoduje żadnych sklejeń, wygląda naprawdę super naturalnie! Na co dzień nie potrzebuję niczego innego, a efekt teatralnych rzęs mogę pozostawić na większe wyjścia. Zapewne jestem w mniejszości jeśli chodzi o tusze do rzęs i ich "lubienie" - wychodzę z założenia, że im rzadziej tym lepiej. Tusz Korres w kolorze czarnym będzie idealny więc dla tych z Was, które tak jak ja wolą bardziej stonowany makijaż jedynie delikatnie podkreślający urodę, a nie zasłaniający ją.


Tusz do rzęs wydłuża oraz rozdziela rzęsy, zawiera prowitaminę B5 oraz proteiny ryżu, które odżywiają i chronią rzęsy - nie zauważyłam żadnego podrażnienia czy uczulenia, nie pieką mnie oczy, a demakijaż jest szybki i łatwy. Szczoteczka dobrze radzi sobie z rozczesaniem rzęs, nie sklejając ich i nie pozostawiając grudek. Opakowanie o pojemności 9 ml kosztuje w Sephorze 99 zł (marka Korres jest na wyłączność w Sephorze), dostępna jest w dwóch odcieniach czarnym i brązowym.

Poniżej na zdjęciu numer jeden po lewej możecie zobaczyć rzęsy ubrane w tusz, po prawej nagie. Drugie zdjęcie to również nagie rzęsy, trzecie - z tuszem. Pamiętajcie, że jest to jedna warstwa, bez poprawek.



Jeśli macie wrażliwe oczy - myślę, że powinnyście wypróbować tusz Korres - jest na tyle delikatny, że nie powinien zrobić żadnej krzywdy. Jednak przy opcji silnego uczulenia na kosmetyki warto wypróbować go w perfumerii przed zakupem.

28 października 2014

Makijaż: Na czarno.


Na co dzień raczej nie zobaczycie mnie w takim wydaniu (hmm może właśnie szkoda?!), zbyt mało czasu i w chwili obecnej spacer z Z. nie wymaga ode mnie takiej oprawy wizualnej twarzy. Niemniej jednak - zdarza mi się jeszcze zrobić full make - up, zatem nie wierzcie nigdy plotkom, że matki nie mają na nic czasu, nawet na kąpiel!


Czarny, ciemny brąz, czekolady granaty (i oczywiście bling bling pod każdą postacią!) - w takich kolorach czuję się bardzo dobrze chociaż ostatnio się okazało, że i w zieleniach mogę wystąpić publicznie. Do tak ciemnych kolorów najbardziej lubię nosić jasne błyszczyki/pomadki albo zostawić je zupełnie saute (często również rzęsy pozostawiam nagie). Poniżej możecie zerknąć na listę produktów, których użyłam do makijażu - na pewno szerzej opiszę Wam podkład, tusz (mój pierwszy kosmetyk kolorowy od greckiej marki Korres!) oraz paletkę cieni (nowe wcielenie piątek EL). Kredka na linii wodnej to produkt od marki Rimmel, w takiej roli sprawdza się ok, na powiece zdecydowanie trudniej jest ją rozprowadzić, jeśli chodzi o trwałość - wytrzymuje 3 - 4 godziny, po tym czasie można pokusić się o poprawki. O Lip Glow wspominałam niejednokrotnie - to balsam/pomadka nawilżająca i nadająca piękny kolor.

W tym makijażu wystąpiły:
Oczy: wydłużający tusz do rzęs Korres (black), cienie do powiek Estee Lauder Ivory Power, czarna kredka do oczu Rimmel.
Twarz: podkład Diorskin Star 020
Usta: pomadka Dior Lip Glow

27 października 2014

La Roche-Posay Toleriane Teint Mattifying Mousse Foundation 02.


"Dzięki zupełnie nowej, ultralekkiej konsystencji musu oraz zawartych w niej składników aktywnych o właściwościach absorbujących, Matujący Podkład w Musie dla skóry wrażliwej pozwala utrzymać odpowiedni efekt makijażu przez cały dzień. Ujednolica koloryt skóry i nadaje matujące wykończenie. Testowany na skórze wrażliwej. Nie powoduje powstawania zaskórników. Filtr SPF 20. Efekt: ujednolicony koloryt, skóra wygląda naturalnie i świeżo, nie błyszczy się, pozostaje matowa i aksamitna."


Zacznę od tego, że przed napisaniem recenzji poczytałam opinie w sieci o musie Toleriane i bardzo się zdziwiłam, na wizażu jest całkiem sporo bardzo negatywnych postów, a odczucia są tak sprzeczne, że nie mogę uwierzyć iż dziewczyny piszą o tym samym podkładzie! Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że nie używam go codziennie - raz na jakiś czas, gdy potrzebuję silniejszego krycia i moja skóra ma ochotę się ukryć pod odrobiną tapety. Odcień, który mam to 02 - na lato sprawdzi się idealnie, jesienią i zimą - już bez opalenizny może okazać się za ciemny. Przede wszystkim Toleriane świetnie się aplikuje, nie roluje się przy nakładaniu, jest bardzo wydajny - u mnie wystarczy odrobina do pokrycia całej twarzy, już przy takiej ilości krycie jest dość porządne. Wygląda bardzo bardzo naturalnie, nie widać szpachli ani maski. Co więcej przyjmuje bez problemu puder, brązer czy róż i nadal wygląda świetnie. Opinie w sieci wspominały o szybkim znikaniu, tego także nie zauważyłam, a dokładnie sprawdziłam. Zdjęcia poniżej przedstawią podkład w świetle dziennym i sztucznym.


Na swatchu możecie zobaczyć odcień 02. Dopasowuje się do karnacji i bardzo ładnie się z nią stapia. Na mojej skórze nie utlenia się, a doceniam go przede wszystkim za konsystencję (to naprawdę lekki mus, który po zetknięciu się z cerą staje się niemalże niewyczuwalny) i poziom krycia oraz pudrowe wykończenie.


Miałam wielką ochotę polecić Wam ten podkład z czystym sumieniem, ale nie zrobię tego. Dlaczego? Ponieważ opinie na jego temat są tak mocno podzielone, że przed zakupem najlepszą opcją jest go zwyczajnie wypróbować - może uda się Wam w aptece dostać kilka próbek i dokładnie przetestować i sprawdzić.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...